RZUTZA3.PL PLKDWIE-DOGRYWKI-W-LUBLINIE-ARKA-WRACA-DO-GRY-PODSUMOWANIE-9-KOLEJKI-OBL
Dwie dogrywki w Lublinie, Arka wraca do gry – podsumowanie 9. kolejki OBL!
10/12/2024 16:04
Malwina Sidor / Start Lublin
Za nami 9. kolejka Orlen Basket Ligi! Była pełna emocji i niespodzianek, a na parkietach nie zabrakło widowiskowych akcji i zaciętej rywalizacji. Jakie spotkania szczególnie przykuły uwagę kibiców? Sprawdźmy!Zastal Zielona Góra 86 - 73 MKS Dąbrowa Górnicza W czwartkowym spotkaniu gospodarze przystępowali do meczu z serią dwóch porażek (ulegli w ostatnich kolejkach Śląskowi Wrocław i Kingowi Szczecin). Goście natomiast mieli nadzieję przełamać passę trzech przegranych z rzędu (King, Trefl oraz Start). Tym razem lepsi okazali się gospodarze, którzy już w pierwszej połowie zbudowali solidną przewagę – po dwóch kwartach prowadzili 44:21. Taki wynik pozwolił drużynie z Zielonej Góry na pewne rozluźnienie, co jednak wykorzystał MKS. Goście zdołali zmniejszyć straty do 15 punktów przed ostatnią kwartą. Mimo ambitnej pogoni, ich starania okazały się niewystarczające, i MKS zanotował już czwartą porażkę z rzędu w tym sezonie.Do wygranej Zielonej Góry głównie przyczynił się tercet zawodników: Sindarius Thornwell, który zdobył 23 punkty i zebrał 8 piłek, Wesley Harris – 20 punktów, 7 zbiórek, oraz legenda klubu, Walter Hodge – 15 punktów, 7 asyst i 3 zbiórki. W drużynie MKSu najlepszym graczem był Mattias Markusson, autor 20 punktów i 14 zbiórek. Jednak, mimo jego solidnej postawy, zespół nie był w stanie wygrać. Brak Tylera Cheesa (którego nie było w składzie tego dnia) oraz słabsza forma Supreme'a Hannaha sprawiły, że drużyna nie była w stanie wywalczyć zwycięstwa. Nowy zawodnik z Dąbrowy Górniczej, zdobywca 5 punktów, trafił tylko 2 z 11 rzutów, z czego zawodnik jak i trener nie mogą być zbytnio zadowoleni. Zastal w tym spotkaniu preferował grę w pomalowanym, co można było zauważyć już w poprzednim meczu z Kingiem Szczecin. Choć nie grali zbyt skutecznie i zbyt wiele zza łuku (tylko 6 z 14 rzutów), to aż 20 z 86 zdobytych punktów pochodziło z rzutów wolnych. Warto zauważyć także, że drużyna z Zielonej Góry dominowała w szybkich atakach, zdobywając aż 21 punktów w tej statystyce, podczas gdy MKS zaledwie 5. Ponadto Zielona Góra miała przewagę w punktach zdobytych przez rezerwowych – aż 37, podczas gdy goście zaledwie 7. Brak Cheesa w składzie Dąbrowy Górniczej okazał się kluczowy, ponieważ bez swojego najlepszego strzelca drużyna miała ograniczone możliwości ofensywne. Dodatkowo zaledwie 36% skuteczności z gry pokazuje, że MKS borykał się z dużymi problemami w ataku.Energa Icon Sea Czarni Słupsk 63 - 72 WKS Śląsk Wrocław Obie drużyny, zarówno ze Słupska, jak i z Wrocławia, przystąpiły do meczu z nowymi szkoleniowcami. Do gospodarzy powrócił Roberts Stelmahers, dobrze znany miejscowym kibicom, natomiast władze klubu z Dolnego Śląska postawiły na Macedończyka, Aleksandara Jonchevskiego, który zadebiutował na ławce trenerskiej Śląska. Do meczu obie drużyny przystąpiły w osłabionych składach. W zespole gospodarzy zabrakło Lorena Jacksona, natomiast Śląsk musiał radzić sobie bez Angela Núñeza i DJ Coopera. Spotkanie charakteryzowało się niską skutecznością oraz słabą organizacją gry po obu stronach parkietu. W końcówce emocje sięgnęły zenitu – gra stała się bardzo fizyczna, a parkiet zdominowały faule i rzuty wolne. Ostatecznie, to drużyna gości okazała się lepsza i wywalczyła zwycięstwo w tym trudnym pojedynku.Najlepszymi zawodnikami w drużynie prowadzonej przez Roberta Stelmahersa byli Justice Sueing, który zanotował 14 punktów, 8 zbiórek i 4 asysty, oraz Szymon Tomczak, który wchodząc z ławki, zdobył 9 punktów i zebrał 5 piłek. Punktowo wyróżnił się także Alex Stein, autor 16 oczek, jednak jego skuteczność z gry pozostawiała wiele do życzenia – wynosiła zaledwie 28%. Widoczny był brak jednego z liderów zespołu, Lorena Jacksona, a drużyna ze Słupska przegrała również walkę na tablicach, notując o 6 zbiórek mniej od przeciwników. Mimo to Słupszczanie pokazali się z dobrej strony w szybkich atakach, zdobywając aż 14 punktów z kontrataków przy zaledwie 2 po stronie Wrocławian. Jednak ten aspekt gry nie miał większego znaczenia, gdyż drużyna Jonchevskiego prowadziła przez niemal całe spotkanie. W ekipie Śląska wyróżnili się Daniel Gołębiowski, który zdobył 13 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty, oraz Ajdin Penava, który dorzucił 13 punktów i 6 zbiórek. Solidny występ zanotował również nowy nabytek WKS-u, Emmanuel Nzekwesi, zdobywając 12 punktów i 8 zbiórek. Jeśli utrzyma taką formę, z pewnością godnie zastąpi Reggiego Lyncha, a kibice "Trójkolorowych" szybko zapomną o problematycznym "Królu Bloków" i jego niezbyt udanym pobycie we Wrocławiu.LINK: LinkLegia Warszawa 83 - 77 Arriva Polski Cukier Toruń Stołeczna Legia sprawiła swoim kibicom mikołajkowy prezent, wygrywając emocjonujące spotkanie, które już przed pierwszym gwizdkiem zapowiadało się interesująco ze względu na liczne podteksty. Na parkiecie doszło do rywalizacji braci Wilczków – Maksa i Dominika, a także Mate Vucicia, który w poprzednim sezonie reprezentował barwy toruńskiego klubu. Nie można też zapominać o Aaronie Celu, legendzie toruńskiej drużyny i obecnym dyrektorze sportowym Legii, który przez wiele lat odgrywał kluczową rolę w ekipie z Kujaw. Mecz lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy po 10 minutach prowadzili 25:20. Ich przewagę przypieczętowała celna "trójka" Dominika Wilczka równo z syreną kończącą pierwszą kwartę. W drugiej odsłonie lepiej spisali się gospodarze, co pozwoliło im odrobić straty i wyjść na prowadzenie do przerwy. Trzecia kwarta była najbardziej wyrównana – oba zespoły zdobyły po 19 punktów, co zapowiadało emocjonującą końcówkę. W decydującej, czwartej kwarcie, lepsza okazała się drużyna prowadzona przez Ivicę Skelina, byłego trenera... właśnie toruńskiej ekipy. Legia zakończyła spotkanie zwycięstwem, dostarczając swoim kibicom powody do radości w wyjątkowym, mikołajkowym dniu. W meczu wyróżniało się dwóch zawodników, którzy nadawali tempo rywalizacji. Po stronie Legii błyszczał Kameron McGusty, zdobywca 20 punktów, 3 zbiórek i 3 asyst. Z kolei w drużynie toruńskiej świetnie spisał się Michael Ertel, również notując 20 punktów i dodając 5 zbiórek. McGusty stworzył znakomity duet z Andrzejem Plutą, który zanotował 13 punktów, 6 asyst i 3 zbiórki. Obaj odegrali kluczową rolę w ofensywie stołecznego zespołu. Statystyki meczu potwierdzają, że kibice mieli okazję obejrzeć wyrównane i emocjonujące widowisko, pełne dobrego basketu. Kluczowym czynnikiem