RZUTZA3.PL PLKCO-SYCHAC-W-SZCZECINIE-SEZON-2425-Z-PERSPEKTYWY-KINGA

Co słychać w Szczecinie? - Sezon 24/25 z perspektywy Kinga

27/11/2024 17:02
Andrzej Romański/plk.pl
King Szczecin to drużyna która w ostatnich latach zdecydowanie dała powód swoim kibicom do "oczekiwania czegoś więcej". Ogromne sukcesy organizacji, która tylko w ostatnie dwa lata została mistrzem i wicemistrzem Polski dały nadzieje fanom koszykówki ze Szczecina i okolic na osiąganie podobnych sukcesów w przyszłości przez długoterminowy projekt prezesa Króla. I z takimi też aspiracjami klub ze Szczecina przystąpił do sezonu 24/25 mając w terminarzu rozgrywki w Bank Pekao Superpucharze Polski, Orlen Basket Lidze a także Basketball Champions League.Superpuchar PolskiSzczecinianie przystąpili do swojego pierwszego meczu "o stawkę" w ramach spotkania z mistrzem Polski, Treflem Sopot, z którym stoczyli także swój ostatni mecz o stawkę. Był to swego rodzaju sprawdzian dla odnowionej drużyny szczecinian, opartej nieco bardziej na fizyczności i atletyzmie, a także dobrej dyspozycji rzutowej. I to właśnie w tym, wygranym spotkaniu wynikiem 76-83 nowy skład zaczął nieco "nabierać kształtu". Świetny Andy Mazurczak z Teyvonem Myersem, oraz z nową parą wysokich zawodników w postaci Aleksandra Dziewy oraz Chada Browna dowozili punkty, chociaż gra zdecydowanie była daleka od doskonałości. Co rzucało się w oczy w drużynie szczecinian, to niska skuteczność z obwodu, oraz niewielka ilość zdobywanych asyst. Obydwie te rzeczy jednak nie prognozowały długoterminowych problemów, wszak ilość rzucających w drużynie szczecinian sugerowała, że słaby wynik z obwodu to poprostu wypadkowa słabej formy rzutowej na początku sezonu, a obecność Andy'ego Mazurczaka i Teyvona Myersa sugerowała, że brak asyst to krótkoterminowy efekt braku zgrania w zespole zawodników, którzy wówczas nie tak dawno połączyli siły. Finałowy mecz z WKS Śląskiem Wrocław szczecinianie, mimo utrzymywania przewagi przez cały mecz przegrali, a to wskutek zmory, która męczy szczecinian do dnia pisania tego artykułu - nieumiejętność utrzymywania przewagi, bowiem z każdą kwartą meczu szczecinianie względem przeciwnika wyglądali coraz gorzej - dalej doskwierająca wysoka niecelność zza łuku, wiele niepotrzebnych strat i błędów w obronie poskutkowały zmniejszaniem się przewagi szczecinian, co przełożyło się na porażkę... jednym punktem 75-76. WKS Śląsk Wrocław zwyciężył w rozgrywkach, a szczecinianie bez trofeum musieli znieść gorycz porażki. I choć szczecinianie przegrali - zwiastowało to początek czegoś nowego, początek pogoni za nową tożsamością, w której to nieustannie groźny obwód kreował grę, a zawodnicy podkoszowi są w stanie wywalczyć zbiórkę, wykończyć z góry, a także swoją fizycznością dostarczać punktów spod samej obręczy w grze przeciwko podkoszowym przeciwników. Ważnym aspektem tej tożsamości było jednak polepszenie poziomu w defensywie względem poprzedniego roku - bardzo dobra obrona obwodowa z Przemysławem Żołnierewiczem w roli głównej, a także nieco bardziej fizyczna odpowiedź na wysokich pod koszem. Rozwój gry szczecinianPoczątek sezonu natomiast był już całkiem obiecujący - postępująca walka z niemocą strzelecką na obwodzie oraz już całkiem dobrze funkcjonujące rozegranie przyniosło wicemistrzom Polski zwycięstwo w pierwszym meczu rozgrywek Orlen Basket Ligi, przeciwko beniaminkowi rozgrywek, Górnikowi Wałbrzych. To, co rzuciło się w oczy, to głęboka rotacja jaką szczecinianie posiadają, i jak słabszy mecz danego zawodnika, może nie mieć istotnego wpływu na wynik meczu, ponieważ na ławce już czeka kolejny zawodnik na swoją okazję. Konsekwencja i prędkość z jaką poruszała się ofensywa sterowana przez Andy'ego Mazurczaka nie zostawiała przeciwnikom pola do popisu w obronie. Równolegle do pierwszych meczów sezonu toczyły się także rozgrywki Basketball Champions League, w którym szczecinianom "nie szło". Ogromna różnica tempa, z jaką grali przeciwnicy, skuteczność, z jaką wykorzystywali błędy w obronie, a także ogromna ilość ofensywnych zbiórek na którą przyzwalali szczecinianie sprawiała, że mecze te kończyły się dość jednostronnym wynikiem. Nie brakło natomiast pozytywnych akcentów tych "sromotnych porażek" bowiem kreatywne zagrania, przyspieszanie gry, i gra na rotacjach w obronie to tylko kilka aspektów, która widocznie musiała polepszyć się w drużynie trenera Miłoszewskiego, żeby mogli gonić wyniki, co starali się oczywiście robić. Mimo tych porażek, ogromny bagaż doświadczeń wydawał się korzystnie wpływać na grę szczecinian przeciwko "lepszym drużynom", choć niekoniecznie dawał o sobie we znaki w polskiej lidze, gdzie uwidaczniały się "nowe, stare problemy". Przede wszystkim - zbiórki. Bowiem to one na papierze powinny być siłą szczecinian, chociażby z tego powodu, że sam Chad Brown jest zawodnikiem z silnie "zbiórkowym" CV, wszakże niemalże wszędzie gdzie grał, był jednym z najlepszych zawodników podkoszowych w całej lidze jeśli chodzi o zbiórki. Szczecinianie w meczach ligowych dalej są bardzo porównywalni ze swoimi przeciwnikami jeśli chodzi o zbiórki, i często tracą dużo, za dużo punktów spod kosza, co teoretycznie dziać się nie powinno. Kolejnym problemem, który ten skład ma od samego początku była niekonsekwencja i nieumiejętność w przytrzymywaniu wywalczonej wcześniej przewagi punktowej. Najbardziej pokarało to szczecinian w ramach rozgrywek Bank Pekao Superpucharu Polski, choć nie da się tu nie wspomnieć o tym, jakie skutki miało to dla wyników szczecinian w lidze. Każdy mecz (jedynie z wyjątkiem meczów przeciwko GTK Gliwice i Górnikowi Wałbrzych), który szczecinianie rozgrywali, i nie przegrali go dwucyfrowym wynikiem, skończył się niemałym horrorem pod koniec, a taki horror często skutkuje zwyczajnie porażką w tak naprawdę już wygranych spotkaniach. Chociażby ostatnie spotkanie ze Startem Lublin, rozgrywane przy własnej publiczności jest tego dowodem. Po każdej z trzech pierwszych kwart meczu szczecinianie prowadzili, aby na koniec przegrać z kretesem jednym punktem po bardzo "chaotycznej końcówce". Dociąganie wyników do końca jest zdecydowanie umiejętnością, której drużynie Kinga Szczecin brakuje, a którą muszą przyswoić aby mecze zwyciężać.Zmiany kadrowe Zmiany kadrowe to temat cały czas mocno bieżący, bowiem w dzień publikacji tego artykułu za pośrednictwem mediów społecznościowych, King Szczecin poinformował o koniecznej rekonstrukcji ACL, którą musiał odbyć kapitan drużyny - Andy Mazurczak. Informacja ta całkowicie zmienia pogląd na rotację i sposób, w jaki King Szczecin będzie chciał grać przez cały obecny sezon. To Andy jest zawodnikiem który swoim rozgrywaniem nadawał wyjątkowej tożsamości szczecinianom, bowiem jako primary ball-handler drużyny jest to zawodnik unikalny w naszej rodzimej lidze. Otwiera to także drugi temat, bowiem z początkiem listopada do drużyny Kinga dołączył Isaiah Whitehead, rozgrywający który z pewnością skorzysta na nieobecności Mazurczaka, i po pewnym czasie może zostać głównym rozgrywającym w drużynie. W trakcie ostatnich nieobecności Mazurczaka, to Teyvon Myers i James Woodard dzielili się piłką na rozegraniu, co wychodziło naprawdę dobrze. Whitehead natomiast potrzebuje częściej piłki w swoich rękach na finiszu posiadania, co otwiera wiele furtek, ale także zmusza trenera Miłoszewskiego do kreatywnego "poskładania" nowej rotacji obwodowej. Przez wiele meczów, w których uwidatniały się pewne problemy istotnym kłopotem wpływającym na wynik mogła być absencja Przemysława Żołnierewicza, który już pod koniec zeszłego sezonu wyrastał na gwiazdę drużyny. Żołnierewicz to jednak niesamowita wartość w obronie na obwodzie, a także silny argument jako dwójko-trójka, wszak może on zarówno rzucić za trzy, ściąć pod kosz lub zachwycić efektownym wsadem, a jego umiejętności mogą zamarkować wiele błędów drużynowych w finalnym rozrachunku na koniec meczu. Na szczęście "Żołnierz" powrócił z kontuzji do rozgrywania pełnych minut, i znowu udowadnia swoją wartość w rosterze szczecinian. W trakcie tego sezonu swoje zakończenie także otrzymała sytuacja, która wynikła między klubem, a zawodnikami Kacprem Borowskim oraz Filipem Matczakiem, i finalnie obaj zawodnicy znajdują się już poza strukturami klubu. Borowski został zawodnikiem stargardzkiej PGE Spójni, a Matczak wrócił do swojego rodzimegu Zastalu Zielona Góra. Sytuacja ta jest o tyle ważna, że istotnie wpływała na atmosferę wokół drużyny na np. mediach społecznościowych, i mogła (choć nie musiała) bezpośrednio uderzać w atmosferę w drużynie, czego zdecydowanie coaching staff, i sam prezes Król woleliby uniknąć.PodsumowanieStart sezonu dla szczecinian okazał się nieco cięższy, niż być może sami się spodziewali. Okres przeznaczony na zgranie się ze sobą przez zawodników szczecińskiego Kinga dalej trwa, i choć spadła im poważna kłoda na nogę w postaci końca sezonu dla Andy'ego Mazurczaka, to totalnie nie jest to sezon stracony. Co więcej - istnieją silne perspektywy na rozwój tej drużyny. Klęska w Basketball Champions League, Bank Pekao Superpucharze Polski a także przegrane mecze ligowe bardzo mocno ujawniły pewne słabości, które szczecinianie na 100% będą próbowali jak najlepiej zaleczyć, ponieważ bez wątpienia przełoży się to na ich dalsze sukcesy w lidze. Długa droga przed tym składem, ale umiejętności i charakteru tej drużyny nigdy nie wolno skreślać, co udowodnili w dwa poprzednie lata.