RZUTZA3.PL KOSZKADRAMIEDZY-MARZENIEM-A-MUNDIALEM-POLSKA-REPREZENTACJA-ZROBILA-KOLEJNY-KROK-W-STRONE-KATARU

Między marzeniem a mundialem - Polska reprezentacja zrobiła kolejny krok w stronę Kataru

31/08/2026 08:56
Fot. fiba.basketball

Są takie mecze, po których długo pozostaje niedosyt, ale jednocześnie trudno mówić o rozczarowaniu. Tak było w niedzielę w Ergo Arenie. Reprezentacja Polski przegrała z Niemcami 94:96 po dogrywce, choć jeszcze kilka minut wcześniej przegrywała różnicą kilkunastu punktów. Biało-Czerwoni odrobili straty, doprowadzili do remisu i byli o jedną akcję od pokonania aktualnych mistrzów świata i Europy. Ostatecznie zabrakło jednego rzutu.

Kilka dni wcześniej Polska bez większych problemów pokonała Izrael 106:86. To zwycięstwo było siódmym z rzędu w eliminacjach mistrzostw świata 2027. Pierwsza runda została przez Biało-Czerwonych rozegrana bez porażki, a sierpniowe zwycięstwo w Rydze jeszcze mocniej umocniło ich na pozycji lidera. Dopiero Niemcy zatrzymali tę serię, ale zrobili to dopiero po dogrywce i niezwykle trudnym spotkaniu.

Sierpniowe okienko pokazało więc dwie twarze tej reprezentacji. Z Izraelem zobaczyliśmy drużynę skuteczną, spokojną i kontrolującą spotkanie. Z Niemcami długo oglądaliśmy zespół mający problemy z wejściem w mecz, ale później pokazujący ogromną odporność psychiczną. Oba spotkania są ważne, bo razem dają znacznie pełniejszy obraz drużyny Igora Milicicia.

Kraków jako początek kolejnego etapu

Reprezentacja rozpoczęła zgrupowanie w Krakowie 14 sierpnia. Biało-Czerwoni trenowali na dobrze znanych sobie obiektach AGH, gdzie sztab Igora Milicicia rozpoczął przygotowania do najważniejszych spotkań tego okienka.

Wcześniej Polska miała już za sobą bardzo udaną pierwszą rundę eliminacji. Sześć meczów i sześć zwycięstw dały reprezentacji świetną pozycję przed drugą fazą. W sierpniu trzeba było przede wszystkim potwierdzić, że ten bilans nie był przypadkiem.

W okresie przygotowawczym Polacy rozegrali trzy mecze kontrolne. Zremisowali z Bułgarią 93:93, przegrali z Bośnią i Hercegowiną 60:69 oraz z Grecją 81:89. Wyniki nie były idealne, ale w tym okresie ważniejsze było znalezienie odpowiednich ustawień, złapanie chemii i przygotowanie drużyny do meczów o punkty.

Nie wszyscy mogli jednak pojawić się na tym zgrupowaniu. W tym okienku zabrakło między innymi Jakuba Szumerta i Jakuba Urbaniaka, którzy przygotowywali się do pierwszego sezonu na uczelni w Stanach Zjednoczonych. Poza kadrą pozostawał również Jeremy Sochan ,który walczy o gwarantowany kontrakt w Portland Trail Blazers.Zabrakło także Łukasza Kolendy ,który decyzja trenera otrzymał wiekszy komfort w przygotowaniu do pierwszego sezonu w Hiszpani. Milicić musi budować drużynę z zawodników dostępnych tu i teraz, jednocześnie mając świadomość, że w przyszłości rotacja może wyglądać inaczej.

Ponitka jest sercem i płucami tej reprezentacji

Jeżeli miałbym wskazać jednego zawodnika, którego znaczenie dla polskiej kadry najlepiej oddaje całe sierpniowe okienko, byłby to Mateusz Ponitka.

Kapitan nie jest tylko najlepszym lub jednym z najlepszych koszykarzy reprezentacji. Jest jej punktem odniesienia. To przez niego przechodzi duża część odpowiedzialności za wynik, ale również za organizację gry i zachowanie zespołu w trudnych momentach.

Przeciwko Izraelowi Ponitka zdobył 24 punkty, miał dziewięć asyst, sześć zbiórek i cztery bloki. Był wszędzie. Trafiał, kreował kolegów, pomagał w obronie i kontrolował tempo spotkania. Polska wygrała 106:86, a kapitan był jednym z głównych powodów, dla których Biało-Czerwoni od początku narzucili własne warunki.

