RZUTZA3.PL NBAMAKE-SOCHAN-GREAT-AGAIN-POWROT-JEREMIEGO-NA-PARKIETY-NBA
Make Sochan Great Again! - Powrót Jeremiego na parkiety NBA
08/01/2026 15:30
Doczekaliśmy się tego, na co wszyscy polscy kibice z niecierpliwością czekali - powrót Jeremiego Sochana do rotacji San Antonio Spurs. Polak w ostatnich dwóch meczach Ostróg wychodził z ławki i spędził na parkiecie łącznie niecałe 26 minut zdobywając kolejno 2 i 6 punktów.
Jeremy, Mitch i ciche dni...
Sezon 2025/26 okazał się bardzo niefortunny dla Sochana. Plan był prosty: dobrze wypaść na EuroBaskecie z reprezentacją Polski, wrócić do San Antonio w formie i wejść "z buta" w rozgrywki NBA rozpychając się łokciami i walcząc o swoje. Było to o tyle ważne, że obecny sezon jest ostatnim zakontraktowanym przez Spurs i należałoby się pokazać z jak najlepszej strony, by rozmawiać o możliwie wysokiej stawce kolejnej umowy. Niestety, plan spalił na panewce... Kontuzja wykluczyła Sochana z rozgrywek Mistrzostw Europy, a po powrocie do Stanów kolejna kontuzja, tym razem nadgarstka, uniemożliwiła mu rozpoczęcie sezonu wspólnie z drużyną. Pierwszy mecz Jeremy rozegrał na początku listopada przeciwko drużynie Los Angeles Lakers notując bardzo dobre statystyki: 16 punktów, 2 zbiórki i przechwyt. Mimo to spotkanie zakończyło się zwycięstwem Lakersów 118:116. Kolejne spotkania to była równia pochyła dla Sochana, zarówno jeżeli chodzi o statystki jak i minuty spędzone na boisku. Równia pochyła po której Jeremy zjechał na sam koniec ławki rezerwowych i zagrzał sobie tam miejsce na znacznie dłużej niż wszyscy byśmy sobie tego życzyli. Przyczyną takiego stanu rzeczy była, nomen omen bardzo dobra gra drużynowych kolegów Polaka od których wyraźnie odstawał poziomem. Spurs w chwili obecnej mają drugi bilans w zachodniej konferencji przy 26 zwycięstwach i 11 porażkach. Lepsi są jedynie aktualni Mistrzowie NBA - Oklahoma City Thunder (31-7).Mitch Johnson - trener Spursów, który przejął stery po Greggu Popovichu, w swoim debiutanckim sezonie dostał w spadku po legendarnym coachu bardzo dobrze zbudowaną, perspektywiczną drużynę, która okazała się praktycznie samograjem. 39-letni Mitch w chwili obecnej ma jedno zasadnicze zadanie - nie spieprzyć tego! Dlatego bardziej niż na rozwoju Sochana i wprowadzeniu go na siłę do składu, zależy mu na kolejnych wygranych i budowaniu własnej reputacji jako głównego trenera. Wszak jego pozycja w drużynie jest tak pewna, jak tafla lodu na jeziorze podczas wiosennej odwilży i każde potknięcie może zakończyć się utratą stanowiska. Skoro wszystko dobrze działa, to po co coś zmieniać - to zdecydowanie obecna taktyka drużyny z Teksasu... aż do przedwczoraj.
