RZUTZA3.PL KALENDARZ20259-CO-DALEJ-Z-JEREMYM-SOCHANEM
[9] Co dalej z Jeremym Sochanem?
09/12/2025 22:37
Od 1 grudnia do 24 grudnia zapraszamy na świąteczny kalendarz na rzutza3.pl! 🎄🎁Przez 24 dni codziennie publikujemy wyjątkowe treści: wywiady, dłuższe artykuły. Nie przegapcie - obserwujcie naszą stronę i bądźcie na bieżąco! ✨[9/24] Jeremy Sochan wkracza w najbardziej kluczowy moment swojej dotychczasowej kariery. Minęły nieco ponad trzy lata od chwili, gdy San Antonio Spurs wybrali go w drafcie z numerem 9. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej niż wtedy, a klub nie zdecydował się zaoferować mu przedłużenia kontraktu, co oznacza jedno: latem 2026 roku Sochan wejdzie na rynek jako wolny agent i będzie mógł podpisać umowę z każdym zespołem, który uzna, że warto na niego postawić. W międzyczasie rozpoczyna się jego ostatni sezon na debiutanckim kontrakcie, a jego przyszłość w barwach Spurs staje się coraz bardziej wątpliwa.
Od 1 grudnia do 24 grudnia zapraszamy na świąteczny kalendarz na rzutza3.pl! 🎄🎁
Przez 24 dni codziennie publikujemy wyjątkowe treści: wywiady, dłuższe artykuły. Nie przegapcie - obserwujcie naszą stronę i bądźcie na bieżąco! ✨
[9/24]
Jeremy Sochan wkracza w najbardziej kluczowy moment swojej dotychczasowej kariery. Minęły nieco ponad trzy lata od chwili, gdy San Antonio Spurs wybrali go w drafcie z numerem 9. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej niż wtedy, a klub nie zdecydował się zaoferować mu przedłużenia kontraktu, co oznacza jedno: latem 2026 roku Sochan wejdzie na rynek jako wolny agent i będzie mógł podpisać umowę z każdym zespołem, który uzna, że warto na niego postawić. W międzyczasie rozpoczyna się jego ostatni sezon na debiutanckim kontrakcie, a jego przyszłość w barwach Spurs staje się coraz bardziej wątpliwa.
Sytuacja Jeremy'ego w San Antonio
Sytuacja Jeremy'ego w San Antonio
Jeszcze 3,5 roku temu przyszłość Sochana w San Antonio wyglądała obiecująco. Dobre dopasowanie, cierpliwy rozwój, świetny szkoleniowiec w osobie Gregga Popovicha i rosnąca rola. Jednak liga zmienia się szybko, a Spurs w ostatnich latach dzięki wysokim wyborom w drafcie podpisali kontrakty ze świetnymi prospektami, co zacieśniło rywalizację o minuty. To właśnie wyżej cenieni zawodnicy, tacy jak Victor Wembanyama, Carter Bryant, Dylan Harper czy Stephon Castle sprawili, że w rotacji zrobiło się tłoczno, a Jeremy naturalnie zaczął przegrywać walkę o czas gry. To jednak nie jest jedyny problem. Sochan od początku zmaga się z dwoma poważnymi ograniczeniami, które mocno wpływają na sposób, w jaki trenerzy mogą go wykorzystać. Pierwszy z nich - rzut za trzy. Choć widocznie poprawiony, wciąż nie osiągnął poziomu, który sprawiałby, że obrona musi go respektować. Gdy Polak pojawia się na parkiecie, rywale automatycznie zawężają pole gry pod koszem, co utrudnia funkcjonowanie ofensywy. Drugą trudnością jest decyzyjność i szybkość czytania gry. Jeremy miewa świetne momenty, wręcz przebłyski geniuszu, ale nadal bywa nierówny. Porównywany z graczami ze ścisłej czołówki swojej draft class wypada często gorzej, a oczekiwania ze względu na kapitał talentu, jakim "obdarzeni" zostali Spurs przez ostatnie 3 drafty są po prostu wysokie. Do tego doszedł czynnik absolutnie kluczowy - choroba Gregga Popovicha i przekazanie roli szkoleniowca Mitchowi Johnsonowi. Nowy trener, mówiąc wprost, od początku nie wierzył w Polaka i dawał mu wyraźnie mniejsze szanse. Nawet w sytuacji, gdy kontuzje wyłączyły z gry dwóch kluczowych zawodników, Jeremy nadal gra tyle, co kot napłakał, a to mocny sygnał dotyczący wizji obecnego sztabu.