Jego występ nie polegał wyłącznie na skuteczności. Ponitka bardzo często rozpoczynał akcje, nawet jeśli formalnie nie występował na pozycji rozgrywającego. Brał piłkę po zbiórce, przyspieszał przejście do ataku i szukał najlepiej ustawionych partnerów. Dziewięć asyst dobrze pokazuje, jak duży wpływ miał na ofensywę, ale nie oddaje wszystkich sytuacji, w których samą decyzją wymuszał reakcję obrony Izraela.

Trzy dni później przeciwko Niemcom Ponitka ponownie był najlepszym strzelcem Polski. Zdobył 20 punktów, zebrał osiem piłek i zanotował pięć asyst. Tym razem musiał mierzyć się z dużo większą presją, agresywniejszą obroną i rywalem, który przez większość spotkania kontrolował wynik. Mimo to nie zniknął. Kiedy Polska zaczęła odrabiać straty, kapitan ponownie był jednym z zawodników, którzy nadawali drużynie kierunek. Niestety musiał przed wcześnie musiał zakończyć spotkanie z powodu pięciu przewinień.

Ponitka może mieć świetny mecz statystycznie, jak z Izraelem, ale jego wartość w reprezentacji to nie tylko liczby. Potrafi grać z piłką, bez piłki, na kilku pozycjach i w różnych ustawieniach. Kiedy trzeba uspokoić grę, bierze piłkę. Kiedy trzeba przyspieszyć, również potrafi to zrobić. Jest także zawodnikiem, który nie unika trudnych decyzji. To on często próbuje rozwiązać akcję, gdy kończy się czas na zegarze i nie ma już miejsca na dodatkowe podanie.

W sierpniu ponownie był liderem z prawdziwego zdarzenia. Nie tylko dlatego, że zdobywał punkty, ale dlatego, że jego obecność porządkowała grę całego zespołu. Polska nadal potrzebuje od niego bardzo dużo, ale jednocześnie coraz wyraźniej widać, że obok niego pojawiają się zawodnicy gotowi przejąć część odpowiedzialności.

Fot. FIBA

Jordan Loyd - jakość z najwyższego poziomu

Drugim nazwiskiem, które mocno zapisało się w sierpniowym okienku, był Jordan Loyd.

Jego obecność daje reprezentacji coś, czego przez długi czas kiedyś brakowało. Jest zawodnikiem przyzwyczajonym do dużej odpowiedzialności i gry na wysokim poziomie europejskim, a jego umiejętność kreowania własnego rzutu pozwala Polsce na więcej spokoju w ataku. Loyd z miejsca po przybyciu do kadry na Eurobasket 2025 ,obok Ponitki zawsze jest bardzo stabilnym i pewnym punktem kadry.

Przeciwko Izraelowi zdobył 18 punktów, a jego obecność od początku pomagała rozciągać defensywę rywala. Nie musiał długo czekać na wejście w mecz. Potrafił zaatakować po koźle, znaleźć miejsce za linią trzech punktów i wykorzystać moment, w którym obrona Izraela skupiała się na innych elementach Polskiej ofensywy ,aby odpalić.

Jego znaczenie było widoczne również w sposobie, w jaki Polska budowała przewagę. Loyd nie ograniczał się do rzutów z dystansu. Był aktywny w penetracjach, zmuszał obrońców do pomocy i otwierał przestrzeń dla kolegów. Dzięki temu jego wpływ na grę był większy niż sama liczba zdobytych punktów.

Z Niemcami również zdobył 16 punktów, trafiając trzy rzuty za trzy. Był jednym z zawodników, którzy dawali Polsce możliwość odrabiania strat. W trudnym momencie nie bał się podejmować decyzji, nawet jeśli wcześniejsze akcje nie zawsze kończyły się powodzeniem. Tego typu pewność siebie jest reprezentacji bardzo potrzebna, szczególnie przeciwko zespołom, które potrafią przez długie fragmenty ograniczać pierwszą opcję w ataku.

W końcówce trzeciej kwarty meczu z Niemcami został wyrzucony z parkietu po drugim faulu technicznym. Sam przyznał później, że poniosły go emocje. W spotkaniu o takiej intensywności trudno było tego nie zauważyć. Z jednej strony jego reakcja osłabiła Polskę w najważniejszym momencie, z drugiej pokazała, że Loyd nie traktuje występów w kadrze tylko jako dodatku do sezonu klubowego.