przesądzającym o sukcesie Legii była jednak zespołowość oraz wyraźna dominacja w decydującej, czwartej kwarcie. To pozwoliło warszawskiej drużynie odnieść szóste zwycięstwo w sezonie.LINK: LinkStart Lublin 122 - 121 Trefl Sopot Co to był za mecz! Tak właśnie można opisać sobotnie widowisko w Hali Globus, gdzie Lublin był gospodarzem starcia z Mistrzem Polski. Faworytem spotkania był oczywiście Trefl Sopot, ale koszykówka po raz kolejny udowodniła, że potrafi zaskakiwać i dostarczać ogromnych emocji. Gospodarze lepiej rozpoczęli mecz, wygrywając pierwszą kwartę różnicą 5 punktów. Jednak Trefl szybko zniwelował straty i do przerwy przegrywał już tylko jednym "oczkiem". Po zmianie stron podopieczni Żana Tabaka włączyli wyższy bieg, zdobywając aż 35 punktów w trzeciej kwarcie, którą wygrali 35:27. Mimo tego drużyna Wojciecha Kamińskiego nie zamierzała się poddać. Przy niesamowitym wsparciu kibiców, Czerwono-Czarni odrobili straty i w ostatnich chwilach czwartej kwarty doprowadzili do remisu 93:93. Mieli nawet szansę na zwycięstwo po przechwycie, ale Courtney Ramey nie trafił trudnego rzutu za trzy, co oznaczało dogrywkę! Pierwsza dogrywka była niezwykle wyrównana, a kluczowym momentem był błąd obrony CJ Williamsa, który zamiast faulować Jarosława Zyskowskiego, pozwolił mu zakończyć akcję. Zyskowski rzutem za trzy doprowadził do kolejnego remisu. Gospodarze mieli jeszcze szansę na wygraną, ale Tevin Brown nie trafił rzutu na zwycięstwo. Druga dogrywka również dostarczyła niesamowitych emocji. Na 4 sekundy przed końcem spotkania gospodarze prowadzili 122:121, a Mikołaj Witliński miał okazję odwrócić losy meczu rzutem za trzy. Jednak chybił, a drużyna z Lublina sensacyjnie pokonała Mistrza Polski, zapewniając kibicom niezapomniany wieczór!Nie sposób zacząć analizy występów zawodników od incydentu, który miał miejsce w trakcie drugiej kwarty. Jakub Schenk, znany ze swojego ekspresyjnego stylu gry i dyskusji z sędziami, tym razem przesadził. Najpierw otrzymał ostrzeżenie za dyskusję, które zostało szybko zamienione na pierwszy faul techniczny. Co zaskakujące, zaledwie 30 sekund później dołożył drugi faul techniczny, co oznaczało automatyczne wykluczenie z meczu i szybszy powrót do szatni. Takie sytuacje są rzadkością w naszej lidze i z pewnością brak jednego ze swoich liderów drużyna z Sopotu odczuła w dalszym ciągu spotkania. Mimo porażki, warto wyróżnić dwóch zawodników Trefla Sopot, którzy pozostawili po sobie znakomite wrażenie. Jarosław Zyskowski był prawdziwym liderem, zdobywając aż 32 punkty, dokładając 5 zbiórek oraz trafiając kluczowe rzuty w ważnych momentach spotkania. Znakomicie wspierał go Aaron Best, autor 26 punktów, 4 zbiórek i 4 asyst.W drużynie gospodarzy błyszczało aż czterech graczy. CJ Williams zanotował imponujące 29 punktów, w tym 5 celnych rzutów za trzy, które siały spustoszenie w obronie rywali. Courtney Ramey - zdobywając 25 punktów i rozdając 8 asyst. Jakub Karolak, z 21 punktami i 9 zbiórkami, miał swój najlepszy moment w trzeciej kwarcie, kiedy trafił 4 kluczowe "trójki", utrzymując Start w grze. Do tego świetnie zaprezentował się Tevin Brown, notując 21 punktów i 6 zbiórek, co również miało istotny wpływ na wynik meczu. Wspólna determinacja i wsparcie tych graczy pozwoliły gospodarzom triumfować w