RZUTZA3.PL PLKDZIKI-UPOLOWANE-GORNIK-WYGRYWA-W-STOLICY
Dziki upolowane - Górnik wygrywa w stolicy
08/02/2026 12:15
Mecz rundy jesiennej pomiędzy drużynami Górnika Zamek Książ Wałbrzych i Dzików Warszawa zakończył się zwycięstwem gospodarzy, mimo heroicznej walki gości z Warszawy, praktycznie do ostatniej sekundy. Wynik 71:69 na pewno pozostawił niedosyt, dlatego spodziewaliśmy się mocnego rewanżowego spotkania w hali Koło... i jedno można powiedzieć na pewno - emocji nie zabrakło!
Mecz rundy jesiennej pomiędzy drużynami Górnika Zamek Książ Wałbrzych i Dzików Warszawa zakończył się zwycięstwem gospodarzy, mimo heroicznej walki gości z Warszawy, praktycznie do ostatniej sekundy. Wynik 71:69 na pewno pozostawił niedosyt, dlatego spodziewaliśmy się mocnego rewanżowego spotkania w hali Koło... i jedno można powiedzieć na pewno - emocji nie zabrakło!
Mocne wejście Górnika i późny start Dzików
11:24 taki wynik widniał na tablicy po zakończeniu pierwszej kwarty. Zawodnicy z Wałbrzycha, mimo braku podstawowego rozgrywającego, a zarazem lidera drużyny - Lovella Cabbila, świetnie rozpoczęli to spotkanie. Zastępujący go Avery Anderson III poprowadził atak Górnika, a powrót do drużyny po 1,5 miesięcznej przerwie Grzegorza Kulki to dobry prognostyk przed zbliżającym się Pucharem Polski. Przyjezdni zdominowali pierwszą kwartę trafiając co drugi rzut z gry (skuteczność na poziomie 52%) i zbierając aż 18 desek, czyli dokładnie dwa razy więcej niż gospodarze (9 zbiórek). Z drugiej strony było co zbierać, bo Dziki trafili jedynie 5 na 21 oddanych rzutów, w tym 1 na 7 zza łuku. Przy tak marnej skuteczności to i tak dobrze, że ostatecznie udało się uzbierać 11 "oczek".Drugie 10 minut gry to wyraźne przebudzenie gospodarzy i pogoń za straconymi w pierwszej kwarcie punktami. Twardsza gra w obronie przystopowała ofensywne zapędy Wałbrzyszan, a poprawa skuteczności zaowocowała wygraniem tej części spotkania rezultatem 24:17. Pomimo poprawy w grze Dzików to Górnik schodził na przerwę z przewagą 6 punktów, a tablica nieubłaganie wskazywała wynik 35:41.
11:24 taki wynik widniał na tablicy po zakończeniu pierwszej kwarty. Zawodnicy z Wałbrzycha, mimo braku podstawowego rozgrywającego, a zarazem lidera drużyny - Lovella Cabbila, świetnie rozpoczęli to spotkanie. Zastępujący go Avery Anderson III poprowadził atak Górnika, a powrót do drużyny po 1,5 miesięcznej przerwie Grzegorza Kulki to dobry prognostyk przed zbliżającym się Pucharem Polski. Przyjezdni zdominowali pierwszą kwartę trafiając co drugi rzut z gry (skuteczność na poziomie 52%) i zbierając aż 18 desek, czyli dokładnie dwa razy więcej niż gospodarze (9 zbiórek). Z drugiej strony było co zbierać, bo Dziki trafili jedynie 5 na 21 oddanych rzutów, w tym 1 na 7 zza łuku. Przy tak marnej skuteczności to i tak dobrze, że ostatecznie udało się uzbierać 11 "oczek".
