RZUTZA3.PL PLKCOZ-ZA-KONCOWKA-W-SZCZECINIE-WILKI-POKONUJA-DZIKI
Cóż za końcówka w Szczecinie! Wilki pokonują Dziki!
05/04/2025 22:58
Cóż to był za mecz! W ramach 24 kolejki rundy zasadniczej Orlen Basket Ligi King Szczecin wygrywa u siebie z Dzikami Warszawa po niesłychanej końcówce w meczu pełnym zwrotów akcji!
Cóż to był za mecz! W ramach 24 kolejki rundy zasadniczej Orlen Basket Ligi King Szczecin wygrywa u siebie z Dzikami Warszawa po niesłychanej końcówce w meczu pełnym zwrotów akcji!
Pierwsza kwarta
Pierwsza kwarta
Widowisko w Szczecinie rozpoczęło się bardzo słabo dla gospodarzy. Rozpędzona ekipa Dzików Warszawa wykorzystywała swoją znakomitą dyspozycję na obwodzie na tyle dobrze, że doprowadziła ona do wyniku 5-16 w pierwsze 7 minut spotkania. Problemy gospodarzy wynikały głównie z naprawdę dobrej gry Dzików na obwodzie. Goście byli szybcy, konsekwentni i co najważniejsze skuteczni, zabójczo skuteczni. Wyróżniał się tu przede wszystkim Denzel Andersson, który rewelacyjnie kreował przestrzeń swoim kolegom na obwodzie, jednocześnie samemu wykorzystując aż dwie okazje zza łuku w pierwszej ćwiartce spotkania. Szczecińskie wilki przyzwyczały nas w tym sezonie do dwóch rzeczy - nie wolno ich skreślać, nieważne jaki jest wynik, oraz do tego że zawsze są niebezpieczni. I obie te kwestie potwierdzili w tym meczu, ale od początku. Szczecinianie stopniowo zaczęli zyskiwać wpływ na wynik meczu przez efektywne akcje pod koszem Dzików. Nie da się ukryć że to właśnie tam stołeczne Dziki początkowo grały najsłabiej. Pierwszą kwartę można więc z pewną dozą dystansu określić mianem takiej, w której jedna drużyna grała pod koszem, a druga z dala od kosza. Wynikać to może z tego, że Dziki są naprawdę dobrym zespołem na obwodzie, a Szczecinianie wzbogaceni nowym centrem znacznie ulepszyli swoją protekcje obręczy. Kwarta zakończyła się wynikiem 18-24 dla Dzików Warszawa.
Widowisko w Szczecinie rozpoczęło się bardzo słabo dla gospodarzy. Rozpędzona ekipa Dzików Warszawa wykorzystywała swoją znakomitą dyspozycję na obwodzie na tyle dobrze, że doprowadziła ona do wyniku 5-16 w pierwsze 7 minut spotkania. Problemy gospodarzy wynikały głównie z naprawdę dobrej gry Dzików na obwodzie. Goście byli szybcy, konsekwentni i co najważniejsze skuteczni, zabójczo skuteczni. Wyróżniał się tu przede wszystkim Denzel Andersson, który rewelacyjnie kreował przestrzeń swoim kolegom na obwodzie, jednocześnie samemu wykorzystując aż dwie okazje zza łuku w pierwszej ćwiartce spotkania. Szczecińskie wilki przyzwyczały nas w tym sezonie do dwóch rzeczy - nie wolno ich skreślać, nieważne jaki jest wynik, oraz do tego że zawsze są niebezpieczni. I obie te kwestie potwierdzili w tym meczu, ale od początku. Szczecinianie stopniowo zaczęli zyskiwać wpływ na wynik meczu przez efektywne akcje pod koszem Dzików. Nie da się ukryć że to właśnie tam stołeczne Dziki początkowo grały najsłabiej. Pierwszą kwartę można więc z pewną dozą dystansu określić mianem takiej, w której jedna drużyna grała pod koszem, a druga z dala od kosza. Wynikać to może z tego, że Dziki są naprawdę dobrym zespołem na obwodzie, a Szczecinianie wzbogaceni nowym centrem znacznie ulepszyli swoją protekcje obręczy. Kwarta zakończyła się wynikiem 18-24 dla Dzików Warszawa.
