RZUTZA3.PL NBAOKLAHOMA-DALEJ-ROZPEDZONA-GAME-1-WCF-2025
Oklahoma dalej rozpędzona! - Game 1 WCF 2025
21/05/2025 19:26
Pierwsze spotkanie na rozpoczęcie Finału Konferencji Zachodniej zakończyło się zwycięstwem Oklahomy City Thunder 114:88.
Mecz rozpoczął się od celnego rzutu zza łuku w wykonaniu Jaden McDanielsa. Potem Minnesota trafiła kolejne dwa rzuty i bardzo szybko wyszła na prowadzenie 8:0. Po zaledwie stu sekundach, po jednym faulu i jednej nieudanej akcji podkoszowej, z parkietu zszedł Rudy Gobert, co było dość zaskakujące. Oklahoma na starcie borykała się natomiast z ogromną nieskutecznością, zdobywając tylko 6 punktów w cztery minuty, ale tylko 2 z gry. W tym samym momencie przewinienie techniczne dostał lider Wolves, Anthony Edwards, za wypuszczenie piłki w leżącego Shai'a. W połowie kwarty mieliśmy pierwszą przerwę na żądanie, a po niej doskonale prezentowała się drużyna Thunder. Grali bardzo agresywnie w obronie przechwytując dwie piłki czy broniąc szczelnie przestrzeni pod obręczą. To przerodziło się w szybki atak. Po runie 6:0 mieliśmy wynik 17:16 dla OKC i było to ich pierwsze prowadzenie w tym spotkaniu. Końcówka kwarty to jednak powrót Timberwolves do przyzwoitej gry co skutkowało ich przewagą 23:20 po 12 minutach. Warto natomiast zaznaczyć, że Minnesota wygrała 1Q, lecz zanotowała w niej aż 7 strat.
Druga kwarta rozkręcała nam się bardzo powoli. Obie ekipy miały spory problem z umieszczeniem piłki w koszu, a po trzech minutach wynik był remisowy, po 24. Wtedy to nastąpiło przełamanie, a my zobaczyliśmy cztery trafione rzuty zza łuku (2 razy Randle, raz Alexander-Walker i raz Caruso). Po 5 minutach i przy wyniku 33:29 dla Minny, coach OKC wziął timeout. Po nim Leśne Wilki sukcesywnie punktowali, pod przywództwem Juliusa Randle'a (20 punktów, 5 trójek w pierwszej w połowie). Thunder nie potrafili dogonić rywali, co było konsekwencją kiepskiej gry ich lidera SGA (2-13 z gry). Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 48:44 dla Timberwolves. Co ciekawe, mimo prowadzenia podopiecznych Chrisa Fincha, zdobyli oni tylko 4 oczka z pomalowanego.

Po przerwie obraz meczu za bardzo się nie zmienił. Nerwowa gra, nietrafione rzuty, straty. Mimo tego Oklahoma prezentowała się minimalnie lepiej, co pomogło im wrócić na prowadzenie. Po trochę ponad trzech minutach gry w trzeciej odsłonie, na horyzoncie Minnesoty pojawiły się problemy z faulami. McDaniels faulował SGA'a i było to jego czwarte przewinienie. Dodatkowo po pierwszej połowie trzy faule miał i Edwards, i Randle. Przez kolejne 90 sekund prowadzenie zmieniało się praktycznie co akcje, a oba zespoły zaczęły grać skuteczny basket. Po kilku zmianach zawodników w połowie kwarty, to Oklahoma osiągnęła serię punktową 10:0 - a ciężar gry wziął na siebie Shai oraz Jalen Williams. Po tych wydarzeniach, na 4:19 do końca 3Q Thunder prowadzili 66:60. Po przerwie na żądanie Ant-Man co prawda zdobył dwa punkty, jednak OKC odpowiedzieli kolejnymi 7. Koszykarze Thunder byli niesieni niesamowitym dopingiem kibiców, a ich przewaga urosła do dwucyfrowej. Gospodarze wygrali trzecią kwartę 32:18, a na tablicy było 76:66 również dla Oklahomy.
Ostatnie 12 minut zaczęliśmy od trafienia trójki zarówno po stronie Timberwolves, jak i Thunder. Przez kolejne minuty Minnesota nie potrafiła zniwelować straty wynoszącej w okolicach 10 oczek. Każdy punkt zdobyty przez nich, wymagał dużej ilości energii, by przedrzeć się przez mocną defensywę OKC. Gospodarze potrafili za każdym razem skutecznie odpowiadać. Na 5:30 do końca spotkania wyfaulowany został McDaniels, starający się zatrzymać Gilgeousa-Alexandra. To również pokazało, że Minnesota nie broni już tak dobrze i zaciekle jak w pierwszej połowie, a Thunder znajdywali coraz więcej miejsca po atakowanej stronie parkietu. Po trójce Dorta przewaga OKC osiągnęła 15 punktów, a zegar wskazywał nieco ponad cztery minuty do końca. To był już ostatni moment na powrót Minny, jednak Oklahoma jeszcze bardziej docisnęła rywali, będąc +20 na 120 sekund przed końcową syreną. Ostatnie chwile meczu dograły głębokie rezerwy obu drużyn.
Dużym problemem w grze Timberwolves był wyraźny brak lidera w drugiej połowie. Edwards niewidoczny, Randle również. Dodatkowo byłem lekko zdziwiony decyzją coacha Fincha, by w najważniejszych momentach czwartej kwarty na parkiecie przebywali bardzo słaba grający w tym spotkaniu: DiVincenzo czy Reid. Oklahoma natomiast w drugiej połowie poczuła swobodę i bardzo dobrze z niej skorzystała (70:40 w drugiej połowie, trafiając 62% z gry). Nie przeszkodził nawet fakt, iż Game7 przeciwko Nuggets grali dwa dni temu.