RZUTZA3.PL PLKCO-DZIALO-SIE-W-18-KOLEJCE-ORLEN-BASKET-LIGI

Co działo się w 18 kolejce Orlen Basket Ligi?

02/02/2026 00:24
fot. Andrzej Romański/PLK.pl

Kolejny weekend z Orlen Basket Ligą za nami! Jak zawsze, nie zabrakło niesamowitych emocji oraz niespodzianek, w wyniku których układ tabeli nieco się zmienił. Był to też czas debiutów aż czterech zawodników, a niektórzy z nich weszli do ligi z przytupem!

MKS goni czołówkę!

Mimo problemów z kontuzjami, zespół Artura Gronka pokonał u siebie Stal Ostrów Wlkp. 91-84! Przełomowa w tym meczu była trzecia kwarta, którą gospodarze wygrali 27-13. Poza tym spotkanie miało wyrównany przebieg i nie mogliśmy raczej narzekać na brak punktów

Warto zwrócić uwagę na historyczny występ Quana Jacksona, który, mimo porażki, był najlepszy na parkiecie. Amerykanin zdobył 16 punktów, 13 zbiórek, 7 asyst oraz 7 przechwytów, co czyni go dopiero trzecim zawodnikiem w historii ligi z linijką 7-7-7-7. Z drużyny gości nieźle zaprezentowali się też: Trenton Gibson (15/6/3) oraz Mareks Mejeris (12/6/4), chociaż ja osobiście oczekiwałem lepszego występu Łotysza.

A do grania w wielkim stylu wrócił ostatnio chory Luther Muhammad, który rzucił 19 punktów i rozdał 5 asyst. Formę nadal trzyma Martin Peterka. Czech zanotował również 19 punktów i zebrał 8 piłek. W tym meczu najbardziej zaskoczył mnie jednak Adrian Bogucki, który jednak nie zapomniał, jak się gra w koszykówkę i miał dobre momenty, szczególnie w pierwszej połowie. Zapomniałbym jeszcze o debiucie Jamarii’ego Thomasa. 24-latek zagrał... po prostu przyzwoicie, trafiając 8 punktów w 23 minuty. Niczym specjalnie się nie wyróżnił, ale wiadomo jakie są debiuty.

Legia bliska wpadki!

Wydawałoby się, że zwycięstwo Legii z Twardymi Pienikami będzie formalnością, patrząc na ostatnią formę obu zespołów. Nic bardziej mylnego! Mimo, że gospodarze zaczynali się rozpędzać w drugiej kwarcie, Torunianie szybko zareagowali i ostatecznie to oni zeszli do szatni z prowadzeniem. Przerwa w meczu jednak nie przyniosła natychmiastowych efektów dla zawodników trenera Rannuli i Twarde Pierniki prowadziły prawie całą drugą połowę. Legia podniosła się dopiero na trzy minuty do końca i ostatecznie dowiozła zwycięstwo 82-81, ale goście nie mają się czego wstydzić, bo nareszcie rozegrali dobry mecz.

Z pewnością dla Damiana Kuliga ten występ był słodko-gorzki. Przez cały mecz dominował pod koszem, rzucił 23 punkty (najwięcej w tym sezonie) i otarł się o double double (9 zbiórek), ale zmarnował rzut wolny dający wyrównanie i być może dogrywkę. Kluczowe w końcówce jednak nie były te rzuty wolne, a straty rozgrywających Twardych Pierników, które doprowadziły do szybkiego odrobienia strat przez Legię.

A bohaterem Wojskowych był znakomity w defensywie Jayvon Graves. Najlepszym punktującym był jednak Andrzej Pluta z 16 punktami, ale ten nie popisał się skutecznością zza łuku (3/11). 14 punktów zdobył Race Thompson. Niemniej na pochwałę zasługuje jeszcze Carl Ponsar. Francuz ma fundamenty do bycia jednym z topowych wysokich w naszej lidze, ale konkurencja w zespole też jest spora.

Pogrom Dzików w Sopocie!

Mimo, że w zespole Trefla zabrakło Goinsa i Cowelsa, raczej nikt nie spodziewał się takiego wyniku. To było po prostu show Dzików Warszawa już od początku meczu. Później goście tylko powiększali prowadzenie i wygrali 104-64. Jakby nie patrzeć, taki wynik jest po prostu kompromitacją i Trefl nie przypominał drużyny, która jest w czołówce ligi. A podopieczni Legovicha dzięki tej wygranej zrównali się w tabeli z zespołem z Sopotu.