To również pokazuje, jak bardzo zależy mu na tej reprezentacji. Oczywiście emocje muszą być kontrolowane, szczególnie w najważniejszych momentach, ale agresywność i charakter Loyda są dla Polski bardzo cenne. Potrzebny jest jednak balans. Loyd powinien pozostać zawodnikiem intensywnym i odważnym, ale jednocześnie musi pilnować, by jego temperament nie odbierał drużynie ważnych minut , choć i bez niego udało sie nam wrócić do meczu.

Fot. FIBA

Balcerowski daje fizyczność i możliwości

Aleksander Balcerowski to kolejny zawodnik, bez którego trudno wyobrazić sobie najmocniejsze ustawienie reprezentacji.

Jego atutem nie jest wyłącznie wzrost. Balcerowski daje możliwość grania przez wysokiego zawodnika, a jednocześnie potrafi być zagrożeniem w ofensywie. Przeciwko Izraelowi zdobył 18 punktów i był jednym z zawodników, którzy od początku budowali przewagę Polski.

W Rydze jego współpraca z Ponitką i Loydem dobrze wpisywała się w plan Milicicia. Polska mogła atakować zarówno z obwodu, jak i przez środek. Balcerowski potrafił wykorzystać przewagę fizyczną, ale nie był przywiązany wyłącznie do pola trzech sekund. Jego obecność zmuszała obronę do pilnowania kilku różnych rozwiązań, a to ułatwiało życie zawodnikom obwodowym.

Ważne było również to, że Balcerowski nie ograniczał się do kończenia akcji. Stawiał zasłony, otwierał przestrzeń dla kolegów, a w odpowiednich momentach potrafił wyjść wyżej i zaatakować z dystansu. Taki profil wysokiego zawodnika jest dla reprezentacji bardzo cenny, bo pozwala zmieniać sposób gry bez konieczności całkowitej przebudowy ustawienia.

Mecz z Niemcami był dla Balcerowskiego znacznie trudniejszy. Zdobył cztery punkty, a rywale bardzo mocno ograniczali możliwości gry pod koszem. Niemcy dobrze bronili obręczy, byli fizyczni i nie pozwalali mu łatwo ustawiać się w dogodnych pozycjach. To jednak również cenna lekcja, ponieważ właśnie przeciwko takim rywalom Balcerowski będzie musiał w nowym sezonie i nowym klubie - w Barcelonie udowadniać swoją wartość.

Od początku trzeciej kwarty musieliśmy radzić sobie bez niego. Balcerowski próbował ratować piłkę wypadającą na aut. Sama decyzja była zrozumiała, bo zawodnik chciał utrzymać posiadanie i nie pozwolić Niemcom na łatwy atak. Niestety, piłka trafiła prosto w ręce Daniela Theisa, który wykorzystał sytuację i trafił za trzy punkty.

Ta akcja nie była jednak tak bolesna jak to, co wydarzyło się chwilę później. Podczas próby ratowania piłki Balcerowski wpadł w krzesełka ustawione przy parkiecie. Nowy gracz Barcelony doznał urazu i nie wrócił już na boisko. Jego brak był dla Polski bardzo odczuwalny, bo zespół stracił podstawowego zawodnika. Jednak i bez nie go pokazaliśmy ogromny pazur i wole walki.

Jeżeli Polska chce rywalizować z najlepszymi na świecie, potrzebuje jakościowego wysokiego zawodnika, który daje sporo opcji i w obronie i w ataku. Balcerowski ma ku temu predyspozycje. Musi jednak poprawiać regularność, odporność fizyczną i skuteczność w meczach, w których rywale będą szczególnie mocno atakować jego słabsze strony.

Fot. FIBA

Igor Milicić Junior zrobił kolejny krok

W sierpniu bardzo mocno swoją obecność zaznaczył także Igor Milicić.

W meczu z Izraelem zdobył 13 punktów, dołożył sześć asyst i trzy zbiórki. To był występ pokazujący jego wszechstronność. Nie ograniczał się do zdobywania punktów. Potrafił kreować, znajdować kolegów i wykorzystywać przewagi ,które stowrzył.

Milicić Junior dobrze odnajdywał się w akcjach, w których trzeba było szybko podjąć decyzję. Nie przetrzymywał piłki bez potrzeby, a jednocześnie nie bał się zaatakować, gdy obrona zostawiała mu miejsce. Sześć asyst pokazuje, że jego rola nie sprowadzała się do bycia kolejnym strzelcem. Potrafił wpływać na tempo i kierunek ofensywy.

Jeszcze lepiej wypadł przeciwko Niemcom.

