RZUTZA3.PL PLKJOVAN-NOVAK-SHOW-W-LUBLINIE
Jovan Novak Show w Lublinie!
23/03/2025 22:21
W niedzielny wieczór w lubelskiej hali Globus doszło do batalii pomiędzy wicemistrzami Polski ze Szczecina, oraz lokalnym PGE Startem Lublin. Zwycięstwo choć z niemałymi trudnościami odniosła drużyna gości, a zdecydowanym MVP spotkania został niedawny nabytek wicemistrzów Polski - rozgrywający Jovan Novak.
W niedzielny wieczór w lubelskiej hali Globus doszło do batalii pomiędzy wicemistrzami Polski ze Szczecina, oraz lokalnym PGE Startem Lublin. Zwycięstwo choć z niemałymi trudnościami odniosła drużyna gości, a zdecydowanym MVP spotkania został niedawny nabytek wicemistrzów Polski - rozgrywający Jovan Novak.
Pierwsza połowa
Pierwsza połowa
Pierwsza kwarta rozpoczęła się bardzo niejednoznacznie. Obydwie drużyny rozgrywały swoje akcje stosunkowo wolno, szukając ścięć na kosz w grze charakteryzowanej przez wiele podań na obwodzie. Był to jedyny sposób aby zdobywać punkty, bowiem obydwu drużynom wyraźnie "trójka nie siedziała". Na 10 prób rzutowych z obwodu w pierwszej kwarcie wpadły łącznie dwie, obie na konto Kinga Szczecin. Brak formy zza łuku oraz duże dziury w obronie po obu stronach podyktowały rozgrywkę w tej kwarcie, co dawało duże benefity dla graczy szybkich, z umiejętnością wykańczania spod kosza. Dlatego też bardzo dobrą kwartę rozegrali m.in. Tyran de Lattibeaudiere i Przemysław Żołnierewicz - znani ze wspomnianych wcześniej umiejętności. Kwarta zakończyła się delikatną przewagą gości (19:23), a wspomniane postacie były zdecydowanie wiodącymi dla swoich drużyn (obaj panowie zdobyli w tej kwarcie 7 punktów).Taki dość powolny charakter spotkania przybrał nieco więcej kolorów w drugiej ćwiartce spotkania, bowiem zarówno gospodarze jak i goście dużo częściej próbowali innych zagrań niż te, które miały kończyć akcje jak najbliżej kosza, najlepiej po szybkim ścięciu na dziurze w obronie, lub po zasłonie. Mimo tego, że pierwsza kwarta (z wyjątkiem rzutów z obwodu) była dość skuteczna, to obie drużyny zdecydowały się na pewne zmiany w swoim stylu gry. W drużynie gospodarzy dużo częściej mieliśmy do czynienia z grą 1v1 w której Tevin Brown odnajdował się jak ryba w wodzie, a Tyran de Lattibeaudiere łapał przeciwników na faule. To jednak ten pierwszy coraz częściej próbował rozruszać ofensywę lublinian z dala od kosza, i często ustawiał się w rogu z którego oddał dwa rzuty, trafiając jeden. Szczecinianie natomiast kończyli swoje akcje dosłownie wszędzie, nie wykazując się już aż tak sprecyzowanym planem na kończenie akcji jak to robili w pierwszej kwarcie. Co jednak łączyło te akcje to spoiwo, którym był bohater dzisiejszego meczu - Jovan Novak. Serb jest geniuszem jak na warunki naszej ligi, i pokazuje nam to niemalże co mecz. "Ciasteczka" jakie posyłał kolegom z drużyny często nie zważając na to, gdzie stoi przeciwnik były znakomite, co udowodniła jego liczba asyst, która wyniosła 14. Można gdybać, że Serb mógłby mieć ich dzisiaj nawet 20, bowiem na 11 oddanych rzutów spoza strefy pomalowanej szczecinianie trafili zaledwie 3, z czego jednak wszystkie były trzypunktowe, co okazało się kluczowe dla nabrania wprawy w to, co zobaczyliśmy później. Kwarta zakończyła się wynikiem 39:40, a więc nieomal remisem.
