RZUTZA3.PL PLKERTEL-SHOW-TWARDE-PIERNIKI-ODWRACAJA-LOSY-MECZU-I-WYRZUCAJA-DZIKI-Z-PLAYIN

Ertel show - Twarde Pierniki odwracają losy meczu i wyrzucają Dziki z Play-In

10/05/2025 19:31
fot. Andrzej Romański/plk.pl

Choć Dziki Warszawa przez większość meczu dyktowały warunki w inauguracyjnym spotkaniu fazy Play-In Orlen Basket Ligi to Twarde Pierniki Toruń zafundowały swoim kibicom niezapomniany comeback. Prowadzeni przez Michaela Ertela gospodarze odrobili wszystkie straty i osiągnęli zwycięstwo 86-82. Sezon dla ekipy Krzysztofa Szablowskiego właśnie się skończył.

Pierwsza kwarta inauguracyjnego spotkania fazy Play-In w Orlen Basket Lidze zdecydowanie ułożyła się po myśli trenera Krzysztofa Szablowskiego. Dziki pewnie poruszały się po boisku w ofensywie. Zawodnicy zespołu gości rozgrywali przemyślane akcje i pokazywali dużą pewność siebie. Świetne zawody od samego początku rozgrywał Nikola Radičević, który już po kilku minutach miał na koncie 8 punktów. Zespół gospodarzy z Torunia prezentował się ospale, co było wyraźnie widoczne. Po trafieniach Andre Wessona Dziki prowadziły już 14-6, co zmusiło trenera gospodarzy, Srdana Subotica, do wzięcia przerwy na żądanie. Ta jednak niewiele zmieniła – Dziki kontynuowały swoją dobrą grę, a torunianie nadal grali chaotycznie, bez pomysłu i energii. Nikola Radičević imponował skutecznością, trafiając m.in. zza łuku, a gospodarze sprawiali wrażenie zaskoczonych wysoką intensywnością gości. Pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem Dzików 22-12, a zespół z Torunia miał wyraźne problemy z konstruowaniem akcji w ataku. Dziki zdecydowanie zaskoczyły gospodarzy swoją formą w początkowej fazie spotkania.

W drugiej kwarcie torunianie wciąż prezentowali bardzo niski poziom defensywy, momentami wręcz zawstydzający kibiców gospodarzy. Dziki świetnie radziły sobie w ataku, często jednym podaniem rozbijając obronę zespołu Srdana Suboticia. Szybka seria 6-0 i przy stanie 28-13 zmusiła trenera gospodarzy do wzięcia kolejnej przerwy. Była to kompletna kompromitacja zespołu z Torunia w takiej formie o zwycięstwie w fazie Play-In nie mogło być mowy. Symbolicznym momentem był blok Denzela Anderssona na Michaelu Ertelu, który idealnie podsumował dyspozycję gospodarzy. Co prawda torunianom udało się na chwilę zmniejszyć straty i zejść do 10-punktowej różnicy, ale trener Krzysztof Szablowski natychmiast poprosił o przerwę, by przerwać ten zryw. I rzeczywiście po wznowieniu gry Dziki znów zaczęły budować przewagę. Goście świetnie znajdowali luki w obronie gospodarzy, bezlitośnie punktując każdy błąd.

Na trzy minuty przed końcem drugiej kwarty stołeczny zespół prowadził już 37-22. Co szczególnie uderzało, to fakt, że Twarde Pierniki w sezonie zasadniczym nie miały aż takich problemów z budowaniem akcji w ataku są trzecim atakiem ligi, a tym razem ich gra w ofensywie była wybitnie nieskuteczna. Z każdą minutą sytuacja wyglądała coraz gorzej momentami wręcz tragicznie. Dziury w obronie gospodarzy były ogromne, co Dziki skrzętnie wykorzystywały. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Dzików 43-27. Goście narzucili swój styl gry w tym spotkaniu. Najwięcej punktów dla zespołu ze stolicy zdobył Nikola Radičević, który na swoim koncie miał już 15 oczek. W zespole gospodarzy trudno było wskazać wyróżniającą się postać. Dyspozycja liderów była bardzo słaba. Viktor Gaddefors zakończył pierwszą połowę z dorobkiem 6 punktów i 5 zbiórek, ale to było zdecydowanie za mało, by odmienić obraz gry.

