RZUTZA3.PL PLKDZIEWA-LIDEREM-NOVAK-DYRYGENTEM-KING-MELDUJE-SIE-W-PLAYOFFACH

Dziewa liderem, Novak dyrygentem – King melduje się w play-offach

10/05/2025 21:49
fot. Andrzej Romański/plk.pl

Mecz Play-In z wyjątkową oprawą – nie w Netto Arenie, a w głośnej hali przy Twardowskiego. King Szczecin poradził sobie z presją, rozbił Śląsk Wrocław 91-74 i zapewnił sobie awans do fazy play-off. Bohaterami wieczoru byli Aleksander Dziewa, który zagrał koncertowo przeciwko byłemu klubowi, oraz Jovan Novak, który rozdał aż 14 asyst. Śląsk? Bezradny, bez lidera i teraz z nożem na gardle przed starciem z Twardymi Piernikami.

Kolejny mecz Play-In i kolejna ciekawa historia. Tym razem King Szczecin, z powodu braku dostępności Netto Areny, musiał rozegrać spotkanie w zastępczej hali przy ulicy Twardowskiego. Atut tego obiektu? Zdecydowanie akustyka głośny, zwarty doping był tu bardziej odczuwalny niż w rozległej Netto Arenie. Niestety, na tym plusy się kończą. Przechodząc do samego meczu obie drużyny rozpoczęły go dość wyrównanie. Tempo nie było zawrotne, zarówno King, jak i Śląsk weszli w spotkanie powoli. Z każdą minutą jednak gra nabierała rumieńców. Nie była to z pewnością kwarta defensywy dominowały przemyślane akcje ofensywne. King od początku miał jednak poważne problemy ze stratami aż 6 w ciągu pierwszych 10 minut. To była katastrofa, jeśli chodzi o organizację gry. Śląsk z kolei dobrze korzystał z otwartego pola w „trumnie” i chętnie dzielił się piłką zanotował aż 7 asyst. Przełożyło się to na wynik: 21-17 dla gości z Wrocławia po pierwszej kwarcie.

Po krótkiej przerwie wszystko zaczęło się zmieniać. Energicznie w drugą kwartę wszedł Aleksander Dziewa, który – można powiedzieć – narobił trochę bałaganu swojemu byłemu klubowi. Do akcji dołączył Isaiah Whitehead, trafiając szaloną trójkę i dodając Kingowi energii. Gospodarze powoli łapali rytm, a po punktach Tony’ego Meiera wyszli na prowadzenie 30-25, zmuszając trenera Śląska, Arisa Lykogiannisa, do wzięcia przerwy. W tej części meczu przebudził się także Jovan Novak, który zaczął rozkręcać ofensywę Kinga. Drużyna Arkadiusza Miłoszewskiego znacznie szybciej przechodziła do ataku i zaczęło to przynosić efekty. Śląsk zaczął się gubić w defensywie, choć nie na długo – wrocławianie to zespół, który nie składa broni łatwo. Po celnej trójce Jeremy’ego Senglina przewaga Kinga stopniała do zaledwie jednego punktu.

Im dłużej trwała kwarta, tym bardziej gospodarze narzucali swój styl. Jovan Novak rozdawał piłki jak profesor – zakończył pierwszą połowę z aż 5 asystami. Tempo gry Kinga rosło, a Śląsk miał coraz większy problem z powrotem do obrony. Gospodarze rzucili w tej kwarcie aż 28 punktów, co przełożyło się na prowadzenie do przerwy 45-40 dla zespołu ze Szczecina. W ekipie Kinga wyróżniał się Jovan Novak, który nie tylko zdobył 7 punktów, ale przede wszystkim świetnie kreował grę kolegów. Po stronie Śląska najskuteczniejszy w pierwszej połowie był Justin Robinson – zakończył ją z dorobkiem 9 punktów.

