RZUTZA3.PL PLK10-KOLEJKA-ORLEN-BASKET-LIGI-ODWAZNE-ZWYCIESTWA-I-WAZNE-PRZEOMY

10 Kolejka Orlen Basket Ligi - Odważne zwycięstwa i ważne przełomy

16/12/2024 08:02
fot. Andrzej Romański/plk.pl

Za nami 10 kolejka Orlen Basket Ligi. Zapraszamy do podsumowania wydarzeń, które miały miejsce w ostatnich dniach i przybliżenia najważniejszych momentów, które zadecydowały o końcowych wynikach spotkań

Początek meczu był wyrównany dla obu ekip. Wszystko się zmieniło po celnych trójkach Toodricka Gotchera oraz Alterique’a Gilberta. Drużyna z Wałbrzycha z minuty na minutę przejmowała kontrolę nad spotkaniem a zespół prowadzony przez Srdana Suboticia nie umiał odpowiedzieć na dobrą grę w ataku drużyny gospodarzy. Zespół Andrzeja Adamka w drugiej kwarcie zaliczył serię 19-0 co wypracowało wysoką przewagę po pierwszej połowie spotkania 48-26. Goście w trzeciej kwarcie próbowali poprawić swoją grę w ataku. Na pewno warto docenić zaangażowanie Viktora Gaddefors, który w tej części spotkania walczył pod koszem natomiast jeden zawodnik to było za mało by zatrzymać ofensywę Górnika Wałbrzych. Gospodarze w ostatniej kwarcie kontynuowali swoją skuteczną grę w ataku. Skuteczny w tym spotkaniu był Ikeon Smith który zdobył 22 punkty ale i także warto docenić występ Toddricka Gotchera, który od siebie dołożył 18 punktów. Drużyna Górnika dobrze się spisywała również w defensywie. Wyłączyła całkiem ze skutecznej gry lidera drużyny Michaela Ertela, który tego dnia zdobył tylko 7 punktów. Zespół beniaminka odniósł szóste zwycięstwo w sezonie. Po ostatnich nieudanych wyjazdach do Stargardu, Ostrowa Wielkopolskiego i Włocławka jest to dla nich ważne zwycięstwo ponieważ przerywa serię trzech porażek z rzędu. W zespole z Torunia natomiast robi się gorąco bilans 3-7 i za tydzień bardzo ważny mecz z Tauron GTK Gliwice.

Mecz dwóch drużyn które w tym sezonie nie osiągają satysfakcjonujących wyników, dlatego oba zespoły potrzebowały tego zwycięstwa. Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Dwie trójki trafił Jakub Garbacz, a po stronie gospodarzy aktywny był Siim-Sander Vene. W drugiej kwarcie drużyna z Ostrowa przejęła kontrole nad spotkaniem. Skuteczna kwarta w wykonaniu Damiana Kuliga pozwoliła Stali objąć jedenastopunktowe prowadzenie po pierwszej połowie. Zespół trenera Andrzeja Urbana do końca spotkanie utrzymał prowadzenie wypracowane w drugiej kwarcie. Drużyna Arki Gdynia nie znalazła odpowiedzi aby zatrzymać skuteczną grę w ataku drużyny Stali Ostrów. W drużynie gospodarzy dobre spotkanie rozegrał Stefan Stefan Djordjević do 26 punktów dołożył 7 zbiórek. W zespole gości rewelacyjnie tego dnia spisywał się Tyquan Rolon, który zdobył 21 punktów i jednocześnie potrafił dzielić się piłką, notując 6 asyst. Po tym spotkaniu oba zespoły zrównały się bilansem 3-7 i są w dolnej części tabeli.

W mecz lepiej weszła drużyna z Zielonej Góry. Ofensywna gra i bezradność w obronie zawodników Wojciecha Kamińskiego w pierwszej kwarcie pozwoliła Zastalowi na wypracowanie wysokiej czternastopunktowej przewagi. Zastal kontynuował swoją skuteczną grę w dalszej części meczu. Dzięki skutecznej grze w ataku m.in Kamari'ego Murphy'ego Zastal podtrzymywał swoją przewagę. Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie, kiedy to Start Lublin zaczął odrabiać straty. Drużyna gości była mniej skuteczna w tej kwarcie i pozwoliło to Startowi odrabiać straty. Start wykorzystywał Ousmane Drame, który dobrze sobie radził tego dnia pod koszem. I po trzech kwartach na tablicy wyników widniał remis. Od początku czwartej kwarty gospodarze narzucili ciężkie warunki do gry zespołowi Zastalu, dzięki m.in dobrej dyspozycji w ostatniej kwarcie Jakuba Karolaka oraz Tyrana De Lattibeaudiere'a zespół Startu odniósł ostatecznie zwycięstwo. Warto też docenić postawę Michała Krasuskiego w obronie, który przez cały mecz wywierał presję m.in na Filipie Matczaku co powodowało straty po stronie Zastalu. Po stronie gości dobry mecz rozegrał amerykański duet Harris - Murphy. Razem zdobyli łąćznie 42 punkty dla zespołu z Zielonej Góry. Start po tym meczu jest jeszcze wyżej w górnej części tabeli, natomiast drużyna Zastalu z bilansem 3-7 utrzymuje się w dolnej części tabeli.