Pierwsza kwarta rozpoczęła się bardzo niejednoznacznie. Obydwie drużyny rozgrywały swoje akcje stosunkowo wolno, szukając ścięć na kosz w grze charakteryzowanej przez wiele podań na obwodzie. Był to jedyny sposób aby zdobywać punkty, bowiem obydwu drużynom wyraźnie "trójka nie siedziała". Na 10 prób rzutowych z obwodu w pierwszej kwarcie wpadły łącznie dwie, obie na konto Kinga Szczecin. Brak formy zza łuku oraz duże dziury w obronie po obu stronach podyktowały rozgrywkę w tej kwarcie, co dawało duże benefity dla graczy szybkich, z umiejętnością wykańczania spod kosza. Dlatego też bardzo dobrą kwartę rozegrali m.in. Tyran de Lattibeaudiere i Przemysław Żołnierewicz - znani ze wspomnianych wcześniej umiejętności. Kwarta zakończyła się delikatną przewagą gości (19:23), a wspomniane postacie były zdecydowanie wiodącymi dla swoich drużyn (obaj panowie zdobyli w tej kwarcie 7 punktów).
Taki dość powolny charakter spotkania przybrał nieco więcej kolorów w drugiej ćwiartce spotkania, bowiem zarówno gospodarze jak i goście dużo częściej próbowali innych zagrań niż te, które miały kończyć akcje jak najbliżej kosza, najlepiej po szybkim ścięciu na dziurze w obronie, lub po zasłonie. Mimo tego, że pierwsza kwarta (z wyjątkiem rzutów z obwodu) była dość skuteczna, to obie drużyny zdecydowały się na pewne zmiany w swoim stylu gry. W drużynie gospodarzy dużo częściej mieliśmy do czynienia z grą 1v1 w której Tevin Brown odnajdował się jak ryba w wodzie, a Tyran de Lattibeaudiere łapał przeciwników na faule. To jednak ten pierwszy coraz częściej próbował rozruszać ofensywę lublinian z dala od kosza, i często ustawiał się w rogu z którego oddał dwa rzuty, trafiając jeden. Szczecinianie natomiast kończyli swoje akcje dosłownie wszędzie, nie wykazując się już aż tak sprecyzowanym planem na kończenie akcji jak to robili w pierwszej kwarcie. Co jednak łączyło te akcje to spoiwo, którym był bohater dzisiejszego meczu - Jovan Novak. Serb jest geniuszem jak na warunki naszej ligi, i pokazuje nam to niemalże co mecz. "Ciasteczka" jakie posyłał kolegom z drużyny często nie zważając na to, gdzie stoi przeciwnik były znakomite, co udowodniła jego liczba asyst, która wyniosła 14. Można gdybać, że Serb mógłby mieć ich dzisiaj nawet 20, bowiem na 11 oddanych rzutów spoza strefy pomalowanej szczecinianie trafili zaledwie 3, z czego jednak wszystkie były trzypunktowe, co okazało się kluczowe dla nabrania wprawy w to, co zobaczyliśmy później. Kwarta zakończyła się wynikiem 39:40, a więc nieomal remisem.
