RZUTZA3.PL NBANEW-YORK-KNICKS-MAJA-KLOPOTY

New York Knicks mają kłopoty...

29/05/2025 23:54
NBAE via Getty Images

W ramach tegorocznych finałów konferencji wschodniej otrzymaliśmy matchup jak ze snów - Indiana Pacers vs New York Knicks. Dwie drużyny z ogromnym charakterem oraz dużą marką, firmującą się w obu przypadkach bardzo ciekawą koszykówką. Są to drużyny zdolne powalać tytanów (Cavaliers, Celtics), a zatem zapowiedź ich bezpośredniego starcia wprawiała w stan naprawdę mocnego zaciekawienia. Niemniej jednak nie da się ukryć, że to Pacers rozpoczęli tę serię jako faworyci, i choć "na papierze" może okazać się to szokującą tezą, to mecze obu tych drużyn w tegorocznych playoffach przyznały tytuł faworytów tej serii graczom z Indianapolis nie bez powodu.

W ramach tegorocznych finałów konferencji wschodniej otrzymaliśmy matchup jak ze snów - Indiana Pacers vs New York Knicks. Dwie drużyny z ogromnym charakterem oraz dużą marką, firmującą się w obu przypadkach bardzo ciekawą koszykówką. Są to drużyny zdolne powalać tytanów (Cavaliers, Celtics), a zatem zapowiedź ich bezpośredniego starcia wprawiała w stan naprawdę mocnego zaciekawienia. Niemniej jednak nie da się ukryć, że to Pacers rozpoczęli tę serię jako faworyci, i choć "na papierze" może okazać się to szokującą tezą, to mecze obu tych drużyn w tegorocznych playoffach przyznały tytuł faworytów tej serii graczom z Indianapolis nie bez powodu.

Nathaniel S. Butler/NBAE via Getty Images

Stan serii

Stan serii

Indiana Pacers to drużyna absolutnie niezwykła, która swoje niedociągnięcia sprawia całkowicie niewidocznymi. Koszykówki Pacers już nie musze nikomu przedstawiać, o tym dlaczego jest to koszykówka fantastyczna pisałem w tym artykule, a więc - do rzeczy. Pacers kontynuują swoją przejażdżkę niezwykle szybkim buldożerem po obronach najlepszych drużyn ligi, a te nie dość że muszą starać się tego buldożera wyhamować, to samemu potrzebują zaktywizować swoją ofensywę. Stąd też wynik 3:1, który za pomocą historii i matematyki nieco skreśla szansę na występ New York Knicks w wielkim finale NBA 2025. Niezwykła gra Tyrese'a Haliburtona, niezwykle all-around Aaron Nesmith, stabilny i świetny z obu stron Pascal Siakam, a do tego niezwykłe zadaniowe występy Andrew Nembharda, Bennedicta Mathurina i Mylesa Turnera to rynsztunek Pacers, który okazuje się dla drużyn NBA zbyt silny. Padło na nim Cavaliers, padli na nim Bucks, i najpewniej padną na nim Knicks. Drużyn tak niesamowitych długo nie trzeba reklamować bowiem mało jest rzeczy które robią źle, przez co każda pojedyncza dobra rzecz rozmywa się w morzu innych. To co jednak rzuca się w oczy najbardziej to te złe momenty, problemy które duszą potencjał całego zespołu. I choć Pacers takich nie mają za wiele, toteż Knicks... Knicks mają kłopot.

Indiana Pacers to drużyna absolutnie niezwykła, która swoje niedociągnięcia sprawia całkowicie niewidocznymi. Koszykówki Pacers już nie musze nikomu przedstawiać, o tym dlaczego jest to koszykówka fantastyczna pisałem w tym artykule, a więc - do rzeczy. Pacers kontynuują swoją przejażdżkę niezwykle szybkim buldożerem po obronach najlepszych drużyn ligi, a te nie dość że muszą starać się tego buldożera wyhamować, to samemu potrzebują zaktywizować swoją ofensywę. Stąd też wynik 3:1, który za pomocą historii i matematyki nieco skreśla szansę na występ New York Knicks w wielkim finale NBA 2025. Niezwykła gra Tyrese'a Haliburtona, niezwykle all-around Aaron Nesmith, stabilny i świetny z obu stron Pascal Siakam, a do tego niezwykłe zadaniowe występy Andrew Nembharda, Bennedicta Mathurina i Mylesa Turnera to rynsztunek Pacers, który okazuje się dla drużyn NBA zbyt silny. Padło na nim Cavaliers, padli na nim Bucks, i najpewniej padną na nim Knicks. Drużyn tak niesamowitych długo nie trzeba reklamować bowiem mało jest rzeczy które robią źle, przez co każda pojedyncza dobra rzecz rozmywa się w morzu innych. To co jednak rzuca się w oczy najbardziej to te złe momenty, problemy które duszą potencjał całego zespołu. I choć Pacers takich nie mają za wiele, toteż Knicks... Knicks mają kłopot.

