RZUTZA3.PL PLKDZIKI-KONTYNUUJA-ZWYCIESKA-PASSE-ZWYCIESTWO-GOSCI-WE-WROCAWIU
Dziki kontynuują zwycięską passę - zwycięstwo gości we Wrocławiu
29/11/2024 21:39
Andrzej Romański/plk.pl
Mecz od początku zapowiadał się bardzo emocjonująco, a dodatkowym wyzwaniem dla Śląska była absencja jednego z liderów, Angela Nuneza. Gospodarze zmagali się z licznymi stratami i trudnościami w ataku, które skutecznie neutralizowali przyjezdni. Co ciekawe, Śląsk, który w poprzednich meczach często korzystał z rzutów za trzy punkty, tym razem trafił zaledwie sześć razy w tym elemencie. W decydującej czwartej kwarcie to Dziki okazały się lepsze, prezentując skuteczność i opanowanie, co pozwoliło im odnieść zwycięstwo. Goście wrócą do stolicy w dobrych nastrojach, kontynuując swoją zwycięską passę.Mecz rozpoczęliśmy od udanego otwarcia przez Boguckiego, który, grając tyłem do kosza, okazał się lepszy od McGlynna. Rywal szybko odpowiedział skuteczną akcją, zdobywając punkty. Śląsk grał zespołowo, co przynosiło efekty na początku spotkania. Wyraźna była przewaga wzrostu Boguckiego nad zawodnikami Dzików, co umożliwiło gospodarzom osiągnięcie prowadzenia 9:4 po czterech minutach gry. Goście jednak szybko zniwelowali tę różnicę, dzięki dwóm celnym trójkom — najpierw Joessara, a następnie Anderssona, które wyprowadziły ich na prowadzenie. W grze obu drużyn było widać sporo chaosu: nietrafione rzuty spod kosza, nieprzemyślane próby z dystansu oraz liczne straty piłki. Warszawski zespół pozostawał w grze głównie dzięki skuteczności zza łuku — trafili aż trzy trójki w pierwszych ośmiu minutach, przy zaledwie jednej Śląska. Pierwszą kwartę można podsumować jako pełną strat i nieskuteczności po obu stronach. Zakończyła się remisem, po 15 punktów dla każdej drużyny.Dziki rozpoczęły drugą kwartę od błędu w obronie podczas zastawiania przy wyrzucie z autu, co pozwoliło Penavie zdobyć kolejne punkty. Warszawski zespół próbował forsować szybkie ataki pod kosz, jednak gospodarze skutecznie starali się blokować tego typu zagrania. Świetną defensywą popisali się także w przypadku Adriana Boguckiego, odcinając go od podań. Niemniej, nieudane podwojenie obrony Dzików stworzyło mu wolną przestrzeń pod koszem, którą wykorzystał wsadem po dobrze rozegranej akcji zespołowej. Pomimo tego, Śląsk wciąż popełniał sporo błędów, w tym przewinienia ofensywne. Dziki z kolei nie były w stanie powtórzyć skuteczności z dystansu, którą imponowały na początku meczu, a ich rzuty z gry często były niecelne. Po ponad siedmiu minutach drugiej kwarty można było dostrzec, że goście lepiej zareagowali na przerwę na żądanie, zdobywając osiem punktów przy zaledwie trzech Śląska. Żadna z drużyn nie potrafiła jednak wypracować większej przewagi niż pięć punktów.Warto wspomnieć o stratach — w drugiej kwarcie ich liczba wyrównała się, i obie drużyny zanotowały po osiem strat w całym pierwszym półroczu. Na niecałe 70 sekund przed końcem kwarty z bardzo dobrej strony pokazał się Daniel Gołębiowski. Najpierw trafił trójkę z ponad siedmiu metrów, a następnie wykorzystał dwa rzuty wolne, co pozwoliło Śląskowi objąć prowadzenie 34:31. Końcówka tej części gry obfitowała jednak w emocje. Po przerwie na żądanie Dzików indywidualną akcją popisał się Gołębiowski, a chwilę później McGill przebiegł całe boisko w zaledwie sześć sekund i trafił za trzy równo z syreną, doprowadzając do remisu 36:36 po pierwszej połowie. Dziki miały przewagę w zbiórkach, w tym ofensywnych, co pozwalało im oddawać więcej rzutów, choć ich skuteczność pozostawała na niskim poziomie (39%). Śląsk natomiast zmagał się z problemami ze stratami oraz przegrywał walkę na tablicach. Wrocławianie muszą również poprawić powrót do obrony po stracie piłki. Najlepsi strzelcy: Daniel Gołębiowski (Śląsk) - 10 punktów I Mateusz Szlachetka (Dziki) - 12 punktów