RZUTZA3.PL NBAPACERS-PONOWNIE-NA-PROWADZENIU-GAME-3-NBA-FINALS-2025
Pacers ponownie na prowadzeniu! Game 3 - NBA Finals 2025
12/06/2025 18:49
Dzisiejszej nocy odbył się trzeci mecz jednej z najbardziej wyczekiwanych sportowych serii roku – finałów NBA. Indiana Pacers po pierwszym spotkaniu finałowym rozgrywanym w Gainbridge Fieldhouse od 2000 roku wysunęła się na prowadzenie w serii przeciwko Oklahoma City Thunder, dzięki czemu od upragnionego, pierwszego w historii organizacji mistrzostwa NBA dzielą ich jedynie dwa zwycięstwa.
Dzisiejszej nocy odbył się trzeci mecz jednej z najbardziej wyczekiwanych sportowych serii roku – finałów NBA. Indiana Pacers po pierwszym spotkaniu finałowym rozgrywanym w Gainbridge Fieldhouse od 2000 roku wysunęła się na prowadzenie w serii przeciwko Oklahoma City Thunder, dzięki czemu od upragnionego, pierwszego w historii organizacji mistrzostwa NBA dzielą ich jedynie dwa zwycięstwa.
1 Kwarta
1 Kwarta
Mecz rozpoczął się dokładnie tak, jak można by się tego było spodziewać. Inteligentna gra Oklahoma City Thunder zarówno w obronie jak i w ataku dawała o sobie znać w niemal każdym posiadaniu. Na samym początku meczu to jednak Chet Holmgren wiódł prym w ofensywie Thunder, bardzo przebiegle rozgrywając pick and rolle na których albo zdobywał punkty z otwartych pozycji, albo kończył w sytuacji sam na sam z Mylesem Turnerem pod koszem, gdzie czuł się jak ryba w wodzie. Do takiego wykorzystywania go przyczyniła się jednak jak zwykle świetna gra na piłce dwójki Shai Gilgeous-Alexander/Jalen Williams, którzy przede wszystkim korzystali z Holmgrena na podwojeniach, których wymuszali na obronie Pacers bardzo wiele. Pacers natomiast jak to Pacers, nawet elitarna obrona Thunder nie była w stanie zbyt wiele zdziałać, gdy Pascal Siakam oddaje rzuty ich obrońcom prosto w twarz, trafiając je na naprawdę dobrej skuteczności (57%). Thunder jednak zwyciężyli pierwszą kwartę wynikiem 24-32, zawdzięczając to głównie swojej dobrej dyspozycji zza łuku oraz na linii rzutów wolnych, gdzie wcześniej wspomniany Chet Holmgren był prawie bezbłędny (5/6).
Mecz rozpoczął się dokładnie tak, jak można by się tego było spodziewać. Inteligentna gra Oklahoma City Thunder zarówno w obronie jak i w ataku dawała o sobie znać w niemal każdym posiadaniu. Na samym początku meczu to jednak Chet Holmgren wiódł prym w ofensywie Thunder, bardzo przebiegle rozgrywając pick and rolle na których albo zdobywał punkty z otwartych pozycji, albo kończył w sytuacji sam na sam z Mylesem Turnerem pod koszem, gdzie czuł się jak ryba w wodzie. Do takiego wykorzystywania go przyczyniła się jednak jak zwykle świetna gra na piłce dwójki Shai Gilgeous-Alexander/Jalen Williams, którzy przede wszystkim korzystali z Holmgrena na podwojeniach, których wymuszali na obronie Pacers bardzo wiele. Pacers natomiast jak to Pacers, nawet elitarna obrona Thunder nie była w stanie zbyt wiele zdziałać, gdy Pascal Siakam oddaje rzuty ich obrońcom prosto w twarz, trafiając je na naprawdę dobrej skuteczności (57%). Thunder jednak zwyciężyli pierwszą kwartę wynikiem 24-32, zawdzięczając to głównie swojej dobrej dyspozycji zza łuku oraz na linii rzutów wolnych, gdzie wcześniej wspomniany Chet Holmgren był prawie bezbłędny (5/6).
