RZUTZA3.PL NBA83-PUNKTY-BAMA-ADEBAYO-JAK-ON-MOGL
83 punkty Bama Adebayo - jak on mógł?
6 dni temu
Wilt Chamberlain, Bam Adebayo, Kobe Bryant - tak wygląda nowy porządek świata... przynajmniej jeśli chodzi o kwestię rekordu indywidualnego w pojedynczym meczu NBA. Bam Adebayo dokonał czegoś, co we współczesnej koszykówce wydawało się niemożliwe do zrobienia - w meczu przeciwko Washington Wizards zdobył 83 punkty przebijając rekord 81 punktów wielkiego Kobe Bryanta. Jak on mógł?!
Wilt Chamberlain, Bam Adebayo, Kobe Bryant - tak wygląda nowy porządek świata... przynajmniej jeśli chodzi o kwestię rekordu indywidualnego w pojedynczym meczu NBA. Bam Adebayo dokonał czegoś, co we współczesnej koszykówce wydawało się niemożliwe do zrobienia - w meczu przeciwko Washington Wizards zdobył 83 punkty przebijając rekord 81 punktów wielkiego Kobe Bryanta. Jak on mógł?!
Rekord rekordowi nie równy
To miał być zwykły ligowy mecz do odhaczenia. Walczące o play-iny Miami Heat miało gładko ograć tankującą drużynę Washington Wizards. Jeden z osiemdziesięciu dwóch meczy pomału kończącego się sezonu zasadniczego. Nic nie zwiastowało, że ten wieczór przejdzie do historii koszykówki.Wynik spotkania otworzył bohater naszego artykułu klasycznym fadeawayem, a po minucie poprawił swoim pierwszym tego dnia celnym rzutem zza łuku. Pierwszym z pięciu trafionych w tej kwarcie i z siedmiu celnych w całym spotkaniu. Ponieważ koledzy z drużyny jakoś specjalnie nie kwapili się do oddawania rzutów, a Bamowi ewidentnie piłka dobrze siedziała w dłoniach, wziął ciężar gry na siebie i zamknął Q1 z 31 oczkami na koncie. Taki wynik dał mu 6. miejsce w rankingu najlepiej punktujących graczy w jednej kwarcie, oraz 1. miejsce w tej kategorii w tym sezonie. W drugiej części spotkania Adebayo spędził na parkiecie siedem minut dokładając do swojego dotychczasowego dorobku 12 punktów z czego 6 zdobytych z linii rzutów wolnych. 43 punkty zdobyte do przerwy zwiastowały, że to będzie dobry dzień dla zawodnika Heat. Nieczęsto się zdarza, by zawodowy koszykarz pobił swój dotychczasowy życiowy rekord (41 punktów) już w pierwszej połowie.W trzeciej kwarcie Bam zagrał pełne 12 minut, dalej śrubując swój wyniki. Obrona Wizards widząc, że coś się święci, zaczęła go podwajać, a czasem i potrajać, co przyniosło wymierny skutek. Celność co prawda spadła do 36,4%, ale przy mocnej obronie łatwo wymusić faul. Rezultat takiej strategii: 10 na 13 z linii rzutów wolnych + 9 punktów z pola dały mu łącznie 62 oczka, a do końca spotkania zostało jeszcze 12 minut.Ostatnia odsłona tego meczu przypominała trochę tragikomedię. Drużyna Heat zdecydowała, że ten wieczór będzie należał do Adebayo i postanowiła za wszelką cenę pomóc mu pobić rekord Bryanta. Wystarczyło zdobyć kolejnych tylko i aż 20 punktów. Aby tego dokonać Bam musiał jak najwięcej rzucać i tak też zrobił lub chociaż próbował. Oddał w tej kwarcie 8 rzutów w tym 6 zza łuku, ale wpadły tylko 2 za 2 punkty i jedna trójka. Tyle można wyczytać z boxscore, bo prawda wyglądała zgoła inaczej. Adebayo próbował rzucać więcej, ale obrońcy Wizards robili wszystko aby mu to uniemożliwić - czasem