RZUTZA3.PL PLKGODNE-POZEGNANIE-HODGEA-Z-WASNYMI-KIBICAMI-MECZ-ZASTALU-ZE-SPOJNIA

Godne pożegnanie Hodge'a z własnymi kibicami - mecz Zastalu ze Spójnią

13/01/2025 22:47
Andrzej Romański/plk.pl

Mecz w Zielonej Górze lokalnego Zastalu przeciwko PGE Spójni Stargard odbił się szerokim echem szczególnie wśród fanów zespołu gospodarzy. Mimo meczu pozornie wyglądającego na zwykłe, regularne spotkanie w ramach sezonu zasadniczego, toteż dla kibiców Orlen Zastalu Zielona Góra było to definitywne pożegnanie z legendą klubu, dwukrotnym MVP naszej ligi (2012 i 2013) a także mistrzem Polski z 2013 roku - Walterem Hodge'm. Spotkanie to niosło zatem niemały ładunek emocjonalny, bowiem kibice gospodarzy ostatni raz mogli ujrzeć tego wybitnego zawodnika na swojej arenie jako zawodnik broniący barw Zastalu.

Generał Hodge

Generał Hodge

Dla gospodarzy mecz rozpoczął się niezwykle ciężko, bowiem nie odnotowali oni żadnej zdobyczy punktowej przez pierwsze 4 minuty spotkania. Goście ze Stargardu natomiast na początku grali zdecydowanie skuteczniej osiągając wynik 0-12 po pierwszych 4 minutach gry. Rewelacyjnie mecz rozpoczął Aleksandar Langović odnotowując 7 punktów, i to właśnie rozpędzenie tego gracza z początku przynosiło zielonogórzanom najwięcej kłopotów. Ale gdy wynik trzeba było odrabiać, na czele swojej drużyny stanął nie kto inny jak Walter Hodge, z początku osobiście rozgrzewając siatkę stargardzian, a następnie biorąc na siebie ciężar rozegrania, który już został odpowiednio wynagrodzony przez skuteczność Michała Kołodzieja i Sindariusa Thornwella. Toteż genialna dyspozycja tego legendarnego gracza zaowocowała niesamowitym występem, który bardzo mocno przełożył się na finalny rezultat spotkania.

Dla gospodarzy mecz rozpoczął się niezwykle ciężko, bowiem nie odnotowali oni żadnej zdobyczy punktowej przez pierwsze 4 minuty spotkania. Goście ze Stargardu natomiast na początku grali zdecydowanie skuteczniej osiągając wynik 0-12 po pierwszych 4 minutach gry. Rewelacyjnie mecz rozpoczął Aleksandar Langović odnotowując 7 punktów, i to właśnie rozpędzenie tego gracza z początku przynosiło zielonogórzanom najwięcej kłopotów. Ale gdy wynik trzeba było odrabiać, na czele swojej drużyny stanął nie kto inny jak Walter Hodge, z początku osobiście rozgrzewając siatkę stargardzian, a następnie biorąc na siebie ciężar rozegrania, który już został odpowiednio wynagrodzony przez skuteczność Michała Kołodzieja i Sindariusa Thornwella. Toteż genialna dyspozycja tego legendarnego gracza zaowocowała niesamowitym występem, który bardzo mocno przełożył się na finalny rezultat spotkania.