Druga kwarta
Druga kwarta
Druga kwarta przyniosła nam nieco więcej kompletności do meczu. Obydwie drużyny grały zarówno pod koszem jak i na obwodzie, dzięki czemu mecz zyskał na atrakcyjności dla widzów, a także wzbogacił obie drużyny w ataku jak i w obronie. Szczecinianie atakowali głównie za pomocą niesamowicie rozpędzonego duetu Przemysława Żołnierewicza z Isaiah Whiteheadem, któremu dyrygował MVP dzisiejszego spotkania - Jovan Novak. Niestety dla gospodarzy, mimo tego że udało im się złapać wiatr w żagle na obwodzie, to jednak to Dziki Warszawa dalej wiodły prym w meczu, oddalając się finalnie od szczecinian na 10 punktów kończąc kwartę wynikiem 39-49. Do rewelacyjnego Denzela Anderssona dołączyli także Andre Wesson i Jarosław Mokros, bezlitośnie wykorzystując sporą liczbę okazji, oraz łapiąc przeciwników na faule.
Druga kwarta przyniosła nam nieco więcej kompletności do meczu. Obydwie drużyny grały zarówno pod koszem jak i na obwodzie, dzięki czemu mecz zyskał na atrakcyjności dla widzów, a także wzbogacił obie drużyny w ataku jak i w obronie. Szczecinianie atakowali głównie za pomocą niesamowicie rozpędzonego duetu Przemysława Żołnierewicza z Isaiah Whiteheadem, któremu dyrygował MVP dzisiejszego spotkania - Jovan Novak. Niestety dla gospodarzy, mimo tego że udało im się złapać wiatr w żagle na obwodzie, to jednak to Dziki Warszawa dalej wiodły prym w meczu, oddalając się finalnie od szczecinian na 10 punktów kończąc kwartę wynikiem 39-49. Do rewelacyjnego Denzela Anderssona dołączyli także Andre Wesson i Jarosław Mokros, bezlitośnie wykorzystując sporą liczbę okazji, oraz łapiąc przeciwników na faule.
Trzecia kwarta
Trzecia kwarta
To w trzeciej kwarcie zaczęło się prawdziwe show, bowiem w 6 minut z wyniku 39-49 doszliśmy do wyniku... 59-51 dla gospodarzy. Seria 20-2 z którą rozpędzone Wilki weszły w trzecią kwartę była niesamowita, i niemal każdy jeden zawodnik wówczas występujący w drużynie wicemistrza Polski wydawał się bezbłędny zarówno w ataku, jak i obronie. Trzeba jednak wskazać głównego winowajcę całej tej serii, która doprowadziła później szczecinian do zwycięstwa, choć niebezpośrednio (w czym też miał swój gargantuiczny udział). Jovan Novak - serbski książe rozgrywania piłki był bezbłędny w każdym tego słowa znaczeniu. Znajdował swoich kolegów jak nikt inny, wykorzystywał swoje okazje wyjątkowo skutecznie, a nawet zbierał piłkę wyjątkowo dobrze jak na swój wzrost, czym osiągnął pierwsze w swojej karierze triple-double. Dziki jednak w pewnym momencie się nieco przebudziły i zaczęły uciekających gospodarzy nadganiać. Impas w ataku przełamał Janari Jõesaar bardzo szybko dokładając swoje 5 punktów do ogólnego dorobku punktowego oraz odrdzewiając osłabnięty atak gości. To z obwodu Dziki dokończyły tę kwartę, bowiem seria trzech trójek w cztery minuty okazała się później kluczowa do dalszej gry. Kwarta skończyła się wynikiem 71-64, i tym razem to warszawianie musieli wynik gonić.