Drugie 10 minut gry to wyraźne przebudzenie gospodarzy i pogoń za straconymi w pierwszej kwarcie punktami. Twardsza gra w obronie przystopowała ofensywne zapędy Wałbrzyszan, a poprawa skuteczności zaowocowała wygraniem tej części spotkania rezultatem 24:17. Pomimo poprawy w grze Dzików to Górnik schodził na przerwę z przewagą 6 punktów, a tablica nieubłaganie wskazywała wynik 35:41.

Kryptonit na GórnikaZ serii komiksów o Supermenie wiemy, że sposobem na pokonanie go było użycie kryptonitu - radioaktywnej kosmicznej skały zatrzymującej jego moce. Sądząc po ostatnich kilku spotkaniach kryptonitem dla drużyny z Wałbrzycha jest... przerwa. Czas, który w teorii powinien służyć regeneracji i szybkiej korekcie błędów popełnionych w pierwszej połowie, dla graczy Górnika bardzo często powoduje rozkojarzenie, spadek koncentracji i duże boiskowe problemy. W zeszłym sezonie zjawisko to otrzymało nawet własną nazwę: "Syndrom 3 kwarty", a dziennikarze związani z wałbrzyskim środowiskiem koszykarskim stworzyli podcast o tej samej nazwie. W Warszawie byliśmy świadkami właśnie takiego zjawiska, gdy drużyna Andrzeja Adamka po przerwie całkowicie zapomniała jak się gra w koszykówkę. Bezlitośnie wykorzystali to gospodarze, którzy napędzeni wygraną drugą kwartą, poczuli krew i nie zamierzali odpuszczać. W trzeciej odsłonie pokazali swoją szarżę. W niespełna 4,5 minuty odrobili całą stratę i zaczęli budować przewagę odbierając koszykarzom z Wałbrzycha resztki chęci do gry. Kolejne wpadające trójki i punkty z szybkiego ataku pozwoliły na wygranie 3 kwarty wynikiem 29:10 i objęciem prowadzenia w meczu 64:51. Trzynastopunktowa przewaga wydawała się całkiem dobrą zaliczką przed decydującym starciem w ostatniej ćwiartce meczu.Winda z piekła do niebaTen meczy był już rozstrzygnięty. Górnik po dobrej pierwszej kwarcie padł na kolana i w trzeciej odsłonie został konsekwentnie dociśnięty do parkietu przez rozpędzony zespół gospodarzy. Czwarta kwarta powinna być tylko i wyłącznie formalnością. Powinna... bo tak się jednak nie stało. Drużyna z Wałbrzycha po fatalnym fragmencie nie zwiesiła głowy i postanowiła zawalczyć do końca o korzystny wynik. Twarda obrona i mądre decyzje w ataku pozwolił na zbliżenie się do gospodarzy. Mimo starań trenera Marco Legovich i lidera Dzików Landriusa Hortona do końca spotkania nie udało się zatrzymać przyjezdnych. Niesieni fantastycznym dopingiem Górnicy wygrali ostatnią kwartę aż 19-punktową przewagą (14:33) i całe spotkanie 78:84. Liderami wśród zwycięzców byli: Marc Garcia - 21 punktów i 5 zbiórek, oraz Avery Anderson III z linijką 18 punktów, 4 zbiórek i 5 asyst. Najlepszy występ w szeregach Dzików po raz kolejny zaliczył Landrius Horton zdobywając 24 punkty, 5 zbiórek i 5 asyst.Aktualny bilans Górnika to 10-8, co przy rozegranych 18 spotkaniach daje 10. miejsce w tabeli (spotkanie z WKS Śląsk Wrocław z 18. kolejki zostało przełożone na 10 marca br. - przyp. red.). Warszawska drużyna z bilansem 11-8 i 19 rozegranymi spotkaniami zajmuje bardzo dobre 5. miejsce.Co ciekawe do kolejnego spotkania obu drużyn może dojść już za dwa tygodnie, ponieważ oba zespoły biorą udział w rozgrywanym w Sosnowcu Pekao S.A. Pucharze Polski. Rozstawienie po przeciwnych stronach drabinki powoduje jednak, że żeby do tego doszło zarówno Górnik, jaki i Dziki musieli by pokonać rywali i zmierzyć się ze sobą w meczu finałowym.