18 punktów, osiem zbiórek, trzy trafione rzuty za trzy i trzy bloki. Był jednym z najważniejszych zawodników polskiej ofensywy i w wielu momentach brał na siebie odpowiedzialność, gdy reprezentacja potrzebowała punktów. Jego rzuty z dystansu pozwalały utrzymywać kontakt z Niemcami, a zbiórki pokazywały, że nie unikał również fizycznej walki.

Ważne było to, że Milicić Junior nie przestraszył się rangi spotkania i rywala ,lecz grał bezkompromisów. Niemcy przez długi czas kontrolowali wydarzenia, ale on pozostawał aktywny i szukał swoich szans. W końcówce, gdy Polska zaczęła odrabiać straty, był jednym z zawodników, którzy pomagali utrzymać wysokie tempo.

Jego rozwój jest jednym z ciekawszych tematów wokół tej kadry. Milicić junior ma dopiero 22 lata i wciąż walczy o swoją pozycję na najwyższym poziomie. Po meczu z Niemcami mówił również o swoim celu, jakim pozostaje NBA.

W reprezentacji nie jest już jednak tylko młodym zawodnikiem z potencjałem. W sierpniu pokazał, że może realnie pomagać drużynie. Co więcej, jego wszechstronność może być dla Polski szczególnie ważna w przyszłości, gdy kadra będzie musiała radzić sobie z różnymi typami rywali i zmieniać ustawienia w trakcie meczu.

Fot. FIBA

Olejniczak solidny - jak zawsze!

Dominik Olejniczak nie jest zawodnikiem, którego obecność zawsze będzie najbardziej widoczna w skrótach. Jego praca często zaczyna się tam, gdzie kończą się efektowne zagrania.

Z Izraelem zdobył sześć punktów, ale dużo ważniejsza była jego fizyczność i praca pod koszem. Olejniczak walczył o pozycję, stawiał zasłony i pomagał ograniczać rywalom dostęp do obręczy. W takich spotkaniach jego zadaniem nie jest koniecznie zdobywanie dużej liczby punktów, ale zapewnienie drużynie stabilności w obronie i na zbiórce.

Z Niemcami pokazał natomiast pełnię swoich możliwości. Zdobył 12 punktów i zebrał aż 10 piłek, zapisując na swoim koncie double-double. Przeciwko mistrzom świata takie rzeczy mają znaczenie. Polska potrzebowała zawodnika, który będzie walczył o każdą zbiórkę, stawiał zasłony, utrzymywał pozycję i nie odpuszczał w fizycznej walce.

Olejniczak to robi.

Jego obecność pozwala również innym zawodnikom grać odważniej. Kiedy wysoki zawodnik dobrze zastawia, walczy o zbiórkę i zabezpiecza tył obrony, gracze obwodowi mogą mocniej naciskać na rywali. To nie zawsze kończy się efektowną akcją, ale wpływa na cały system.

Nie musi zdobywać 20 punktów, żeby mieć dobry mecz. Czasami jego najlepsze akcje nie trafiają nawet do statystyk. W reprezentacji pełni rolę jednego z tych zawodników, którzy zapewniają drużynie stabilność. W spotkaniach z rywalami pokroju Niemiec jego fizyczność może być jednym z najważniejszych elementów polskiej gry. Pokazał również ,że w obliczu kontuzji Olka potrafił odnaleźć się bardzo dobrze w innej roli.

Fot. FIBA

Andrzej Pluta pokazał, że można na niego liczyć

Bardzo pozytywnie wypadł także Andrzej Pluta.

Przeciwko Izraelowi zdobył 11 punktów, a przeciwko Niemcom aż 14, trafiając trzy rzuty za trzy i rozdając pięć asyst. To był występ pokazujący, że Pluta może być dla reprezentacji czymś więcej niż tylko zawodnikiem solidnym w cieniu Ponitki i Loyda. Właśnie gdy nasi liderzy skończyli udział w meczu ,to on brał sprawy w swoje ręce trafiając bardzo ważne rzuty i znajdując kolegów na wolnych pozycjach.

Jego największą zaletą jest odwaga w podejmowaniu decyzji. Pluta jest takim graczem ,który jest niezwykle elastyczny i dopasowuje się do roli ,której właśnie potrzebuje zespół. Może wejść z ławki albo w pierwszej 5, trafić ważny rzut, zaatakować closeout albo szybko przenieść piłkę do ataku. .