Jeszcze 3,5 roku temu przyszłość Sochana w San Antonio wyglądała obiecująco. Dobre dopasowanie, cierpliwy rozwój, świetny szkoleniowiec w osobie Gregga Popovicha i rosnąca rola. Jednak liga zmienia się szybko, a Spurs w ostatnich latach dzięki wysokim wyborom w drafcie podpisali kontrakty ze świetnymi prospektami, co zacieśniło rywalizację o minuty. To właśnie wyżej cenieni zawodnicy, tacy jak Victor Wembanyama, Carter Bryant, Dylan Harper czy Stephon Castle sprawili, że w rotacji zrobiło się tłoczno, a Jeremy naturalnie zaczął przegrywać walkę o czas gry. To jednak nie jest jedyny problem. Sochan od początku zmaga się z dwoma poważnymi ograniczeniami, które mocno wpływają na sposób, w jaki trenerzy mogą go wykorzystać. Pierwszy z nich - rzut za trzy. Choć widocznie poprawiony, wciąż nie osiągnął poziomu, który sprawiałby, że obrona musi go respektować. Gdy Polak pojawia się na parkiecie, rywale automatycznie zawężają pole gry pod koszem, co utrudnia funkcjonowanie ofensywy. Drugą trudnością jest decyzyjność i szybkość czytania gry. Jeremy miewa świetne momenty, wręcz przebłyski geniuszu, ale nadal bywa nierówny. Porównywany z graczami ze ścisłej czołówki swojej draft class wypada często gorzej, a oczekiwania ze względu na kapitał talentu, jakim "obdarzeni" zostali Spurs przez ostatnie 3 drafty są po prostu wysokie. Do tego doszedł czynnik absolutnie kluczowy - choroba Gregga Popovicha i przekazanie roli szkoleniowca Mitchowi Johnsonowi. Nowy trener, mówiąc wprost, od początku nie wierzył w Polaka i dawał mu wyraźnie mniejsze szanse. Nawet w sytuacji, gdy kontuzje wyłączyły z gry dwóch kluczowych zawodników, Jeremy nadal gra tyle, co kot napłakał, a to mocny sygnał dotyczący wizji obecnego sztabu.
Co dalej? Otwarta droga i nowe możliwości
Co dalej? Otwarta droga i nowe możliwości
Biorąc pod uwagę aktualny układ sił, trzeba powiedzieć to wprost: w San Antonio musiałby wydarzyć się cud, aby Jeremy Sochan odnalazł na nowo swoją pozycję i dostał propozycję pozostania w drużynie. Obecny sezon w kontekście walki o pozostanie w Spurs jest dla niego praktycznie spisany na straty. Sztab nie widzi go w długofalowej układance, trener mu nie ufa, a rotacja staje się coraz bardziej zamknięta. To jednak nie oznacza, że przyszłość Sochana w NBA maluje się w ciemnych barwach. Wręcz przeciwnie. Polak jest zbyt dobry, zbyt wszechstronny i zbyt unikalny, by wpaść w ligowy niebyt. Niewielu zawodników o jego rozmiarach potrafi kryć pozycje od 1 do 4, bronić z taką intensywnością, zbierać i w dodatku posiadać realny potencjał ofensywny. W ataku potrafi dać akcję ponadprzeciętnej jakości, a jego atletyczność i mobilność są atutami cenionymi w całej lidze. Dlatego wiele ekip mogłoby widzieć w nim wartościowego zadaniowca - zwłaszcza takie, które mają u steru klasowych rozgrywających i potrzebują wszechstronnego obrońcy z energią. W organizacjach pokroju Atlanta Hawks czy Detroit Pistons, gdzie struktura ofensywna mogłaby bardziej go odciążyć, Sochan mógłby rozkwitnąć. Jeśli utrzyma obecną trajektorię poprawy rzutu (a progres poczynił już znaczny) istnieje realna szansa, że stanie się graczem oferującym co najmniej ligowy średni poziom skuteczności. A wtedy jego wartość na rynku tylko wzrośnie. Latem 2026 roku mogą nas więc czekać naprawdę ciekawe ruchy, a rynek wolnych agentów może okazać się dla Sochana odświeżającym resetem kariery.
