RZUTZA3.PL PLK5-MINUT-O-GORNIKU-ZAMEK-KSIAZ-WALBRZYCH

5 minut o... Górniku Zamek Książ Wałbrzych

08/11/2025 08:00
Fot. Andrzej Romański/plk.pl

Minął miesiąc rozgrywek sezonu 2025/26 Orlen Basket Ligi. Za nami sześć rozegranych spotkań i na pierwszy rzut oka, całkiem niezły bilans 4:2. Jednak każdy, kto obejrzał te sześć meczy wie, że w drużynie z Wałbrzycha problemów jest więcej, niż pomysłów na ich rozwiązanie.

Schody do nieba

Górnik Zamek Książ Wałbrzych rozpoczął sezon od trzech zwycięstw, jednak nie były to proste spotkania. Pierwsze, wyjazdowe z drużyną Zastalu Zielona Góra potrzebowało dogrywki by wyłonić wygranego. Domowe Derby Dolnego Śląska rozstrzygnął game winner Lovella Cabbila, oddany z głębi pola. Gdyby "wałbrzyska jedynka" odrobinę przestrzelił swój rzut, z tarczą z Wałbrzycha wyjechała by drużyna Śląska Wrocław. Co ciekawe biało-niebiescy weszli w ten mecz dobrze i praktycznie przez 38 minut gry kontrolowali spotkanie. W samej końcówce to jednak przyjezdni wykazali się większym opanowaniem i na sekundy przed końcem wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Bliźniaczo podobne okazało się kolejne domowe spotkanie, tym razem przeciwko drużynie Dzików Warszawa. Wałbrzych zagrał swoje, spowalniając rywala i narzucając swój styl gry. Mimo barku skuteczności zza łuku (3/22 - 13,6%) miejscowym udało się zdecydowanie wygrać pierwszą i trzecią kwartę budując przewagę, którą bezpardonowo roztrwonili w ostatniej odsłonie meczu. Dziki również tego dnia nie zachwycały. Drużyna, której strategia oparta jest na szybkim graniu i wielu rzutach z dystansu, swoją pierwszą trójkę trafiła na kilka minut przed zakończeniem spotkania - a i tak udało im się uzbierać skuteczność lepszą niż wałbrzyska, wynoszącą 16%. Dwupunktową przewagę gospodarzy uratował przede wszystkim zegar, który zatrzymał szaleńczą szarżę Dzików... i sędziowie - w końcówce spotkania nie dopilnowali błędu 8 sekund.

Górnik Zamek Książ Wałbrzych rozpoczął sezon od trzech zwycięstw, jednak nie były to proste spotkania. Pierwsze, wyjazdowe z drużyną Zastalu Zielona Góra potrzebowało dogrywki by wyłonić wygranego. Domowe Derby Dolnego Śląska rozstrzygnął game winner Lovella Cabbila, oddany z głębi pola. Gdyby "wałbrzyska jedynka" odrobinę przestrzelił swój rzut, z tarczą z Wałbrzycha wyjechała by drużyna Śląska Wrocław. Co ciekawe biało-niebiescy weszli w ten mecz dobrze i praktycznie przez 38 minut gry kontrolowali spotkanie. W samej końcówce to jednak przyjezdni wykazali się większym opanowaniem i na sekundy przed końcem wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Bliźniaczo podobne okazało się kolejne domowe spotkanie, tym razem przeciwko drużynie Dzików Warszawa. Wałbrzych zagrał swoje, spowalniając rywala i narzucając swój styl gry. Mimo barku skuteczności zza łuku (3/22 - 13,6%) miejscowym udało się zdecydowanie wygrać pierwszą i trzecią kwartę budując przewagę, którą bezpardonowo roztrwonili w ostatniej odsłonie meczu. Dziki również tego dnia nie zachwycały. Drużyna, której strategia oparta jest na szybkim graniu i wielu rzutach z dystansu, swoją pierwszą trójkę trafiła na kilka minut przed zakończeniem spotkania - a i tak udało im się uzbierać skuteczność lepszą niż wałbrzyska, wynoszącą 16%. Dwupunktową przewagę gospodarzy uratował przede wszystkim zegar, który zatrzymał szaleńczą szarżę Dzików... i sędziowie - w końcówce spotkania nie dopilnowali błędu 8 sekund.