Ciąg dalszy spotkania

Ciąg dalszy spotkania

Pierwsza kwarta w Zielonej Górze zakończyła się wynikiem 18-21 dla gości ze Stargardu, a mecz zaczął się nieco bardziej otwierać. Obydwie drużyny po "wybadaniu się" zaczęły nacierać na swoje słabości. Zielonogórzanie zdecydowanie częściej rozciągali grę na łuku w poszukiwaniu rzutu za trzy punkty, co wychodziło nieraz genialnie, a stargardzianie zdecydowanie bardziej szukali wjazdów na kosz, bowiem to tam zauważyli słabość w drużynie gospodarzy. Dużą robotę tu zrobił Yam Yehonatan, który nękał obrońców Zastalu swoją obecnością pod koszem, i trafiał na satysfakcjonującej skuteczności, często również stając na linii rzutów osobistych. Druga kwarta w wykonaniu PGE Spójni Stargard to głównie Yam Yehonatan, który przewodził ofensywie gości, podczas gdy zielonogórzanie zdecydowanie częściej korzystali z różnych zawodników na obwodzie - trafiali tu bowiem m.in. Artur Łabinowicz, Evaldas Saulys, Filip Matczak i Marcin Woroniecki. Takie dynamiczne wymiany i uderzanie w swoje najbardziej czułe punkty doprowadziły nas do wyniku 41-46 z którym skończyła się druga kwarta, i choć z małą przewagą dalej stargardzianie, to trzecia kwarta nie mogła zapowiadać się bardziej obiecująco. I wywiązała się z tych zapowiedzi, bowiem już od samego początku punkty sypały się z obydwu stron. Gospodarze bardzo zauważalnie dalej grali szeroko, aby szukać luk w obronie przeciwnika i pobiec na kosz, lub znaleźć błąd w rotacji i trafić za trzy, co względnie często im się udawało. Za często - bo chociaż PGE Spójnia Stargard odnajdowała się w sytuacji w której "gorący" zawodnicy Zastalu znajdowali dużo luk w ich obronie, to nie wystarczyło stargardzianom sił na długo. Mniej więcej w połowie trzeciej kwarty goście całkowicie stracili swój ciąg ofensywny, trafiając jedynie 5 punktów w nieco mniej niż 5 minut, gdy zielonogórzanie w tym samym czasie zdobyli tych punktów aż 11, kończąc kwartę wynikiem 64-63 z delikatną przewagą dla gospodarzy. Słabnąca w ataku Spójnia mogła nieco martwić widzów chętnych oglądania niejednostronnego meczu, czego zupełnie nie można było powiedzieć o gospodarzach, bowiem ci - chętni zwieńczyć ostatni występ swojej legendy zwycięstwem, wydawali się być nie do zatrzymania.

Pierwsza kwarta w Zielonej Górze zakończyła się wynikiem 18-21 dla gości ze Stargardu, a mecz zaczął się nieco bardziej otwierać. Obydwie drużyny po "wybadaniu się" zaczęły nacierać na swoje słabości. Zielonogórzanie zdecydowanie częściej rozciągali grę na łuku w poszukiwaniu rzutu za trzy punkty, co wychodziło nieraz genialnie, a stargardzianie zdecydowanie bardziej szukali wjazdów na kosz, bowiem to tam zauważyli słabość w drużynie gospodarzy. Dużą robotę tu zrobił Yam Yehonatan, który nękał obrońców Zastalu swoją obecnością pod koszem, i trafiał na satysfakcjonującej skuteczności, często również stając na linii rzutów osobistych. Druga kwarta w wykonaniu PGE Spójni Stargard to głównie Yam Yehonatan, który przewodził ofensywie gości, podczas gdy zielonogórzanie zdecydowanie częściej korzystali z różnych zawodników na obwodzie - trafiali tu bowiem m.in. Artur Łabinowicz, Evaldas Saulys, Filip Matczak i Marcin Woroniecki. Takie dynamiczne wymiany i uderzanie w swoje najbardziej czułe punkty doprowadziły nas do wyniku 41-46 z którym skończyła się druga kwarta, i choć z małą przewagą dalej stargardzianie, to trzecia kwarta nie mogła zapowiadać się bardziej obiecująco. I wywiązała się z tych zapowiedzi, bowiem już od samego początku punkty sypały się z obydwu stron. Gospodarze bardzo zauważalnie dalej grali szeroko, aby szukać luk w obronie przeciwnika i pobiec na kosz, lub znaleźć błąd w rotacji i trafić za trzy, co względnie często im się udawało. Za często - bo chociaż PGE Spójnia Stargard odnajdowała się w sytuacji w której "gorący" zawodnicy Zastalu znajdowali dużo luk w ich obronie, to nie wystarczyło stargardzianom sił na długo. Mniej więcej w połowie trzeciej kwarty goście całkowicie stracili swój ciąg ofensywny, trafiając jedynie 5 punktów w nieco mniej niż 5 minut, gdy zielonogórzanie w tym samym czasie zdobyli tych punktów aż 11, kończąc kwartę wynikiem 64-63 z delikatną przewagą dla gospodarzy. Słabnąca w ataku Spójnia mogła nieco martwić widzów chętnych oglądania niejednostronnego meczu, czego zupełnie nie można było powiedzieć o gospodarzach, bowiem ci - chętni zwieńczyć ostatni występ swojej legendy zwycięstwem, wydawali się być nie do zatrzymania.