2 Kwarta
2 Kwarta
No i jak to Pacers mają w zwyczaju, w drugiej kwarcie odmienili spotkanie, a ich gra wyglądała już nieco inaczej. To w tej kwarcie uaktywnił się główny bohater tego spotkania – Bennedict Mathurin. Ten wcale nie tak dawno wydraftowany zawodnik Pacers skradł drugą kwartę robiąc wszystko, wszędzie. Zaczynając na naprawdę solidnej grze w obronie, przechodząc do strefy w której brylował najbardziej – ofensywa. Mathurin był wszędzie, czy to rzucając trójki Alexowi Caruso w twarz, czy to pokonując samego SGA pod koszem w sytuacji 1 na 1 aby zdobyć łatwe punkty. W samej drugiej kwarcie Mathurin zdobył aż 14 punktów na 83% skuteczności, dorzucając do tego dwie zbiórki i blok. Do tego coraz bardziej rozkręcony Tyrese Haliburton, dalej świetnie grający Pascal Siakam a także przygotowani zadaniowcy tacy jak TJ McConnell i mamy przepis na sukces, którym dla Pacers był wynik 64-60, z którym zeszli do szatni na przerwę. Thunder natomiast w drugiej kwarcie widocznie mniej żywi – dużo więcej nietrafionych stosunkowo łatwych rzutów, ogólna skuteczność poniżej przeciętnej i nieco wolniejsza gra. Dopiero pod koniec kwarty nieco się uaktywnili za pomocą – a jakże, Shaia Gilgeousa-Alexandra i Jalena Williamsa, którzy przede wszystkim zdobywali punkty na izolacjach i świetnych rozwiązaniach przy zmianach krycia, a także dzięki wywalczonym rzutom osobistym. Niemniej jednak to Pacers wyszli na delikatne prowadzenie na koniec pierwszej połowy, i choć Thunder nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, toteż ta energia, która uaktywniła się w Pacers z biegiem meczu właśnie w drugiej kwarcie przesądziła później o losie całego spotkania.
No i jak to Pacers mają w zwyczaju, w drugiej kwarcie odmienili spotkanie, a ich gra wyglądała już nieco inaczej. To w tej kwarcie uaktywnił się główny bohater tego spotkania – Bennedict Mathurin. Ten wcale nie tak dawno wydraftowany zawodnik Pacers skradł drugą kwartę robiąc wszystko, wszędzie. Zaczynając na naprawdę solidnej grze w obronie, przechodząc do strefy w której brylował najbardziej – ofensywa. Mathurin był wszędzie, czy to rzucając trójki Alexowi Caruso w twarz, czy to pokonując samego SGA pod koszem w sytuacji 1 na 1 aby zdobyć łatwe punkty. W samej drugiej kwarcie Mathurin zdobył aż 14 punktów na 83% skuteczności, dorzucając do tego dwie zbiórki i blok. Do tego coraz bardziej rozkręcony Tyrese Haliburton, dalej świetnie grający Pascal Siakam a także przygotowani zadaniowcy tacy jak TJ McConnell i mamy przepis na sukces, którym dla Pacers był wynik 64-60, z którym zeszli do szatni na przerwę. Thunder natomiast w drugiej kwarcie widocznie mniej żywi – dużo więcej nietrafionych stosunkowo łatwych rzutów, ogólna skuteczność poniżej przeciętnej i nieco wolniejsza gra. Dopiero pod koniec kwarty nieco się uaktywnili za pomocą – a jakże, Shaia Gilgeousa-Alexandra i Jalena Williamsa, którzy przede wszystkim zdobywali punkty na izolacjach i świetnych rozwiązaniach przy zmianach krycia, a także dzięki wywalczonym rzutom osobistym. Niemniej jednak to Pacers wyszli na delikatne prowadzenie na koniec pierwszej połowy, i choć Thunder nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, toteż ta energia, która uaktywniła się w Pacers z biegiem meczu właśnie w drugiej kwarcie przesądziła później o losie całego spotkania.

3 Kwarta
3 Kwarta
Indiana Pacers wychodząc na trzecią kwartę tego spotkania postanowili się nieco… zabawić. Mecz przecież nie może być nudny, zatem nie ma potrzeby szybkiego łapania przewagi – to można zrobić dopiero w czwartej kwarcie. I choć na tabeli wyników aż tak źle to nie wyglądało – przecież kwarta skończyła się wynikiem 84-89 dla OKC Thunder, toteż gdy spojrzymy chociażby na statystyki… Nie było kolorowo. 33% (7/21) skuteczności z gry i 11% (1/9) skuteczności zza łuku w wykonaniu gospodarzy pomogło Thunder w powrocie do przeważania w tym meczu, choć ponownie trzeba przypomnieć o tym jak tytaniczną robotę dla Thunder wykonywali SGA z Jalenem Williansem, do tego sporadycznie angażując graczy zadaniowych – Lu Dort, Alex Caruso czy Isaiah Joe chętnie korzystali z posyłanych do nich ciasteczek przez obydwu wyżej wspomnianych panów przez cały mecz. To dobry moment aby wspomnieć o tym jak ogromną robotę robią też ci „cichsi” gracze, albowiem to przez ich umiejętności w rzutach od razu po złapaniu piłki, czy też po prostu przez konsekwentnie skalibrowane celowniki SGA oraz Jalen Williams mogą grać w swoją koszykówkę. Pacers tę kwartę nieco przespali, ale nie bez powodu – zaraz miał bowiem przyjść czas w którym „szamani” z Indianapolis regularnie w tym sezonie dokonują wielkich rzeczy. I nadszedł…
