RZUTZA3.PL PLKDAWID-SLUPINSKI-WE-WLOCLAWKU-NAUCZONO-MNIE-WSZYSTKIEGO-CZEGO-WIEM-O-KOSZYKOWCE

Dawid Słupiński: We Włocławku nauczono mnie wszystkiego, czego wiem o koszykówce

11/09/2025 17:20
fot. Andrzej Romański / plk.pl

Podczas turnieju o Puchar Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego udało nam się porozmawiać z Dawidem Słupińskim, który tego lata zdecydował się na powrót do Włocławka. W rozmowie wróciliśmy wspomnieniami do wcześniejszego pobytu, w tym triumfu w FIBA Europe Cup. Opowiedział też o bolesnym spadku z ligi, ciężkim pre-seasonie oraz pierwszych wrażeniach ze współpracy z trenerem Grzegorzem Kożanem. Nie zabrakło też kilku zdań o postawie reprezentacji Polski na EuroBaskecie i o tym, że z Anwilem nikt nie będzie miał łatwo.

Wiktor Bartkiewicz: Włocławek to miejsce, w którym byłeś już dwa razy. Co sprawiło, że zdecydowałeś się na kolejny powrót? 

Dawid Słupiński: Wydaje mi się, że wielu zawodników chciałoby grać we Włocławku. Nie ma co ukrywać, że renoma klubu jest bardzo wysoka. Do tego chciano podpisać ze mną kontrakt, więc nie widziałem przeszkód, by ponownie reprezentować barwy Anwilu.

Twój ostatni pobyt we Włocławku miał miejsce w historycznym sezonie 2022/23, kiedy to zdobyliście FIBA Europe Cup. Jak wspominasz tamten czas i czy masz poczucie, że wracasz do miejsca, które ma wciąż nie zakończoną historię?

Tamten sezon wspominam bardzo dobrze. To właśnie wtedy polski klub odniósł jeden z największych triumfów na arenie międzynarodowej - zwycięstwo w FIBA Europe Cup. Będę wracał do tego z dużym sentymentem. Niestety, po długich zmaganiach w europejskich pucharach zabrakło nam trochę sił na serię z Kingiem. Wiem z dobrego źródła od ówczesnego zawodnika Kinga - Kacpra Borowskiego - że była to dla nich najcięższa rywalizacja w drodze po mistrzostwo Polski. A jeśli już przegrywać play-offy, to właśnie z przyszłym mistrzem kraju.

W FIBA Europe Cup było sporo spotkań i graliśmy aż do samego finału. Do tego sezon zaczął się pechowo dla Janariego, który miał być jedną z naszych kluczowych opcji, zarówno w ataku, jak i w obronie. To zawodnik pierwszej piątki, a od razu wypadł z rotacji. Później problemy zdrowotne miał też Kamil Łączyński - każdy wie, jak wiele znaczył dla drużyny. I tak się to nakładało, zawsze pojawiały się jakieś kłody pod nogami. Mimo wszystko, wygranie FIBA Europe Cup to ogromny sukces.

Poprzedni sezon w Spójni zakończył się spadkiem drużyny z ligi. Jak przeżyłeś ten trudny moment? Wyciągnąłeś jakieś wnioski z tego sezonu, zarówno te pod względem mentalnym, jak i te pod względem sportowym?

Nie chcę powiedzieć, że się zawiodłem, ale było mi po prostu bardzo ciężko przełknąć gorycz spadku z ligi. To oznaczało tylko jedno - byliśmy najsłabszą drużyną w całej stawce ekstraklasy. Powodów można by wymieniać wiele, można gdybać, ale w sporcie takie rozważania nic nie dają. Dlatego chciałem się od tego odciąć i już do tego nie wracać, bo to nie przyniesie niczego dobrego.

Znasz trenera Grzegorza Kożana z czasów, gdy był asystentem we Włocławku. Jaki jest teraz jako pierwszy szkoleniowiec? Jak przedstawia wam swoją wizję gry?

Jestem bardzo - nie chcę powiedzieć zaskoczony - ale wygląda to wszystko bardzo profesjonalnie. Trener Kożan bardzo merytorycznie przekazuje wszystkie założenia w obronie i w ataku, które chce nam wpoić, jak mamy grać w tym sezonie. I jestem święcie przekonany, że jakby ktoś nie znał CV trenera i by popatrzył na nasze treningi i przygotowanie do treningów oraz meczów, to w życiu by nie założył, że to jest jego pierwszy sezon w roli head-coacha.

Na co trener kładzie największy nacisk? Obrona, szybki atak czy gra pozycyjna? Co ma być znakiem rozpoznawczym Anwilu w tym sezonie?

Każdy z tych elementów jest istotny. Od pierwszego dnia, gdy zjechaliśmy się na pre-season, trener Kożan pokazuje i objaśnia nam zasady gry w obronie i w ataku, jak mamy biegać do kontr i jak je bronić. To na pewno nie będzie drużyna ograniczona do jednej strony parkietu czy jednego elementu. Wydaje mi się, że wszędzie tam, gdzie można coś zyskać koszykarsko, ten temat jest ujęty w systemie gry, który proponuje trener Kożan.

fot. Piotr Kieplin / KK Włocławek

Jak wygląda Wasz okres przygotowawczy od kuchni? Ile jest pracy fizycznej na siłowni, ile taktyki, a ile na przykład analiz video? Nad czym najbardziej skupialiście się do tej pory?