To w trzeciej kwarcie zaczęło się prawdziwe show, bowiem w 6 minut z wyniku 39-49 doszliśmy do wyniku... 59-51 dla gospodarzy. Seria 20-2 z którą rozpędzone Wilki weszły w trzecią kwartę była niesamowita, i niemal każdy jeden zawodnik wówczas występujący w drużynie wicemistrza Polski wydawał się bezbłędny zarówno w ataku, jak i obronie. Trzeba jednak wskazać głównego winowajcę całej tej serii, która doprowadziła później szczecinian do zwycięstwa, choć niebezpośrednio (w czym też miał swój gargantuiczny udział). Jovan Novak - serbski książe rozgrywania piłki był bezbłędny w każdym tego słowa znaczeniu. Znajdował swoich kolegów jak nikt inny, wykorzystywał swoje okazje wyjątkowo skutecznie, a nawet zbierał piłkę wyjątkowo dobrze jak na swój wzrost, czym osiągnął pierwsze w swojej karierze triple-double. Dziki jednak w pewnym momencie się nieco przebudziły i zaczęły uciekających gospodarzy nadganiać. Impas w ataku przełamał Janari Jõesaar bardzo szybko dokładając swoje 5 punktów do ogólnego dorobku punktowego oraz odrdzewiając osłabnięty atak gości. To z obwodu Dziki dokończyły tę kwartę, bowiem seria trzech trójek w cztery minuty okazała się później kluczowa do dalszej gry. Kwarta skończyła się wynikiem 71-64, i tym razem to warszawianie musieli wynik gonić.
Czwarta Kwarta
Czwarta Kwarta
Czwarta kwarta wydawała się dosłowną odwrotnością kwarty trzeciej, bowiem tym razem to szczecinianom całkowicie zastygł celownik, kiedy to Nikola Radicević, Mateusz Bartosz i Alijah Comithier atakowali kosz gospodarzy z niemałą skutecznością. Na 2:34 minuty przed końcem meczu to za sprawą rzutów osobistych Nikoli Radicevicia ponownie goście wrócili na prowadzenie, i z czasem wydawało się, że tym razem zwycięstwo, które zapowiadali swoją grą zawodnicy stołecznej ekipy stanie się faktem. Niemniej jednak wtedy pojawił się on - cały na biało, Jovan Novak, rozrzucając jeszcze kilka piłek po swoich kolegach tak, aby nie mieli oni jak nie trafić, a następnie sam trafił kluczową trójkę na 8 sekund przed planowym końcem spotkania. Niedługo potem to ekipa gospodarzy musiała sfaulować Nikole Radicevicia, który wykorzystał swoje rzuty osobiste w 100% doprowadzając do wyniku 89-92 na 6 sekund przed końcem spotkania. I tu Jovan Novak pokazał swój prawdziwy geniusz, wymuszając faul na obwodzie na Denzelu Anderssonie, co doprowadziło go do trzech rzutów osobistych, i zapewne niemałego stresu - musiał on trafić wszystkie trzy, aby zapewnić drużynie dogrywkę. Takie rzeczy jednak dla Serba nie przychodzą z wybitną ciężkością, a ten swoje 3 rzuty osobiste wykorzystał bez szwanku, doprowadzając do dogrywki.
Czwarta kwarta wydawała się dosłowną odwrotnością kwarty trzeciej, bowiem tym razem to szczecinianom całkowicie zastygł celownik, kiedy to Nikola Radicević, Mateusz Bartosz i Alijah Comithier atakowali kosz gospodarzy z niemałą skutecznością. Na 2:34 minuty przed końcem meczu to za sprawą rzutów osobistych Nikoli Radicevicia ponownie goście wrócili na prowadzenie, i z czasem wydawało się, że tym razem zwycięstwo, które zapowiadali swoją grą zawodnicy stołecznej ekipy stanie się faktem. Niemniej jednak wtedy pojawił się on - cały na biało, Jovan Novak, rozrzucając jeszcze kilka piłek po swoich kolegach tak, aby nie mieli oni jak nie trafić, a następnie sam trafił kluczową trójkę na 8 sekund przed planowym końcem spotkania. Niedługo potem to ekipa gospodarzy musiała sfaulować Nikole Radicevicia, który wykorzystał swoje rzuty osobiste w 100% doprowadzając do wyniku 89-92 na 6 sekund przed końcem spotkania. I tu Jovan Novak pokazał swój prawdziwy geniusz, wymuszając faul na obwodzie na Denzelu Anderssonie, co doprowadziło go do trzech rzutów osobistych, i zapewne niemałego stresu - musiał on trafić wszystkie trzy, aby zapewnić drużynie dogrywkę. Takie rzeczy jednak dla Serba nie przychodzą z wybitną ciężkością, a ten swoje 3 rzuty osobiste wykorzystał bez szwanku, doprowadzając do dogrywki.