Fot. Krzysztof Machowski/Mach FOTO

Długa droga w dół

Bilans 3:0 rozochocił wałbrzyskich kibiców i mimo, że kolejne spotkanie miało się odbyć na wrogiej, sopockiej ziemi z drużyną, która - podobnie jak Górnik - w sezonie 2025/26 nie poznała jeszcze smaku porażki, nastroje były dobre. Boisko zweryfikowało dolnośląskie zapędy, a Trefl szybko pokazał, że nie zamierza przegrać przed własną publicznością. Już na początku spotkania Sopocianie przejęli inicjatywę i objęli prowadzenie, którego nie oddali aż do końcowej syreny pewnie wygrywając 84:77.Kolejnym, a zarazem ostatnim rywalem, z którym do tej pory przyszło się mierzyć wałbrzyskiej drużynie było Miasto Szkła Krosno. Tegoroczny beniaminek pomimo słabego bilansu 0:4 i dolnych lokat w tabeli, zdołał już nastraszyć kilku rywali, m.in. Wicemistrza Polski PGE Start Lublin, który wygrał tylko 1 punktem (81:82), czy drużynę Twardych Pierników z Torunia - Krosno wygrało 1 kwartę 31:14 by ostatecznie przegrać 81:88. Ich pierwsze zwycięstwo po powrocie do ekstraklasy wisiało w powietrzu i trafiło właśnie na Górnika, który postanowił wyciągnąć pomocną dłoń do byłej drużyny Dariusza Wyki. Kolejne cegły zza łuku i brak pomysłu na przełamanie obrony strefowej Krosna odebrały Wałbrzyszanom chęć do gdy w koszykówkę. Słaby atak przełożył się na mental drużyny. Zawodnicy snuli się po parkiecie, a trener Adamek nie mógł znaleźć sposobu, aby wykrzesać z nich chociaż odrobinę woli walki. Podstawowy pick and roll działał na Górnika, niczym kryptonit na Supermena. Przyjezdni po przegraniu wszystkich czterech kwart, mieli już tylko ochotę zabrać zabawki i wracać do swojej wałbrzyskiej piaskownicy.Cyfry nie grają - ale obraz rzucająStatystki w przypadku wałbrzyskiej ekipy są okrutne i rzucają wielki, czarny cień na całą drużynę. Fatalne skuteczności zza łuku - 20,5%, oraz z linii rzutów osobistych - 69,3%, przekładają się bezpośrednio na niskie zdobycze punktowe w rozegranych meczach. Górnik przyzwyczaił nas, że co nie dorzucą to dobronią, jednak w tym sezonie defensywa nie osiągnęła jeszcze zadowalającego poziomu.Indywidualnie również nie jest kolorowo. Najlepszym graczem jest zdecydowanie Lovell Cabbil zdobywający średnio 17,6 pkt/mecz przy evalu wynoszącym dokładnie tyle samo. Jest to jedyny gracz rzucający średnio ponad 15 punktów na mecz, a tym samym prowadzi tą górniczą kolejkę, tyle że pozostałe wagoniki są puste. Drugim najlepiej punktującym jest Ike Smith - w tym sezonie notujący średnio 13,8 punktów. Wynik "bardzo dobry" jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Ike razi przeciwników rzutem z dystansu z oszałamiającą statystką 6,3% (1/16). Na domiar wszystkiego jest to drugi i zarazem ostatni gracz Wałbrzycha przekraczający statystyczną dyszkę punktową. Pozostali, mówiąc w prost - nie dowożą. Tauras Jogela dobre występy przeplata bardzo słabymi, a w rzutach z dystansu goni Ike'a 8,3% (1/12). Pemberton podobnie do popularnego Jogiego, ma przebłyski dobrej gry, ale zza łuku ma równiutkie zero na 10 prób. "Jajo" widnieje również w ilości celnych trójek u Kacpra Marchewki, tyle że prób było 8. Dodatkowo Kacper, mimo że gra w wyjściowej piątce zdobywa na mecz średnio tylko 1,4 punktu i jest jednym z najczęściej blokowanych graczy PLK. 2/9 trafienia z dystansu to również nie jest to czego spodziewać byśmy się mogli po Grzegorzu Kulce, który wszedł w sezon jakby ociężały i kula się po parkiecie - trochę obok gry.Skoro to akapit o statystykach to warto zaznaczyć, że ekipa zmontowana przez trenera Adamka statystycznie ma dużo wyższy sufit niż prezentuje to do tej pory. Praktycznie wszyscy gracze, patrząc na ich dotychczasowe osiągnięcia indywidualne z zeszłych sezonów, mają potencjał na znaczącą poprawę. Pytanie jest jedno - kiedy i czy w ogóle w wałbrzyskiej drużynie nastąpi przełamanie? Gdy w głowach zawodników uruchomi się odpowiednia zapadka, wejdą na właściwe obroty i poprawią skuteczność - głównie zza łuku, Górnik ma papiery na wiele zwycięstw i bezproblemowy awans do play-offów.