skutecznie, a czasem nie - stąd 16 rzutów osobistych tylko w tej kwarcie i aż 43 w całym meczu. No i stało się! Rekord Kobe Bryanta został pobity, a Adebayo ulokował się na 2 pozycji w historii koszykówki, pomiędzy Bryantem i Chamberlainem. Ostatnia syrena zwiastowała koniec meczu, a zarazem początek... burzy!Jak on mógł!? Liczba punktów większa, ale przecież przeciwko słabym Wizards. Dodatkowo 43 rzuty osobiste, z których zdobył 36 punktów - tylko czy to jego wina, że zawodnicy z Waszyngtonu byli na tyle nieudolni, że nie potrafili go zatrzymać w inny sposób? OK, można mieć zastrzeżenia do drużyny z Miami za specjalne faule w czwartej kwarcie, aby skrócić akcje Waszyngtonu i dać więcej czasu dla Bama, ale czy jest to zabronione? Otóż nie! Chcieli pomóc koledze z drużyny zapisać się złotymi literami na kartach historii i im się to udało. Dyskusja w mediach, podcastach i internecie moim zdaniem jest całkowicie bezcelowa, a umniejszanie osiągnięcia Adebayo słabe i bardzo płytkie. Zdaję sobie sprawę, że Kobe zrobił to w lepszym stylu, na lepszej skuteczności i w meczu z Toronto Raptors, w którym to Lakers gonili wynik, bo przegrywali po pierwszej połowie różnicą 14 punktów, tylko koszykówka to nie taniec na lodzie. Nie ma noty za styl lub ujemnych punktów za wiatr pod narty. Na koniec dnia liczy się liczba, która widnieje obok nazwiska w rubryce "zdobyte punkty", a tych Adebayo rzucił po prostu więcej niż Bryant i nic już tego nie jest w stanie zmienić.
To miał być zwykły ligowy mecz do odhaczenia. Walczące o play-iny Miami Heat miało gładko ograć tankującą drużynę Washington Wizards. Jeden z osiemdziesięciu dwóch meczy pomału kończącego się sezonu zasadniczego. Nic nie zwiastowało, że ten wieczór przejdzie do historii koszykówki.
Wynik spotkania otworzył bohater naszego artykułu klasycznym fadeawayem, a po minucie poprawił swoim pierwszym tego dnia celnym rzutem zza łuku. Pierwszym z pięciu trafionych w tej kwarcie i z siedmiu celnych w całym spotkaniu. Ponieważ koledzy z drużyny jakoś specjalnie nie kwapili się do oddawania rzutów, a Bamowi ewidentnie piłka dobrze siedziała w dłoniach, wziął ciężar gry na siebie i zamknął Q1 z 31 oczkami na koncie. Taki wynik dał mu 6. miejsce w rankingu najlepiej punktujących graczy w jednej kwarcie, oraz 1. miejsce w tej kategorii w tym sezonie. W drugiej części spotkania Adebayo spędził na parkiecie siedem minut dokładając do swojego dotychczasowego dorobku 12 punktów z czego 6 zdobytych z linii rzutów wolnych. 43 punkty zdobyte do przerwy zwiastowały, że to będzie dobry dzień dla zawodnika Heat. Nieczęsto się zdarza, by zawodowy koszykarz pobił swój dotychczasowy życiowy rekord (41 punktów) już w pierwszej połowie.
W trzeciej kwarcie Bam zagrał pełne 12 minut, dalej śrubując swój wyniki. Obrona Wizards widząc, że coś się święci, zaczęła go podwajać, a czasem i potrajać, co przyniosło wymierny skutek. Celność co prawda spadła do 36,4%, ale przy mocnej obronie łatwo wymusić faul. Rezultat takiej strategii: 10 na 13 z linii rzutów wolnych + 9 punktów z pola dały mu łącznie 62 oczka, a do końca spotkania zostało jeszcze 12 minut.
