RZUTZA3.PL PLKDERBY-WARSZAWY-DLA-LEGII

Derby Warszawy dla Legii!

29/03/2026 14:52
fot. Andrzej Romański/PLK.pl

Legia Warszawa triumfuje w hali Koło, tym samym rewanżując się za poprzednie, przegrane spotkanie z Dzikami u siebie. Choć gospodarze mieli wczoraj swoje momenty, podczas których zmniejszali straty do rywali, to mistrzowie Polski od początku kontrolowali przebieg i tempo meczu, a dzięki chociażby dominacji pod koszem, wypracowali sobie nawet piętnastopunktowe prowadzenie i końcówka była już tylko formalnością.

Świetny start Legii

Początek należał do gości, którzy szybko wyszli na prowadzenie 2-10. Mimo braku w składzie Silinsa i Taasa, mistrzowie polski byli wyraźnie bardziej fizyczną ekipą, co dało im między innymi tak dobry start w tym spotkaniu. Po pięciu minutach pełnych walki w obronie i dzięki twardej grze pod koszem, legioniści prowadzili już 6-17, co zmusiło trenera Marco Legovicha do pierwszego timeout’u tego wieczora. Ta krótka przerwa dała pewny impuls gospodarzom, którzy zaczęli się w tym spotkaniu budzić i nadrabiać straty z pierwszych minut. A po znakomitych atakach na kosz w wykonaniu Hortona i Soaresa, Dziki traciły zaledwie punkt (16-17). Za chwilę, na niecałą minutę do końca, remis dała trójka Tahlika Chaveza, lecz szybko odpowiedział Dominic Brewton. A w swoim świetnym stylu pierwszą kwartę zakończył Andrzej Pluta, który swoim celnym rzutem z obwodu dał wynik 22-25 dla wojskowych.

Kolejne dobre momenty wojskowych

Na pierwsze prowadzenie (27-26) w tym meczu udało się gospodarzom wyjść po dwóch minutach drugiej kwarty, lecz trwało ono dosłownie kilka sekund, ponieważ za chwilę Legia prowadziła już 27-34, po między innymi świetnych akcjach Brewtona. Trzeba przyznać, że goście wykorzystywali swoje momenty i „wyciskali” ze swoich akcji, ile się dało. Wydawałoby się, że gospodarzom wynik znów zaczął uciekać, gdyż po niecałych czterech minutach drugiej kwarty było już 27-36. Tak też było - celne trójki Vander Plasa i Edge’a nieco zmniejszyły stratę, natomiast gospodarzom jednak nie udało się już wyjść na prowadzenie - rywale za każdym razem uciekali na kilka punktów, na przykład prowadząc 42-49, czy też 45-55. W ostatniej sekundzie faulowany był jeszcze Michał Kolenda, który doprowadził do wyniku 47-56 i takim właśnie wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.

Odzyskanie nadziei na zwycięstwo

Na początku drugiej połowy niewiele się zmieniło - goście utrzymywali pewne prowadzenie, a po trafionej trójce Michała Kolendy było już 50-63. Podopiecznym Marco Legovicha ewidentnie brakowało rozmiarów. Wysocy momentami nie radzili sobie z zawodnikami Legii pod koszem, co też często przekładało się na straty w ataku, czy po prostu punkty gości. Z pewnością martwiącym powinien być fakt, że Dziki po 6 minutach trzeciej kwarty zdobyły zaledwie 4 punkty, a niemoc w ofensywie przełamały dopiero punkty Oguamy i Soaresa, które zmniejszyły straty do siedmiu punktów (56-63). Za chwilę swoje punkty dorzucił Horton i wynik ponownie był bliski. Graczom w zielonych strojach udało się jednak utrzymać kilkupunktową przewagę i trzecia część spotkania zakończyła się wynikiem 65-67. Mimo trudnego początku tej drugiej połowy, Dziki znowu traciły niewiele i zwycięstwo było w zasięgu.

Rewelacyjna czwarta kwarta

Czwarta kwarta była jeszcze bardziej emocjonująca od reszty spotkania. Wszyscy kibice dopingowali już na stojąco, a obie ekipy podkręciły tempo. Goście jednak nie pozwalali na stratę prowadzenie i na niespełna 7 minut do końca prowadzili 67-76. Świetnymi akcjami raz po raz popisywał się ich lider - Andrzej Pluta. Na niecałe pięć minut do końca było już 70-85 i nie zanosiło się na to, aby Dziki miały odrobić straty. Końcówka była dla Legii już formalnością, chociaż Dzikom udało się jeszcze trochę punktów zdobyć. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 88-95, a dla wojskowych było to już 16 zwycięstwo w tym sezonie.

Kto zagrał najlepiej?

Bohaterami gości byli Andrzej Pluta (20 punktów, 10 asyst) oraz Dominic Brewton (22 punkty, 6 zbiórek). Warto natomiast wspomnieć o równie fantastycznym występie Carla Ponsara, który zapisał 15 punktów, 10 zbiórek oraz 5 asyst i śmiało można powiedzieć, że wykorzystał ograniczoną rotację na swojej pozycji przez brak Taasa i Silinsa w składzie.

Po stronie Dzików najwięcej punktów (16) zdobył Landrius Horton, lecz oprócz kilku efektownych akcji, rzucający zagrał raczej słaby mecz, przede wszystkim patrząc na skuteczność (3/14). Lepiej spisali się chociażby Rivaldo Soares (15 punktów) oraz Darnell Edge (16 punktów). Wysocy też spisali się solidnie, patrząc na to, przeciwko komu grali.