Indiana Pacers wychodząc na trzecią kwartę tego spotkania postanowili się nieco… zabawić. Mecz przecież nie może być nudny, zatem nie ma potrzeby szybkiego łapania przewagi – to można zrobić dopiero w czwartej kwarcie. I choć na tabeli wyników aż tak źle to nie wyglądało – przecież kwarta skończyła się wynikiem 84-89 dla OKC Thunder, toteż gdy spojrzymy chociażby na statystyki… Nie było kolorowo. 33% (7/21) skuteczności z gry i 11% (1/9) skuteczności zza łuku w wykonaniu gospodarzy pomogło Thunder w powrocie do przeważania w tym meczu, choć ponownie trzeba przypomnieć o tym jak tytaniczną robotę dla Thunder wykonywali SGA z Jalenem Williansem, do tego sporadycznie angażując graczy zadaniowych – Lu Dort, Alex Caruso czy Isaiah Joe chętnie korzystali z posyłanych do nich ciasteczek przez obydwu wyżej wspomnianych panów przez cały mecz. To dobry moment aby wspomnieć o tym jak ogromną robotę robią też ci „cichsi” gracze, albowiem to przez ich umiejętności w rzutach od razu po złapaniu piłki, czy też po prostu przez konsekwentnie skalibrowane celowniki SGA oraz Jalen Williams mogą grać w swoją koszykówkę. Pacers tę kwartę nieco przespali, ale nie bez powodu – zaraz miał bowiem przyjść czas w którym „szamani” z Indianapolis regularnie w tym sezonie dokonują wielkich rzeczy. I nadszedł…
4 Kwarta
4 Kwarta
W czwartej kwarcie można było odnieść wrażenie że drużyny zamieniły się całkowicie rolami względem trzeciej kwarty. Teraz to energiczne, żywe i obrzydliwie skuteczne Pacers napierało na kosz Thunder, a ci bezskutecznie próbowali odpowiadać. Bezskutecznie, albowiem 35% (6/17) z gry w czwartej kwarcie to wynik eufemistycznie mówiąc fatalny dla ekipy chcącej wygrać finały NBA. Pacers na taką grę w czwartych kwartach sobie nie pozwalają, dzięki czemu w czwartej kwarcie byli lepsi od OKC Thunder w niemalże wszystkim. Celność, playmaking, energia w grze, zbiórki, przechwyty, bloki (aż 5!) – na każdej z tych płaszczyzn zdawali się absolutnie deklasować rywali którzy przecież zaledwie pół godziny wcześniej tak samo bezlitośnie karali Pacers. To w połowie kwarty wydarzył się największy koszmar dla OKC Thunder, albowiem gdy Pacers w zaledwie minutę z wyniku 101-100 doprowadzili do wyniku 107-100 Thunder pozostali kompletnie bezradni. W ostatnie 3 i pół minuty trafili tylko… raz z gry, oraz pięć rzutów osobistych. W tym samym czasie Pacers bez skrupułów domknęli spotkanie, wygrywając pierwszy mecz finałów NBA rozgrywany w Indianapolis od 25 lat, oraz wychodząc na prowadzenie w serii, doprowadzając do wyniku 2-1.
W czwartej kwarcie można było odnieść wrażenie że drużyny zamieniły się całkowicie rolami względem trzeciej kwarty. Teraz to energiczne, żywe i obrzydliwie skuteczne Pacers napierało na kosz Thunder, a ci bezskutecznie próbowali odpowiadać. Bezskutecznie, albowiem 35% (6/17) z gry w czwartej kwarcie to wynik eufemistycznie mówiąc fatalny dla ekipy chcącej wygrać finały NBA. Pacers na taką grę w czwartych kwartach sobie nie pozwalają, dzięki czemu w czwartej kwarcie byli lepsi od OKC Thunder w niemalże wszystkim. Celność, playmaking, energia w grze, zbiórki, przechwyty, bloki (aż 5!) – na każdej z tych płaszczyzn zdawali się absolutnie deklasować rywali którzy przecież zaledwie pół godziny wcześniej tak samo bezlitośnie karali Pacers. To w połowie kwarty wydarzył się największy koszmar dla OKC Thunder, albowiem gdy Pacers w zaledwie minutę z wyniku 101-100 doprowadzili do wyniku 107-100 Thunder pozostali kompletnie bezradni. W ostatnie 3 i pół minuty trafili tylko… raz z gry, oraz pięć rzutów osobistych. W tym samym czasie Pacers bez skrupułów domknęli spotkanie, wygrywając pierwszy mecz finałów NBA rozgrywany w Indianapolis od 25 lat, oraz wychodząc na prowadzenie w serii, doprowadzając do wyniku 2-1.