Bilans 3:0 rozochocił wałbrzyskich kibiców i mimo, że kolejne spotkanie miało się odbyć na wrogiej, sopockiej ziemi z drużyną, która - podobnie jak Górnik - w sezonie 2025/26 nie poznała jeszcze smaku porażki, nastroje były dobre. Boisko zweryfikowało dolnośląskie zapędy, a Trefl szybko pokazał, że nie zamierza przegrać przed własną publicznością. Już na początku spotkania Sopocianie przejęli inicjatywę i objęli prowadzenie, którego nie oddali aż do końcowej syreny pewnie wygrywając 84:77.

Kolejnym, a zarazem ostatnim rywalem, z którym do tej pory przyszło się mierzyć wałbrzyskiej drużynie było Miasto Szkła Krosno. Tegoroczny beniaminek pomimo słabego bilansu 0:4 i dolnych lokat w tabeli, zdołał już nastraszyć kilku rywali, m.in. Wicemistrza Polski PGE Start Lublin, który wygrał tylko 1 punktem (81:82), czy drużynę Twardych Pierników z Torunia - Krosno wygrało 1 kwartę 31:14 by ostatecznie przegrać 81:88. Ich pierwsze zwycięstwo po powrocie do ekstraklasy wisiało w powietrzu i trafiło właśnie na Górnika, który postanowił wyciągnąć pomocną dłoń do byłej drużyny Dariusza Wyki. Kolejne cegły zza łuku i brak pomysłu na przełamanie obrony strefowej Krosna odebrały Wałbrzyszanom chęć do gdy w koszykówkę. Słaby atak przełożył się na mental drużyny. Zawodnicy snuli się po parkiecie, a trener Adamek nie mógł znaleźć sposobu, aby wykrzesać z nich chociaż odrobinę woli walki. Podstawowy pick and roll działał na Górnika, niczym kryptonit na Supermena. Przyjezdni po przegraniu wszystkich czterech kwart, mieli już tylko ochotę zabrać zabawki i wracać do swojej wałbrzyskiej piaskownicy.