W meczu z Niemcami jego punkty były szczególnie cenne. Gdy Polska próbowała odrabiać straty, nie ograniczał się do bezpiecznej gry. Szukał swoich okazji i trafiał. Jednocześnie pięć asyst pokazuje, że nie był skupiony wyłącznie na własnym rzucie. Potrafił również znaleźć partnera i wykorzystać reakcję niemieckiej obrony.

To może być bardzo ważne w kolejnych miesiącach. Pluta nie musi jeszcze być pierwszą opcją w ataku, ale może stać się jednym z najważniejszych zawodników, który budując doświadczenie - Za jakiś czas stanie się i już jest bezpośrednim liderem tej kadry.

Fot. FIBA

Sokołowski - doświadczenie, którego nie da się zastąpić

Michał Sokołowski jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników tej reprezentacji. Jego wartość nie zawsze można ocenić po liczbie punktów.

Z Izraelem zdobył pięć punktów, ale miał udział w ważnych fragmentach gry i pomagał utrzymywać odpowiedni poziom defensywy. W końcówce spotkania jego punkty również znalazły się na tablicy wyników. Sokołowski dobrze rozumie, kiedy trzeba przyspieszyć, a kiedy lepiej nie podejmować ryzyka.

Z Niemcami również zdobył pięć punktów, ale jego największy moment przyszedł w końcówce regulaminowego czasu gry. To właśnie Sokołowski doprowadził do jednego z kolejnych remisów, a Polska dostała szansę na rozstrzygnięcie spotkania. Ostatecznie po faulach musiał opuścić parkiet w dogrywce.

Jego znaczenie nie kończy się jednak na tej jednej akcji. Sokołowski jest zawodnikiem, który potrafi bronić kilku pozycji, pomagać na zbiórce i wykonywać zadania wymagające dużej dyscypliny. Nie zawsze będzie najczęściej posiadał piłkę, ale jego decyzje często wpływają na to, czy akcja zostanie przeprowadzona prawidłowo.

Takich zawodników potrzebuje każda reprezentacja.

Sokołowski zna atmosferę wielkich meczów, nie boi się odpowiedzialności i potrafi wykonywać zadania, które nie zawsze będą widoczne w statystykach.

Fot. FIBA

Kamil Łączyński - spokój i organizacja

Kamil Łączyński w sierpniu nie był jednym z głównych strzelców, ale jego rola jest zupełnie inna.

To zawodnik, którego zadaniem jest między innymi uporządkowanie gry, kiedy na parkiecie pojawia się chaos. W meczu z Izraelem zdobył trzy punkty, a przeciwko Niemcom jeden. Same liczby nie pokazują jednak, ile znaczenia ma jego obecność przy wyprowadzaniu piłki, ustawianiu akcji i kontrolowaniu tempa.

Łączyński potrafi grać prosto. Nie szuka efektownych rozwiązań, jeśli nie są potrzebne. Jego zadaniem jest doprowadzenie zespołu do właściwej pozycji, znalezienie najlepszego podania i ograniczenie strat. W meczach, w których rywal mocno naciska na piłkę, taki spokój jest bardzo ważny.

W reprezentacji jego znaczenie rośnie szczególnie w spotkaniach, w których trzeba kontrolować tempo i ograniczyć liczbę strat. Nie każda drużyna potrzebuje pięciu zawodników zdobywających po kilkanaście punktów. Potrzebuje również tych, którzy potrafią odpowiednio rozegrać akcję i znaleźć właściwego partnera.

Łączyński należy właśnie do tej grupy. Jego wartość może być największa wtedy, gdy Polska będzie musiała uspokoić mecz, zatrzymać serię rywala albo przygotować ostatnią akcję w wyrównanym spotkaniu.

Fot. FIBA

Zyskowski i Żołnierewicz - zawodnicy od trudnych momentów

Jarosław Zyskowski miał w sierpniu zupełnie różne momenty. Z Izraelem zdobył siedem punktów i był jednym z zawodników, którzy pomagali utrzymywać wysoką przewagę.

Jego doświadczenie i warunki fizyczne pozwalają mu grać na kilku pozycjach. Zyskowski może być ważny w sytuacjach, w których Polska potrzebuje dodatkowego rzutu z dystansu, ale również wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na fizyczną grę rywala. Nie zawsze będzie miał wiele okazji, ale jego obecność zmusza obronę do respektowania kolejnej opcji.

Z Niemcami długo nie mógł znaleźć rytmu strzeleckiego. W ostatniej akcji regulaminowego czasu gry dostał jednak piłkę i oddał rzut za trzy, który mógł zakończyć spotkanie zwycięstwem Polski. Nie trafił, ale sama sytuacja pokazuje, że Milicić ufa mu również wtedy, kiedy stawka jest najwyższa.

