RZUTZA3.PL PLKGORNIK-I-KING-W-FINALE-BANK-PEKAO-PUCHARU-POLSKI-DOMINACJA-GORNIKA-NIESAMOWITA-KONCOWKA-W-MECZU-KINGA-Z-ANWILEM
Górnik i King w finale Bank Pekao Pucharu Polski! Dominacja Górnika, niesamowita końcówka w meczu Kinga z Anwilem
15/02/2025 21:35
Za nami dzień singla, a jak dzień singla spędzić lepiej niż oglądając rozgrywki w ramach Bank Pekao Pucharu Polski? Dzień półfinałów zapowiadał się naprawdę elektryzująco, i nie ma co się oszukiwać – taki był. Mecze ćwierćfinałowe dostarczyły nam sporo emocji czym podwyższyły poprzeczkę oczekiwań, a mecze półfinałowe zdecydowanie tym oczekiwaniom sprostały.
Start Lublin 60 - 88 Górnik Wałbrzych
Start Lublin 60 - 88 Górnik Wałbrzych
Gdyby spojrzeć na wynik można by było pomyśleć, że wałbrzyszanie weszli w mecz tak samo gładko, jak z niego wyszli. Nic bardziej mylnego, bowiem to Start Lublin wydawał się być przeważającą drużyną w trakcie pierwszych minut meczu, choć z mniej eleganckiego powodu. Duża niemoc wałbrzyszan w ofensywie w trakcie pierwszych minut gry spowodowała, że wałbrzyszanie w pierwsze 6 minut meczu trafili zaledwie 5 punktów. Zdecydowanie powodem tego niestety nie była dobra obrona lublinian, a zwyczajnie duża niecelność szczególnie zza łuku która doskwierała wałbrzyszanom w 1 kwarcie. Lublinianie nie wykorzystali tej niemocy, w te same 6 minut zdobywając punktów 12, kończąc kwartę z takim dorobkiem punktowym podczas gdy to wałbrzyszanie w ostatnie nieco ponad 3 minuty zdobył 12 punktów kończąc kwartę wynikiem 12:17. Ostatecznie połowa skończyła się wynikiem 28-42 po naprawdę destrukcyjnej dla obrony Startu Lublin grze ofensywnej wałbrzyszan, którzy wydawali się o co najmniej jedną klasę lepszą drużyną w obronie. To, co jednak całkowicie przyćmiło lublinian to druga połowa meczu, w której wałbrzyszanie zdecydowanie wyciągnęli wnioski z pierwszej, zdecydowanie rzadziej kończąc akcje ofensywne na obwodzie i wykorzystując swoje atuty bliżej kosza aby zdobywać pewne punkty. Trzecia kwarta to był pogrom, który tak naprawdę na dobre zakończył to spotkanie. Niesamowicie w takiej grze bliżej kosza odnajdował się Ikeon Deonta Smith, który mimo wszystko prawie połowę swoich punktów zdobył z trójek. Nie da się tu jednak nie wspomnieć o znakomitym zrozumieniu jakim wykazywali się wzajemnie skrzydłowi i obwodowi drużyny z Wałbrzycha, bo chociażby współpraca Toddricka Gotchera i Dariusza Wyki przysporzyła kluczowych problemów drużynie z Lublina. Lublinianie zdecydowanie nie mogli odnaleźć się w ofensywie, a w defensywie byli zwyczajnie za słabi na drużynę Górnika Wałbrzych. Nieład ofensywny był na tyle problemowy, że w pewnym momencie lublinianie po prostu zaczęli oddawać znacznie mniej rzutów, ponieważ do sytuacji rzutowych po prostu nie dochodziło. Ostateczny wynik spotkania 60-88 podyktowany jednak został przez naprawdę spokojne egzekwowanie bardzo słabej dyspozycji drużyny Startu Lublin przez Górnika Wałbrzych, co sprawiało że relatywnie niewiele się działo w drugiej połowie spotkania.