Biorąc pod uwagę aktualny układ sił, trzeba powiedzieć to wprost: w San Antonio musiałby wydarzyć się cud, aby Jeremy Sochan odnalazł na nowo swoją pozycję i dostał propozycję pozostania w drużynie. Obecny sezon w kontekście walki o pozostanie w Spurs jest dla niego praktycznie spisany na straty. Sztab nie widzi go w długofalowej układance, trener mu nie ufa, a rotacja staje się coraz bardziej zamknięta. To jednak nie oznacza, że przyszłość Sochana w NBA maluje się w ciemnych barwach. Wręcz przeciwnie. Polak jest zbyt dobry, zbyt wszechstronny i zbyt unikalny, by wpaść w ligowy niebyt. Niewielu zawodników o jego rozmiarach potrafi kryć pozycje od 1 do 4, bronić z taką intensywnością, zbierać i w dodatku posiadać realny potencjał ofensywny. W ataku potrafi dać akcję ponadprzeciętnej jakości, a jego atletyczność i mobilność są atutami cenionymi w całej lidze. Dlatego wiele ekip mogłoby widzieć w nim wartościowego zadaniowca - zwłaszcza takie, które mają u steru klasowych rozgrywających i potrzebują wszechstronnego obrońcy z energią. W organizacjach pokroju Atlanta Hawks czy Detroit Pistons, gdzie struktura ofensywna mogłaby bardziej go odciążyć, Sochan mógłby rozkwitnąć. Jeśli utrzyma obecną trajektorię poprawy rzutu (a progres poczynił już znaczny) istnieje realna szansa, że stanie się graczem oferującym co najmniej ligowy średni poziom skuteczności. A wtedy jego wartość na rynku tylko wzrośnie. Latem 2026 roku mogą nas więc czekać naprawdę ciekawe ruchy, a rynek wolnych agentów może okazać się dla Sochana odświeżającym resetem kariery.
Nowy rozdział nadchodzi
Nowy rozdział nadchodzi
Jeremy Sochan znalazł się na zakręcie swojej kariery, ale nie jest to zakręt w stronę ślepej uliczki. Spurs praktycznie zamknęli przed nim drzwi, lecz liga wciąż widzi w nim gracza z dużym potencjałem i nieprzeciętną defensywną wartością. Ostatni sezon debiutanckiego kontraktu ma być dla niego etapem przetrwania, nauki i przygotowania się do tego, co nadejdzie latem 2026 roku. Tam czeka na niego nowy start - w klubie, który będzie naprawdę chciał pomóc mu rozwijać skrzydła. Jedno jest pewne: historia Sochana w NBA zdecydowanie się nie kończy. Ona po prostu zmienia kształt.
Jeremy Sochan znalazł się na zakręcie swojej kariery, ale nie jest to zakręt w stronę ślepej uliczki. Spurs praktycznie zamknęli przed nim drzwi, lecz liga wciąż widzi w nim gracza z dużym potencjałem i nieprzeciętną defensywną wartością. Ostatni sezon debiutanckiego kontraktu ma być dla niego etapem przetrwania, nauki i przygotowania się do tego, co nadejdzie latem 2026 roku. Tam czeka na niego nowy start - w klubie, który będzie naprawdę chciał pomóc mu rozwijać skrzydła. Jedno jest pewne: historia Sochana w NBA zdecydowanie się nie kończy. Ona po prostu zmienia kształt.