RZUTZA3.PL NBADETROIT-PISTONS-SA-NIEZLI
Detroit Pistons są... nieźli
11/01/2025 22:15
Fani Pistons mają za sobą naprawdę ciężkie lata. Po wielu sezonach grania fatalnej koszykówki okraszonej jeszcze gorszymi decyzjami transferowymi, Detroit Pistons zostali nieoficjalnie uznani za drużynę-pośmiewisko. Właściwie jedynie Washington Wizards byli na tym samym, najniższym poziomie w lidze NBA. Pistons regularnie kończyli sezon na najniższych lokatach w lidze, z jednej strony dlatego, że o nic lepszego starać się nie mogli, a niższe miejsce faworyzowało ich potencjalny wyższy wybór w drafcie, a z drugiej... Pistons zwyczajnie byli fatalni. W tym sezonie widzimy niemałe przełamanie, bowiem tłoki po 38 meczach mają rekord 19-19, co jest nie oszukując się - niesamowitym postępem, wszakże to jeszcze rok temu omawiana organizacja pobiła rekord NBA w ilości przegranych meczów pod rząd, a kpił z nich nawet... Kyle Kuzma. Czy Detroit Pistons stali się wreszcie projektem, który ma przysłowiowe ręce i nogi? Zapraszam na artykuł o trzykrotnych mistrzach NBA.
Kontekst - co się stało 31 maja 2024 roku?
Kontekst - co się stało 31 maja 2024 roku?
Detroit Pistons byli przede wszystkim fatalnie zarządzanym zespołem. Działalność front office'u Pistons przez ostatnie 4 lata przed sezonem 2024-25 można śmiało opisać angielskim słowem "miserable". Przede wszystkim leżała dalekosiężna wizja drużyny, bowiem wydawało się, że Pistons na rynku transferowym są ślepą kurą, która coś robi, ale właściwie to sama niezbyt wie co. Nie zrozumcie mnie źle, Pistons miało swoje małe sukcesy - chociażby wymiany po Bojana Bogdanovicia czy Aleca Burksa gdy ich wartość była względnie niska, ale sukcesy te nie przełożyły się na nic większego, bowiem po osiągnięciu pewnego sukcesu, Pistons "zarządzało nim" w sposób co najmniej karygodny. Gdy wartość Bogdanovicia i Burksa wzrosła, w lutym zeszłego roku Pistons wymienili ich do New York Knicks za Evana Fourniera, Malachiego Flynna, Quentima Grimesa (później wymieniony na Tima Hardawaya Jra), Ryana Arcidiacono, dwa drugorundowe picki w przyszłych draftach i pieniądze. Rozbijmy więc transfer ten na części pierwsze. Evan Fournier - obecnie gra w Eurolidze, nie zapowiada się jakby miał wrócić do NBA, chyba że na krótkim, minimalnym kontrakcie.Malachi Flynn - po jednym 50-punktowym występie w zeszłym sezonie obecnie gra dla... G-League'owej drużyny San Antonio Spurs.Quentin Grimes - pod nieobecność Luki Doncicia oraz Kyriego Irvinga gra rewelacyjnie jako pierwsza/druga opcja ofensywy Mavericks. Tim Hardaway Jr natomiast... jest bardzo średnim graczem w obecnych, lepszych Pistons. Osiąga on bowiem 42% skuteczności, zdobywając średnio 10,5 punkta na mecz grając średnio prawie 28 minut. Czy jest to zły zawodnik - oczywiście że nie. Co więcej, dla Pistons raczej dalej celujących w wysoki seeding w loterii draftu jest on graczem idealnym. Jednak jest to 32-latek, który został wymieniony za 24-latka, robiącego lepsze liczby jako guard, na lepszych procentach. Samemu trzeba sobie ocenić, czy Pistons ten trade się opłacał.Ryan Arcidiacono - obecnie grający dla Windy City Bulls w G-League.Nie oszukujmy się, z jak dużą dozą optymizmu nie podejdziemy do tej wymiany, to Pistons swojego uprzedniego sukcesu nie spieniężyli, a wręcz roztrwonili i zostali z niczym, oprócz dwóch drugorundowych picków i Tima Hardawaya Jra. I to właśnie tak wyglądała polityka transferowa Pistons przez ostatnie 4 lata. To imię i nazwisko musi wreszcie paść, bowiem to ten człowiek jest "autorem" tego nieładu w Pistons, a jego odejście mogło być hucznie celebrowane przez fanów Pistons na całym świecie. Troy Weaver to zdecydowanie jeden z najgorszych GM-ów w historii NBA, a jego odejście 31 maja 2024 roku mogło, choć nie musiało stanowić o przyjściu człowieka, który zacznie robić "porządki" w Detroit. Trajan Langdon - bo to ten dżentelmen zastąpił Troya Weavera, przyszedł do Pistons po latach doświadczenia jako skaut dla Spurs, oraz GMa dla takich drużyn jak Brooklyn Nets czy New Orleans Pelicans. "I'm excited to get on the ground in Detroit and start preparation for the draft and our strategy beyond" - takie słowa padły z ust nowego GMa Pistons, jako zapowiedź swoistego nowego rozdania, którego efekty pierwszy raz możemy zaobserwować w obecnym sezonie.
