RZUTZA3.PL NBAON-TO-DALEJ-MA-LAKERS-WYGRYWAJA-JUZ-30
ON TO DALEJ MA! Lakers wygrywają już 3:0!
25/04/2026 14:34
Po niesamowitym upsecie jakim było zwycięstwo LA Lakers w pierwszych dwóch meczach serii przeciwko Houston Rockets nadszedł czas na Game 3. Seria przeniosła się do Houston, gdzie gospodarze naturalnie mieli walczyć o powrót do serii. Na papierze dalej wydawać się mogło, że Lakers w tej serii nie powinni dojść do słowa, a Rockets wykorzystując dwa ogromne braki kadrowe Lakers (kontuzje Luki Dončicia i Austina Reavesa) powinni bez problemu tę serię wygrać. Lakers pod przewodnictwem 41-letniego LeBrona Jamesa zdawali się drużyną całkowicie niegotową na playoffowy basket, bowiem kadra ekipy 17-stokrotnych mistrzów NBA jest - delikatnie mówiąc - nieimponująca. Kontuzje, dziury na centrze, nienajlepszy spacing, niekonsekwencja w obronie - wszystko to notorycznie przewijało się w meczach Lakers przez cały sezon. Co zatem sprawiło, że Lakers są już o jeden mecz od drugiej rundy? Jak zwykle - postać LeBrona Jamesa.
Po niesamowitym upsecie jakim było zwycięstwo LA Lakers w pierwszych dwóch meczach serii przeciwko Houston Rockets nadszedł czas na Game 3. Seria przeniosła się do Houston, gdzie gospodarze naturalnie mieli walczyć o powrót do serii. Na papierze dalej wydawać się mogło, że Lakers w tej serii nie powinni dojść do słowa, a Rockets wykorzystując dwa ogromne braki kadrowe Lakers (kontuzje Luki Dončicia i Austina Reavesa) powinni bez problemu tę serię wygrać. Lakers pod przewodnictwem 41-letniego LeBrona Jamesa zdawali się drużyną całkowicie niegotową na playoffowy basket, bowiem kadra ekipy 17-stokrotnych mistrzów NBA jest - delikatnie mówiąc - nieimponująca. Kontuzje, dziury na centrze, nienajlepszy spacing, niekonsekwencja w obronie - wszystko to notorycznie przewijało się w meczach Lakers przez cały sezon. Co zatem sprawiło, że Lakers są już o jeden mecz od drugiej rundy? Jak zwykle - postać LeBrona Jamesa.
Lakers są po prostu... lepsi
Lakers są po prostu... lepsi
Los Angeles Lakers wygrali trzeci mecz serii, ale nie był to występ bez skaz. Wręcz przeciwnie - ich gra pod koszem momentami wołała o pomstę do nieba. Jaxson Hayes był regularnie ogrywany 1 na 1 przez Alperena Şengüna, który wyglądał przy nim jak zawodnik z zupełnie innej ligi. Hayes spóźniał się z rotacjami, dawał się przepychać i kompletnie nie radził sobie w obronie na post-upie. Jeszcze gorzej wyglądał DeAndre Ayton - praktycznie niewidoczny, bez energii, bez wpływu na grę. A jednak Lakers znaleźli sposób, by wygrać - i to grając bez dwóch kluczowych ofensywnych opcji: Luki Dončicia oraz Austina Reavesa. Ciężar zdobywania punktów i kreowania gry spadł na innych - i tutaj pojawił się [spodziewany] niespodziewany bohater drugiego planu. Marcus Smart rozegrał fenomenalne zawody po obu stronach parkietu, będąc defensywnym liderem i ważnym elementem ofensywy. Ale o nim jeszcze za chwilę. Nie da się także nie wspomnieć o Luke Kennardzie, który w ostatnich miesiącach wyrósł na bardzo ważnego gracza w rotacji ofensywnej Lakers, choć dzisiejszy mecz był z pewnością jego najgorszym w tych playoffach dotychczas - mimo to stanowił bardzo ważny element jako shooter, bowiem dawał niesamowicie dużo przestrzeni Jamesowi i Smartowi do wchodzenia pod kosz.