Cyfry nie grają - ale obraz rzucają

Statystki w przypadku wałbrzyskiej ekipy są okrutne i rzucają wielki, czarny cień na całą drużynę. Fatalne skuteczności zza łuku - 20,5%, oraz z linii rzutów osobistych - 69,3%, przekładają się bezpośrednio na niskie zdobycze punktowe w rozegranych meczach. Górnik przyzwyczaił nas, że co nie dorzucą to dobronią, jednak w tym sezonie defensywa nie osiągnęła jeszcze zadowalającego poziomu.Indywidualnie również nie jest kolorowo. Najlepszym graczem jest zdecydowanie Lovell Cabbil zdobywający średnio 17,6 pkt/mecz przy evalu wynoszącym dokładnie tyle samo. Jest to jedyny gracz rzucający średnio ponad 15 punktów na mecz, a tym samym prowadzi tą górniczą kolejkę, tyle że pozostałe wagoniki są puste. Drugim najlepiej punktującym jest Ike Smith - w tym sezonie notujący średnio 13,8 punktów. Wynik "bardzo dobry" jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Ike razi przeciwników rzutem z dystansu z oszałamiającą statystką 6,3% (1/16). Na domiar wszystkiego jest to drugi i zarazem ostatni gracz Wałbrzycha przekraczający statystyczną dyszkę punktową. Pozostali, mówiąc w prost - nie dowożą. Tauras Jogela dobre występy przeplata bardzo słabymi, a w rzutach z dystansu goni Ike'a 8,3% (1/12). Pemberton podobnie do popularnego Jogiego, ma przebłyski dobrej gry, ale zza łuku ma równiutkie zero na 10 prób. "Jajo" widnieje również w ilości celnych trójek u Kacpra Marchewki, tyle że prób było 8. Dodatkowo Kacper, mimo że gra w wyjściowej piątce zdobywa na mecz średnio tylko 1,4 punktu i jest jednym z najczęściej blokowanych graczy PLK. 2/9 trafienia z dystansu to również nie jest to czego spodziewać byśmy się mogli po Grzegorzu Kulce, który wszedł w sezon jakby ociężały i kula się po parkiecie - trochę obok gry.Skoro to akapit o statystykach to warto zaznaczyć, że ekipa zmontowana przez trenera Adamka statystycznie ma dużo wyższy sufit niż prezentuje to do tej pory. Praktycznie wszyscy gracze, patrząc na ich dotychczasowe osiągnięcia indywidualne z zeszłych sezonów, mają potencjał na znaczącą poprawę. Pytanie jest jedno - kiedy i czy w ogóle w wałbrzyskiej drużynie nastąpi przełamanie? Gdy w głowach zawodników uruchomi się odpowiednia zapadka, wejdą na właściwe obroty i poprawią skuteczność - głównie zza łuku, Górnik ma papiery na wiele zwycięstw i bezproblemowy awans do play-offów.

Statystki w przypadku wałbrzyskiej ekipy są okrutne i rzucają wielki, czarny cień na całą drużynę. Fatalne skuteczności zza łuku - 20,5%, oraz z linii rzutów osobistych - 69,3%, przekładają się bezpośrednio na niskie zdobycze punktowe w rozegranych meczach. Górnik przyzwyczaił nas, że co nie dorzucą to dobronią, jednak w tym sezonie defensywa nie osiągnęła jeszcze zadowalającego poziomu.