Detroit Pistons byli przede wszystkim fatalnie zarządzanym zespołem. Działalność front office'u Pistons przez ostatnie 4 lata przed sezonem 2024-25 można śmiało opisać angielskim słowem "miserable". Przede wszystkim leżała dalekosiężna wizja drużyny, bowiem wydawało się, że Pistons na rynku transferowym są ślepą kurą, która coś robi, ale właściwie to sama niezbyt wie co. Nie zrozumcie mnie źle, Pistons miało swoje małe sukcesy - chociażby wymiany po Bojana Bogdanovicia czy Aleca Burksa gdy ich wartość była względnie niska, ale sukcesy te nie przełożyły się na nic większego, bowiem po osiągnięciu pewnego sukcesu, Pistons "zarządzało nim" w sposób co najmniej karygodny. Gdy wartość Bogdanovicia i Burksa wzrosła, w lutym zeszłego roku Pistons wymienili ich do New York Knicks za Evana Fourniera, Malachiego Flynna, Quentima Grimesa (później wymieniony na Tima Hardawaya Jra), Ryana Arcidiacono, dwa drugorundowe picki w przyszłych draftach i pieniądze. Rozbijmy więc transfer ten na części pierwsze.
Evan Fournier - obecnie gra w Eurolidze, nie zapowiada się jakby miał wrócić do NBA, chyba że na krótkim, minimalnym kontrakcie.
Malachi Flynn - po jednym 50-punktowym występie w zeszłym sezonie obecnie gra dla... G-League'owej drużyny San Antonio Spurs.
Quentin Grimes - pod nieobecność Luki Doncicia oraz Kyriego Irvinga gra rewelacyjnie jako pierwsza/druga opcja ofensywy Mavericks. Tim Hardaway Jr natomiast... jest bardzo średnim graczem w obecnych, lepszych Pistons. Osiąga on bowiem 42% skuteczności, zdobywając średnio 10,5 punkta na mecz grając średnio prawie 28 minut. Czy jest to zły zawodnik - oczywiście że nie. Co więcej, dla Pistons raczej dalej celujących w wysoki seeding w loterii draftu jest on graczem idealnym. Jednak jest to 32-latek, który został wymieniony za 24-latka, robiącego lepsze liczby jako guard, na lepszych procentach. Samemu trzeba sobie ocenić, czy Pistons ten trade się opłacał.
Ryan Arcidiacono - obecnie grający dla Windy City Bulls w G-League.
Nie oszukujmy się, z jak dużą dozą optymizmu nie podejdziemy do tej wymiany, to Pistons swojego uprzedniego sukcesu nie spieniężyli, a wręcz roztrwonili i zostali z niczym, oprócz dwóch drugorundowych picków i Tima Hardawaya Jra. I to właśnie tak wyglądała polityka transferowa Pistons przez ostatnie 4 lata. To imię i nazwisko musi wreszcie paść, bowiem to ten człowiek jest "autorem" tego nieładu w Pistons, a jego odejście mogło być hucznie celebrowane przez fanów Pistons na całym świecie. Troy Weaver to zdecydowanie jeden z najgorszych GM-ów w historii NBA, a jego odejście 31 maja 2024 roku mogło, choć nie musiało stanowić o przyjściu człowieka, który zacznie robić "porządki" w Detroit. Trajan Langdon - bo to ten dżentelmen zastąpił Troya Weavera, przyszedł do Pistons po latach doświadczenia jako skaut dla Spurs, oraz GMa dla takich drużyn jak Brooklyn Nets czy New Orleans Pelicans. "I'm excited to get on the ground in Detroit and start preparation for the draft and our strategy beyond" - takie słowa padły z ust nowego GMa Pistons, jako zapowiedź swoistego nowego rozdania, którego efekty pierwszy raz możemy zaobserwować w obecnym sezonie.