Po przerwie nadal oglądaliśmy wiele nieskutecznych akcji, aż w końcu pierwsze punkty zdobyli zawodnicy Dzików — McGlynn trafił po zbiórce w ataku. Niedługo później Śląsk odpowiedział dwoma celnymi rzutami za trzy. Dziki, mimo swojej zazwyczaj solidnej defensywy, miały momenty dekoncentracji, szczególnie pod koszem, gdzie pozostawienie niekrytych zawodników przyniosło gospodarzom łatwe punkty. Wykorzystał to Adrian Bogucki, który zdobył cztery punkty po takich błędach rywali. Wrocławianie lepiej weszli w tę część gry, poprawiając zarówno decyzje rzutowe, jak i zbiórki. Dzięki skutecznej grze zespołowej, podobnej do tej z początku meczu, zdobywali łatwe punkty, zwłaszcza ich wysocy zawodnicy. Niemoc punktową Dzików przerwał Joessar, trafiając z półdystansu, a chwilę później Wesson wyrównał wynik. Kibice zgromadzeni w Hali Orbita mogli mieć deja vu, gdy Wesson po chwili ponownie trafił rzut, doprowadzając do remisu. Po stronie Dzików wyróżniał się Janari Joessar. Estoński zawodnik notował kolejne trafienia, utrzymując swoją drużynę w grze. Jego celna trójka w końcówce kwarty pozwoliła Dzikom wyjść na prowadzenie. Po trzeciej kwarcie na tablicy widniał wynik 51:54 na korzyść gości. Co warto odnotować, obie drużyny bez wielu strat - po jednej Dziki i Śląsk w tej odsłonie.Na początku czwartej kwarty, po dwóch udanych akcjach wśród wielu niecelnych rzutów, Dziki wyszły na siedmiopunktowe prowadzenie. Obie drużyny miały trudności ze skutecznością, co sprawiało, że zdobywanie punktów przychodziło z trudem. Wyraźnie lepiej w drugiej połowie prezentował się Andre Wesson, który zdobył osiem punktów, podczas gdy w pierwszej części meczu nie miał zbyt wielu okazji do wykazania się.W grze Śląska brakowało Angela Nuneza, który nie wystąpił w tym spotkaniu, a jego obecność mogłaby wzmocnić zespół prowadzony przez Rajkovicia. Skuteczna i konsekwentna gra Dzików, zarówno w ataku, jak i w obronie, pozwoliła im na wypracowanie dziesięciopunktowej przewagi. Śląsk obniżył swoją skuteczność rzutową i nadal przegrywał walkę na tablicach, co rywale bezlitośnie wykorzystywali. Wesson, skuteczny w indywidualnych akcjach, był jednym z głównych architektów prowadzenia Warszawian. Niemoc Śląska przełamał Daniel Gołębiowski, trafiając kolejną trójkę w tym meczu. Na 70 sekund przed końcem spotkania WKS przegrywał różnicą siedmiu punktów, co skłoniło trenera Krzysztofa Szablowskiego do wzięcia przerwy na żądanie. Przy wyprowadzaniu piłki zawodnicy Śląska popełnili stratę. Mimo tego Dziki nie wykorzystały szansy na powiększenie przewagi, ponieważ Marcel Ponitka chybił spod kosza. W kolejnej akcji McGlynn trafił w sytuacji 2+1, co wciąż dawało gospodarzom nadzieję na odrobienie strat. Ostatecznie jednak tę nadzieję niemal całkowicie rozwiał Janari Joessar, trafiając rzut wolny w końcówce. Goście z kolejnym zwycięstwem, 69:62! Dziki, dzięki znakomitej grze w drugiej połowie, zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Kluczowym elementem ich sukcesu była konsekwentna gra zarówno w ataku, jak i obronie. Zespół z Warszawy popełnił niewiele strat, dominował na tablicach, wygrywając zbiórki, oraz zdobył aż 14 punktów po 14 ofensywnych zbiórkach. Śląsk z kolei miał problemy w obu fazach gry. Popełnił aż 15 strat, co znacząco utrudniło utrzymanie tempa i skuteczności w ataku. W defensywie również brakowało konsekwencji, co rywale potrafili bezlitośnie wykorzystać. Dziki, mimo kilku słabszych momentów, zbudowały swoją przewagę dzięki solidnej defensywie i zespołowej grze, która ograniczyła możliwości Śląska. PUNKTOWALI:Śląsk Wrocław: Gołębiowski 15, Bogucki 12, Senglin 11, Penava 10, Ponitka 4, Blackshear 4, Cooper 2, Waczyński 2, Kulikowski 2Dziki Warszawa: Joessar 14, Szlachetka 12, Wesson 12, McGlynn 11, McGill 6, Andersson 5, Bartosz 4, Mokros 3, Grochowski 2