Sezon 2025/26 okazał się bardzo niefortunny dla Sochana. Plan był prosty: dobrze wypaść na EuroBaskecie z reprezentacją Polski, wrócić do San Antonio w formie i wejść "z buta" w rozgrywki NBA rozpychając się łokciami i walcząc o swoje. Było to o tyle ważne, że obecny sezon jest ostatnim zakontraktowanym przez Spurs i należałoby się pokazać z jak najlepszej strony, by rozmawiać o możliwie wysokiej stawce kolejnej umowy. Niestety, plan spalił na panewce... Kontuzja wykluczyła Sochana z rozgrywek Mistrzostw Europy, a po powrocie do Stanów kolejna kontuzja, tym razem nadgarstka, uniemożliwiła mu rozpoczęcie sezonu wspólnie z drużyną. Pierwszy mecz Jeremy rozegrał na początku listopada przeciwko drużynie Los Angeles Lakers notując bardzo dobre statystyki: 16 punktów, 2 zbiórki i przechwyt. Mimo to spotkanie zakończyło się zwycięstwem Lakersów 118:116. Kolejne spotkania to była równia pochyła dla Sochana, zarówno jeżeli chodzi o statystki jak i minuty spędzone na boisku. Równia pochyła po której Jeremy zjechał na sam koniec ławki rezerwowych i zagrzał sobie tam miejsce na znacznie dłużej niż wszyscy byśmy sobie tego życzyli. Przyczyną takiego stanu rzeczy była, nomen omen bardzo dobra gra drużynowych kolegów Polaka od których wyraźnie odstawał poziomem. Spurs w chwili obecnej mają drugi bilans w zachodniej konferencji przy 26 zwycięstwach i 11 porażkach. Lepsi są jedynie aktualni Mistrzowie NBA - Oklahoma City Thunder (31-7).
Mitch Johnson - trener Spursów, który przejął stery po Greggu Popovichu, w swoim debiutanckim sezonie dostał w spadku po legendarnym coachu bardzo dobrze zbudowaną, perspektywiczną drużynę, która okazała się praktycznie samograjem. 39-letni Mitch w chwili obecnej ma jedno zasadnicze zadanie - nie spieprzyć tego! Dlatego bardziej niż na rozwoju Sochana i wprowadzeniu go na siłę do składu, zależy mu na kolejnych wygranych i budowaniu własnej reputacji jako głównego trenera. Wszak jego pozycja w drużynie jest tak pewna, jak tafla lodu na jeziorze podczas wiosennej odwilży i każde potknięcie może zakończyć się utratą stanowiska. Skoro wszystko dobrze działa, to po co coś zmieniać - to zdecydowanie obecna taktyka drużyny z Teksasu... aż do przedwczoraj.

Debiut po raz drugi
Pomimo, że Jeremy w tym sezonie nie zachwyca, a w jego grze widać brak formy meczowej i pewności siebie - doczekał się znów momentu, w którym trener wskazał palcem na koniec ławki i powiedział: "Ty, zasuwaj na boisko". Drugi debiut w tym sezonie miał miejsce we wtorkowym meczu przeciwko Memphis Grizzlies, w którym Sochan na parkiecie spędził lekko ponad 14 minut. W tym czasie zaprezentował się jako bardzo dobry defensor oraz wywalczył 6 zbiórek, w tym 3 na atakowanej desce. W swoim występie zdobył 2 punkty po efektownym wsadzie między dwoma obrońcami. Oddał również trzy rzuty zza łuku - w tym jeden, który mógł przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Spursów - niestety żaden z nich nie wpadł do kosza, a Grizzlies wygrali całe spotkanie jednym punktem (105:106).Kolejny dzień i kolejna szansa dla Sochana. Tym razem drużyna z San Antonio podjęła na własnym terenie Los Angeles Lakers. Jeremy spędził na parkiecie niespełna jedenaście i pół minuty, w ciągu których oddał dwa celne rzuty z dystansu (2/2 100%) i zaliczył bardzo efektowną asystę rzucając podanie alley-oop do Victor Wembanyamy. Po drugiej stronie boiska znów udowodnił, że jest dobrym obrońcom skutecznie uprzykrzając życie Luki Doncicia. Spurs pewnie wygrali 91:107, ku uciesze własnej publiczności.Po meczu znów zaiskrzyło pomiędzy Polakiem, a Jarredem Vanderbiltem. Do pierwszej słownej konfrontacji między Panami doszło w marcu 2025 roku. Po wczorajszym meczu kolejny raz "wymienili uprzejmości". Doszło nawet do drobnego incydentu widocznego na poniższym filmie. Zapytany o tą sytuację Sochan stwierdził: "He wasn't stable in that moment. So, something he has to work on." (On nie był wtedy stabilny, więc ma nad czym popracować - tłum. red.).