Indywidualnie również nie jest kolorowo. Najlepszym graczem jest zdecydowanie Lovell Cabbil zdobywający średnio 17,6 pkt/mecz przy evalu wynoszącym dokładnie tyle samo. Jest to jedyny gracz rzucający średnio ponad 15 punktów na mecz, a tym samym prowadzi tą górniczą kolejkę, tyle że pozostałe wagoniki są puste. Drugim najlepiej punktującym jest Ike Smith - w tym sezonie notujący średnio 13,8 punktów. Wynik "bardzo dobry" jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Ike razi przeciwników rzutem z dystansu z oszałamiającą statystką 6,3% (1/16). Na domiar wszystkiego jest to drugi i zarazem ostatni gracz Wałbrzycha przekraczający statystyczną dyszkę punktową. Pozostali, mówiąc w prost - nie dowożą. Tauras Jogela dobre występy przeplata bardzo słabymi, a w rzutach z dystansu goni Ike'a 8,3% (1/12). Pemberton podobnie do popularnego Jogiego, ma przebłyski dobrej gry, ale zza łuku ma równiutkie zero na 10 prób. "Jajo" widnieje również w ilości celnych trójek u Kacpra Marchewki, tyle że prób było 8. Dodatkowo Kacper, mimo że gra w wyjściowej piątce zdobywa na mecz średnio tylko 1,4 punktu i jest jednym z najczęściej blokowanych graczy PLK. 2/9 trafienia z dystansu to również nie jest to czego spodziewać byśmy się mogli po Grzegorzu Kulce, który wszedł w sezon jakby ociężały i kula się po parkiecie - trochę obok gry.

Skoro to akapit o statystykach to warto zaznaczyć, że ekipa zmontowana przez trenera Adamka statystycznie ma dużo wyższy sufit niż prezentuje to do tej pory. Praktycznie wszyscy gracze, patrząc na ich dotychczasowe osiągnięcia indywidualne z zeszłych sezonów, mają potencjał na znaczącą poprawę. Pytanie jest jedno - kiedy i czy w ogóle w wałbrzyskiej drużynie nastąpi przełamanie? Gdy w głowach zawodników uruchomi się odpowiednia zapadka, wejdą na właściwe obroty i poprawią skuteczność - głównie zza łuku, Górnik ma papiery na wiele zwycięstw i bezproblemowy awans do play-offów.

Fot. Andrzej Romański/plk.pl

Dolny Śląsk ponad Górnym Śląskiem

Wczoraj drużyna z miasta herbem dębu na własnym parkiecie podjęła przyjezdnych z Górnego Śląska. GTK Gliwice w obecnym sezonie nie zachwycają, a wręcz rozczarowują - ostatnie miejsce w tabeli mówi samo za siebie. Natomiast forma Górnika jest jak ruletka - nigdy nie można być pewnym, co się danego dnia wylosuje. Tak było również w to sobotnie popołudnie - a spotkanie, które powinno być łatwym spacerkiem, rozstrzygnęło się dopiero w czwartej kwarcie. Szczęście znów dopisało gospodarzom.Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu został Ike Smith, który przypomniał sobie swoją wersję z zeszłorocznego Pucharu Polski. Linijka 7/7 za 2 punkty, oraz 3/6 zza łuku, to statystki Ike'a jakiego chcielibyśmy oglądać co tydzień! Swoje dorzucili Cabbil (19 pkt) i Jogela (18 pkt), a Górnik ostatecznie zakończył mecz wygrywając 4 kwartę 28:15 i całe spotkanie 90:81. Po drugiej stronie statystycznej tabeli po raz kolejny znalazł się Kacper Marchewka. Starter z Wałbrzycha spędził na parkiecie aż 25 minut nie zdobywając ani jednego punktu. Poza tym zanotował 2 asysty, 3 zbiórki w obronie i 2 straty. Przy takich cyferkach nasuwa się pytanie, dlaczego trener Adamek nie daje szans młodemu zawodnikowi Górnika - Maćkowi Puchalskiemu, który do tej pory wystąpił w jednym spotkaniu i spędził na parkiecie niespełna 3 minuty. Nawet nagroda pieniężna oferowana przez ligę za dawnie szans młodym zawodnikom nie jest w stanie skusić wałbrzyskiego szkoleniowca. Do poprawy - rzuty wolne. 20 trafionych na 38 oddanych to zbrodnia w zawodowej koszykówce.GTK Gliwice zaczęło wczorajsze spotkanie bez kompleksów. Plan był jasny - odwrócić złą passę. Przez pierwsze trzy kwarty przyjezdni nawiązywali bardzo równą walkę i założenia wydawały się możliwe do zrealizowania. Zaliczka 4 punktów po zakończeniu trzeciej kwarty była dobrym prognostykiem, ale w czwartej kwarcie wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Wałbrzyszanie poprawili skuteczność, a GTK zaczęło odczuwać konsekwencje swoich boiskowych decyzji. Limit pięciu fauli osiągnęli Godfray, Thamba i Jodłowski, a bliski dołączenia do nich był Ogunie (4 faule), który mimo tego zaliczył udane spotkanie, notując 19 punktów. Najwięcej, bo 20 oczek zaliczył Andy Cleaves II trafiając 5 na 10 rzutów z dystansu, ale to okazało się zbyt mało by odnieść zwycięstwo. Zdziesiątkowany skład GTK poniósł kolejną porażkę, a ich obecny bilans to 1:5.