Los Angeles Lakers wygrali trzeci mecz serii, ale nie był to występ bez skaz. Wręcz przeciwnie - ich gra pod koszem momentami wołała o pomstę do nieba. Jaxson Hayes był regularnie ogrywany 1 na 1 przez Alperena Şengüna, który wyglądał przy nim jak zawodnik z zupełnie innej ligi. Hayes spóźniał się z rotacjami, dawał się przepychać i kompletnie nie radził sobie w obronie na post-upie. Jeszcze gorzej wyglądał DeAndre Ayton - praktycznie niewidoczny, bez energii, bez wpływu na grę. A jednak Lakers znaleźli sposób, by wygrać - i to grając bez dwóch kluczowych ofensywnych opcji: Luki Dončicia oraz Austina Reavesa. Ciężar zdobywania punktów i kreowania gry spadł na innych - i tutaj pojawił się [spodziewany] niespodziewany bohater drugiego planu. Marcus Smart rozegrał fenomenalne zawody po obu stronach parkietu, będąc defensywnym liderem i ważnym elementem ofensywy. Ale o nim jeszcze za chwilę. Nie da się także nie wspomnieć o Luke Kennardzie, który w ostatnich miesiącach wyrósł na bardzo ważnego gracza w rotacji ofensywnej Lakers, choć dzisiejszy mecz był z pewnością jego najgorszym w tych playoffach dotychczas - mimo to stanowił bardzo ważny element jako shooter, bowiem dawał niesamowicie dużo przestrzeni Jamesowi i Smartowi do wchodzenia pod kosz.
Rockets są paskudni
Rockets są paskudni
Houston Rockets wyglądają w tej serii jak najsłabsza drużyna całych playoffów. Brak energii, fatalna selekcja rzutowa i momentami wręcz leniwe powroty do obrony (i to w wykonaniu trzeciego najmłodszego line-upu w historii playoffów, przeciwko dziadkom z 41-letnim LeBronem na czele) - to wszystko sprawiało, że nawet osłabieni Lakers byli w stanie kontrolować tempo gry przez długie fragmenty spotkania. A jednak końcówka meczu była dla Rockets szansą na odwrócenie losów serii, bowiem ogromna ilość głupich strat złoto-purpurowych dała ekipie z Houston zbyt wiele darmowych punktów. W ostatniej akcji przed dogrywką zdecydowali się na prosty plan: izolacja Şengüna przeciwko Hayesowi. Logiczne - skoro wcześniej działało. Tym razem jednak plan został perfekcyjnie rozczytany przez LeBrona Jamesa, który błyskawicznie podwoił Turka. Zaskoczony Şengün oddał rozpaczliwy rzut... w bok tablicy. Symboliczny moment dla całego meczu Houston. Innym symbolem występu Rockets w tym spotkaniu może być to, że ławka Rockets rzuciła mniej punktów (3), niż... Bronny James (5). Największą bolączką Houston jest jednak to, że naprawdę nie ma da się wytłumaczyć tego słabego występu nieobecnością Kevina Duranta - Durant bowiem był obecny na parkiecie w Game 2 - Rockets wówczas nie przebiło nawet bariery 100 punktów.