To nie jest łatwa rola. Zawodnik może przez większość meczu nie mieć dobrego rytmu, a mimo to musi być gotowy, gdy w ostatnich sekundach piłka trafi właśnie do niego. Zyskowski znalazł się w tej sytuacji i nie unikał odpowiedzialności.

Fot. FIBA

Jeszcze bardziej pamiętna była końcówka Przemysława Żołnierewicza.

Zdobył cztery punkty przeciwko Niemcom, ale w dogrywce miał jedną z najważniejszych akcji spotkania. Po wcześniejszym doprowadzeniu do remisu przez Polaków mógł jeszcze raz uratować drużynę i doprowadzić do kolejnej dogrywki. Rzut z trudnej pozycji nie wpadł.

Żołnierewicz nie miał łatwego zadania. W takich momentach obrona jest już ustawiona, czasu pozostaje niewiele, a każdy ruch jest dokładnie obserwowany. Mimo to wziął odpowiedzialność na siebie. To, że nie trafił, nie powinno przesłonić faktu, że znalazł się w sytuacji, w której wielu zawodników wolałoby oddać piłkę komuś innemu.

To boli, ale właśnie z takich momentów buduje się doświadczenie. Zarówno Zyskowski, jak i Żołnierewicz są dla Polski ważni nie dlatego, że zawsze będą zdobywać dużo punktów, ale dlatego, że nie boją się trudnych fragmentów i odpowiedzialności.

Szymon Zapała - młodość, energia i praca

Jego rola w tej reprezentacji nie polega (na razie) na graniu pierwszoplanowej roli . Zapała gdy jest przez chwilę na boisku ma przede wszystkim dawać energię, fizyczność i pracę w strefie podkoszowej. Wchodząc na parkiet, musi być gotowy do walki o zbiórki, stawiania zasłon i utrudniania rywalom gry blisko obręczy.

Zapała jest zawodnikiem, który musi korzystać z każdej minuty. Przy takiej konkurencji pod koszem nie zawsze dostanie długi fragment gry. Jego obecność jest również istotna w kontekście przyszłości. Polska potrzebuje kolejnych wysokich zawodników, którzy będą mogli odciążyć Balcerowskiego i Olejniczaka. Zapała ma warunki, by pełnić taką funkcję, ale musi rozwijać regularność, podejmowanie decyzji i pewność siebie w ataku.

Na tym etapie jego największą wartością pozostaje gotowość do ciężkiej pracy. Jeżeli będzie konsekwentnie poprawiał swoje umiejętności, może w przyszłości stać się ważnym elementem reprezentacji.

Jakub Piśla - zawodnik, który musi wykorzystywać swoje szanse

Jego sytuacja jest podobna do sytuacji wielu młodych zawodników. Nie zawsze otrzymuje dużą liczbę minut, ale każda obecność na parkiecie jest dla niego okazją do pokazania, że może być przydatny na poziomie reprezentacyjnym. W takich momentach liczy się nie tylko liczba zdobytych punktów, ale również koncentracja, obrona i wykonywanie założeń taktycznych.

Piśla powinien szukać swojej roli przede wszystkim poprzez aktywność. Dobra obrona na piłce, szybkie podejmowanie decyzji, ruch bez piłki i gotowość do oddania rzutu mogą sprawić, że trener zacznie patrzeć na niego jako na zawodnika, któremu można zaufać w trudniejszych fragmentach.

W reprezentacji nie zawsze da się od razu wejść w rolę pierwszoplanową. Czasami trzeba najpierw udowodnić, że można być solidnym elementem drugiego składu. Piśla znajduje się właśnie na tym etapie. Jego zadaniem jest wykorzystać każdą minutę, nie popełniać prostych błędów i pokazać, że tempo oraz fizyczność międzynarodowej koszykówki nie są dla niego problemem.

W przyszłości może być jednym z zawodników, którzy poszerzą rotację. Polska potrzebuje bowiem nie tylko liderów, ale również graczy gotowych wejść na parkiet i utrzymać poziom zespołu.

Trener Milicić musi zbudować z tego całość

Selekcjoner ma dzisiaj do dyspozycji grupę zawodników, którzy różnią się stylem gry, doświadczeniem i rolą w klubach. Jego zadaniem jest stworzenie z nich zespołu, który będzie funkcjonował nie przez kilka minut, ale przez czterdzieści.