w tym artykule

Problemy w MSG

Problemy w MSG

Po pokonaniu broniących tytułu Celtics wydawało się, że Knicks weszli na wyższy poziom. Nic dziwnego, potencjał mieli (i nadal mają) ogromny, niemniej jednak jest kilka blokerów, które zdają się dusić Knicks szczególnie wtedy, gdy przeciwna drużyna potrafi skutecznie i konsekwentnie egzekwować ich wady co posiadanie. Robili to Pistons, robili to Celtics, robią to Pacers. Co zatem jest największym problemem nowojorczyków? Obrona. Obrona która nie wydaje się na papierze taka zła - OG Anunoby, Josh Hart a już szczególnie Mikal Bridges to wysoki kaliber jeśli chodzi o obrońców w najlepszej lidze świata. Problemu jednak nie stanowią oni, a pozostała dwójka - Jalen Brunson i Karl-Anthony Towns. Są to dwie dość spore dziury obronne na parkiecie, i choć z dwóch totalnie różnych powodów, toteż nie jest to żaden argument ku temu aby drużyny tego nie wykorzystywały bez zawahania. Brunson jest zawodnikiem niskim, z krótkim zasięgiem ramion, co już go stawia w fatalnej pozycji wyjściowej do bycia dobrym obrońcą. Rzecz jasna, da się być naprawdę przyzwoitym w obronie, i nie da się odebrać Brunsonowi tego, że się stara, natomiast są pewne rzeczy których nie da się przeskoczyć, szczególnie na poziomie starć najlepszych drużyn NBA. KAT natomiast jest zwyczajnie leniwym, słabym obrońcą. Piłki przelatują mu koło rąk, atakujący bez większego wysiłku są w stanie wygrać z nim na izolacji, już nie mówiąc o switchach, na których albo Josh Hart lub Mikal Bridges uratują mu cztery litery, albo przeciwnik skończy z otwartym rzutem, bo KAT-owi się nie chce biegać, a to na niego chętnie switchują przeciwnicy. Mamy zatem poważny problem bowiem mając obydwu panów w jednym momencie na parkiecie obrona strasznie cierpi. Co więcej - cierpi też atak. Panowie grają najlepiej wtedy gdy... drugiego nie ma na parkiecie. KAT jako volume shooter z Brunsonem na parkiecie nie rzuca trójek, Brunson nie godzi się na zasadę "raz ty, raz ja", i szuka rozwiązań bardziej drużynowych, przez co zazwyczaj ofensywa ta się zwyczajnie dusi. Problemy te dostrzega także Thibs, który nawet zaczął startować mecze Mitchellem Robinsonem, byleby załatać dziurę w defensywie, spychając KAT-a na czwórkę, co technicznie powinno działać na niego pozytywnie... Tylko że nie działa. Pierwszy pick draftu z 2015 roku jest po prostu... mierny. Czasem zdarzy mu się poważny przebłysk, ba, mecz numer 3 wygrał właśnie KAT swoim popisem w końcówce, tylko że to nie wystarczy. Nie można mieć dwóch kolidujących ewidentnie ze sobą graczy w jednej drużynie, jeśli chce się bić o najwyższe miejsca w NBA, bo słabości z nimi związane wyjdą bardzo prędko na jaw. Sporym problemem powoli zaczyna być także wcześniej wspomniany Thibs, co do którego zarządzania rotacją coraz więcej osób rzuca poważne, niebezzasadne oskarżenia. I choć Thibs to raczej "problem" drugoplanowy, to widać że formuła się lekko wyczerpuje, a drużyna złożona z takich talentów i charakterów potrzebuje przede wszystkim większych innowacji w ofensywie i lepszego zarządzania minutami graczy.