Detroit Pistons są... fun to watch
Detroit Pistons są... fun to watch
Gdybym mógł przenieść się w czasie o rok do tyłu i przeczytać ten nagłówek, pomyślałbym że ktoś sobie robi żarty. Pistons byli jedną z najgorszych drużyn do oglądania jaką pamiętam w NBA. Powolni, ślamazarni, słabo rzucający, gra bez ładu i składu - i to za czasów trenera który mimo swojej dobrej renomy, miał naprawdę słaby okres w Pistons. Monty Williams, bo o nim mowa, miał do takiego stopnia fatalny sezon, że Pistons osiągneli najgorszy wynik w historii organizacji - 14-68. Niech za ten okres przemówi poniższe wideo, bowiem idealnie obrazuje ono poprzedni sezon Detroit Pistons Basketball.
Gdybym mógł przenieść się w czasie o rok do tyłu i przeczytać ten nagłówek, pomyślałbym że ktoś sobie robi żarty. Pistons byli jedną z najgorszych drużyn do oglądania jaką pamiętam w NBA. Powolni, ślamazarni, słabo rzucający, gra bez ładu i składu - i to za czasów trenera który mimo swojej dobrej renomy, miał naprawdę słaby okres w Pistons. Monty Williams, bo o nim mowa, miał do takiego stopnia fatalny sezon, że Pistons osiągneli najgorszy wynik w historii organizacji - 14-68. Niech za ten okres przemówi poniższe wideo, bowiem idealnie obrazuje ono poprzedni sezon Detroit Pistons Basketball.
Ciężko się rozwodzić nad poprzednim sezonem Pistons, a nawet przyzwyczajeni do słabej dyspozycji swojej drużyny fani najpewniej nie chcą sobie przypominać o poprzednim sezonie, spuentowanym dopiero 5 pickiem draftu, trzeci raz z rzędu. Przejdźmy do pozytywnej strony medalu, czyli Detroit Pistons 2024-25, z już nowym trenerem, J.B. Bickerstaffem, byłym trenerem Cleveland Cavaliers. Pistons grają... ładną koszykówkę, co jest wręcz nieprawdopodobne, bowiem improve jaki zrobili jest takich rzędów wielkości, że ich fani mogą... cieszyć się swoją drużyną koszykówki. Serio. To nie jest żart. Ale przejdźmy do rzeczy. Cade Cunningham w tym sezonie jest nieziemski. Powiem więcej. Cade Cunningham w tym sezonie powinien być All-Starem. Jako główny dyrygent ofensywy Pistons jego postać jest kluczowa do omówienia w perspektywie tego, jak wygląda ich gra ofensywna. Po pierwsze - Cade Cunningham jest lepszym shooterem. Przede wszystkim - rzuty trzypunktowe, bo to tutaj jest wyraźnie lepszy. Cade Cunningham w zeszłym sezonie rzucał średnio 35% za 3, znajdując się nieco poniżej średniej ligi, a obecnie - 37,5%, znajdując się w zaszczytnym gronie graczy którzy tą średnią zawyżają. Pierwszy wybór draftu 2021 jest poważnym zagrożeniem na obwodzie, mogącym z łatwością zdobywać punkty na izolacji, co sprawia że często drużyny muszą go podwajać - a to kreuje rozmaitą ilość sytuacji rzutowych dla jego kolegów z drużyny, którzy są w naprawdę nieźli w wykorzystywaniu okazji na łuku. Drive and kick jak Boston Ce... Detroit Pistons? Nieprawdopodobne, a jednak. Playmaking to również płaszczyzna, na której widocznie idzie Cunninghamowi lepiej. To jego czwarty sezon w NBA, i choć drugi przerwała mu kontuzja, toteż sukcesywnie realizował się w postaci głównego playmakera drużyny powiększając swoją średnią asyst na mecz. To jego czwarty sezon w najlepszej lidze świata, a już zdobywa średnio 9 asyst na mecz, co zdecydowanie ułatwia Pistons wygrywanie. Cade Cunningham w tym sezonie nie tak rzadko odnotowuje triple-double, co tylko wzmacnia tezę o tym, że powinien zostać All-Starem.