Ostatnia odsłona tego meczu przypominała trochę tragikomedię. Drużyna Heat zdecydowała, że ten wieczór będzie należał do Adebayo i postanowiła za wszelką cenę pomóc mu pobić rekord Bryanta. Wystarczyło zdobyć kolejnych tylko i aż 20 punktów. Aby tego dokonać Bam musiał jak najwięcej rzucać i tak też zrobił lub chociaż próbował. Oddał w tej kwarcie 8 rzutów w tym 6 zza łuku, ale wpadły tylko 2 za 2 punkty i jedna trójka. Tyle można wyczytać z boxscore, bo prawda wyglądała zgoła inaczej. Adebayo próbował rzucać więcej, ale obrońcy Wizards robili wszystko aby mu to uniemożliwić - czasem skutecznie, a czasem nie - stąd 16 rzutów osobistych tylko w tej kwarcie i aż 43 w całym meczu. No i stało się! Rekord Kobe Bryanta został pobity, a Adebayo ulokował się na 2 pozycji w historii koszykówki, pomiędzy Bryantem i Chamberlainem. Ostatnia syrena zwiastowała koniec meczu, a zarazem początek... burzy!
Jak on mógł!? Liczba punktów większa, ale przecież przeciwko słabym Wizards. Dodatkowo 43 rzuty osobiste, z których zdobył 36 punktów - tylko czy to jego wina, że zawodnicy z Waszyngtonu byli na tyle nieudolni, że nie potrafili go zatrzymać w inny sposób? OK, można mieć zastrzeżenia do drużyny z Miami za specjalne faule w czwartej kwarcie, aby skrócić akcje Waszyngtonu i dać więcej czasu dla Bama, ale czy jest to zabronione? Otóż nie! Chcieli pomóc koledze z drużyny zapisać się złotymi literami na kartach historii i im się to udało. Dyskusja w mediach, podcastach i internecie moim zdaniem jest całkowicie bezcelowa, a umniejszanie osiągnięcia Adebayo słabe i bardzo płytkie. Zdaję sobie sprawę, że Kobe zrobił to w lepszym stylu, na lepszej skuteczności i w meczu z Toronto Raptors, w którym to Lakers gonili wynik, bo przegrywali po pierwszej połowie różnicą 14 punktów, tylko koszykówka to nie taniec na lodzie. Nie ma noty za styl lub ujemnych punktów za wiatr pod narty. Na koniec dnia liczy się liczba, która widnieje obok nazwiska w rubryce "zdobyte punkty", a tych Adebayo rzucił po prostu więcej niż Bryant i nic już tego nie jest w stanie zmienić.
Rekordy, a sprawa polskaW lipcu 2002 Cezary Trybański podpisał kontrakt z zespołem Memphis Grizzlies stając się tym samym pierwszym Polakiem w najlepszej koszykarskiej lidze świata - NBA. Od tego czasu mieliśmy już czterech reprezentantów naszego kraju, a ostatni z nich wciąż jest aktywnym zawodnikiem. Mowa oczywiście o Jeremy Sochanie, debiutującym w barwach San Antonio Spurs, a obecnie grającym w New York Knicks. To właśnie do niego należy najlepszy indywidualny występ Polaka w meczu NBA. 23 listopada 2023 roku w przegranym meczu przeciwko Atlancie Hawks - Sochan miał swój dzień. Zdobył 33 punkty trafiając 12/14 rzutów z gry (85,7%) w tym 3/3 zza łuku oraz wszystkie z 6 osobistych - ustanawiając tym samym również swój rekord osobisty. Dołożył do tego 8 zbiórek, 6 asyst oraz przechwyt zaliczając tym samym jeden z najlepszych swoich występów w NBA.