Houston Rockets wyglądają w tej serii jak najsłabsza drużyna całych playoffów. Brak energii, fatalna selekcja rzutowa i momentami wręcz leniwe powroty do obrony (i to w wykonaniu trzeciego najmłodszego line-upu w historii playoffów, przeciwko dziadkom z 41-letnim LeBronem na czele) - to wszystko sprawiało, że nawet osłabieni Lakers byli w stanie kontrolować tempo gry przez długie fragmenty spotkania. A jednak końcówka meczu była dla Rockets szansą na odwrócenie losów serii, bowiem ogromna ilość głupich strat złoto-purpurowych dała ekipie z Houston zbyt wiele darmowych punktów. W ostatniej akcji przed dogrywką zdecydowali się na prosty plan: izolacja Şengüna przeciwko Hayesowi. Logiczne - skoro wcześniej działało. Tym razem jednak plan został perfekcyjnie rozczytany przez LeBrona Jamesa, który błyskawicznie podwoił Turka. Zaskoczony Şengün oddał rozpaczliwy rzut... w bok tablicy. Symboliczny moment dla całego meczu Houston. Innym symbolem występu Rockets w tym spotkaniu może być to, że ławka Rockets rzuciła mniej punktów (3), niż... Bronny James (5). Największą bolączką Houston jest jednak to, że naprawdę nie ma da się wytłumaczyć tego słabego występu nieobecnością Kevina Duranta - Durant bowiem był obecny na parkiecie w Game 2 - Rockets wówczas nie przebiło nawet bariery 100 punktów.
Kącik adoracji LeBrona Jamesa i Marcusa Smarta - bo im się należy
Kącik adoracji LeBrona Jamesa i Marcusa Smarta - bo im się należy
To był wieczór LeBrona Jamesa. Absolutny pokaz kontroli gry, inteligencji i clutch gene. Gdy Rockets wydawali się mieć mecz w garści pod sam koniec 4 kwarty, LeBron przechwycił kluczową piłkę, a chwilę później - z zimną krwią - trafił trudną trójkę obok wyciągniętych rąk Şengüna, doprowadzając do dogrywki. W niej Lakers już nie zostawili złudzeń - całkowita dominacja i jasny sygnał: ta seria jest praktycznie rozstrzygnięta. Ale to nie tylko LeBron był bohaterem. Marcus Smart zagrał jedno z najlepszych spotkań w barwach Lakers - agresywny w obronie, mądry w ataku, nieustannie napędzający drużynę, zdobywający sporo punktów z gry na izolacji. Razem z Jamesem stworzyli duet, który zdominował parkiet po obu stronach. Na deser - chwila historyczna. Bronny James zdobył swoje pierwsze punkty w playoffach. Najpierw po pięknej akcji - podanie i zasłona od ojca, wyjście na pozycję, spalenie siaty. A potem... alley-oop od LeBrona. Symboliczna scena, która może przejść do historii ligi. Lakers prowadzą 3:0, i tylko astronomiczny cud mógłby sprawić, że seria ta potrwa dłużej niż 5 meczów.
To był wieczór LeBrona Jamesa. Absolutny pokaz kontroli gry, inteligencji i clutch gene. Gdy Rockets wydawali się mieć mecz w garści pod sam koniec 4 kwarty, LeBron przechwycił kluczową piłkę, a chwilę później - z zimną krwią - trafił trudną trójkę obok wyciągniętych rąk Şengüna, doprowadzając do dogrywki. W niej Lakers już nie zostawili złudzeń - całkowita dominacja i jasny sygnał: ta seria jest praktycznie rozstrzygnięta. Ale to nie tylko LeBron był bohaterem. Marcus Smart zagrał jedno z najlepszych spotkań w barwach Lakers - agresywny w obronie, mądry w ataku, nieustannie napędzający drużynę, zdobywający sporo punktów z gry na izolacji. Razem z Jamesem stworzyli duet, który zdominował parkiet po obu stronach. Na deser - chwila historyczna. Bronny James zdobył swoje pierwsze punkty w playoffach. Najpierw po pięknej akcji - podanie i zasłona od ojca, wyjście na pozycję, spalenie siaty. A potem... alley-oop od LeBrona. Symboliczna scena, która może przejść do historii ligi. Lakers prowadzą 3:0, i tylko astronomiczny cud mógłby sprawić, że seria ta potrwa dłużej niż 5 meczów.