To był przede wszystkim znakomity debiut Darnella Edge’a. Amerykanin już po pierwszej połowie miał 22 punkty! Po urazie kostki do gry wrócił też Landrius Horton, który zdobył w sobotę 17 punktów. Wyróżniał się też Rivaldo Soares, zdobywając 19 oczek.

A po stronie Trefla przede wszystkim brakowało skuteczności i dobrego wejścia w mecz. Podopiecznym Larkasa udało się trafić z gry zaledwie dwukrotnie w pierwszej kwarcie. Najlepiej punktował Jakub Schenk, który rzucił 18 punktów, zapisał jednak 5 fauli, ale raczej przy takim wyniku nie miało to większego znaczenia. Jeśli chodzi o występy indywidualne, poza Schenkiem nie widzę wielu plusów - zawiódł Mindaugas Kacinas, nieskuteczny był też chociażby Szymon Nowicki.

Hitowe starcie w Gdyni!

Przedostatnim sobotnim meczem był hit kolejki, Arka Gdynia – Anwil Włocławek. Obie drużyny miało sporo do udowodnienia po ostatnich wpadkach w Ostrowie Wlkp. i Gliwicach. Od początku tego meczu prowadził Anwil – niewiele, przez większość czasu tylko kilkoma punktami, ale w końcówce już dopiął swego i na tablicy widniał wynik 97-82. Był też swoisty rewanż za ostatnie spotkanie obu ekip, kiedy to Gdynianie cieszyli się z triumfu.

Anwil miał kilku bohaterów - Lockett z 21 punktami, Slaughter z 18. Skuteczni pod koszem byli wysocy – Tyler Wahl (12/10/6) oraz Mate Vucic (14/12/3), ale oczy były skupione też na innym nowym graczu, który właśnie w sobotę debiutował. Chodzi oczywiście o Trevona Allena, który miał bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, aby być najlepszym debiutantem tej kolejki. Do występu Darnella Edge’a było jednak daleko – Allen zdobył solidne 12 punktów.

A po stronie gospodarzy przede wszystkim rozczarował Kresimir Ljubicic. Chorwat nie radził sobie z Vuciciem, po jednej, jak i drugiej stronie parkietu. Tym samym, pod koszem nie miał kto powstrzymywać rywali i uważam, że właśnie z tego powodu Arka przegrała. Najlepszym strzelcem był tym razem Jarosław Zyskowski. Skrzydłowy zapisał 23 punkty, co jest jego drugim najlepszym wynikiem w obecnym sezonie. Niektórych kibiców zaskoczył pewnie Mike Okauru – ten miał na swoim koncie 15 punktów i aż 12 zbiórek (jako rozgrywający).

King znowu wyrywa zwycięstwo w końcówce!

Oni znowu to zrobili! Ostatnio podopieczni Majcherka pokonali w podobnym stylu Legię Warszawa, a teraz Czarnych Słupsk. Od drugiej kwarty goście kontrolowali wynik i przebieg gry, a już w czwartej kwarcie wiele wskazywało na porażkę Wilków Morskich.

Pierwsza połowa nie poszła po myśli koszykarzy Kinga. Mieli problemy z trafianiem rzutów z gry, a nie potrafili też powstrzymać rywali pod swoim koszem. Tomasz Gielo (22 PKT, 11ZB) trzymał jednak swój zespół przy życiu, a bohaterem na niecałą sekundę do końca okazał się Noah Freidel, który zdobył wtedy... pierwsze i jedyne punkty w tym meczu. Do gry wrócił także Nemanja Popovic, którego brakowało w ostatnich meczach. Z ławki niezłe momenty mieli Roach oraz Kostrzewski, który zdobyli po 12 punktów.

Nie mogłem sobie przypomnieć ostatniego dobrego występu Tima Lambrechta, a tymczasem Belg w Szczecinie zapisuje double double (15 PKT, 11 ZB) i jest jedną z barwniejszych postaci w swojej drużynie. Był to nie tylko jego najlepszy mecz od jakiegoś czasu, ale też i całej drużyny. Jorden Duffy ponownie popisał się w ataku, zdobywając 15 punktów. Poza tym mam wrażenie, że nikt indywidualnie się nie wyróżnił, a jednak goście prawie ten mecz wygrali. Może właśnie potrzebny był tutaj Ivica Skelin? Brakuje w tej i tak słabej drużynie kontuzjowanego Tomczaka oraz Ivory’ego, a mimo to, na tak trudnym terenie udaje się napsuć krwi rywalom.

