RZUTZA3.PL PLKGORNIK-WABRZYCH-ZWYCIEZCA-BANK-PEKAO-PUCHARU-POLSKI

Górnik Wałbrzych zwycięzcą Bank Pekao Pucharu Polski!

16/02/2025 21:42
Andrzej Romański/plk.pl

16.02.2025 - dzień, który zapadnie w sercach wszystkich fanów beniaminka Orlen Basket Ligi. Nie ma co owijać w bawełnę, rewelacyjny Górnik Wałbrzych zwyciężył w meczu finałowym o Puchar Polski przeciwko Kingowi Szczecin! Mecz ten choć wyglądał dość jednostronnie, to nie zabrakło w nim ani emocji, ani naprawdę dobrej koszykówki!

16.02.2025 - dzień, który zapadnie w sercach wszystkich fanów beniaminka Orlen Basket Ligi. Nie ma co owijać w bawełnę, rewelacyjny Górnik Wałbrzych zwyciężył w meczu finałowym o Puchar Polski przeciwko Kingowi Szczecin! Mecz ten choć wyglądał dość jednostronnie, to nie zabrakło w nim ani emocji, ani naprawdę dobrej koszykówki!

Górnik Wałbrzych 80 - 78 King Szczecin

Górnik Wałbrzych 80 - 78 King Szczecin

Mecz rozpoczął się dość szybko - obydwie drużyny wyszły na parkiet z planem na grę w ofensywie który starali się nieustannie egzekwować. To jednak zawodnicy Górnika Wałbrzych zdecydowanie przyćmili zawodników wicemistrza Polski swoją grą na obwodzie, gdzie swoje rzuty w sposób efektywny wykorzystywali m.in. Grzegorz Kulka czy Alterique Gilbert, choć zdecydowanie nie trójki były tu czynnikiem znaczącym, a łatwość z jaką zawodnicy Górnika dostawali się pod kosz i nierzadko po naprawdę ciężkich rzutach kończyli akcje. King Szczecin choć dłużny w ataku nie pozostawał, to o wiele częściej nie trafiał swoich rzutów a to przez wybitnie słabą formę rzutową Jamesa Woodarda i Isaiaha Whiteheada którzy te akcje najczęściej wykańczali, bowiem obaj ci gracze do przerwy oddali dwucyfrową liczbę rzutów a trafili... 0. Druga ćwiartka spotkania już nieco odświeżyła formę rzutową zawodników ze Szczecina, którzy to za pośrednictwem choćby Tony'ego Meiera i Aleksandra Dziewy wykorzystywali ważne okazje na obwodzie. Gracze Górnika Wałbrzych przede wszystkim łapali graczy Kinga na wiele fauli, co skutkowało tym, że często stawali na linii rzutów wolnych które bezlitośnie dla szczecinian wykorzystywali. Schodząc do szatni po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 41-29 i było jasne - zawodnicy Kinga Szczecin muszą stać się o wiele bardziej efektywni w ataku, jednocześnie polepszając swój performance w obronie. Nie oszukujmy się, wydawało się to nieprawdopodobne i wielu fanów przyznało wówczas Puchar Polski Górnikowi Wałbrzych, mimo że przed nami było jeszcze 20 minut meczu. I to trzecia kwarta była rewolucyjna, bowiem szczecinianie pokazali, że Górnikowi Wałbrzych nie pójdzie tak gładko jak w półfinale przeciwko Startowi Lublin. Przede wszystkim szczecinianie znacznie polepszyli swoją skuteczność w ofensywie z każdego miejsca na parkiecie, a także udało im się sprawić że gracze Górnika o wiele częściej pudłowali swoje rzuty, choć często pomagało tu jednak szczęście, bowiem zawodnicy Górnika dość często próbowali swoich rzutów z otwartych pozycji po zasłonach. Niesamowita postawa ofensywna Aleksandra Dziewy, całkiem dobry powrót do gry Jamesa Woodarda a także Jovan Novak porządnie napędzili ofensywę szczególnie na obwodzie, gdzie byli znacznie szybsi i znacznie bardziej zdecydowani. Skutkiem tego było wejście w czwartą kwartę z jedynie jednopunktową przewagą wałbrzyszan. I to tam działy się dantejskie sceny, bowiem do samego końca drużyny wymieniały się punktami łeb w łeb, aż zegar zaczął kończyć swoje odliczanie do zera. Wówczas na 3,5 sekundy do końca meczu Aleksander Dziewa stanął przed szansą zdobycia remisu i możliwej dogrywki jeśli trafi oba ze swoich rzutów wolnych. Aleksander Dziewa miał bardzo dobry mecz, i nie pozwolił aby to rzuty osobiste w jego wykonaniu miały oddalić szczecinian od finalnego sukcesu. Trafił oba, a trener Andrzej Adamek wziął timeout, po którym wydarzyła się rzecz niesłychana bowiem Toddrick Gotcher na 3,5 sekundy do końca meczu otrzymał piłkę na "open" pozycji, z której zdobył bardzo prosty layup doprowadzając do wyniku 80-78 z którego King Szczecin podnieść się już nie mógł.

