RZUTZA3.PL PLKHITOWE-STARCIA-DUZE-NIESPODZIANKI-CZYLI-22-KOLEJKA-ORLEN-BASKET-LIGI
Hitowe starcia, duże niespodzianki, czyli 22 kolejka Orlen Basket Ligi!
17/03/2026 17:43
Za nami 22 kolejka Polskiej Ligi Koszykówki, która ponownie dostarczyła wiele emocji oraz niespodziewanych wyników. Ponadto mieliśmy przyjemność oglądać takie hity jak derby trójmiasta, King kontra Śląsk, czy też Legia - Zastal.
Kolejna porażka Krosna!
Miasto Szkła Krosno 77-91 Czarni Słupsk
Miasto Szkła Krosno 77-91 Czarni Słupsk
W czwartek kolejkę otworzył mecz Miasta Szkła Krosno z Czarnymi Słupsk. Był to więc kluczowy mecz dla ostatniej drużyny ligi w kontekście utrzymania, bo choć Czarni mieli przed meczem 4 zwycięstwa więcej, to każde starcie z zespołem z dołu tabeli jest okazją dla krośnian na poprawę swojej sytuacji. Jednak jak goście wyszli na prowadzenie praktycznie na samym początku, tak już utrzymywali je do samego końca, konsekwentnie zadając kolejne ciosy swoim rywalom. Trzeba przyznać, że słupszczanie w ostatnich meczach wyglądają dużo lepiej niż przed zmianą trenera i raczej wszystko na to wskazuje, że już nie muszą martwić się o potencjalny spadek, lecz o Play Offy też nie powalczą.
Ponownie liderem Czarnych był Jorden Duffy, który jako jedyny w tym meczu zdobył 20 punktów, ale do tego zaliczył aż 6 przechwytów. Po 16 punktów rzucili Chico Carter oraz Eral Penn. Z pewnością kibiców powinien cieszyć wreszcie dobry mecz Aigarsa Skele (10 punktów, 6 asyst) czy też prawie double double Samuela Hinesa Jr. - 14 punktów i 9 zbiórek.
Po stronie gospodarzy najlepszy był Ben Shungu (18/3/4), któremu zmiana klubu z perspektywy czasu z pewnością wyszła na dobre, patrząc na jego rolę w Krośnie. 15 punktów zdobył Michał Jankowski, a 10 dołożył Jan Wójcik. Po raz kolejny rozczarował nowy nabytek - Marcus Shaver Jr., chociaż w tym meczu zdobył 9 punktów. Jego skuteczność i decyzyjność pozostawia jednak wiele do życzenia.
Ofensywny MKS sprawia niespodziankę!
MKS Dąbrowa Górnicza 95-82 Dziki Warszawa
Dziki Warszawa przyzwyczaiły nas, że ich mecze są skupione przede wszystkim na ofensywie i często te zdobycze punktowe są wyższe niż w pozostałych meczach. Jednak aż 62 punkty zdobyte przez MKS w pierwszej połowie chyba zaskoczyły każdego, kto ten mecz oglądał. Gościom zabrakło obrony i mimo poprawy w drugiej połowie, losów tego spotkania nie dało się już odwrócić. A zespół Artura Gronka po raz kolejny pokazuje, że też drzemię w nim ogromny potencjał ofensywny, a gra w Play Offach jest naprawdę realna w tym sezonie. Pokuszę się o stwierdzenie, że im dalej w sezon, tym lepiej widać postęp wykonany względem zeszłorocznych rozgrywek, w których przecież MKS walczył o utrzymanie, więc przede wszystkim to trener ekipy z Dąbrowy Górniczej zasługuje na pochwały.
Niektóre występy indywidualne również nie powinny być pomijane - na przykład ten Luthera Muhammada, który zdobył aż 33 punkty nie zapisując przy tym… ani jednej zbiórki, asysty, czy jakiejkolwiek innej pozytywnej statystyki. Od zbiórek jednak był Martin Peterka. Czech może pochwalić się double double w postaci 13 punktów i 10 zebranych piłek. Reszta zawodników MKSu zagrała solidnie, ale bez fajerwerków. Może chciałoby się zobaczyć więcej akcji ofensywnych EJ Montgomery’ego, który potrafi pod koszem przestawiać swoich rywali, a w meczu z Dzikami zdobył zaledwie 4 oczka.
W szeregach Dzików ponownie brylowali obrońcy - Edge (20/7/2) i Horton (18/7/4). Grzegorz Kamiński również pokazał się z dobrej strony, zapisując tym razem 16 punktów. Zabrakło jednak wsparcia od chociażby Chaveza, Soaresa, czy też po prostu lepszej gry wysokich pod koszem, bo jednak fakt, że Darnell Edge miał więcej zbiórek od Frąckiewicza i Oguamy powinien trochę niepokoić.
Górnik lepszy w Gliwicach!