Kryptonit na Górnika
Z serii komiksów o Supermenie wiemy, że sposobem na pokonanie go było użycie kryptonitu - radioaktywnej kosmicznej skały zatrzymującej jego moce. Sądząc po ostatnich kilku spotkaniach kryptonitem dla drużyny z Wałbrzycha jest... przerwa. Czas, który w teorii powinien służyć regeneracji i szybkiej korekcie błędów popełnionych w pierwszej połowie, dla graczy Górnika bardzo często powoduje rozkojarzenie, spadek koncentracji i duże boiskowe problemy. W zeszłym sezonie zjawisko to otrzymało nawet własną nazwę: "Syndrom 3 kwarty", a dziennikarze związani z wałbrzyskim środowiskiem koszykarskim stworzyli podcast o tej samej nazwie. W Warszawie byliśmy świadkami właśnie takiego zjawiska, gdy drużyna Andrzeja Adamka po przerwie całkowicie zapomniała jak się gra w koszykówkę. Bezlitośnie wykorzystali to gospodarze, którzy napędzeni wygraną drugą kwartą, poczuli krew i nie zamierzali odpuszczać. W trzeciej odsłonie pokazali swoją szarżę. W niespełna 4,5 minuty odrobili całą stratę i zaczęli budować przewagę odbierając koszykarzom z Wałbrzycha resztki chęci do gry. Kolejne wpadające trójki i punkty z szybkiego ataku pozwoliły na wygranie 3 kwarty wynikiem 29:10 i objęciem prowadzenia w meczu 64:51. Trzynastopunktowa przewaga wydawała się całkiem dobrą zaliczką przed decydującym starciem w ostatniej ćwiartce meczu.
Winda z piekła do nieba
Ten meczy był już rozstrzygnięty. Górnik po dobrej pierwszej kwarcie padł na kolana i w trzeciej odsłonie został konsekwentnie dociśnięty do parkietu przez rozpędzony zespół gospodarzy. Czwarta kwarta powinna być tylko i wyłącznie formalnością. Powinna... bo tak się jednak nie stało. Drużyna z Wałbrzycha po fatalnym fragmencie nie zwiesiła głowy i postanowiła zawalczyć do końca o korzystny wynik. Twarda obrona i mądre decyzje w ataku pozwolił na zbliżenie się do gospodarzy. Mimo starań trenera Marco Legovich i lidera Dzików Landriusa Hortona do końca spotkania nie udało się zatrzymać przyjezdnych. Niesieni fantastycznym dopingiem Górnicy wygrali ostatnią kwartę aż 19-punktową przewagą (14:33) i całe spotkanie 78:84. Liderami wśród zwycięzców byli: Marc Garcia - 21 punktów i 5 zbiórek, oraz Avery Anderson III z linijką 18 punktów, 4 zbiórek i 5 asyst. Najlepszy występ w szeregach Dzików po raz kolejny zaliczył Landrius Horton zdobywając 24 punkty, 5 zbiórek i 5 asyst.
Aktualny bilans Górnika to 10-8, co przy rozegranych 18 spotkaniach daje 10. miejsce w tabeli (spotkanie z WKS Śląsk Wrocław z 18. kolejki zostało przełożone na 10 marca br. - przyp. red.). Warszawska drużyna z bilansem 11-8 i 19 rozegranymi spotkaniami zajmuje bardzo dobre 5. miejsce.
Co ciekawe do kolejnego spotkania obu drużyn może dojść już za dwa tygodnie, ponieważ oba zespoły biorą udział w rozgrywanym w Sosnowcu Pekao S.A. Pucharze Polski. Rozstawienie po przeciwnych stronach drabinki powoduje jednak, że żeby do tego doszło zarówno Górnik, jaki i Dziki musieli by pokonać rywali i zmierzyć się ze sobą w meczu finałowym.