W trzeciej kwarcie błyszczał duet Jovan Novak – Aleksander Dziewa. Rozgrywający Kinga świetnie odnajdywał swojego centra, który skutecznie kończył akcje pod koszem. To była książkowa współpraca na linii rozgrywający - center, z której Dziewa wyciągał maksimum. W hali przy ulicy Twardowskiego urządził sobie małe show dominował w polu trzech sekund, a po kilku minutach trzeciej odsłony tablica pokazywała wynik 53-45 dla gospodarzy. Śląsk w tej kwarcie miał spory problem ze skutecznością. Choć King nie był bezbłędny, to wrocławianie nie potrafili wykorzystać szans, które im się nadarzały. Novak wciąż rozsyłał "ciasteczka" do Dziewy, a defensywa Śląska kompletnie nie miała na to odpowiedzi. Kiedy Isaiah Whitehead trafił kolejną trójkę, przewaga gospodarzy urosła do dziesięciu punktów. Ostatecznie trzecia kwarta zakończyła się prowadzeniem Kinga 65-54. Śląsk był bardzo nieskuteczny i nie wykorzystywał prezentów, jakie dawał mu rywal, ale wciąż pozostawał blisko rywali.

A co w ostatniej kwarcie? To samo! Aleksander Dziewa był dosłownie wszędzie – w ataku bezlitosny, w obronie niesamowicie zmotywowany. Grał przeciwko swojemu byłemu klubowi jak natchniony, robił wszystko, by King wygrał to kluczowe spotkanie. Z każdą minutą coraz bardziej było widać bezradność zawodników Śląska wobec zespołowej, zorganizowanej gry podopiecznych Arkadiusza Miłoszewskiego. Na twarzach gości pojawiło się poirytowanie i frustracja. A King tylko dokładał do pieca – najpierw Jovan Novak trafił trójkę, chwilę później James Woodard dorzucił dwa punkty, swoje zrobił też Tony Meier i na 4,5 minuty przed końcem spotkania gospodarze prowadzili już 16 punktami. King grał na luzie, z radością, a Śląsk był stłamszony i zagubiony. Brakowało lidera, który wziąłby na siebie odpowiedzialność w trudnym momencie – kogoś na wzór Michaela Ertela, który dzień wcześniej uratował Toruń. Takiego gracza po stronie Śląska dziś zabrakło.

King wygrał to spotkanie pewnie 91-74 i zameldował się w fazie play-off, gdzie zmierzy się z Treflem Sopot. Śląsk natomiast zagra mecz o wszystko – przeciwko Toruniowi. Na zwycięzcę tego starcia już czeka Anwil Włocławek. Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Aleksander Dziewa, który zdobył 26 punktów. Ale ten występ nie byłby możliwy bez kapitalnej współpracy z Jovanem Novakiem. Serbski rozgrywający rozdał aż 14 asyst, dołożył 10 punktów i 7 zbiórek – pełne, imponujące zawody. Po stronie Śląska najlepiej prezentował się Justin Robinson, który zakończył mecz z dorobkiem 14 punktów.

Punktowali:King Szczecin: Aleksander Dziewa 26, Isaiah Whitehead 14, James Woodard 13, Jovan Novak 12, Tony Meier 8, Mateusz Kostrzewski 6, Kassim Nicholson 5, Przemysław Żołnierewicz 4, Marcus Lee 3WKS Śląsk Wrocław: Justin Robinson 14, Emmanuel Nzekwesi 13, Jeremy Senglin 11, Daniel Gołębiowski 10, Adam Waczyński 10, Dejon Davis 8, Macio Teague 6, Błażej Kulikowski 2

Punktowali:

King Szczecin: Aleksander Dziewa 26, Isaiah Whitehead 14, James Woodard 13, Jovan Novak 12, Tony Meier 8, Mateusz Kostrzewski 6, Kassim Nicholson 5, Przemysław Żołnierewicz 4, Marcus Lee 3

WKS Śląsk Wrocław: Justin Robinson 14, Emmanuel Nzekwesi 13, Jeremy Senglin 11, Daniel Gołębiowski 10, Adam Waczyński 10, Dejon Davis 8, Macio Teague 6, Błażej Kulikowski 2