Ciężko się rozwodzić nad poprzednim sezonem Pistons, a nawet przyzwyczajeni do słabej dyspozycji swojej drużyny fani najpewniej nie chcą sobie przypominać o poprzednim sezonie, spuentowanym dopiero 5 pickiem draftu, trzeci raz z rzędu. Przejdźmy do pozytywnej strony medalu, czyli Detroit Pistons 2024-25, z już nowym trenerem, J.B. Bickerstaffem, byłym trenerem Cleveland Cavaliers. Pistons grają... ładną koszykówkę, co jest wręcz nieprawdopodobne, bowiem improve jaki zrobili jest takich rzędów wielkości, że ich fani mogą... cieszyć się swoją drużyną koszykówki. Serio. To nie jest żart. Ale przejdźmy do rzeczy.
Cade Cunningham w tym sezonie jest nieziemski. Powiem więcej. Cade Cunningham w tym sezonie powinien być All-Starem. Jako główny dyrygent ofensywy Pistons jego postać jest kluczowa do omówienia w perspektywie tego, jak wygląda ich gra ofensywna. Po pierwsze - Cade Cunningham jest lepszym shooterem. Przede wszystkim - rzuty trzypunktowe, bo to tutaj jest wyraźnie lepszy. Cade Cunningham w zeszłym sezonie rzucał średnio 35% za 3, znajdując się nieco poniżej średniej ligi, a obecnie - 37,5%, znajdując się w zaszczytnym gronie graczy którzy tą średnią zawyżają. Pierwszy wybór draftu 2021 jest poważnym zagrożeniem na obwodzie, mogącym z łatwością zdobywać punkty na izolacji, co sprawia że często drużyny muszą go podwajać - a to kreuje rozmaitą ilość sytuacji rzutowych dla jego kolegów z drużyny, którzy są w naprawdę nieźli w wykorzystywaniu okazji na łuku. Drive and kick jak Boston Ce... Detroit Pistons? Nieprawdopodobne, a jednak. Playmaking to również płaszczyzna, na której widocznie idzie Cunninghamowi lepiej. To jego czwarty sezon w NBA, i choć drugi przerwała mu kontuzja, toteż sukcesywnie realizował się w postaci głównego playmakera drużyny powiększając swoją średnią asyst na mecz. To jego czwarty sezon w najlepszej lidze świata, a już zdobywa średnio 9 asyst na mecz, co zdecydowanie ułatwia Pistons wygrywanie. Cade Cunningham w tym sezonie nie tak rzadko odnotowuje triple-double, co tylko wzmacnia tezę o tym, że powinien zostać All-Starem.