W meczu z Izraelem to się udało. Polska od początku była dobrze ustawiona, szybko zbudowała przewagę i przez większość spotkania kontrolowała wydarzenia. Ponitka prowadził grę, Loyd,Pluta i Balcerowski dawali jakość w ataku, a pozostali zawodnicy dobrze uzupełniali liderów.

Z Niemcami było inaczej. Początek był słaby, ale trener potrafił znaleźć rozwiązania, które pozwoliły drużynie wrócić do meczu. Czwarta kwarta zakończyła się zwycięstwem Polski 25:13, a przewaga Niemców została całkowicie zniwelowana.

To również świadczy o pracy sztabu. Milicić musiał reagować na problemy z obroną, ograniczoną skuteczność i uraz Balcerowskiego, czy dyskwalfikacje Loyda i 5 przewinień Ponitki, Sokołowskiego i Łączyńskiego. Polska nie miała już wszystkich swoich podstawowych rozwiązań, a mimo to potrafiła doprowadzić do dogrywki.Milicić po meczu mówił, że jego zdaniem Polska zasłużyła na zwycięstwo i podkreślał ogromną walkę zespołu. Nie chodziło jednak wyłącznie o jeden mecz. Celem od początku jest awans do Kataru. I ten cel pozostaje bardzo realny.

Nieobecni też są częścią tej historii

Jakub Szumert i Jakub Urbaniak byli wcześniej uwzględniani w szerokiej kadrze reprezentacji, ale w tym okienku nie mogli pomóc drużynie, ponieważ rozpoczęli przygotowania do sezonu w Stanach Zjednoczonych.

Szczególnie Szumert jest nazwiskiem, które warto obserwować w kontekście przyszłości. Młody zawodnik znajduje się w szerokim planie reprezentacji i może być jednym z graczy, którzy w kolejnych latach będą stanowili o sile tego zespołu. Jego rozwój może poszerzyć możliwości kadry na pozycjach, na których Polska potrzebuje większej głębi. Podobnie wygląda sytuacja Urbaniaka ,bo to kolejny młody gracz z potencjałem.

Brakowało też mocnego punktu lipcowego okienka czyli Łukasza Kolendy. Nowy gracz Bàsquetu Manresa dostał od Igora Milicicia większa szanse na swobodniejsze przygotowywanie się do pierwszego sezonu w Hiszpani ,ponieważ ostatecznie to Kuba Piśla uzupełnił obwód. Łukasz jest graczem ,który szuka swojego miejsca w kadrze ,ale jak dla mnie powinien znaleźć sie w tym okienku chociażby przez solidne wystepy w Lipcu (23 pkt 6 ast 4/7 za 3 - przeciwko Austrii)

No i jest jeszcze Jeremy Sochan.

Jego brak w sierpniowym okienku sprawił, że nie można było zobaczyć, jak reprezentacja wyglądałaby w pełnym, najmocniejszym zestawieniu. Sochan pozostaje zawodnikiem o zupełnie innym profilu niż większość polskich koszykarzy. Jego wszechstronność, fizyczność i doświadczenie z NBA mogą w przyszłości znacząco zmienić możliwości reprezentacji.

Sochan może grać na kilku pozycjach, bronić różnych typów zawodników i dawać Polsce dodatkową opcję w ataku. Jego obecność pozwoliłaby również Igorowi Miliciciowi korzystać z bardziej elastycznych ustawień. W połączeniu z Ponitką, Loydem, Balcerowskim, Plutą i Miliciciem juniorem mogłaby stworzyć bardzo ciekawy zestaw zawodników o dużej wszechstronności.

Dlatego oceniając sierpniową kadrę, trzeba pamiętać, że nie był to jeszcze pełny obraz wszystkich możliwości polskiej koszykówki.

Najważniejsza zmiana? Polska ma coraz więcej odpowiedzialnych zawodników

Jeszcze kilka lat temu bardzo dużo zależało od tego, co wydarzy się z Mateuszem Ponitką. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej: Ponitka nadal jest liderem, Loyd daje jakość na obwodzie, Balcerowski zapewnia rozmiar, Milicić Junior coraz częściej bierze odpowiedzialność, Olejniczak daje fizyczność, Pluta daje punkty i energię, Sokołowski wnosi doświadczenie, Łączyński organizuje grę, Zyskowski i Żołnierewicz mogą dać coś ważnego w odpowiednim momencie. Zapała daje młodość, siłę i pracę Piśla walczy o miejsce w szerszej rotacji i może w przyszłości zwiększyć głębię zespołu.