Mecze we Włocławku zawsze są ciekawe do oglądania. Przed meczem odbyła się mini ceremonia bo wyróżniono Michała Michalaka, który został ogłoszony MVP Listopada, który jest prawdziwym liderem zespołu. Jeśli chodzi o mecz - drużyna z Gliwic źle weszła w to spotkanie, do Włocławka nie przyjeżdża się z takim nastawieniem z jakim przyjechał zespół trenera Pawła Turkiewicza. Od początku meczu było widać głupie błędy w ataku drużyny gości co frustrowało m.in Mario Ihringa lidera zespołu. Drużyna Anwilu natomiast skutecznie wykorzystywała słabą dyspozycję zawodników z Gliwic w pierwszej połowie. Skuteczne akcje Nicka Ongendy, DJ-a Funderburka oraz Kamila Łączyńskiego pozwoliły Anwilowi wypracować wysoką przewagę po pierwszej połowie (55-36). W trzecią kwartę lepiej weszli zawodnicy z Gliwic. Dwie trójki z rzędu Chrisa Czerapowicza zmniejszyły przewagę Anwilu ale nie na długo. Na pewno było widać inne nastawienie do gry zawodników z Gliwic, którzy grali bardziej agresywnie w obronie oraz ataku i przewaga Anwilu stopniała do jedenastu punktów. W ostatniej kwarcie spotkania drużyna Anwilu wytrzymała napór zawodników gości i odniosła swoje dziesiąte zwycięstwo. Po stronie Anwilu wyróżnił się na pewno Kamil Łączyński zdobywca 15 punktów, zanotował również 11 asyst. Po stronie gości skuteczny był Chris Czerapowicz (25 punktów) oraz Mario Ihring (19 punktów). Anwil jest nadal niepokonany w Orlen Basket Lidze, a drużyna z Gliwic z bilansem 4-6 jest na jedenastym miejscu w tabeli.

Mecz rozpoczął się wolno dla obydwu drużyn. Oba zespoły nie grały skutecznie od początku spotkania. Dopiero po siedmiu próbach rzutowych piłka po raz pierwszy wpadła do obręczy. Drużyna ze Słupska narzuciła swój styl gry zawodnikom ze Szczecina. Ekipa trenera Arkadiusza Miłoszewskiego była bezradna na poczynania zawodników Robertsa Štelmahersa. Goście postawili ciężkie warunki do gry gospodarzom. Rewelacyjnie spisywał się w tym spotkaniu Alex Stein, który na parkiecie był dosłownie wszędzie i w obronie i w ataku. Zdobył w tym spotkaniu aż 29 punktów. Jeśli chodzi o Polaków to bardzo dobre spotkanie rozegrał również Michał Nowakowski, który już kiedyś grał w koszulce Kinga Szczecin. Doświadczony polski zawodnik na parkiecie spędził 33 minuty trafiając 5 trójek. Drużyna ze Szczecina grała bardzo nieskutecznie. Nie umiała odnaleźć się w tym spotkaniu. Drużyna ze Słupska bez skrupułów wykorzystywała każdy błąd Kinga Szczecin. Gospodarze byli nieskuteczni co widzimy m.in w statystykach np. James Woodard na 12 prób rzutowych trafił zaledwie 3. W Kingu Szczecin zabrakło szczególnie graczy podkoszowych - silnych skrzydłowych i centrów. Z wyjątkiem Aleksandra Dziewy, wszyscy gracze podkoszowi Kinga Szczecin w tym meczu łącznie rozegrali 50 minut. Wynik? 8 zbiórek, 2 punkty, jedna asysta, jeden blok. Z takim pokazem niemocy ciężko jest wygrać spotkanie co drużyna ze Słupska rewelacyjnie wykorzystała. Skuteczny obwód Czarnych Słupsk dowiózł zwycięstwo do końca i to goście wychodzili z Netto Areny jako zwycięzcy 79-68. Warto też napisać o tym, że zespół ze Słupska miał do dyspozycji tylko siedmiu zawodników. Wicemistrz Polski nie popisał się przed własną publicznością.