Po przerwie torunianie przez moment wyglądali nieco lepiej, jednak była to tylko krótka chwila. Skuteczne akcje Janariego Joesaara w ataku dały Dzikom potrzebny oddech i pozwoliły utrzymać bezpieczną przewagę. Jednak im dłużej trwała ta kwarta tym Torunianie z minuty na minuty się rozkręcali. Była to zdecydowanie najlepsza kwarta w wykonaniu torunian, którzy zaczęli grać pewniej i z większym zaangażowaniem. Michael Ertel rozkręcił się na dobre, robiąc prawdziwe show w ataku. W momencie, gdy drużyna najbardziej potrzebowała lidera kogoś, kto weźmie piłkę i poderwie cały zespół pojawił się właśnie on, ten, który przez cały sezon pełnił rolę lidera. Ertel seryjnie trafiał za trzy punkty, świetnie wymuszał błędy w obronie Dzików, a torunianie zaczęli coraz bardziej zbliżać się do rywali. W obronie gospodarze również zaczęli wyglądać lepiej, co dało im dodatkowy impuls. Kibice w Arenie Toruń ożywili się, czując, że ich zespół wraca do gry. Gospodarze zdobyli aż 34 punkty w ciągu tej jednej kwarty, a przed ostatnią odsłoną spotkania Dziki prowadziły już tylko 65-61. Sam Michael Ertel zdobył w tej części meczu imponujące 19 punktów, ciągnąc swój zespół do walki o odwrócenie losów spotkania.

Ostatnia kwarta to była prawdziwa gra nerwów po obu stronach parkietu. Janari Joesaar wszedł w tę część meczu z impetem najpierw popisał się celnym trafieniem zza łuku, a chwilę później wymusił faul, dzięki czemu goście objęli prowadzenie 70-61. Torunianie jednak nie odpuszczali ani na moment. Mecz stał się jeszcze bardziej dynamiczny. Po kolejnych punktach Michaela Ertela przewaga Dzików stopniała już tylko do 77-74 na pięć minut przed końcem spotkania.

W kolejnych dwóch minutach oba zespoły jakby zostały „zamrożone” żadna z drużyn nie potrafiła trafić do kosza. W tym czasie Barret Benson otrzymał piąty faul, co wykluczyło go z dalszej gry. Torunianie zbliżali się coraz bardziej, ale kiedy mogli objąć prowadzenie, popełniali kosztowne, nerwowe błędy. Na minutę przed końcem Viktor Gaddefors efektownie wykończył akcję po znakomitej asyście Michaela Ertela, zmniejszając przewagę Dzików do zaledwie jednego punktu 81-80.

I wtedy pojawił się znowu on Michael Ertel. Fantastyczna akcja i rzut za trzy dały torunianom upragnione prowadzenie 83-81. W końcówce gospodarze zachowali zimną krew i „dowieźli” zwycięstwo do końca. Dziki miały jeszcze swoje szanse, ale nie zdołały ich wykorzystać. Jak to się mówi prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, a nie jak zaczynają. Torunianie przez większą część meczu grali słabo, ale kiedy przyszło co do czego, odrobili wszystkie straty i postawili na swoim. Drużyna Krzysztofa Szablowskiego kończy sezon w Orlen Basket Lidze, a gospodarze pokonują zespół gości 86-82. Najskuteczniejszym zawodnikiem w ekipie Srdana Suboticia był niezawodny Michael Ertel, który zdobył 26 punktów i zanotował 5 asyst. Po stronie Dzików wyróżniał się Nikola Radičević z dorobkiem 22 punktów, 4 zbiórek i 3 asyst.

Punktowali:Arriva Polski Cukier Toruń: Michael Ertel 26, Viktor Gaddefors 19, Barret Benson 10, Abdul Malik Abu 8, Divine Myles 8, Grzegorz Kamiński 7, Dominik Wilczek 6, Bartosz Diduszko 2Dziki Warszawa: Nikola Radičević 22, Janari Jõesaar 16, John Fulkerson 16, Denzel Andersson 10, Mateusz Bartosz 9, Mateusz Szlachetka 5, Andre Wesson 2, Alijah Comithier 2

Punktowali:

Arriva Polski Cukier Toruń: Michael Ertel 26, Viktor Gaddefors 19, Barret Benson 10, Abdul Malik Abu 8, Divine Myles 8, Grzegorz Kamiński 7, Dominik Wilczek 6, Bartosz Diduszko 2

Dziki Warszawa: Nikola Radičević 22, Janari Jõesaar 16, John Fulkerson 16, Denzel Andersson 10, Mateusz Bartosz 9, Mateusz Szlachetka 5, Andre Wesson 2, Alijah Comithier 2