tym niezwykle emocjonującym spotkaniu, które na długo pozostanie w pamięci kibiców. Dziki Warszawa 70 - 86 King SzczecinSpotkanie od pierwszego gwizdka było niezwykle wyrównane. Obie drużyny skutecznie zdobywały punkty spod kosza, wykorzystując przewagę fizyczną i łapiąc przeciwników na faule. Zarówno gospodarze, jak i przyjezdni próbowali rzucać z dystansu, jednak ich skuteczność w tym elemencie pozostawiała wiele do życzenia. Po przerwie mecz nabrał rumieńców dzięki Przemysławowi Żołnierewiczowi i Aleksandrowi Dziewie, którzy wzięli na siebie ciężar zdobywania punktów dla Kinga. Ich znakomita forma strzelecka, połączona z ofensywną niemocą Dzików, pozwoliła przyjezdnym nie tylko odrobić straty, ale także wyjść na 8-punktowe prowadzenie po trzeciej kwarcie. W ostatniej odsłonie King kontynuował swoją dominację, choć już nie w tak spektakularnym stylu jak wcześniej. Szczelna obrona oraz nieskuteczność w ataku stołecznej drużyny przypieczętowały kolejne zwycięstwo podopiecznych Arkadiusza Miłoszewskiego w tym sezonie.Świetne indywidualne występy zanotował duet kadrowiczów Przemysław Żołnierewicz i Aleksander Dziewa, którzy razem zdobyli 40 punktów, prowadząc King Szczecin do zwycięstwa. Żołnierewicz, zwany "Żołnierzem", uzyskał 22 punkty, 5 zbiórek i 3 asysty, imponując swoją wszechstronnością. Dziewa dorzucił 18 punktów, choć jego aktywność na tablicach była ograniczona do zaledwie 2 zbiórek. drużynie Dzików Warszawa najlepszy występ zanotował Nick McGlynn, który zdobył 16 punktów. Niestety dla ich kibiców, zawiódł lider zespołu, Rickey McGill, który ewidentnie miał słabszy dzień. Zdobył tylko 6 punktów przy skuteczności zaledwie 18%, a dodatkowo zanotował aż 5 strat, co wpłynęło na słabszy wynik drużyny. Mimo porażki stołecznej ekipy warto pochwalić jeszcze duet skrzydłowych. Andre Wesson zdobył 14 punktów, a Janari Jõesaar zaliczył solidny występ z double-double: 13 punktów i 10 zbiórek. Ich zaangażowanie i wkład w grę dają powody do optymizmu dla warszawskich kibiców.LINK: LinkPGE Spójnia Stargard 76 - 83 AMW Arka GdyniaPassa zwycięstw drużyny z Gdyni trwa, a sobotnie zwycięstwo było ich drugim z rzędu, a trzecim w sezonie. Obie drużyny do meczu podeszły z dużą motywacją i zaangażowaniem, jednak początek spotkania nie przyniósł wyraźnej przewagi żadnej z ekip. Sytuacja zmieniła się w drugiej kwarcie, gdzie Gdynianie zaczęli dominować, wypracowując sobie znaczną przewagę, schodząc do szatni na prowadzeniu 33:45. Dzięki tej przewadze goście mogli nieco zwolnić tempo, ale nie zamierzali spuścić z tonu. Choć ostatnia kwarta była jedyną wygraną przez gospodarzy, nie miało to większego wpływu na wynik. Gdynianie skutecznie utrzymali swoją przewagę, a gospodarze, mimo ambitnej postawy w końcówce, nie zdołali odwrócić losów meczu. Ostatecznie to goście wyjechali ze Stargardu ze zwycięstwem, umacniając swoją pozycję w lidze.Na boisku zdecydowanie wyróżniał się Jakub Garbacz, który zdobył 21 punktów oraz zebrał 4 piłki. Świetnie zaprezentował się również nowy nabytek drużyny, Nemanja Nenadić, który zdobył 16 punktów oraz po 5 asyst i zbiórek. Warto dodać, że w meczu nie wystąpił nowy rozgrywający Arki, Jordan Watson, który ma zastąpić Jabrila Durhama, co mogło wpłynąć na organizację gry drużyny. Z kolei w drużynie Spójni Stargard