To nie jest jeszcze zespół bez wad, ale jest to zespół z większą liczbą rozwiązań. I właśnie dlatego wynik z Niemcami może być bardziej wartościowy, niż sugeruje sama tabela.

Polska przegrała, ale Niemcy musieli wykorzystać dogrywkę, żeby ją pokonać. Biało-Czerwoni stracili Balcerowskiego, Loyda i w końcówce Ponitke , mieli problemy z wejściem w mecz, a mimo to w końcówce byli w stanie przejąć kontrolę nad wydarzeniami.

Niepokonana pierwsza runda nie była przypadkiem

Wszystko zaczęło się jednak wcześniej. Polacy zakończyli pierwszą rundę eliminacji z bilansem 6-0. To właśnie te zwycięstwa stworzyły fundament, na którym reprezentacja może dzisiaj budować. W drugiej fazie doszło do tego zwycięstwo nad Izraelem i dopiero Niemcy przerwali serię.

Po ośmiu spotkaniach Polska ma więc siedem zwycięstw. To znakomity wynik. Nie oznacza jeszcze awansu, ale daje ogromny komfort. W grupie trzy najlepsze zespoły awansują na mistrzostwa świata, a przed Polską pozostały jeszcze cztery mecze. Najbliższe dwa odbędą się w listopadzie — najpierw z Chorwacją, a następnie z Niemcami.

W lutym przyszłego roku pozostaną spotkania z Izraelem i Chorwacją. Najbliższy mecz z Chorwacją może więc mieć ogromne znaczenie. Jeśli Polska wygra, jeszcze mocniej odsunie od siebie konieczność liczenia innych wyników. Wtedy presja przed kolejnymi spotkaniami będzie mniejsza, a sztab będzie mógł spokojniej przygotowywać drużynę do najważniejszych momentów.

Katar coraz bliżej

Mistrzostwa świata w Katarze są celem, o którym reprezentacja mówiła od początku kwalifikacji. Teraz ten cel naprawdę zaczyna być widoczny. Nie można jeszcze powiedzieć, że awans jest formalnością. Sport nie działa w ten sposób. Zostały cztery mecze, a przeciwnicy nadal będą wymagający. Ale siedem zwycięstw w ośmiu spotkaniach to kapitał, którego nie można zmarnować.

Najprostsza droga jest również najbardziej oczywista: wygrywać kolejne mecze. Szczególnie ważne będzie spotkanie z Chorwacją. Jeżeli Polska wykorzysta własny parkiet i zdobędzie kolejne dwa punkty, sytuacja stanie się jeszcze bardziej komfortowa. Później będzie można myśleć o rewanżu z Niemcami. I być może właśnie tam przyjdzie kolejna szansa na odpowiedź. Bo jeśli sierpień czegoś nas nauczył, to tego, że Polska potrafi być mocna z każdym rywalem.

W Rydze była zdecydowanie lepsza od Izraela, W Ergo Arenie była o jeden rzut od pokonania mistrzów świata.

Największą wartością sierpnia nie jest porażka, tylko reakcja

Wynik 94:96 będzie oczywiście pamiętany. Tak samo jak niewykorzystane rzuty w końcówce, dogrywka i szansa na zwycięstwo. Ale za kilka miesięcy bardziej istotne może być coś innego. Polska zobaczyła, że potrafi grać z Niemcami,

Zobaczyła, że może odrobić 16 punktów straty.

Zobaczyła, że Ponitka nadal potrafi prowadzić drużynę, Loyd może być jednym z jej najważniejszych strzelców, Balcerowski daje jej potrzebny rozmiar, Milicić junior potrafi wejść na wysoki poziom, a Pluta czy Olejniczak mogą odegrać dużą rolę przeciwko rywalowi najwyższej klasy.

Do tego dochodzą Sokołowski, Łączyński, Zyskowski i Żołnierewicz, których doświadczenie może być bardzo ważne w kolejnych miesiącach. Są również Zapała i Piśla, którzy walczą o swoje miejsce i mogą w przyszłości poszerzyć możliwości rotacji. I są jeszcze ci, których w sierpniu zabrakło, Szumert, Urbaniak, Sochan i Kolenda. To wszystko sprawia, że obecna reprezentacja Polski wciąż nie powiedziała ostatniego słowa.

Przed nami najważniejsza część drogi. Sierpniowe okienko zamknęło jeden rozdział, ale nie zakończyło tej historii.

Teraz czas dokończyć to co się zaczęło i dostawić drugą nogę do otwartych drzwi z napisem "KATAR".