RZUTZA3.PL PLKJEREMY-ROACH-OTWIERA-TEGOROCZNE-PLAYOFFY-KING-10-ZASTAL
Jeremy Roach otwiera tegoroczne playoffy! King 1:0 Zastal
13/05/2026 22:27
Playoffy Orlen Basket Ligi rozpoczęły się w znakomitym stylu. Pierwszy ćwierćfinałowy mecz pomiędzy Kingiem Szczecin a Orlen Zastalem Zielona Góra dostarczył wszystkiego, czego można oczekiwać od fazy posezonowej - dobrej koszykówki, emocji, zwrotów akcji i dramatycznej końcówki. Ostatecznie lepsi okazali się szczecinianie, którzy wygrali 80:78 po trafieniu Jeremy’ego Roacha w decydującym momencie spotkania. Obie drużyny od początku wyszły z jasnym planem na ten mecz - grać swoją koszykówkę, opartą na rozwiązaniach, które funkcjonowały przez cały sezon. Zarówno King, jak i Zastal mieli swoje momenty bardzo dobrej gry, ale nie uniknęli również błędów i fragmentów słabszej dyspozycji.
Playoffy Orlen Basket Ligi rozpoczęły się w znakomitym stylu. Pierwszy ćwierćfinałowy mecz pomiędzy Kingiem Szczecin a Orlen Zastalem Zielona Góra dostarczył wszystkiego, czego można oczekiwać od fazy posezonowej - dobrej koszykówki, emocji, zwrotów akcji i dramatycznej końcówki. Ostatecznie lepsi okazali się szczecinianie, którzy wygrali 80:78 po trafieniu Jeremy’ego Roacha w decydującym momencie spotkania. Obie drużyny od początku wyszły z jasnym planem na ten mecz - grać swoją koszykówkę, opartą na rozwiązaniach, które funkcjonowały przez cały sezon. Zarówno King, jak i Zastal mieli swoje momenty bardzo dobrej gry, ale nie uniknęli również błędów i fragmentów słabszej dyspozycji.
King wygrał spokojem i szerokością składu
King wygrał spokojem i szerokością składu
King Szczecin nie zagrał meczu pełnego efektownych akcji czy ofensywnych fajerwerków. Nie oglądaliśmy dziś spektakularnych wsadów Anthonego Robertsa ani wybitnej skuteczności rzutowej Noaha Freidela czy Jeremy’ego Roacha. Szczecinianie po prostu konsekwentnie realizowali swój plan i robili to dobrze - szczególnie po przerwie. Kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której King zbudował przewagę, utrzymując ją praktycznie do samej końcówki spotkania. Gospodarze wyglądali wtedy dojrzale i cierpliwie, dobrze kontrolując tempo meczu. Największym bohaterem został oczywiście Jeremy Roach, który trafił rzut na zwycięstwo i zapewnił swojej drużynie prowadzenie w serii. Warto jednak podkreślić, że choć wyjściowa piątka Kinga - poza Nemanją Popoviciem i Jeremym Roachem - nie zanotowała wielkich zdobyczy punktowych, ogromną wartość dała ławka rezerwowych. Max Egner, Noah Freidel oraz Mateusz Kostrzewski byli bardzo widoczni po wejściu na parkiet i mimo stosunkowo krótkiego czasu gry wnieśli do zespołu dużo energii, intensywności i ważnych punktów. To właśnie szerokość rotacji okazała się jednym z największych atutów szczecińskiej drużyny w meczu numer jeden.
King Szczecin nie zagrał meczu pełnego efektownych akcji czy ofensywnych fajerwerków. Nie oglądaliśmy dziś spektakularnych wsadów Anthonego Robertsa ani wybitnej skuteczności rzutowej Noaha Freidela czy Jeremy’ego Roacha. Szczecinianie po prostu konsekwentnie realizowali swój plan i robili to dobrze - szczególnie po przerwie. Kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której King zbudował przewagę, utrzymując ją praktycznie do samej końcówki spotkania. Gospodarze wyglądali wtedy dojrzale i cierpliwie, dobrze kontrolując tempo meczu. Największym bohaterem został oczywiście Jeremy Roach, który trafił rzut na zwycięstwo i zapewnił swojej drużynie prowadzenie w serii. Warto jednak podkreślić, że choć wyjściowa piątka Kinga - poza Nemanją Popoviciem i Jeremym Roachem - nie zanotowała wielkich zdobyczy punktowych, ogromną wartość dała ławka rezerwowych. Max Egner, Noah Freidel oraz Mateusz Kostrzewski byli bardzo widoczni po wejściu na parkiet i mimo stosunkowo krótkiego czasu gry wnieśli do zespołu dużo energii, intensywności i ważnych punktów. To właśnie szerokość rotacji okazała się jednym z największych atutów szczecińskiej drużyny w meczu numer jeden.