Było to emocjonujące spotkanie pełne zwrotów akcji i wyrównanej walki. Początek należał do gospodarzy, ale problemy ze skutecznością rzutową i przewinieniami kluczowych zawodników, takich jak Luther Muhammad, osłabiły ich grę. W pierwszej połowie Śląsk wykorzystywał błędy rywali, szczególnie na tablicach, zdobywając sporo punktów z kontrataków. Emmanuel Nzekwesi od początku meczu był w świetnej formie, zdobywając 19 punktów przyczynił się do wysokiej przewagi swojej drużyny. Choć druga kwarta była mało widowiskowa, z niską skutecznością obu drużyn, Wrocławianie lepiej radzili sobie w kluczowych momentach. Śląsk prowadził 35:30 po pierwszej połowie, głównie dzięki dobrej defensywie i przechwytom, które pozwalały im kontrolować tempo gry. W trzeciej kwarcie obie drużyny poprawiły skuteczność, co przełożyło się na bardziej dynamiczne widowisko. Jeremy Senglin, mimo problemów z faulami, zdobył w tej części 9 kluczowych punktów, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Z kolei Spójnia, dzięki trafieniom za trzy punkty Jaydena Martineza i Yama, na moment objęła prowadzenie, ale nie była w stanie utrzymać go do końca. Czwarta kwarta to dominacja Śląska, który dzięki akcjom Marcela Ponitki i wsparciu Nzekwesiego szybko zbudował dwucyfrową przewagę. Spójnia próbowała walczyć, a Muhammad starał się poderwać zespół do odrabiania strat, jednak świetna gra wrocławskiej defensywy, zwłaszcza Kenana Blacksheara, skutecznie niweczyła te wysiłki. Ostatecznie Wrocławianie utrzymali kontrolę nad meczem, a rzut za trzy punkty Gołębiowskiego na dwie minuty przed końcem praktycznie przypieczętował ich zwycięstwo. Najlepszym zawodnikiem Śląska był Emmanuel Nzekwesi, który zanotował 19 punktów i 5 zbiórek. Jeremy Senglin dodał 15 punktów, mimo wczesnych problemów z faulami. W drużynie Spójni wyróżnił się Luther Muhammad, zdobywając 16 punktów, ale jego przedwczesne zejście z boiska z powodu fauli osłabiło gospodarzy. Trener Aleksandar Jonchevski podtrzymuje serię zwycięstw Śląska Wrocław. W kolejnej kolejce Śląsk zmierzy się z Stalą Ostrów, a Spójnia podejmie w lokalnych derbach Kinga Szczecin.

Spotkanie, które wydawało się za jedne z najciekawszych w tej kolejce Orlen Basket Lidze. Szybko jednak zostało to zweryfikowane. Legia od początku meczu skutecznie budowała swoje akcje i umiejętnie grała w defensywie. Skuteczny od początku meczu był Kameron McGusty, który przymierzył kilkukrotnie za trzy ale i także był skuteczny w akcjach indywidualnych. Po pierwszej połowie wynik meczu wynosił 56-38 dla drużyny gości. Po przerwie wiele się nie zmieniło. Drużyna Żana Tabaka wyglądała na zaskoczonych i bezradnych z powodu gry drużyny Legii. Ekipa Ivica Skelina kontynuowała swoją skuteczną grę w ataku i w obronie w drugiej połowie i z minuty na minuty ich przewaga się jeszcze bardziej powiększała. Była to dominacja po stronie Legii. W zespole Trefla spotkanie na bardzo dobrym poziomie rozegrał tylko Jakub Schenk, który tego dnia zdobył 18 punktów. W drużynie Legii natomiast cała drużyna grała jak jeden skonsolidowany monolit. Do wyniku przyczynili się także polscy zawodnicy - Michał Kolenda (18 punktów) oraz Dominik Grudziński (12 punktów). Ekipie z Warszawy w tym spotkaniu wychodziło dosłownie wszystko. Oba zespoły zrównały się po tym meczu bilansem 7-3 i są za liderami tabeli Anwilem Włocławek.

Mecz się odbył. Drużyna z Dąbrowy Górniczej do tego spotkania wyszła bez pomysłu na grę i bez stuprocentowego zaangażowania a grała przecież przed własną publicznością. Zespół Dzików Warszawa natomiast grał skutecznie przez cały mecz i osiągnął zwycięstwo. Nie był to mecz ładny dla oka ze względu na tak niski wynik ale takie mecze trzeba też wygrywać i Dziki to pokazały. W zespole Krzysztofa Szablowskiego dobre spotkanie rozegrał Nicholas McGlynn (20 punktów). Warto też docenić Grzegorza Grochowskiego. Polski rozgrywający przeciwko Dąbrowie Górniczej zdobył 18 punktów notując również przy tym 5 asyst. Jeśli chodzi o zespół Borisa Balibrei to zawodnicy muszą wyciągnąć jakieś wnioski z tego meczu. Tak grając i to przed własną publicznością nie zaskarbią sobie serc kibiców. Oby kolejny mecz był lepszy w ich wykonaniu bo sytuacja w tabeli nie jest z ich perspektywy ciekawa. Zespół Dzików natomiast w tym sezonie przez cały mecz gra na równym poziomie. Z bilansem 6-4 jest na szóstym miejscu w tabeli.

SYTUACJA W TABELI PO 10 KOLEJKACH:

SYTUACJA W TABELI PO 10 KOLEJKACH: