RZUTZA3.PL KOSZKADRAPIERWSZY-SPRAWDZIAN-BIALOCZERWONYCH-PRZED-EUROBASKETEM-SENEGAL-LEPSZY-W-TRYDENCIE
Pierwszy sprawdzian Biało-Czerwonych przed EuroBasketem – Senegal lepszy w Trydencie
02/08/2025 20:36
Pierwszy sprawdzian reprezentacji Polski przed nadchodzącym EuroBasketem 2025 już za nami! Nasza kadra we włoskim Trydencie podjęła przygotowującą się do AfroBasketu 2025 reprezentację Senegalu w ramach miniturnieju organizowanego przez włoską federację koszykówki. Spotkanie miało charakter sparingowy i służyło jasno określonym celom: przystosowaniu naszych reprezentantów do fizycznej gry, poprawie zgrania zespołu trenera Milicicia oraz zidentyfikowaniu słabych punktów, które należy wyeliminować przed EuroBasketem.
Pierwszy sprawdzian reprezentacji Polski przed nadchodzącym EuroBasketem 2025 już za nami! Nasza kadra we włoskim Trydencie podjęła przygotowującą się do AfroBasketu 2025 reprezentację Senegalu w ramach miniturnieju organizowanego przez włoską federację koszykówki. Spotkanie miało charakter sparingowy i służyło jasno określonym celom: przystosowaniu naszych reprezentantów do fizycznej gry, poprawie zgrania zespołu trenera Milicicia oraz zidentyfikowaniu słabych punktów, które należy wyeliminować przed EuroBasketem.

Pierwsza połowa
Pierwsza połowa
Reprezentacja Senegalu od pierwszych minut narzuciła nam swoje warunki gry - byli szybcy, dynamiczni, a także piekielnie celni zza łuku. Senegalczycy dość szybko zwizualizowali nam przestrzenie, w których musimy stać się lepsi, jeśli chcemy rywalizować z takimi ekipami jak Francja czy Słowenia. Jedną z takich przestrzeni zdecydowanie była gra w obronie, w której notorycznie byliśmy zaskakiwani atletycznością i celnością Senegalczyków, co skutkowało ogromną liczbą ofensywnych zbiórek dla ich ekipy, a co niestety szło z tym w parze - liczbą punktów. Zbieranie w wykonaniu naszej kadry było naprawdę fatalne i jest to element, który trzeba koniecznie załatać, aby nie tracić tak wielu punktów bez większego wysiłku u przeciwnika. Trener Milicić bardzo często rotował składem w pierwszej połowie, testując instynkty praktycznie każdego gracza naszej kadry. Instynkty, ponieważ nasza gra często wydawała się mniej uschematyzowana, a bardziej polegająca na zmysłach naszych graczy. Nie mieliśmy ani konkretnych zagrań, które się powtarzały, ani z naszej gry nie wynikał konkretny sposób w jaki chcemy ten mecz wygrać. Cała pierwsza połowa spotkania przebiegała w duchu gonienia wyniku, albowiem Senegalczycy w pewnym momencie odjechali na aż 14-punktowe prowadzenie, a utrzymywał nas w meczu głównie Tomasz Gielo, który w pierwszej połowie trafił aż trzy trójki. Połowa ta zakończyła się wynikiem 34-48 dla ekipy z Senegalu i jasne było, że w grze naszej reprezentacji musi się coś zmienić.
Reprezentacja Senegalu od pierwszych minut narzuciła nam swoje warunki gry - byli szybcy, dynamiczni, a także piekielnie celni zza łuku. Senegalczycy dość szybko zwizualizowali nam przestrzenie, w których musimy stać się lepsi, jeśli chcemy rywalizować z takimi ekipami jak Francja czy Słowenia. Jedną z takich przestrzeni zdecydowanie była gra w obronie, w której notorycznie byliśmy zaskakiwani atletycznością i celnością Senegalczyków, co skutkowało ogromną liczbą ofensywnych zbiórek dla ich ekipy, a co niestety szło z tym w parze - liczbą punktów. Zbieranie w wykonaniu naszej kadry było naprawdę fatalne i jest to element, który trzeba koniecznie załatać, aby nie tracić tak wielu punktów bez większego wysiłku u przeciwnika. Trener Milicić bardzo często rotował składem w pierwszej połowie, testując instynkty praktycznie każdego gracza naszej kadry. Instynkty, ponieważ nasza gra często wydawała się mniej uschematyzowana, a bardziej polegająca na zmysłach naszych graczy. Nie mieliśmy ani konkretnych zagrań, które się powtarzały, ani z naszej gry nie wynikał konkretny sposób w jaki chcemy ten mecz wygrać. Cała pierwsza połowa spotkania przebiegała w duchu gonienia wyniku, albowiem Senegalczycy w pewnym momencie odjechali na aż 14-punktowe prowadzenie, a utrzymywał nas w meczu głównie Tomasz Gielo, który w pierwszej połowie trafił aż trzy trójki. Połowa ta zakończyła się wynikiem 34-48 dla ekipy z Senegalu i jasne było, że w grze naszej reprezentacji musi się coś zmienić.