Wczoraj drużyna z miasta herbem dębu na własnym parkiecie podjęła przyjezdnych z Górnego Śląska. GTK Gliwice w obecnym sezonie nie zachwycają, a wręcz rozczarowują - ostatnie miejsce w tabeli mówi samo za siebie. Natomiast forma Górnika jest jak ruletka - nigdy nie można być pewnym, co się danego dnia wylosuje. Tak było również w to sobotnie popołudnie - a spotkanie, które powinno być łatwym spacerkiem, rozstrzygnęło się dopiero w czwartej kwarcie. Szczęście znów dopisało gospodarzom.

Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu został Ike Smith, który przypomniał sobie swoją wersję z zeszłorocznego Pucharu Polski. Linijka 7/7 za 2 punkty, oraz 3/6 zza łuku, to statystki Ike'a jakiego chcielibyśmy oglądać co tydzień! Swoje dorzucili Cabbil (19 pkt) i Jogela (18 pkt), a Górnik ostatecznie zakończył mecz wygrywając 4 kwartę 28:15 i całe spotkanie 90:81. Po drugiej stronie statystycznej tabeli po raz kolejny znalazł się Kacper Marchewka. Starter z Wałbrzycha spędził na parkiecie aż 25 minut nie zdobywając ani jednego punktu. Poza tym zanotował 2 asysty, 3 zbiórki w obronie i 2 straty. Przy takich cyferkach nasuwa się pytanie, dlaczego trener Adamek nie daje szans młodemu zawodnikowi Górnika - Maćkowi Puchalskiemu, który do tej pory wystąpił w jednym spotkaniu i spędził na parkiecie niespełna 3 minuty. Nawet nagroda pieniężna oferowana przez ligę za dawnie szans młodym zawodnikom nie jest w stanie skusić wałbrzyskiego szkoleniowca. Do poprawy - rzuty wolne. 20 trafionych na 38 oddanych to zbrodnia w zawodowej koszykówce.

GTK Gliwice zaczęło wczorajsze spotkanie bez kompleksów. Plan był jasny - odwrócić złą passę. Przez pierwsze trzy kwarty przyjezdni nawiązywali bardzo równą walkę i założenia wydawały się możliwe do zrealizowania. Zaliczka 4 punktów po zakończeniu trzeciej kwarty była dobrym prognostykiem, ale w czwartej kwarcie wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Wałbrzyszanie poprawili skuteczność, a GTK zaczęło odczuwać konsekwencje swoich boiskowych decyzji. Limit pięciu fauli osiągnęli Godfray, Thamba i Jodłowski, a bliski dołączenia do nich był Ogunie (4 faule), który mimo tego zaliczył udane spotkanie, notując 19 punktów. Najwięcej, bo 20 oczek zaliczył Andy Cleaves II trafiając 5 na 10 rzutów z dystansu, ale to okazało się zbyt mało by odnieść zwycięstwo. Zdziesiątkowany skład GTK poniósł kolejną porażkę, a ich obecny bilans to 1:5.