Czwarta... eh kwarta

Czwarta... eh kwarta

Czwarta kwarta mogła przynieść nam naprawdę wiele emocji poza tymi, które zarezerwowane były dla fanów lokalnej drużyny a także tych chętnych celebrować dziedzictwo Waltera Hodge'a tuż po końcowym gwizdku. Nie ma co się oszukiwać - zawiodła. I zawiodła tu przede wszystkim drużyna gości, która po nagłym spowolnieniu w trzeciej kwarcie już nie dała rady z powrotem przyspieszyć, aby zbilansować rachunek zysków i strat, który z uporem maniaka był przez Zastal nieustannie atakowany. Z wyjątkiem sporadycznych epizodów, w których Lothar Muhammad próbował brać grę w swoje ręce, toteż nie za wiele można mówić o ofensywie stargardzian chociażby ze względu na to, że trzeba by było opisywać zwyczajnie brak skuteczności. Zielonogórzanie odnaleźli sposób na nieustannie atakujących kosz stargardzian, którym czasem nawet los nie chciał pomóc, co przełożyło się na 13/27 (48%) prób rzutowych z wyjątkiem rzutów za trzy punkty. Trzy punkty też wypadły tu średnio - 9/23 (39%). Niedość, że mniej prób niż gospodarze, toteż na słabszej skuteczności. Stargardzianie zwyczajnie osłabli, co na tyle szybkiej drużynie jak Zastal, z tak dobrym rozgrywającym jakiego posiada (jeszcze) Zastal nie mogło umknąć. Finalne 91-78 o 27-15 w czwartej kwarcie to nie dzieło przypadku, a stargardzianie muszą odnaleźć źródło problemu które zaistniało w trzeciej kwarcie, bowiem to wówczas wkradła się ta niemoc, która nie pozwoliła gościom nawet walczyć o zwycięstwo. Warto jednak rzucić okiem na rotację, bowiem oprócz topowych trzech graczy, stargardzianie w swojej rotacji narzekać nie mogli jedynie na ilość asyst.

Czwarta kwarta mogła przynieść nam naprawdę wiele emocji poza tymi, które zarezerwowane były dla fanów lokalnej drużyny a także tych chętnych celebrować dziedzictwo Waltera Hodge'a tuż po końcowym gwizdku. Nie ma co się oszukiwać - zawiodła. I zawiodła tu przede wszystkim drużyna gości, która po nagłym spowolnieniu w trzeciej kwarcie już nie dała rady z powrotem przyspieszyć, aby zbilansować rachunek zysków i strat, który z uporem maniaka był przez Zastal nieustannie atakowany. Z wyjątkiem sporadycznych epizodów, w których Lothar Muhammad próbował brać grę w swoje ręce, toteż nie za wiele można mówić o ofensywie stargardzian chociażby ze względu na to, że trzeba by było opisywać zwyczajnie brak skuteczności. Zielonogórzanie odnaleźli sposób na nieustannie atakujących kosz stargardzian, którym czasem nawet los nie chciał pomóc, co przełożyło się na 13/27 (48%) prób rzutowych z wyjątkiem rzutów za trzy punkty. Trzy punkty też wypadły tu średnio - 9/23 (39%). Niedość, że mniej prób niż gospodarze, toteż na słabszej skuteczności. Stargardzianie zwyczajnie osłabli, co na tyle szybkiej drużynie jak Zastal, z tak dobrym rozgrywającym jakiego posiada (jeszcze) Zastal nie mogło umknąć. Finalne 91-78 o 27-15 w czwartej kwarcie to nie dzieło przypadku, a stargardzianie muszą odnaleźć źródło problemu które zaistniało w trzeciej kwarcie, bowiem to wówczas wkradła się ta niemoc, która nie pozwoliła gościom nawet walczyć o zwycięstwo. Warto jednak rzucić okiem na rotację, bowiem oprócz topowych trzech graczy, stargardzianie w swojej rotacji narzekać nie mogli jedynie na ilość asyst.

Punktowali:Orlen Zastal Zielona Góra:Sindarius Thornwell 20, Michał Kołodziej 17, Walter Hodge 17, Michał Sitnik 9, Filip Matczak 9, Artur Łabinowicz 7, Kamari Murphy 6, Marcin Woroniecki 3, Evaldas Saulys 3PGE Spójnia Stargard:Aleksandar Langović 22, Yam Yehonatan 19, Lothar Muhammad 18, Ta'Lon Cooper 5, Kacper Borowski 5, Jayden Martinez 4, Sebastian Kowalczyk 3, Dawid Słupiński 2

Punktowali:

Orlen Zastal Zielona Góra:

Sindarius Thornwell 20, Michał Kołodziej 17, Walter Hodge 17, Michał Sitnik 9, Filip Matczak 9, Artur Łabinowicz 7, Kamari Murphy 6, Marcin Woroniecki 3, Evaldas Saulys 3

PGE Spójnia Stargard:

Aleksandar Langović 22, Yam Yehonatan 19, Lothar Muhammad 18, Ta'Lon Cooper 5, Kacper Borowski 5, Jayden Martinez 4, Sebastian Kowalczyk 3, Dawid Słupiński 2