Rekordy, a sprawa polska
W lipcu 2002 Cezary Trybański podpisał kontrakt z zespołem Memphis Grizzlies stając się tym samym pierwszym Polakiem w najlepszej koszykarskiej lidze świata - NBA. Od tego czasu mieliśmy już czterech reprezentantów naszego kraju, a ostatni z nich wciąż jest aktywnym zawodnikiem. Mowa oczywiście o Jeremy Sochanie, debiutującym w barwach San Antonio Spurs, a obecnie grającym w New York Knicks. To właśnie do niego należy najlepszy indywidualny występ Polaka w meczu NBA. 23 listopada 2023 roku w przegranym meczu przeciwko Atlancie Hawks - Sochan miał swój dzień. Zdobył 33 punkty trafiając 12/14 rzutów z gry (85,7%) w tym 3/3 zza łuku oraz wszystkie z 6 osobistych - ustanawiając tym samym również swój rekord osobisty. Dołożył do tego 8 zbiórek, 6 asyst oraz przechwyt zaliczając tym samym jeden z najlepszych swoich występów w NBA.
"Polacy nie gęsi..." też swoje rekordy mają2 marca 1962 roku, zawodnik Philadelphia Warriors - Wilt Chamberlain ustanowił niepobity do dnia dzisiejszego rekord punktowy NBA, trafiając w meczu przeciwko New York Knicks równo 100 punktów. Polska liga koszykówki posiada swój własny rekord i swojego "Wilta". Był nim śp. Mieczysław Młynarski - zawodnik Górnika Wałbrzych. Niesamowicie atletyczny zawodnik swoje juniorskie pierwsze kroki stawiał w Turowie Zgorzelec, jednak zawodową karierę rozpoczął w Wałbrzychu. Zadebiutował w sezonie 1973/1974, a w roku 1982 zdobył tytuł mistrza Polski. Czterokrotny lider strzelców polskiej ligi i dwukrotny lider strzelców Mistrzostw Europy... ale przede wszystkim autor rekordowego występu w meczu PLK. "Młynarz" 10 grudnia 1982 roku w spotkaniu przeciwko beniaminkowi Pogoni Szczecin zdobył 90 punktów, na stałe wpisując się do polskich kornik sportowych. Warto zaznaczyć, że rezultat ten osiągnął w czasach, gdy nie obowiązywała zasada linia rzutów za 3 punkty. Kto wie jaki byłby to wynik, gdyby miał do dyspozycji rzuty zza łuku...
"Polacy nie gęsi..." też swoje rekordy mają
2 marca 1962 roku, zawodnik Philadelphia Warriors - Wilt Chamberlain ustanowił niepobity do dnia dzisiejszego rekord punktowy NBA, trafiając w meczu przeciwko New York Knicks równo 100 punktów. Polska liga koszykówki posiada swój własny rekord i swojego "Wilta". Był nim śp. Mieczysław Młynarski - zawodnik Górnika Wałbrzych. Niesamowicie atletyczny zawodnik swoje juniorskie pierwsze kroki stawiał w Turowie Zgorzelec, jednak zawodową karierę rozpoczął w Wałbrzychu. Zadebiutował w sezonie 1973/1974, a w roku 1982 zdobył tytuł mistrza Polski. Czterokrotny lider strzelców polskiej ligi i dwukrotny lider strzelców Mistrzostw Europy... ale przede wszystkim autor rekordowego występu w meczu PLK. "Młynarz" 10 grudnia 1982 roku w spotkaniu przeciwko beniaminkowi Pogoni Szczecin zdobył 90 punktów, na stałe wpisując się do polskich kornik sportowych. Warto zaznaczyć, że rezultat ten osiągnął w czasach, gdy nie obowiązywała zasada linia rzutów za 3 punkty. Kto wie jaki byłby to wynik, gdyby miał do dyspozycji rzuty zza łuku...
Zapraszamy do obejrzenia wywiadu z rekordzistą PLK - Mieczysławem Młynarskim