King Szczecin 77 - 73 Anwil Włocławek
King Szczecin 77 - 73 Anwil Włocławek
Mecz z obydwu stron rozpoczął się naprawdę obiecująco. Metodycznie i spokojnie obie drużyny próbowały egzekwować swoje atuty w ofensywie, jednocześnie nie pokazując większych słabości w obronie. Na początku to jednak Anwil Włocławek wyprzedzał punktami Kinga Szczecin, czyniąc różnice pod koszem, skąd szczecinianie nie zdobywali zbyt wielu punktów, czyniąc linie rzutów za 3 punkty swoim głównym atutem. Błyszczeli tam przede wszystkim ci, którzy mieli – Tony Meier, Isaiah Whitehead oraz Kassim Nicholson. W drugiej kwarcie to jednak szczecinianie przejęli prowadzenie i zdobywali punkty przede wszystkim z bliższych odległości do kosza. Anwil Włocławek zdawał się zatracić pazur, z którym atakował kosz szczecinian w momencie gdy to wicemistrzowie Polski z udziałem Aleksandra Dziewy, Mateusza Kostrzewskiego, Szymona Wójcika oraz Jamesa Woodarda penetrowali strefę podkoszową Anwilu Włocławek bardzo często łapiąc włocławian na faule, które później miały ogromny wpływ na rozwój wydarzeń Schodząc do szatni szczecinianie wygrywali wynikiem 44-36 będąc rozpędzoną drużyną po obu stronach boiska. Trzecia kwarta wyglądała bliźniaczo podobnie do drugiej, bowiem szczecinianie dalej atakowali strefę podkoszową z może nie wielką łatwością, ale ogromną efektywnością. Anwil natomiast – nie punktował wiele. Często zdobywał punkty z rzutów osobistych, jednak ani zza łuku ani bliżej kosza nie udawało się im trafiać do kosza w pożądanej ilości. Zmieniało się to jednak okresowo, gdy na parkiecie pojawiał się Kamil Łączyński. Zawodnik ten bowiem niczym pochodnia, sprawiał że gracze Anwilu Włocławek o wiele lepiej się pozycjonowali, więcej widzieli a w rezultacie o wiele lepiej wykorzystywali błędy Kinga a także znacznie częściej kreowali sobie kluczowe sytuacje. To, co jednak zmieniło ten mecz w klasyczny dla Anwilu horror w końcówce, to dyspozycja tej właśnie drużyny w ostatniej kwarcie, w której nawiasem mówiąc prawie od samego początku do samego końca grał Kamil Łączyński. Po pierwsze – tempo. Anwil Włocławek znacznie przyspieszył, znajdował o wiele więcej luk w obronie szczecinian które bezlitośnie wykorzystywał. Szczecinianie? Złapali okropny „slump” w ataku. Z wyniku 65-51 z jakim wchodziliśmy w 4 kwartę, na 2 minuty przed jej końcem Anwil wyszedł na jednopunktowe prowadzenie. Gdy wydawało się, że Anwil ponownie jest bardzo blisko wygrania "przegranego meczu" tak, jak uczynili to wczoraj ze Śląskiem Wrocław, toteż z pomocą ruszył James Woodard który dołożył jakże ważne, 4 punkty w końcówce. Mimo wszystko to zdecydowanie Anwil wyglądał w niej lepiej, i gdyby nie to, że na sekundy do końca czwartej kwarty najpierw Justin Turner a potem Michał Michalak nie trafili żadnego ze swoich dwóch rzutów osobistych, to bardzo możliwe że to właśnie Anwil Włocławek zagrałby jutro z Górnikiem Wałbrzych o Puchar Polski.
Już jutro o godzinie 17:30 Górnik Wałbrzych zmierzy się z Kingiem Szczecin w meczu finałowym o Puchar Polski 2025!
Już jutro o godzinie 17:30 Górnik Wałbrzych zmierzy się z Kingiem Szczecin w meczu finałowym o Puchar Polski 2025!