Dogrywka
Dogrywka
Zawodnicy ekipy stołecznej dogrywką wydawali się podłamani. Dyspozycja rozpędzonego Jovana Novaka który i w dogrywce był niezatrzymywalny była nie do dźwignięcia do takiego stopnia, że nie ma co winić Dzików. Kawał koszykówki jaki zademonstrował nam dzisiaj Novak był nie z tej planety, i przekonali się o tym wszyscy, od jego kolegów z drużyny, przez przeciwników, aż po fanów na arenie oraz przed telewizorami. Niemniej jednak trzeba jasno powiedzieć, że była to bardzo nieskuteczna dogrywka, a szczecinianie zaczęli niebezpiecznie uciekać ośmioma punktami na 2 minuty przed końcem spotkania, za sprawą wymuszanych fauli (m.in. właśnie przez Jovana Novaka), czy Jamesa Woodarda który bez większych problemów trafił kluczową trójkę. Wówczas sprawy w swoje ręce wzięli Grzegorz Grochowski i Jarosław Mokros, trafiając po trójce, a następnie Janari Jõesaar trafiająć dwa rzuty osobiste, doprowadzając do remisu na pół minuty do końca spotkania. Nie podłamało to jednak dalej rozpędzonych szczecinian, którzy mimo niemałego stresu dokończyli to, co zaczęli za pośrednictwem kluczowego rzutu Aleksandra Dziewy, a także trzech rzutów osobistych wykonywanych przez Jovana Novaka oraz Tony'ego Meiera. Wynik? 105-100 dla gospodarzy po naprawdę dobrym meczu, po którym nasuwa się jeden wniosek. Faza posezonowa będzie niesamowicie ekscytująca.Punktowali:King Wilki Morskie Szczecin:Przemysław Żołnierewicz 19, Isaiah Whitehead 19, Jovan Novak 16(11zb,12as), Aleksander Dziewa 15, Tony Meier 14, James Woodard 13, Marcus Lee 6, Mateusz Kostrzewski 3Dziki Warszawa:Andre Wesson 17, Janari Jõesaar 16, Nikola Radicevic 15(12as), Denzel Andersson 15(8zb), Jarosław Mokros 15, Alijah Comithier 8, Mateusz Bartosz 6(13zb), Grzegorz Grochowski 6
Zawodnicy ekipy stołecznej dogrywką wydawali się podłamani. Dyspozycja rozpędzonego Jovana Novaka który i w dogrywce był niezatrzymywalny była nie do dźwignięcia do takiego stopnia, że nie ma co winić Dzików. Kawał koszykówki jaki zademonstrował nam dzisiaj Novak był nie z tej planety, i przekonali się o tym wszyscy, od jego kolegów z drużyny, przez przeciwników, aż po fanów na arenie oraz przed telewizorami. Niemniej jednak trzeba jasno powiedzieć, że była to bardzo nieskuteczna dogrywka, a szczecinianie zaczęli niebezpiecznie uciekać ośmioma punktami na 2 minuty przed końcem spotkania, za sprawą wymuszanych fauli (m.in. właśnie przez Jovana Novaka), czy Jamesa Woodarda który bez większych problemów trafił kluczową trójkę. Wówczas sprawy w swoje ręce wzięli Grzegorz Grochowski i Jarosław Mokros, trafiając po trójce, a następnie Janari Jõesaar trafiająć dwa rzuty osobiste, doprowadzając do remisu na pół minuty do końca spotkania. Nie podłamało to jednak dalej rozpędzonych szczecinian, którzy mimo niemałego stresu dokończyli to, co zaczęli za pośrednictwem kluczowego rzutu Aleksandra Dziewy, a także trzech rzutów osobistych wykonywanych przez Jovana Novaka oraz Tony'ego Meiera. Wynik? 105-100 dla gospodarzy po naprawdę dobrym meczu, po którym nasuwa się jeden wniosek. Faza posezonowa będzie niesamowicie ekscytująca.
Punktowali:
King Wilki Morskie Szczecin:
Przemysław Żołnierewicz 19, Isaiah Whitehead 19, Jovan Novak 16(11zb,12as), Aleksander Dziewa 15, Tony Meier 14, James Woodard 13, Marcus Lee 6, Mateusz Kostrzewski 3
Dziki Warszawa:
Andre Wesson 17, Janari Jõesaar 16, Nikola Radicevic 15(12as), Denzel Andersson 15(8zb), Jarosław Mokros 15, Alijah Comithier 8, Mateusz Bartosz 6(13zb), Grzegorz Grochowski 6