Zastal Express kontra GTK z Ivanem Almeidą!

Zainteresowanie tym spotkaniem było po prostu ogromne, patrząc na to, że grało przecież GTK. Oczywiście każdy był zainteresowany debiutem Ivana Almeidy, który wrócił do polskiej ligi po 5 latach. Dla GTK każdy mecz ma teraz duże znaczenie – w końcu walczą o utrzymanie, a kolejek pozostało coraz przecież coraz mniej. Tym razem jednak Gliwiczanom nie udało się wygrać, chociaż mieli swoje momenty. Zastal wygrał 98-81. Przede wszystkim ten mecz rozpoczął się fantastycznie dla gospodarzy, którzy wygrali pierwszą kwartę 23-6. Z takiego wyniku zrobiło się za niedługo jednak 31-31 i goście wrócili do gry.

Zastal odjechał dopiero w czwartej kwarcie, kiedy to chociażby Jakub Szumert zdobył 8 punktów (21 w całym meczu). Poza Polakiem świetnie zagrał Chavaughn Lewis (21 punktów) oraz Jayvon Maughmer (19 punktów). Lepiej niż ostatnio radził sobie Sagaba Konate, który przecież dopiero wraca do formy po kilkumiesięcznej przerwie od koszykówki. Warto też wspomnieć, że Zielonogórzanie musieli sobie radzić bez Andrzeja Mazurczaka.

Jednym z najlepszych zawodników GTK był debiutujący Almeida, który zapisał 12 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst. Lepiej chyba tylko spisał się Jordan Delaire (15 oczek, 8 zbiórek). Poza tym swoje cegiełki w ataku dokładał KJ Jackson (16 punktów), chociaż miał słabą skuteczność. Gorzej niestety zagrał Kuba Piśla, który w ostatnich kilku meczach był jednym z najlepszych punktujących swojej drużyny.

Zwycięstwo Miasta Szkła!

Ostatnim meczem kolejki był pojedynek na dole tabeli. Start Lublin po ostatniej wysokiej porażce z Legią, podejmował beniaminka – Miasto Szkła Krosno. W styczniu, po trzech zwycięstwach z rzędu podopiecznych Wojciecha Kamińskiego wydawało się, że wracają na właściwe tory i włączą się do walki o Play Offy. Mam wrażenie, że był to tylko chwilowy przebłysk, a w rzeczywistości będą walczyć o utrzymanie. Krośnianie, którzy byli przez cały mecz lepsi, odnieśli zwycięstwo 95-87. Pod koniec meczu gospodarze zbliżyli się przez chwilę na jeden punkt, ale gra podopiecznych Kovacika nie pozwoliła na odwrócenie wyniku i wyrwanie zwycięstwa, jak dzień wcześniej zrobił to King Szczecin.

Od początku spotkania gości prowadził Ben Shungu, który znalazł chyba swoje miejsce w polskiej lidze. Jego 25 punktów oraz 8 asyst bardzo pomogły drużynie w trzeciej wygranej w tym sezonie. 21 punktów i 8 zbiórek dołożył za to Jairus Hamilton. Udany powrót po kontuzji miał Ivica Radic, który zapisał 14 oczek i zebrał 8 piłek.

Po stronie Lublinian ponownie najlepszy był Liam O’Reilly (20 punktów, 8 asyst), ale nie rozczarował też Quincy Ford (17 punktów) czy Filip Put (11 punktów). Z drugiej strony trochę niepokojący jest występ Connera Frankampa, który w 28 minut nie zdobył ani jednego punktu. W jego przypadku naprawdę słabo to wyglądało.

Wprawdzie mówiąc, to nie był jakiś tragiczny mecz Startu, po prostu Krosno zagrało lepiej i nie powiedziane, że grając tak, nie wygrają z kimś lepszym. Beniaminka czekają teraz wyjazdy do Sopotu, Torunia i Wałbrzycha i może tam uda się ponownie wygrać? Start za to w najbliższym czasie zagra z Twardymi Piernikami i Czarnymi Słupsk, więc będzie to w pewnym sensie weryfikacja tej drużyny. Jeśli Lublinianie nie poradzą sobie w tych meczach, będą bić się o utrzymanie.