RZUTZA3.PL PLKCO-ZA-KONCOWKA-KING-WYGRYWA-THRILLER-WE-WROCLAWIU

CO ZA KOŃCÓWKA! King wygrywa thriller we Wrocławiu!

08/11/2025 22:49
Andrzej Romański/plk.pl

Na papierze? "Zwykły ligowy hit". W praktyce - zdecydowany kandydat do meczu kolejki. King Szczecin wygrał w gorącej Orbicie 83:80 i zrobił to po spotkaniu pełnym intensywności, tempa i walki na kontakcie. Mecz trzymał kibiców za gardło szczególnie w końcówce, i jednocześnie pokazał jak wiele jakości mają obie ekipy, a także ile jeszcze przestrzeni do rozwoju jest po obu stronach.

Na papierze? "Zwykły ligowy hit". W praktyce - zdecydowany kandydat do meczu kolejki. King Szczecin wygrał w gorącej Orbicie 83:80 i zrobił to po spotkaniu pełnym intensywności, tempa i walki na kontakcie. Mecz trzymał kibiców za gardło szczególnie w końcówce, i jednocześnie pokazał jak wiele jakości mają obie ekipy, a także ile jeszcze przestrzeni do rozwoju jest po obu stronach.

Porażka, ale konkretne wnioski

Porażka, ale konkretne wnioski

Gospodarze z Wrocławia mieli dzisiaj swoje przebłyski i fazy, w których wyglądali jak zespół zdolny rywalizować z każdym w lidze. Szczególnie w czwartej kwarcie, halę Orbita można było kroić nożem, ale WKS Śląsk Wrocław przegrał przede wszystkim w dwóch obszarach - fizyczność i chaos decyzyjny. Wrocławianie popełniali masę patetycznych błędów, i nie ma w tym ani grama przesady. Aż 7 nietrafionych rzutów spod samej obręczy, do tego dali Kingowi Szczecin zanotować aż 9 przechwytów, a także uraczyli Kinga wieloma bardzo prostymi błędami w obronie, po których gracze Kinga wrzucali piłkę do kosza bez absolutnie nikogo wokół zdolnego ich powstrzymać. I choć końcówka mogła pójść w obie strony, to dość lekkomyślna decyzja Issufa Sanona o rzucie na remis na 6 sekund przed końcem zabrała Śląskowi szansę na wyrwanie tego meczu ze szponów Kinga, ale imponująca była droga, jaką Śląsk przebył aby w ogóle znaleźć się w pozycji, w której na 6 sekund przed końcem mogli rzucać na remis. Największym kłopotem Śląska zdawał się brak dominującego rozgrywającego, bowiem Kadre Gray choć rozdał parę "ciasteczek", to wygląda dużo bardziej jak typowy off-ball scorer, niż rozgrywający. Tempo w jakim Gray rozgrywa było po prostu za wolne, co dawało zbyt wiele czasu obrońcom Kinga na reorganizację i przemyślenie tego co Śląsk będzie chciał zrobić z piłką. Śląsk mimo porażki pokazał, że jest zespołem z ogromnym potencjałem, i choć ewidentnie brakuje im typowej jedynki, to z pewnością ekipa z Dolnego Śląska jeszcze nie raz nas zaskoczy w tym sezonie. Trzeba także uczciwie przyznać, że wrocławianie mają bardzo napięty terminarz, co może skutkować problemami w grze z tak dobrze przygotowanymi fizycznie, mającymi więcej odpoczynku drużynami jak King.

Gospodarze z Wrocławia mieli dzisiaj swoje przebłyski i fazy, w których wyglądali jak zespół zdolny rywalizować z każdym w lidze. Szczególnie w czwartej kwarcie, halę Orbita można było kroić nożem, ale WKS Śląsk Wrocław przegrał przede wszystkim w dwóch obszarach - fizyczność i chaos decyzyjny. Wrocławianie popełniali masę patetycznych błędów, i nie ma w tym ani grama przesady. Aż 7 nietrafionych rzutów spod samej obręczy, do tego dali Kingowi Szczecin zanotować aż 9 przechwytów, a także uraczyli Kinga wieloma bardzo prostymi błędami w obronie, po których gracze Kinga wrzucali piłkę do kosza bez absolutnie nikogo wokół zdolnego ich powstrzymać. I choć końcówka mogła pójść w obie strony, to dość lekkomyślna decyzja Issufa Sanona o rzucie na remis na 6 sekund przed końcem zabrała Śląskowi szansę na wyrwanie tego meczu ze szponów Kinga, ale imponująca była droga, jaką Śląsk przebył aby w ogóle znaleźć się w pozycji, w której na 6 sekund przed końcem mogli rzucać na remis. Największym kłopotem Śląska zdawał się brak dominującego rozgrywającego, bowiem Kadre Gray choć rozdał parę "ciasteczek", to wygląda dużo bardziej jak typowy off-ball scorer, niż rozgrywający. Tempo w jakim Gray rozgrywa było po prostu za wolne, co dawało zbyt wiele czasu obrońcom Kinga na reorganizację i przemyślenie tego co Śląsk będzie chciał zrobić z piłką. Śląsk mimo porażki pokazał, że jest zespołem z ogromnym potencjałem, i choć ewidentnie brakuje im typowej jedynki, to z pewnością ekipa z Dolnego Śląska jeszcze nie raz nas zaskoczy w tym sezonie. Trzeba także uczciwie przyznać, że wrocławianie mają bardzo napięty terminarz, co może skutkować problemami w grze z tak dobrze przygotowanymi fizycznie, mającymi więcej odpoczynku drużynami jak King.