To, co pomaga Cunninghamowi w realizowaniu się jako zawodnik to rewelacyjne otoczenie w jakim się znajduje, bowiem kombinacja weteranów ligi z młodzieżą, jaką obecnie posiadają Pistons jest naprawdę imponująca. Po pierwsze - młodzież. Jaden Ivey, Jalen Duren, Ausar Thompson, Cade Cunningham, Ron Holland i Isaiah Stewart wyglądają jak podwaliny pod zespół, który za kilka lat będzie grać naprawdę wybitną, mądrą, atletyczną i skillową koszykówkę. Mają wszystko - charakter, umiejętności, atletyczność, opanowanie, warunki - i dają temu upust w tym sezonie. Czemu to od nich zaczynam? Bo pomimo tego, że w Pistons znajdują się weterani ligi którzy dalej są nieźli - Malik Beasley, Tobias Harris, Simone Fontecchio czy Tim Hardaway Jr, to zdecydowanie nie grają oni pierwszych skrzypiec. Bo to właśnie ta młodzież wzbogacona o doświadczenie i "zadaniowość" weteranów jest pierwszoplanowa. Weterani zawsze są w stanie dobrze ustawić się do zagrywki, zagrać dobrze w obronie, oddać rzut za trzy czy wykorzystać błąd przeciwnika i zdobyć łatwe punkty spod kosza, ale to nie oni tu dyrygują grą. Mimo, że to "niepoprawne politycznie", to warto rzucić okiem na same highlighty Pistons. Cade Cunningham jako generał drużyny gra "swój basket", a reszta drużyny rewelacyjnie wywiązuje się z zadań wokół niego, powodując że Pistons są 17 ofensywą w lidze, i 16 defensywą, a więc plasują się prawie dokładnie w samym środku ligi, jednocześnie będąc młodą drużyną, która dalej raczej szuka picku w drafcie, a do gry tej wykorzystuje ogromne pokłady talentu całej swojej drużyny, które doprowadzają do takich uroczych akcji jak te, w których po świetnej grze w obronie gracze Pistons wywalczają przechwyt po którym rozpoczynają fastbreak, zakończony niesamowicie przyjemnym dla oka alley-oopem.
To, co pomaga Cunninghamowi w realizowaniu się jako zawodnik to rewelacyjne otoczenie w jakim się znajduje, bowiem kombinacja weteranów ligi z młodzieżą, jaką obecnie posiadają Pistons jest naprawdę imponująca. Po pierwsze - młodzież. Jaden Ivey, Jalen Duren, Ausar Thompson, Cade Cunningham, Ron Holland i Isaiah Stewart wyglądają jak podwaliny pod zespół, który za kilka lat będzie grać naprawdę wybitną, mądrą, atletyczną i skillową koszykówkę. Mają wszystko - charakter, umiejętności, atletyczność, opanowanie, warunki - i dają temu upust w tym sezonie. Czemu to od nich zaczynam? Bo pomimo tego, że w Pistons znajdują się weterani ligi którzy dalej są nieźli - Malik Beasley, Tobias Harris, Simone Fontecchio czy Tim Hardaway Jr, to zdecydowanie nie grają oni pierwszych skrzypiec. Bo to właśnie ta młodzież wzbogacona o doświadczenie i "zadaniowość" weteranów jest pierwszoplanowa. Weterani zawsze są w stanie dobrze ustawić się do zagrywki, zagrać dobrze w obronie, oddać rzut za trzy czy wykorzystać błąd przeciwnika i zdobyć łatwe punkty spod kosza, ale to nie oni tu dyrygują grą. Mimo, że to "niepoprawne politycznie", to warto rzucić okiem na same highlighty Pistons. Cade Cunningham jako generał drużyny gra "swój basket", a reszta drużyny rewelacyjnie wywiązuje się z zadań wokół niego, powodując że Pistons są 17 ofensywą w lidze, i 16 defensywą, a więc plasują się prawie dokładnie w samym środku ligi, jednocześnie będąc młodą drużyną, która dalej raczej szuka picku w drafcie, a do gry tej wykorzystuje ogromne pokłady talentu całej swojej drużyny, które doprowadzają do takich uroczych akcji jak te, w których po świetnej grze w obronie gracze Pistons wywalczają przechwyt po którym rozpoczynają fastbreak, zakończony niesamowicie przyjemnym dla oka alley-oopem.