Pomimo, że Jeremy w tym sezonie nie zachwyca, a w jego grze widać brak formy meczowej i pewności siebie - doczekał się znów momentu, w którym trener wskazał palcem na koniec ławki i powiedział: "Ty, zasuwaj na boisko". Drugi debiut w tym sezonie miał miejsce we wtorkowym meczu przeciwko Memphis Grizzlies, w którym Sochan na parkiecie spędził lekko ponad 14 minut. W tym czasie zaprezentował się jako bardzo dobry defensor oraz wywalczył 6 zbiórek, w tym 3 na atakowanej desce. W swoim występie zdobył 2 punkty po efektownym wsadzie między dwoma obrońcami. Oddał również trzy rzuty zza łuku - w tym jeden, który mógł przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Spursów - niestety żaden z nich nie wpadł do kosza, a Grizzlies wygrali całe spotkanie jednym punktem (105:106).
Kolejny dzień i kolejna szansa dla Sochana. Tym razem drużyna z San Antonio podjęła na własnym terenie Los Angeles Lakers. Jeremy spędził na parkiecie niespełna jedenaście i pół minuty, w ciągu których oddał dwa celne rzuty z dystansu (2/2 100%) i zaliczył bardzo efektowną asystę rzucając podanie alley-oop do Victor Wembanyamy. Po drugiej stronie boiska znów udowodnił, że jest dobrym obrońcom skutecznie uprzykrzając życie Luki Doncicia. Spurs pewnie wygrali 91:107, ku uciesze własnej publiczności.
Po meczu znów zaiskrzyło pomiędzy Polakiem, a Jarredem Vanderbiltem. Do pierwszej słownej konfrontacji między Panami doszło w marcu 2025 roku. Po wczorajszym meczu kolejny raz "wymienili uprzejmości". Doszło nawet do drobnego incydentu widocznego na poniższym filmie. Zapytany o tą sytuację Sochan stwierdził: "He wasn't stable in that moment. So, something he has to work on." (On nie był wtedy stabilny, więc ma nad czym popracować - tłum. red.).
Piąte koło u wozu
Jakie będą dalsze losy naszego krajowego "rodzynka" w najlepszej koszykarskiej lidze świata? Dowiemy się za kilka miesięcy. Jedno jest pewne: w tej chwili Jeremy jest piątym kołem w rozpędzonym wozie z tablicą rejestracyjną SA Spurs. Możliwe, że ostatnie minuty gry to tylko chwyt marketingowy mający na celu podniesienie jego wartości transferowej, a sztab Ostróg już rozgląda się za możliwością wymiany. Jednak z drugiej strony ten młody, ambitny chłopak może okazać się zbawieniem w przypadku jakiejkolwiek kontuzji podstawowych zawodników. Ma świetne warunki i zna wszystkie zagrywki, a z piątego zbędnego koła bardzo szybko może zmienić się w koło zapasowe, umożliwiające dalszą jazdę w kierunku play-offów.
Jakie będą dalsze losy naszego krajowego "rodzynka" w najlepszej koszykarskiej lidze świata? Dowiemy się za kilka miesięcy. Jedno jest pewne: w tej chwili Jeremy jest piątym kołem w rozpędzonym wozie z tablicą rejestracyjną SA Spurs. Możliwe, że ostatnie minuty gry to tylko chwyt marketingowy mający na celu podniesienie jego wartości transferowej, a sztab Ostróg już rozgląda się za możliwością wymiany. Jednak z drugiej strony ten młody, ambitny chłopak może okazać się zbawieniem w przypadku jakiejkolwiek kontuzji podstawowych zawodników. Ma świetne warunki i zna wszystkie zagrywki, a z piątego zbędnego koła bardzo szybko może zmienić się w koło zapasowe, umożliwiające dalszą jazdę w kierunku play-offów.