Problemy Zastalu zaczęły się bardzo szybko
Problemy Zastalu zaczęły się bardzo szybko
Dla Orlen Zastalu Zielona Góra początek meczu przyniósł ogromny problem. Andy Mazurczak już na początku na przestrzeni trzech minut złapał trzy faule, co praktycznie wyłączyło go z gry do końca pierwszej połowy i mocno skomplikowało plan trenera Arkadiusza Miłoszewskiego. W tej sytuacji rolę głównego rozgrywającego musiał przejąć Conley Garrison i bez wątpienia był on najważniejszą postacią Zastalu w tym spotkaniu. Był bardzo aktywny zarówno w kreowaniu gry, jak i w wykańczaniu akcji, świetnie współpracował z partnerami i skutecznie rozbijał defensywę Kinga. Bardzo dobre zawody rozegrał również Jakub Szumert, który był widoczny po obu stronach parkietu i wniósł do gry dużo energii oraz agresji. Problemem zielonogórzan okazał się jednak przede wszystkim brak odpowiedniego scoringu. Ani Jay Maughmer, ani Patrick Cartier, ani sam Andy Mazurczak nie dali ofensywie tyle, ile było potrzebne do wygrania pierwszego meczu serii. Dodatkowo w spotkaniu nie wystąpił Chavaughn Lewis, co było kolejnym ciosem dla ofensywy Zastalu. Ostatecznie właśnie ograniczona obecność Mazurczaka oraz bardzo mała produkcja punktowa z ławki mocno odbiły się na grze gości. Co więcej, tylko dwóch zawodników Zastalu zakończyło mecz z dwucyfrową liczbą punktów - Conley Garrison i Jakub Szumert. To zdecydowanie za mało, by wygrać wyjazdowe spotkanie playoffowe z tak solidnym rywalem.
Dla Orlen Zastalu Zielona Góra początek meczu przyniósł ogromny problem. Andy Mazurczak już na początku na przestrzeni trzech minut złapał trzy faule, co praktycznie wyłączyło go z gry do końca pierwszej połowy i mocno skomplikowało plan trenera Arkadiusza Miłoszewskiego. W tej sytuacji rolę głównego rozgrywającego musiał przejąć Conley Garrison i bez wątpienia był on najważniejszą postacią Zastalu w tym spotkaniu. Był bardzo aktywny zarówno w kreowaniu gry, jak i w wykańczaniu akcji, świetnie współpracował z partnerami i skutecznie rozbijał defensywę Kinga. Bardzo dobre zawody rozegrał również Jakub Szumert, który był widoczny po obu stronach parkietu i wniósł do gry dużo energii oraz agresji. Problemem zielonogórzan okazał się jednak przede wszystkim brak odpowiedniego scoringu. Ani Jay Maughmer, ani Patrick Cartier, ani sam Andy Mazurczak nie dali ofensywie tyle, ile było potrzebne do wygrania pierwszego meczu serii. Dodatkowo w spotkaniu nie wystąpił Chavaughn Lewis, co było kolejnym ciosem dla ofensywy Zastalu. Ostatecznie właśnie ograniczona obecność Mazurczaka oraz bardzo mała produkcja punktowa z ławki mocno odbiły się na grze gości. Co więcej, tylko dwóch zawodników Zastalu zakończyło mecz z dwucyfrową liczbą punktów - Conley Garrison i Jakub Szumert. To zdecydowanie za mało, by wygrać wyjazdowe spotkanie playoffowe z tak solidnym rywalem.
Seria dopiero się rozkręca
Seria dopiero się rozkręca
Pierwszy mecz tej serii pokazał, że rywalizacja pomiędzy Kingiem Szczecin a Orlen Zastalem Zielona Góra może być jedną z najciekawszych w całych ćwierćfinałach ORLEN Basket Ligi. Emocji, walki i jakości koszykarskiej zdecydowanie nie zabrakło. Już w sobotę 16 maja odbędzie się mecz numer dwa, który może mieć ogromne znaczenie szczególnie dla Zastalu. Zielonogórzanie muszą odpowiedzieć bardzo szybko, jeśli nie chcą wracać przed własną publiczność pod ogromną presją gry o pozostanie w playoffach.
Pierwszy mecz tej serii pokazał, że rywalizacja pomiędzy Kingiem Szczecin a Orlen Zastalem Zielona Góra może być jedną z najciekawszych w całych ćwierćfinałach ORLEN Basket Ligi. Emocji, walki i jakości koszykarskiej zdecydowanie nie zabrakło. Już w sobotę 16 maja odbędzie się mecz numer dwa, który może mieć ogromne znaczenie szczególnie dla Zastalu. Zielonogórzanie muszą odpowiedzieć bardzo szybko, jeśli nie chcą wracać przed własną publiczność pod ogromną presją gry o pozostanie w playoffach.