Druga połowa
Druga połowa
Druga połowa w wykonaniu reprezentacji Polski wyglądała już dużo ciekawiej niż pierwsza. Przyspieszyliśmy i zaczęliśmy korzystać z naszych najlepszych narzędzi. Zaktywizowaliśmy się na obwodzie – tu przede wszystkim dużo częściej widoczny był Kamil Łączyński, który przejął na siebie ciężar dyrygowania grą. W połączeniu z fatalną skutecznością Senegalczyków w drugiej połowie a także o wiele bardziej widocznym zaangażowaniu naszych największych graczy skutkowało to coraz mniejszą stratą do Senegalczyków. Przebłyski atletyczności Jeremy’ego Sochana, znacznie lepsza, bardziej fizyczna gra bliżej obręczy oraz dobrze rozciągnięta gra powodowały, że nasza kadra była coraz bardziej efektywna w ofensywie, jednocześnie lepiej domykając Senegalczyków w obronie, i wymuszając na nich bardzo niekorzystne rzuty. Choć w trzeciej kwarcie Afrykańczykom udawało się utrzymywać wynik, to w czwartej kwarcie udało się naszym reprezentantom zbliżyć na aż 4 punkty w końcówce, gdzie niestety polegliśmy, głównie na skutek ofensywnych zbiórek Senegalczyków. Finalnie polegliśmy wynikiem 69-75, niemniej jednak druga połowa, w której byliśmy już dużo bardziej zaangażowanym zespołem pokazała, że potrafimy być o wiele, wiele lepszą drużyną.Mecz ten uwidocznił nasze główne problemy – ogromny kłopot ze zbiórkami oraz zbyt zdezorganizowana ofensywa. Nie ulega wątpliwości jednak to, że taki właśnie był plan Igora Milicicia na to spotkanie. Uwypuklenie dziur w naszej reprezentacji, praca nad zgraniem w trakcie spotkania, a także adaptacja naszych graczy do bardzo fizycznej, atletycznej gry. Dlatego wyniku nie należy interpretować jako przedstawiającego naszą kadrę w złej formie przed EuroBasketem. To dopiero początek misji „EuroBasket”, a to, jak się ta misja dalej potoczy będziemy mogli ujrzeć już jutro, gdy ekipa Biało-Czerwonych zmierzy się z przegranym meczu Włochy – Islandia.Współpraca: PolskiKosz.pl
Druga połowa w wykonaniu reprezentacji Polski wyglądała już dużo ciekawiej niż pierwsza. Przyspieszyliśmy i zaczęliśmy korzystać z naszych najlepszych narzędzi. Zaktywizowaliśmy się na obwodzie – tu przede wszystkim dużo częściej widoczny był Kamil Łączyński, który przejął na siebie ciężar dyrygowania grą. W połączeniu z fatalną skutecznością Senegalczyków w drugiej połowie a także o wiele bardziej widocznym zaangażowaniu naszych największych graczy skutkowało to coraz mniejszą stratą do Senegalczyków. Przebłyski atletyczności Jeremy’ego Sochana, znacznie lepsza, bardziej fizyczna gra bliżej obręczy oraz dobrze rozciągnięta gra powodowały, że nasza kadra była coraz bardziej efektywna w ofensywie, jednocześnie lepiej domykając Senegalczyków w obronie, i wymuszając na nich bardzo niekorzystne rzuty. Choć w trzeciej kwarcie Afrykańczykom udawało się utrzymywać wynik, to w czwartej kwarcie udało się naszym reprezentantom zbliżyć na aż 4 punkty w końcówce, gdzie niestety polegliśmy, głównie na skutek ofensywnych zbiórek Senegalczyków. Finalnie polegliśmy wynikiem 69-75, niemniej jednak druga połowa, w której byliśmy już dużo bardziej zaangażowanym zespołem pokazała, że potrafimy być o wiele, wiele lepszą drużyną.
Mecz ten uwidocznił nasze główne problemy – ogromny kłopot ze zbiórkami oraz zbyt zdezorganizowana ofensywa. Nie ulega wątpliwości jednak to, że taki właśnie był plan Igora Milicicia na to spotkanie. Uwypuklenie dziur w naszej reprezentacji, praca nad zgraniem w trakcie spotkania, a także adaptacja naszych graczy do bardzo fizycznej, atletycznej gry. Dlatego wyniku nie należy interpretować jako przedstawiającego naszą kadrę w złej formie przed EuroBasketem. To dopiero początek misji „EuroBasket”, a to, jak się ta misja dalej potoczy będziemy mogli ujrzeć już jutro, gdy ekipa Biało-Czerwonych zmierzy się z przegranym meczu Włochy – Islandia.
Współpraca: PolskiKosz.pl