Detroit Pistons to projekt, a nie gotowy produkt
Detroit Pistons to projekt, a nie gotowy produkt
Mimo całej tej otoczki, Pistons udało się odratować schedę po poprzednim dyrektorze sportowym, i przygotować naprawdę niezły core do produktu, którym mają się stać. Jeden z niewielu pozytywów czasów Troya Weavera to ogromny kapitał sportowy, jaki niosą ze sobą wybrani wówczas w drafcie gracze, i to na podstawie tego kapitału Pistons zarządzane przez "nieco bardziej kompetentnego" dyrektora wreszcie wyglądają jak projekt, a nie gotowy, fatalny produkt liczący jedynie na błogosławieństwo które zaowocuje dobrym draftem. Detroit Pistons projektem nie było, a jeśli było, to bardzo nieudolnym. Nareszcie jednak widać plan - J.B. Bickerstaff wydaje się mieć co najmniej działający pomysł na grę, który zawodnicy realizują w naprawdę obiecujący sposób. Pistons przede wszystkim nareszcie są drużyną w pewnym sensie wszechstronną. Przeciwnicy nieznający ich playbooka muszą spodziewać się wszystkiego, bowiem ta drużyna jest w stanie robić wszystko po obu stronach parkietu. Rzecz jasna - Pistons to nadal nie drużyna która może walczyć o więcej niż sukces w fazie play-in, bowiem brakuje tu jeszcze sporo ogrania i oszlifowania diamentów, ale nikt nie oczekuje od nich czegokolwiek więcej. Już obecna lokata jest niesamowitą "anomalią" i pokazuje jak dużo zmienić może tak naprawdę wymiana jednego człowieka, który faktycznie ma pomysł na drużynę, jak fatalna by się nie wydawała. Pistons dopiero co rozpoczynają swoją drogę ku świetności, i warto na nich patrzeć jako perspektywiczną drużynę, która dopiero weszła na odpowiednie tory, i będzie szukać wzmocnień. Kto wie - może przełamią trzyletni impas piątego picku, i uda im się zejść niżej w tym sezonie bez konieczności przegrywania "jak leci". Ważne jest to, że jak w nagłówku wspomniałem, Pistons to projekt przed którym długa droga, na którą fani trzykrotnych mistrzów NBA zasłużyli jak mało którzy fani. Warto obserwować tę drużynę w makroskali, zarówno jak i włączyć ich mecz - gwarantuję, że nie będzie nudy, a Cade Cunningham i spółka zadbają o to, żeby widzowie zobaczyli dużo naprawdę dobrej, ciekawej koszykówki.
Mimo całej tej otoczki, Pistons udało się odratować schedę po poprzednim dyrektorze sportowym, i przygotować naprawdę niezły core do produktu, którym mają się stać. Jeden z niewielu pozytywów czasów Troya Weavera to ogromny kapitał sportowy, jaki niosą ze sobą wybrani wówczas w drafcie gracze, i to na podstawie tego kapitału Pistons zarządzane przez "nieco bardziej kompetentnego" dyrektora wreszcie wyglądają jak projekt, a nie gotowy, fatalny produkt liczący jedynie na błogosławieństwo które zaowocuje dobrym draftem. Detroit Pistons projektem nie było, a jeśli było, to bardzo nieudolnym. Nareszcie jednak widać plan - J.B. Bickerstaff wydaje się mieć co najmniej działający pomysł na grę, który zawodnicy realizują w naprawdę obiecujący sposób. Pistons przede wszystkim nareszcie są drużyną w pewnym sensie wszechstronną. Przeciwnicy nieznający ich playbooka muszą spodziewać się wszystkiego, bowiem ta drużyna jest w stanie robić wszystko po obu stronach parkietu. Rzecz jasna - Pistons to nadal nie drużyna która może walczyć o więcej niż sukces w fazie play-in, bowiem brakuje tu jeszcze sporo ogrania i oszlifowania diamentów, ale nikt nie oczekuje od nich czegokolwiek więcej. Już obecna lokata jest niesamowitą "anomalią" i pokazuje jak dużo zmienić może tak naprawdę wymiana jednego człowieka, który faktycznie ma pomysł na drużynę, jak fatalna by się nie wydawała. Pistons dopiero co rozpoczynają swoją drogę ku świetności, i warto na nich patrzeć jako perspektywiczną drużynę, która dopiero weszła na odpowiednie tory, i będzie szukać wzmocnień. Kto wie - może przełamią trzyletni impas piątego picku, i uda im się zejść niżej w tym sezonie bez konieczności przegrywania "jak leci". Ważne jest to, że jak w nagłówku wspomniałem, Pistons to projekt przed którym długa droga, na którą fani trzykrotnych mistrzów NBA zasłużyli jak mało którzy fani. Warto obserwować tę drużynę w makroskali, zarówno jak i włączyć ich mecz - gwarantuję, że nie będzie nudy, a Cade Cunningham i spółka zadbają o to, żeby widzowie zobaczyli dużo naprawdę dobrej, ciekawej koszykówki.