GTK Gliwice 82-92 Górnik Zamek Książ Wałbrzych
GTK znowu rozczarowuje i przegrywa u siebie. Oczywiście Górnik Wałbrzych to nie jest rywal z dołu tabeli, tylko ekipa z ambicjami na Play Offy, podobnie jak wcześniej Dziki czy Trefl. Mimo to, gdyby nie bardzo słaba druga kwarta, zespół Neboisy Vidicia mógł w tym spotkaniu powalczyć o triumf, dlatego też z pewnością pozostaje niedosyt. Dla Górnika to zaś niezwykle ważne 12 zwycięstwo w tym sezonie.
Jest kogo wyróżniać po stronie wałbrzyszan. Lovel Cabbil zakończył mecz z 22 punktami i 6 asystami, Ryan Taylor - z 21 punktami, a Tauras Jogela z double double (19 punktów, 13 zbiórek). Forma nie opuszcza również Avery’ego Andersona, którego gra wskoczyła już przed Pucharem Polskim na dużo większe obroty, poniżej których nie schodzi do dziś.
W drużynie gospodarzy najlepszy był KJ Jackson - zdobywca 20 oczek. Na plus zdecydowanie Kuba Piśla (15 punktów), ale ta lista zawodników wyróżnionych w sumie się kończy. Może jeszcze dodałbym tutaj Ivana Almeidę (8/6/7), który miał solidny występ. Reszta jednak nie zachwyciła.
Kompromitacja Anwilu!
Anwil Włocławek 91-97 Start Lublin
Brak gry w Pucharze Polski miał być impulsem dla Rottweilerów, aby zmienić coś w swojej grze i powalczyć o miejsce w czołówce. Realia są jednak nieco inne i narazie, po przerwie pucharowej i reprezentacyjnej, Anwil zdążył już przegrać z Legią i Startem. Mecz z Legią nie był co prawda taki zły w ich wykonaniu, porażkę można w tym wypadku wytłumaczyć, ale sobotnie spotkanie z zespołem Wojciecha Kamińskiego trzeba było wygrać. Głównie dlatego, że Start wyglądał w ostatnich meczach, jakby to on miał bezpośrednio walczyć z Krosnem o utrzymanie, a przyjście Rameya wcale nie pomogło. O wyniku jednak zadecydowała fatalna obrona gospodarzy. Stracić u siebie prawie 100 punktów z takim zespołem, to jest wyczyn na miarę Czarnych Słupsk, którzy muszą się mierzyć z osłabionym przeciwnikiem.
Najwięcej punktów w tym meczu zdobył Liam O’Reilly. Amerykanin zapisał 26 oczek, ale oprócz tego, rozdał 6 asyst i był najlepszym zawodnikiem swojego zespołu. Równie imponujący występ zanotował Jordan Wright, który zdobył 24 punkty. Po stronie gospodarzy Anwilu Elvar Fridriksson zdobył 23 punkty oraz 7 asyst, Trevon Allen 19 oczek, a warty jakichkolwiek pochwał jest jeszcze może Eric Lockett (13 punktów). Reszta graczy, na czele z Michalakiem, po prostu zawiodła.
Legia wysoko wygrywa z Zastalem!
Legia Warszawa 84-66 Zastal Zielona Góra
Krycie na całym boisku, ciągłe szukanie przechwytów i dominacja na zbiorkach. Tak właśnie grała Legia w obronie i dzięki temu wygrała tak wysoko z Zastalem. Goście mieli problemy z przejściem pierwszej linii defensywy rywali, a gdy im się to udawało, świetnie powstrzymywali ich podkoszowi mistrzów Polski. Poza tym zielonogórzanie rzadko trafiali z dystansu, a liderzy zespołu nie do końca potrafili wziąć grę na swe barki.
Rozczarowali przede wszystkim Garrison i Mazurczak. Dla tego pierwszego to kolejny mecz, w którym zwyczajnie nie „dojeżdża” i patrząc na to, ile minut dostaje, powinien grać na dużo wyższym poziomie. Jakub Szumert też nie zagrał idealnie - tylko 11 punktów. Chavaughn Lewis zdobył 15 punktów, Patrick Cartier - 14, a Jay Maughmer - 13.
Po stronie Legii najlepszy był DJ Brewton, który rozegrał fantastyczną drugą kwartę, a łącznie w całym meczu zdobył 17 punktów. Tylko dwa punkty zapisał za to Ojars Silins, który spędził na parkiecie tylko 19 minut. Rewelacyjny w obronie był Race Thompson (aż 5 bloków), a grą na pozycji rozgrywającego dyrygował Andrzej Pluta (11 punktów, 8 asyst).
Stal znowu niepokonana u siebie!
Stal Ostrów Wielkopolski 77-75 Twarde Pierniki Toruń
Twarde Pierniki były znowu bliskie zwycięstwa na wyjeździe mimo osłabienia, chociaż trzeba przyznać, że i rywal był trochę trudniejszy, ale też w szeregach zespołu z Torunia grał już Aljaz Kunc oraz nowy nabytek - Isaiah Cousins. Jednak twierdza w Ostrowie Wielkopolskim okazała się nie do zdobycia, a Stal odnosi już 12 zwycięstwo w tym sezonie. Gospodarze przede wszystkim świetnie weszli w to spotkanie, a do przerwy prowadzili już 45-31. Trzecia kwarta zdecydowanie należała do Twardych Pierników, ale nie dało im to prowadzenia - jedynie trochę napsuli krwi zawodnikom Andrzeja Urbana.
