RZUTZA3.PL PLKCZY-KLASYK-TYM-RAZEM-BEDZIE-HITEM-SLASK-VS-ANWIL
Czy klasyk tym razem będzie hitem? Śląsk vs Anwil
24/04/2026 14:51
Już jutro we Włocławku w meczu 28 kolejki Orlen Basket Ligi Anwil podejmie Śląsk w ramach absolutnego klasyku polskiej koszykówki. Drużyny do rywalizacji podejdą jednak z zupełnie innych pozycji niż jeszcze miesiąc temu. To może będzie klucz do ciekawej świętej wojny, na którą czekamy ponad rok.
Dopóki piłka w grze nic nie jest stracone.
Praktycznie równo miesiąc temu, 22 marca Anwil na Hali Mistrzów przegrał z twardymi Piernikami 87:98 notując 4 porażkę z rzędu. Włocławianie z bilansem 11-12 znajdowali się na granicy play-in wyglądając na zespół, który albo skończy post season na próbie dostania się do play off, albo wyląduje poniżej 10 miejsca wcale się do niego nie łapiąc. Wiele osób, w tym ja sam, skreśliło już tegoroczny Anwil jako drużynę, której nie udało się nic a wszystko co mogło pójść nie tak dokładnie tak się potoczyło. Nieudana próba z Grzegorzem Kożanem jako trenerem a nie asystentem, paręnaście milionów budżetu, za które kupiono zawodników a nie zbudowano działającą drużynę.
Tegoroczny Anwil przypominał swoich najbliższych rywali z zeszłego sezonu, których wielkie ambicje skończyły się na etapie posiadania.
Na koniec marca włocławianie w końcu wygrali, 57:68 z Czarnymi w meczu, w którym gra wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Spotkanie to okazało się jednak przełamaniem i sygnałem, że to jeszcze nie koniec. W kwietniu koszykarze Anwilu wygrali wszystkie 3 spotkania ustanawiając 4 meczową, najdłuższą dla siebie w tym sezonie, serię zwycięstw. Zespół w końcu zaczął bronić a do gry wróciło na stałe widywane wcześniej tylko chwilami zaangażowanie. Shaq Buchanan jest pierwszym dobrym wzmocnieniem w trakcie sezonu i nareszcie widać, że Ronen Ginzburg coś w zespole zmienił.
Anwil z bilansem 15-12 zajmuje obecnie 7 miejsce, najwyższe ze wszystkim 3 drużyn z tym wynikiem. Potencjalna wygrana ze Śląskiem ustawia ich w pozycji walki o TOP 6, a nie jak jeszcze miesiąc temu miejsce w 10. Największym problemem w rywalizacji z klubem z Wrocławia będzie jednak zdrowie. W meczu z Zastalem urazu stawu skokowego doznał Elvar Fridriksson, najważniejszy zawodnik tegorocznego Anwilu spędzający średnio 27,5 minuty na parkiecie, który jak dotąd dostępny był w każdym spotkaniu. Mimo tego to gospodarze wyglądają na faworyta nadchodzącego starcia, głownie dlatego, że ich rywale ostatnio nie wyglądają.
Kryzys w najgorszym możliwym momencie.
W czasie gdy ich rywale w poprzednich 4 spotkaniach się odbudowywali, Śląsk w ostatnich 4 meczach wyglądał najgorzej w tym sezonie. Wymęczone zwycięstwa ze Startem(po dogrywce) i Czarnymi, zespołami zdecydowanie od wrocławian słabszymi. Następnie w ciągu 5 dni porażki ze Stalą i Arką w meczach bardzo podobnych do siebie. W obu spotkaniach stracenie przez Śląsk ponad 30 punktów w pierwszej kwarcie przesądziło o wyniku, tak samo jak obrona strefowa rywali, na którą koszykarze WKS-u nie próbowali znaleźć odpowiedzi, tylko godzili się z nietrafianiem zza łuku.
Wrocławianom pozostał mecz zaległy z Twardymi Piernikami, jednak wygrana zapewni tylko zrównanie się bilansem z liderującym Kingiem Szczecin, który w tym scenariuszu pozostanie pierwszy ze względu na bilans bezpośredni. Oznacza to, że pierwsze miejsce jest w zasięgu Śląska tylko przy potknięciu rywali, a zawsze lepiej mieć los w swoich rękach.
Mimo, że to Kadre Gray jest najważniejszym zawodnikiem tegorocznego WKS-u, to jego dwumiesięczna kontuzja może boleć mniej niż obecny uraz Noah Kirkwooda. To bez młodszego z Kanadyjczyków Śląsk wygląda gorzej, ma problemy w obronie gra za wolno w ataku i źle gra w momentach na styku. Wedle słów trenera Bagatskisa uraz Kirkwooda wykluczy go z gry od 2 do 4 tygodni, czyli w najgorszym scenariuszu wróci dopiero w fazie play-off. Gray natomiast wciąż nie jest w optymalnej formie po kontuzji i potrzebuje czasu, najcenniejszej waluty rzadko w sporcie spotykana. Nie widzieliśmy jeszcze, co Śląskowi ma dać Kyrell Luc, a Issuf Sanon, grający więcej z piłką pod nieobecność Noah, wygląda jak największy zawód personalny tej drużyny.
Wrocławianie pierwszy raz od dawna nie podejdą do spotkania jako faworyt, po meczach z Bahcesehirem, że nie jest to dla tego zespołu problem. Dla Śląska w tym meczu, jak i we wszystkich pozostałych rundy zasadniczej, nie zwycięstwo powinno być najważniejsze, a przezwyciężenie problemów drużyny.
Jak długo „święta wojna” będzie święta.
Urodziłem się w czasie gdy Śląsk rozpoczynał tułaczkę po niższych ligach a Anwil zdobywał ostatnie medale przed dłuższą przerwą. Zacząłem interesować się koszykówką gdy wrocławianie wracali do czołówki polskich klubów a włocławianie chwilę wcześniej zdobyli dwa mistrzostwa z rzędu. Jestem przedstawicielem pierwszego pokolenia, które mówi „święta wojna” przez to jak było kiedyś, samemu tego „kiedyś” nie doświadczając. Na świętą wojnę to chodzili moi rodzice w czasach studenckich. Nie chce negować wagi starć spotkań Anwilu i Śląska, nie uważam też, że czas jest w stanie zabić emocje wobec tych spotkań. Po prostu „święta wojna” powinna zostać w opowieściach i wspomnieniach, jako symbol wyjątkowych czasów, które już nie wrócą. Śląsk i Anwil w latach ’90 i początku ’00 na przestrzeni 9 sezonów spotykali się w finałach 5 krotnie, osiągnięcie współcześnie nie do powtórzenia. Obecnie tą rywalizacje napędza emocjonalno-historyczno-sentymentalny kontekst, ponieważ ten sportowy jest nieosiągalny. To nie znaczy, że teraz jest gorzej, jest tylko inaczej. Zrozumienie tego może nam pomóc w cieszeniu się tymi starciami.