Mecz rozpoczął się dość szybko - obydwie drużyny wyszły na parkiet z planem na grę w ofensywie który starali się nieustannie egzekwować. To jednak zawodnicy Górnika Wałbrzych zdecydowanie przyćmili zawodników wicemistrza Polski swoją grą na obwodzie, gdzie swoje rzuty w sposób efektywny wykorzystywali m.in. Grzegorz Kulka czy Alterique Gilbert, choć zdecydowanie nie trójki były tu czynnikiem znaczącym, a łatwość z jaką zawodnicy Górnika dostawali się pod kosz i nierzadko po naprawdę ciężkich rzutach kończyli akcje. King Szczecin choć dłużny w ataku nie pozostawał, to o wiele częściej nie trafiał swoich rzutów a to przez wybitnie słabą formę rzutową Jamesa Woodarda i Isaiaha Whiteheada którzy te akcje najczęściej wykańczali, bowiem obaj ci gracze do przerwy oddali dwucyfrową liczbę rzutów a trafili... 0. Druga ćwiartka spotkania już nieco odświeżyła formę rzutową zawodników ze Szczecina, którzy to za pośrednictwem choćby Tony'ego Meiera i Aleksandra Dziewy wykorzystywali ważne okazje na obwodzie. Gracze Górnika Wałbrzych przede wszystkim łapali graczy Kinga na wiele fauli, co skutkowało tym, że często stawali na linii rzutów wolnych które bezlitośnie dla szczecinian wykorzystywali. Schodząc do szatni po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 41-29 i było jasne - zawodnicy Kinga Szczecin muszą stać się o wiele bardziej efektywni w ataku, jednocześnie polepszając swój performance w obronie. Nie oszukujmy się, wydawało się to nieprawdopodobne i wielu fanów przyznało wówczas Puchar Polski Górnikowi Wałbrzych, mimo że przed nami było jeszcze 20 minut meczu. I to trzecia kwarta była rewolucyjna, bowiem szczecinianie pokazali, że Górnikowi Wałbrzych nie pójdzie tak gładko jak w półfinale przeciwko Startowi Lublin. Przede wszystkim szczecinianie znacznie polepszyli swoją skuteczność w ofensywie z każdego miejsca na parkiecie, a także udało im się sprawić że gracze Górnika o wiele częściej pudłowali swoje rzuty, choć często pomagało tu jednak szczęście, bowiem zawodnicy Górnika dość często próbowali swoich rzutów z otwartych pozycji po zasłonach. Niesamowita postawa ofensywna Aleksandra Dziewy, całkiem dobry powrót do gry Jamesa Woodarda a także Jovan Novak porządnie napędzili ofensywę szczególnie na obwodzie, gdzie byli znacznie szybsi i znacznie bardziej zdecydowani. Skutkiem tego było wejście w czwartą kwartę z jedynie jednopunktową przewagą wałbrzyszan. I to tam działy się dantejskie sceny, bowiem do samego końca drużyny wymieniały się punktami łeb w łeb, aż zegar zaczął kończyć swoje odliczanie do zera. Wówczas na 3,5 sekundy do końca meczu Aleksander Dziewa stanął przed szansą zdobycia remisu i możliwej dogrywki jeśli trafi oba ze swoich rzutów wolnych. Aleksander Dziewa miał bardzo dobry mecz, i nie pozwolił aby to rzuty osobiste w jego wykonaniu miały oddalić szczecinian od finalnego sukcesu. Trafił oba, a trener Andrzej Adamek wziął timeout, po którym wydarzyła się rzecz niesłychana bowiem Toddrick Gotcher na 3,5 sekundy do końca meczu otrzymał piłkę na "open" pozycji, z której zdobył bardzo prosty layup doprowadzając do wyniku 80-78 z którego King Szczecin podnieść się już nie mógł.

Gratulujemy Górnikowi Wałbrzych triumfu w Bank Pekao Pucharze Polski!

Gratulujemy Górnikowi Wałbrzych triumfu w Bank Pekao Pucharze Polski!