Fenomenalnie zagrał Trenton Gibson - 23 punktów, 5 zbiórek oraz 6 asyst. A liderem w obronie był nie kto inny jak Quan Jackson, który zanotował tym razem 5 przechwytów, a do tego był bliski double double (10 punktów, 8 zbiórek). A prawie wymarzony debiut w barwach ekipy z Torunia zaliczył Isaiah Cousin. W zasadzie brakowało tylko zwycięstwa drużyny, bo sam zawodnik zdobył „tylko” 10 punktów, ale przede wszystkim 10 asyst. Okej, skuteczność też nie powala (4/10), ale patrząc na debiuty innych zawodników, którzy przychodzą podczas sezonu, ten był świetny. Ponownie najwięcej punktów w swoim zespole miał Arik Smith, który rzucił 20 oczek. Powracający po urazie Aljaz Kunc zanotował 17 punktów i aż 12 zbiórek.
Śląsk przegrywa w hicie kolejki!
King Szczecin 90-81 WKS Śląsk Wrocław
Poniedziałek był dniem prawdziwych hitów 22 kolejki. Pierwszy z nich to starcie Kinga Szczecin ze Śląskiem Wrocław, wygrane przez ten pierwszy zespół. Oczywiście w składzie WKS-u brakowało Kadre Graya, a tym razem Isuuf Sanon nie zastąpił go tak, jak powinien, więc Śląsk poniekąd grał bez rozgrywającego. Jednak King od drugiej kwarty był po prostu lepszy, chociaż sędziowie też raczej nie pomagali gościom. Wrocławianie co prawda mieli swoje momenty chociażby w trzeciej kwarcie, kiedy nawet przez chwilę prowadzili, ale w ostatniej części meczu rywale już odjechali i nie dało się ich dogonić, a też po stronie Wilków Morskich stała przewaga parkietu i własnych kibiców.
Przemysław Żołnierewicz, po ostatnim bardzo dobrym występie w Zielonej Górze, w Szczecinie zdobył aż 25 punktów, będąc prawdziwym filarem zespołu. Anthony Robert dorzucił 17 punktów, a Popovic - 15, szczególnie wyróżniając się w drugiej połowie. A Tomasz Gielo popisał się za to double double w postaci 12 punktów i 11 zbiórek.
W drużynie Ainarsa Bagatskisa najwięcej punktów (18) zapisał Noah Kirkwood. Nieźle poradzili sobie też Ajdin Penava (14 punktów, 6 zbiórek) oraz Stefan Djordjević (14 punktów). Jednak należy też wyróżnić Błażeja Kulikowskiego, który dawał wiele dobrego w tym meczu, wchodząc przecież tylko z ławki. Podejmował mądre decyzje i był bezbłędny (5/5 z gry), co przełożyło się na 13 punktów. Drużyna z nim na parkiecie była 5 punktów na plusie.
Derby Trójmiasta nie dla Trefla!
Arka Gdynia 80-77 Energa Trefl Sopot
To był chyba najbardziej wyrównany mecz tej kolejki, z resztą jak na derby przystało. Pierwsza połowa nie była jakoś specjalnie ofensywna, gdyż do przerwy utrzymywał się wynik 38-34 dla gospodarzy. W drugiej połowie obie ekipy nieco podkręciły tempo, ale tmimo dobrej trzeciej kwarty Trefla, to Arka ostatecznie utrzymała prowadzenie z poprzednich części meczu, chociaż potrzebowała do tego niesamowitego rzutu Kamila Łączyńskiego z około 9 metrów na zwycięstwo.
Szczególnie dobre wrażenie sprawiał w tym spotkaniu Milan Barbitch. Francuz w swoim drugim meczu w barwach Arki zdobył 23 punkty i 4 asyty, ale trzeba pochwalić jego lekkość w mijaniu przeciwników, boiskowe IQ, czy też wykorzystywanie błędów rywali, które prowadziły do jego rzutów wolnych. Bohaterem tego meczu był jednak Kamil Łączyński, który trafił trójkę na zwycięstwo, ale przez cały mecz się wyróżniał. Rozgrywający zapisał 9 oczek, 7 zbiórek oraz 7 asyst.
Po stronie Trefla najlepiej spisywał się MVP Pucharu Polski, Paul Scruggs, chociaż trzeba przyznać, że w kilku sytuacjach mógł podjąć lepsze decyzje, a wtedy być może goście odnieśliby zwycięstwo. Amerykanin zdobył 17 punktów, zebrał 8 piłek i rozdał 3 asysty. Całkiem solidnie zaprezentowali się Kacinas i Suurorg, ale obaj nie popisali się jeśli chodzi o skuteczność.