Od samego początku dość długo trenowaliśmy dwa razy dziennie. Były to treningi połączone siłownią i z pracą indywidualną. Kiedy było więcej koszykówki, to trener nam objaśniał, jak mamy grać i do czego mamy dążyć. Było to oczywiście wszystko zespolone z przykładami wideo z przeszłości drużyn, które te elementy stosowały. Tak samo analizowane są treningi. Naprawdę jesteśmy świetnie otoczeni opieką trenerską, więc nie ma żadnych niedomówień.

Na razie nie ma z wami Elvara Fridriksona i Michała Michalaka. Czy to wpływa jakkolwiek na wasze treningi i budowanie schematów? Da się już wypracować zgranie bez nich, czy to dopiero przyjdzie później?

Trener Kożan już teraz stara się nam wpoić, jak mamy grać do końca sezonu. Niektóre rzeczy na pewno się zmienią, bo - nie ma co ukrywać - ci dwaj zawodnicy będą jednymi z głównych atutów Anwilu. To gracze pierwszej piątki, więc zmieni się hierarchia w zespole i rotacja trenera. Bez nich wygląda to inaczej, a gdy dołączą, pewne elementy trzeba będzie dostosować. Natomiast koszykarsko pozostaniemy przy tym, co trenujemy i czego trener od nas oczekuje.

Budowanie chemii w zespole też jest ważne. Jak oceniasz dobranie graczy pod względem charakterologicznym?

Uważam, że jako grupa zawodników, którzy wcześniej się nie znali - poza mną i Kacprem Borowskim - świetnie się dogadujemy i współpracujemy. Na razie pre-season jest ciężki, zatem nie ma wiele czasu na aktywności poza boiskiem, bo naprawdę dużo trenujemy, ale chemia jest. Dobrze czujemy się razem w szatni czy podczas wyjazdów na mecze, gdzie zawsze jest czas, żeby porozmawiać. Nawet wspólnie obejrzeliśmy mecz reprezentacji Polski w drodze na spotkanie do Sopotu.

Jaką rolę widzisz dla siebie w Anwilu w tym sezonie?

Nic nowego nie wymyślę. Chcę po prostu dać jak najwięcej energii z ławki, walczyć, stawiać dobre zasłony i podaniami kreować sytuacje kolegom. Mam zamiar wypełniać tę rolę najlepiej, jak potrafię. Na pewno jeszcze doszlifujemy to razem z drużyną, bo do końca nie wiadomo, w jaki sposób będę najbardziej przydatny w tym sezonie. Pełen obraz pojawi się dopiero po sparingach, treningach i wspólnym czasie grania.

We Włocławku koszykarze są bardzo blisko kibiców - spotkania, zdjęcia, rozmowy na mieście. Jak się czujesz w takiej roli, gdy ludzie podchodzą również poza halą?

Z Włocławkiem wiążę głównie dobre wspomnienia, ponieważ tutaj piętnaście lat temu nauczono mnie wszystkiego, czego wiem o koszykówce. Kilka lat temu osiągnęliśmy niezły wynik, wygrywając FIBA Europe Cup. W lidze się nie udało, ale to jest bardzo miłe, gdy kibice podchodzą, zaczepiają wszędzie. Nawet ostatnio, jak byłem w sklepie obuwniczym, to pani ekspedientka zagaiła nieśmiało: "Panie Dawidzie, dobrze, że Pan do nas wrócił", więc to są bardzo sympatyczne rzeczy i tego nie można Włocławkowi odmówić - oni żyją koszykówką, kochają koszykówkę i wspierają Anwil.

Reprezentacja Polski skończyła fazę grupową z bilansem 3-2 i wyszła z grupy. Jak oceniasz jej grę w pierwszej fazie? Co najbardziej zwróciło Twoją uwagę?

W grze naszej kadry najbardziej zwróciły moją uwagę waleczność i nieustępliwość. Wydaje mi się, że właśnie tymi elementami drużyna zyskała sympatię kibiców i to nie tylko polskich. Nie miało znaczenia, czy grali przeciwko Słowenii czy Francji - bili się z każdym i mieli realne szanse, by wygrać z każdą drużyną. Życzę im jak najlepiej w fazie pucharowej i mam nadzieję, że Michał Michalak dołączy do nas jak najpóźniej (śmiech).

Grałeś w wielu klubach i na różnych poziomach. Co dało ci takie doświadczenie "koszykarskiego wędrowca"? Czy coś szczególnego wyniosłeś z tego, że musiałeś ciągle się odnajdywać w nowych środowiskach?

Swoją karierę koszykarską zaczynałem w trzeciej lidze, później była druga i pierwsza. Po drodze przytrafiały mi się mniejsze i większe kontuzje. Musiałem konsekwentnie wspinać się po szczeblach polskiej koszykówki, liga po lidze. Dzięki temu wiem, jak to jest grać niżej, w słabszych drużynach, i jak to jest grać w mocniejszych zespołach. Spotkałem wielu trenerów, wielu kolegów i od każdego mogłem zaczerpnąć trochę mądrości i sprytu. To bardzo dużo mi dało.

To na koniec, czego kibice mogą się spodziewać po Anwilu? Na co stać was w najbliższych rozgrywkach?

Na pewno wyróżnia nas nieustępliwość. Już na kilku treningach, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, sytuacja potrafiła się zaognić, żadna z drużyn nie chciała odpuścić. I właśnie to będziemy chcieli pokazywać na boisku, że z nami nikomu nie będzie łatwo wygrać.