RZUTZA3.PL PLKJAK-PRZEGRAC-WYGRANY-MECZ-CZYLI-SPOTKANIE-ZASTALU-Z-DZIKAMI

Jak przegrać wygrany mecz? - czyli spotkanie Zastalu z Dzikami

27/12/2024 19:54
Andrzej Romański/plk.pl

12 kolejka Orlen Basket Ligi zaczęła się od pasjonującego świątecznego starcia Śląska z Anwilem. Wszyscy fani koszykówki liczyli, że 27 grudnia w hali CRS w Zielonej Górze nastąpi niejaka kontynuacja spotkania z Hali Stulecia. Zastal gra coraz lepiej pod wodzą nowego trenera, wzmocnił się Arturem Łabinowiczem, który jeszcze jednak nie jest gotowy do gry i jest na fali po pokonaniu Mistrza Polski - Trefla Sopot.

Dziki pokazują, że nazwa klubu ma swoje odzwierciedlenie w poczynaniach boiskowych. Podopieczni Krzysztofa Szablowskiego pomimo deficytu kadrowego(kontuzje polskich graczy, odejście do ligi greckiej Nicka McGlynna) intensywnie bronią, mają pomysł na atak i nie odpuszczają ani na moment. W drużynie z Warszawy nie zagra jeszcze nowy nabytek klubu ze stolicy, mierzący 207 cm wzrostu leworęczny center John Fulkerson, który dopiero jutro przyleci do Polski i rozpocznie treningi ze swoimi nowymi kolegami i sztabem.

Pięknym blokiem na samym początku meczu popisał się zawodnik z numerem 21 czyli Kamari Murphy. Dobrze wprowadził się(punkty spod kosza i zbiórka w ataku) także doświadczony Mateusz Bartosz czyli rezerwowy center Dzików, który zawsze jest pod przysłowiową ręką Krzysztofa Szablowskiego i może wskoczyć do pierwszej piątki grając solidne zawody. Później pojawili się pierwsze trójki, trafiał będący ostatnio w świetnej formie Andre Wesson i nieźle odnajdujący się w nowej roli Filip Matczak, dwa rzuty zza łuku dołożył będący świetnie dysponowany Estończyk Jannari Joessar. Dziki wygrały pierwszą, ponieważ były bardziej zdecydowane w ataku.

Te prowadzenie z pierwszej kwarty na niewiele się zdało. Dziki zaczęły mieć kłopoty w obronie, a fantastycznie ułożona rękę miał Michał Kołodziej. Zawodnik z Mrągowa trafił dwie trójki, rozerwał obronę rywali i dołożył do tego akcję 2+. Były to bardzo wartościowe dla Zastalu minut Kołodzieja na pozycji 5. Zapaść ekipy Krzysztofa Szablowskiego nie trwała długo, zaczęły wpadać rzuty, a dodatkowe zmiany na boisku czyli wprowadzenie Rickeya McGilla oraz Mateusza Bartosza. Zastal szybko wykorzystał limit fauli i musiał z tego powodu cierpieć. Obie ekipy grały inteligentny, intensywny basket, a wynik trzymał się na styku. Na zakończenie pierwszej połowy nieskuteczną akcję izolacyjną zagrał Sindarius Thornwell. Po 20 minutach gry po 41 na tablicy wyników.

Trzecia kwartę efektywnie i efektownie rozpoczął Sin Thornwell gracz z przeszłością w NBA, był aktywny w obronie zaliczając 2 przechwyty, a do tego dołożył 5 punktów. Dziki wyszły z szatni nieskoncentrowane i robiły głupie błędy, a gospodarzy nakręcała zgromadzona w liczbie ponad 4 tysięcy widownia. W zespole gości zawodził wracający po kontuzji ręki Rickey McGill, który kiepsko rozgrywał piłkę, jego drużyna nie trzymała odpowiedniego rytmu gry. Zastal odjechał już na 9 pkt, lecz ich rywale niezłym fragmentem na koniec 3 kwarty zbliżyli się na 4 punkty różnicy.

Ostatnia część spotkania rozpoczęła się lepiej dla Warszawiaków, złapali oni dobrą energię w obronie i ataku czego konsekwencja było wyjście na prowadzenie podopiecznych trenera Szablowskiego. Przysłowiową tróję odpalił McGill. W środku kwarty gra była dosyć brudna, wiele było przewinień, błędów chociażby kroków. Prowadzenie przechodziło cały czas z rąk do rąk, więc licznie zgromadzeni kibice w hali mogli być bardzo zadowoleni. Potem akcja 3+1 popisał się Jannari Joessar, który wyprowadził Dziki na 3 pkt przewagi. Wydawało się już że mecz jest rozstrzygnięty, ale Dziki nie miały pomysłu na obronę, za to Zastal miał pomysł na atak. Thornwell zdobył łatwe punkty spod kosza, a później wymusił stratę, która podopieczni Vladimira Jovanovicia przekonwertowali w kolejną zdobycz. Dziki miały jeszcze jedną akcję lecz Mateusz Szlachetka stracił piłkę i tym samym włożył ją do rąk rywali. Litwin Evaldas Saulys spudłował dwa wolne i goście mieli jeszcze 4 sekundy na rzut, lecz ciężko o to ledwo co po zbiórce pod własnym koszem.

Był to bardzo ciekawy mecz przy akompaniamencie wspaniałej publiczności. Z początku to Dziki prowadziły grę, lecz od połowy drugiej kwarty to Zielonogórzanie byli lepszą drużyną, widać było pomysł na grę, którym było wykorzystywanie dobrej dyspozycji amerykańskich graczy, udało też się otworzyć Michała Kołodzieja, który zagrał jeden z lepszych meczów w sezonie. Dziki były zbyt chaotyczne i gubiły sporo piłek, do tego miały problemy na linii rzutów wolnych. Zabrakło twardości w obronie z czego przecież słyną oraz spokoju przy budowaniu akcji w ataku.