Po pokonaniu broniących tytułu Celtics wydawało się, że Knicks weszli na wyższy poziom. Nic dziwnego, potencjał mieli (i nadal mają) ogromny, niemniej jednak jest kilka blokerów, które zdają się dusić Knicks szczególnie wtedy, gdy przeciwna drużyna potrafi skutecznie i konsekwentnie egzekwować ich wady co posiadanie. Robili to Pistons, robili to Celtics, robią to Pacers. Co zatem jest największym problemem nowojorczyków? Obrona. Obrona która nie wydaje się na papierze taka zła - OG Anunoby, Josh Hart a już szczególnie Mikal Bridges to wysoki kaliber jeśli chodzi o obrońców w najlepszej lidze świata. Problemu jednak nie stanowią oni, a pozostała dwójka - Jalen Brunson i Karl-Anthony Towns. Są to dwie dość spore dziury obronne na parkiecie, i choć z dwóch totalnie różnych powodów, toteż nie jest to żaden argument ku temu aby drużyny tego nie wykorzystywały bez zawahania. Brunson jest zawodnikiem niskim, z krótkim zasięgiem ramion, co już go stawia w fatalnej pozycji wyjściowej do bycia dobrym obrońcą. Rzecz jasna, da się być naprawdę przyzwoitym w obronie, i nie da się odebrać Brunsonowi tego, że się stara, natomiast są pewne rzeczy których nie da się przeskoczyć, szczególnie na poziomie starć najlepszych drużyn NBA. KAT natomiast jest zwyczajnie leniwym, słabym obrońcą. Piłki przelatują mu koło rąk, atakujący bez większego wysiłku są w stanie wygrać z nim na izolacji, już nie mówiąc o switchach, na których albo Josh Hart lub Mikal Bridges uratują mu cztery litery, albo przeciwnik skończy z otwartym rzutem, bo KAT-owi się nie chce biegać, a to na niego chętnie switchują przeciwnicy. Mamy zatem poważny problem bowiem mając obydwu panów w jednym momencie na parkiecie obrona strasznie cierpi. Co więcej - cierpi też atak. Panowie grają najlepiej wtedy gdy... drugiego nie ma na parkiecie. KAT jako volume shooter z Brunsonem na parkiecie nie rzuca trójek, Brunson nie godzi się na zasadę "raz ty, raz ja", i szuka rozwiązań bardziej drużynowych, przez co zazwyczaj ofensywa ta się zwyczajnie dusi. Problemy te dostrzega także Thibs, który nawet zaczął startować mecze Mitchellem Robinsonem, byleby załatać dziurę w defensywie, spychając KAT-a na czwórkę, co technicznie powinno działać na niego pozytywnie... Tylko że nie działa. Pierwszy pick draftu z 2015 roku jest po prostu... mierny. Czasem zdarzy mu się poważny przebłysk, ba, mecz numer 3 wygrał właśnie KAT swoim popisem w końcówce, tylko że to nie wystarczy. Nie można mieć dwóch kolidujących ewidentnie ze sobą graczy w jednej drużynie, jeśli chce się bić o najwyższe miejsca w NBA, bo słabości z nimi związane wyjdą bardzo prędko na jaw. Sporym problemem powoli zaczyna być także wcześniej wspomniany Thibs, co do którego zarządzania rotacją coraz więcej osób rzuca poważne, niebezzasadne oskarżenia. I choć Thibs to raczej "problem" drugoplanowy, to widać że formuła się lekko wyczerpuje, a drużyna złożona z takich talentów i charakterów potrzebuje przede wszystkim większych innowacji w ofensywie i lepszego zarządzania minutami graczy.

Brad Penner-Imagn Images

Co dalej?

Co dalej?

Wskazane by było, aby rozstać się jednym z dwójki Brunson/KAT ze wskazaniem na tego drugiego. Osobiście - nie wierzę, że ten skład jest w stanie rozwinąć pełny potencjał z oboma panami w składzie, oraz z Thibsem na ławce. Knicks są naprawdę blisko celu - wystarczą już drobne adjustmenty, które zniosą te potężne blokery, i pozwolą im na pełne rozwinięcie skrzydeł, poprawienie dziur w obronie a także wykreowanie własnego stylu w ofensywie, uniwersalnego dla tak mocnych nazwisk. Niestety, szukanie ciągłych izolacji dla Brunsona z nadzieją że albo trafi, albo doprowadzi do podwojenia i odrzuci piłkę na obwód nie sprawdza się przeciwko najlepszym drużynom w siedmiomeczowych seriach.

Wskazane by było, aby rozstać się jednym z dwójki Brunson/KAT ze wskazaniem na tego drugiego. Osobiście - nie wierzę, że ten skład jest w stanie rozwinąć pełny potencjał z oboma panami w składzie, oraz z Thibsem na ławce. Knicks są naprawdę blisko celu - wystarczą już drobne adjustmenty, które zniosą te potężne blokery, i pozwolą im na pełne rozwinięcie skrzydeł, poprawienie dziur w obronie a także wykreowanie własnego stylu w ofensywie, uniwersalnego dla tak mocnych nazwisk. Niestety, szukanie ciągłych izolacji dla Brunsona z nadzieją że albo trafi, albo doprowadzi do podwojenia i odrzuci piłkę na obwód nie sprawdza się przeciwko najlepszym drużynom w siedmiomeczowych seriach.