Zimna głowa, fizyczna dominacja, kolektyw

Zimna głowa, fizyczna dominacja, kolektyw

Starcie we Wrocławiu choć miało swoje falowania, to narracja przez większość wieczoru była bardzo jednolita - to King prowadzi, i to King kontroluje. Nie był to koncert, bowiem mecz zaczął się Kingowi na pewnym etapie wyślizgiwać z rąk, i bardzo blisko było aby to jednak Śląsk był tego wieczoru górą. Jednak w obliczu trudności, jakie postawił w końcówce gościom Śląsk, ci zachowali zimną głowę, i udało im się dowieźć zwycięstwo do końca, po fantastycznej końcówce w wykonaniu Jeremy'ego Roacha. To właśnie Roach po raz kolejny był tym zawodnikiem, który skradł show i wrzucił piąty bieg gdy King tego najbardziej potrzebował. Nie da się też nie wspomnieć o świetnym spotkaniu które rozegrał kapitan szczecinian - Tomasz Gielo. Występ Tomasza Gielo był dokładnie taki, jaki wszyscy chcemy oglądać - świetny w ataku, bardzo dobry w obronie. I znowu warto w kontekście Kinga podkreślić, że zwycięstwo do Szczecina zabrał ze sobą cały kolektyw, także ci zawodnicy, którzy mimo słabszej produkcji statystycznej ciągle byli funkcjonalni (choćby Anthony Roberts, który mimo słabego meczu w ofensywie stanowił niezwykłą trudność dla zawodników Śląska jako obrońca). Jeśli szukać słabości: King wyraźnie wpadł w problemy w trzeciej kwarcie, gdy ich efektywność ofensywna zagasła, a Śląsk zaczął zbliżać się wynikiem. Tam gdzie jednak pojawiły się problemy natury stricte koszykarskiej, pojawił się także charakter, dzięki któremu finalnie to ekipa Kinga Szczecin opuściła halę Orbita zwycięsko. King wyjeżdza z Wrocławia z ważnym zwycięstwem, ale też z konkretnymi obszarami do poprawy. Ta ekipa nie jest jeszcze blisko swojego sufitu.

Starcie we Wrocławiu choć miało swoje falowania, to narracja przez większość wieczoru była bardzo jednolita - to King prowadzi, i to King kontroluje. Nie był to koncert, bowiem mecz zaczął się Kingowi na pewnym etapie wyślizgiwać z rąk, i bardzo blisko było aby to jednak Śląsk był tego wieczoru górą. Jednak w obliczu trudności, jakie postawił w końcówce gościom Śląsk, ci zachowali zimną głowę, i udało im się dowieźć zwycięstwo do końca, po fantastycznej końcówce w wykonaniu Jeremy'ego Roacha. To właśnie Roach po raz kolejny był tym zawodnikiem, który skradł show i wrzucił piąty bieg gdy King tego najbardziej potrzebował. Nie da się też nie wspomnieć o świetnym spotkaniu które rozegrał kapitan szczecinian - Tomasz Gielo. Występ Tomasza Gielo był dokładnie taki, jaki wszyscy chcemy oglądać - świetny w ataku, bardzo dobry w obronie. I znowu warto w kontekście Kinga podkreślić, że zwycięstwo do Szczecina zabrał ze sobą cały kolektyw, także ci zawodnicy, którzy mimo słabszej produkcji statystycznej ciągle byli funkcjonalni (choćby Anthony Roberts, który mimo słabego meczu w ofensywie stanowił niezwykłą trudność dla zawodników Śląska jako obrońca). Jeśli szukać słabości: King wyraźnie wpadł w problemy w trzeciej kwarcie, gdy ich efektywność ofensywna zagasła, a Śląsk zaczął zbliżać się wynikiem. Tam gdzie jednak pojawiły się problemy natury stricte koszykarskiej, pojawił się także charakter, dzięki któremu finalnie to ekipa Kinga Szczecin opuściła halę Orbita zwycięsko. King wyjeżdza z Wrocławia z ważnym zwycięstwem, ale też z konkretnymi obszarami do poprawy. Ta ekipa nie jest jeszcze blisko swojego sufitu.

Podsumowanie

Podsumowanie

Śląsk choć przegrał, nie był zespołem wyraźnie gorszym. Są pola do poprawy, ale ekipa trenera Bagatskisa z pewnością im podoła, wszakże sezon dopiero się zaczął. Jeśli Śląsk zbuduje strukturę na pozycji rozgrywającego, to będzie niezwykle groźną drużyną. King natomiast zaprezentował się bardzo dojrzale, i choć dalej ma dużo do poprawy, to zwycięstwo na tak trudnym terenie jakim jest Wrocław nie będzie zwykłą cyferką w tabeli.Kacper Prążyński & NB

Śląsk choć przegrał, nie był zespołem wyraźnie gorszym. Są pola do poprawy, ale ekipa trenera Bagatskisa z pewnością im podoła, wszakże sezon dopiero się zaczął. Jeśli Śląsk zbuduje strukturę na pozycji rozgrywającego, to będzie niezwykle groźną drużyną. King natomiast zaprezentował się bardzo dojrzale, i choć dalej ma dużo do poprawy, to zwycięstwo na tak trudnym terenie jakim jest Wrocław nie będzie zwykłą cyferką w tabeli.

Kacper Prążyński & NB

Kacper Prążyński & NB