najlepszym zawodnikiem był Aleksandar Langović, który zdobył 18 punktów i zebrał 9 piłek. Solidne wsparcie dla niego stanowił Luther Muhammad, autor 15 punktów, choć jego skuteczność wynosząca 36% nie była wystarczająca, by poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Mimo dobrych występów tych zawodników, Spójnia nie zdołała przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 85 - 97 Tauron GTK GliwiceMecz rozpoczął się wyrównanie, żadna z drużyn w pierwszych 10 minutach nie zdołała stworzyć sobie znaczącej przewagi. Sytuacja zmieniła się w drugiej kwarcie, kiedy zespół prowadzony przez Pawła Turkiewicza zdobył 31 punktów, a gospodarze tylko 18, co pozwoliło gościom na uzyskanie znaczącej przewagi i schodzenie do szatni z komfortowym prowadzeniem. Jednak Stal nie zamierzała odpuszczać i szybko pokazała to po przerwie. Gorsza skuteczność przyjezdnych sprawiła, że gospodarze zaczęli odrabiać straty, a w pewnym momencie obie drużyny dzielił tylko punkt. W ostatniej odsłonie meczu to jednak drużyna z Gliwic całkowicie zdominowała grę, wygrywając po raz pierwszy na wyjeździe w tym sezonie Orlen Basket Ligi.W drużynie z Ostrowa Wielkopolskiego najlepszymi zawodnikami byli Tim Lambrecht, który zdobył 16 punktów i zebrał 5 piłek, oraz Paxson Wojcik, autor 16 punktów, 3 zbiórek i 3 asyst. Mimo ich dobrego występu, drużyna nie zdołała odnieść zwycięstwa. Z kolei w drużynie z Gliwic na wyróżnienie zasługuje 20-letni Kuba Piśla, który zdobył 23 punkty, trafił 4 razy zza łuku, dodał 5 zbiórek i 2 przechwyty, pokazując, że ma ogromny potencjał. Co ciekawe, najlepszym punktującym w drużynie Gliwiczan nie był ich lider, Mario Ihring, choć i on zanotował znakomity występ – 22 punkty, 9 asyst i 4 zbiórki.Anwil Włocławek 91 - 60 Górnik Zamek Książ WałbrzychPogrom to zdecydowanie odpowiednie słowo opisujące rezultat końcowy meczu we Włocławku. Beniaminek przyjechał na spotkanie z liderem z Wałbrzycha z wielkimi nadziejami, licząc, że będą pierwszą drużyną, która pokona niepokonanych dotychczas Rottweilerów. Niestety, tak się nie stało. Od początku meczu goście nie potrafili zatrzymać świetnie funkcjonującego ataku Włocławian, którzy po pierwszej kwarcie prowadzili już 20:7. W kolejnych częściach meczu obraz gry się nie zmienił – Anwil dominował i prezentował wyższy poziom koszykówki, ale nie można odmówić drużynie Górnika jednego – walki i serca do gry. Walczyli jak równy z równym, co zapewniło nam wiele emocjonujących momentów i efektownych akcji z obu stron. Na boisku, pod względem punktowym, oprócz Michała Michalaka (19 punktów), nie było innych wyraźnych liderów w zespole Rottweilerów, a punkty rozłożyły się równomiernie między wszystkimi zawodnikami. Justin Turner zdobył 13 punktów i 5 przechwytów, a Luke Nelson, powracający po kontuzji, dorzucił 12 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst. Na wyróżnienie zasługuje również występ Bartosza Łazarskiego – 17-letni zawodnik spędził na parkiecie ponad 17 minut, zdobywając 4 punkty, 3 zbiórki i 2 asysty. Po stronie Górnika najlepszym strzelcem był Ike Smith, który zdobył 16 punktów. Co ciekawe, Anwil trafił aż 12 trójek na 18 oddanych prób, podczas gdy Wałbrzyszanie trafili zaledwie 3 na 16 prób zza łuku. To duża różnica, która miała kluczowe znaczenie w przebiegu meczu.