Druga połowa
Druga połowa
Trzecia kwarta wreszcie przyniosła nam to, czego zupełnie nie oczekiwaliśmy w tym meczu po obejrzeniu jego pierwszej połowy. Będąc precyzyjnym - chodzi o grę na obwodzie. To tam wreszcie nie dość, że pojawiła się duża kreatywność, to i celność. Gospodarze próbowali przejść na taki styl gry, w którym będą częściej grać na zasłonach i wyrzucać piłkę na obwód spod kosza, co już w drugiej kwarcie próbował realizować m.in. Tevin Brown. I to właśnie za pośrednictwem tego gracza bezpośrednio wpadło 6 punktów z obwodu dla drużyny gospodarzy, mającej wcześniej dość duży problem z trafieniami trzypunktowymi. Nie przeszkadzało to gospodarzom w dalszej realizacji strategii wykorzystywania słabości Kinga Szczecin w obronie podkoszowej, dzięki czemu była to zdecydowanie najlepsza kwarta dla gospodarzy w tym meczu. Szczecinianie natomiast znaleźli właśnie w tym problem, bowiem przy znakomitej celności z obwodu brakowało punktów spod kosza, którymi wcześniej jednak utrzymywali mecz w bardzo bliskim bilansie punktowym. Pod koniec kwarty zaczęli nadganiać zawodników MKS Startu Lublin właśnie za pośrednictwem punktów spod kosza które zdobywali m.in. Szymon Wójcik czy James Woodard, jednak nie okazało się to na tyle skuteczne aby gospodarzy dogonić. Wynik po kwarcie? 67-62, i to wicemistrzowie Polski zostali postawieni przed ryzykiem porażki, jeśli nie poprawią swojej gry.I swoją grę poprawili, jednak głównie za pośrednictwem jednego, przesympatycznego Serba, który złapał wiatr w żagle jak nigdy dotąd, i do posyłania "ciasteczek" swoim kolegom z zespołu dorzucił jeszcze rzuty trzypunktowe, na co defensywa gospodarzy nie mogła znaleźć odpowiedzi. Bywa jednak tak, że gdy defensywa nie może znaleźć odpowiedzi, to próbuje zasłaniać błędy w obronie jeszcze lepszą grą w ataku, do czego nie doszło. Czwarta kwarta w wykonaniu gospodarzy była fatalna - zdobyli oni jedynie 10 punktów trafiając 4 rzuty z gry na 15 których spróbowali. Aż 7 z tych prób to rzuty trzypunktowe, które delikatnie mówiąc - nie były największym atutem MKS Startu Lublin w tym spotkaniu, i czwarta kwarta zdecydowanie to przypieczętowała. Wynik? 77-82, i to szczecinianie wywieźli z hali Globus zwycięstwo pomimo "zadyszki" w trzeciej kwarcie.
Trzecia kwarta wreszcie przyniosła nam to, czego zupełnie nie oczekiwaliśmy w tym meczu po obejrzeniu jego pierwszej połowy. Będąc precyzyjnym - chodzi o grę na obwodzie. To tam wreszcie nie dość, że pojawiła się duża kreatywność, to i celność. Gospodarze próbowali przejść na taki styl gry, w którym będą częściej grać na zasłonach i wyrzucać piłkę na obwód spod kosza, co już w drugiej kwarcie próbował realizować m.in. Tevin Brown. I to właśnie za pośrednictwem tego gracza bezpośrednio wpadło 6 punktów z obwodu dla drużyny gospodarzy, mającej wcześniej dość duży problem z trafieniami trzypunktowymi. Nie przeszkadzało to gospodarzom w dalszej realizacji strategii wykorzystywania słabości Kinga Szczecin w obronie podkoszowej, dzięki czemu była to zdecydowanie najlepsza kwarta dla gospodarzy w tym meczu. Szczecinianie natomiast znaleźli właśnie w tym problem, bowiem przy znakomitej celności z obwodu brakowało punktów spod kosza, którymi wcześniej jednak utrzymywali mecz w bardzo bliskim bilansie punktowym. Pod koniec kwarty zaczęli nadganiać zawodników MKS Startu Lublin właśnie za pośrednictwem punktów spod kosza które zdobywali m.in. Szymon Wójcik czy James Woodard, jednak nie okazało się to na tyle skuteczne aby gospodarzy dogonić. Wynik po kwarcie? 67-62, i to wicemistrzowie Polski zostali postawieni przed ryzykiem porażki, jeśli nie poprawią swojej gry.
I swoją grę poprawili, jednak głównie za pośrednictwem jednego, przesympatycznego Serba, który złapał wiatr w żagle jak nigdy dotąd, i do posyłania "ciasteczek" swoim kolegom z zespołu dorzucił jeszcze rzuty trzypunktowe, na co defensywa gospodarzy nie mogła znaleźć odpowiedzi. Bywa jednak tak, że gdy defensywa nie może znaleźć odpowiedzi, to próbuje zasłaniać błędy w obronie jeszcze lepszą grą w ataku, do czego nie doszło. Czwarta kwarta w wykonaniu gospodarzy była fatalna - zdobyli oni jedynie 10 punktów trafiając 4 rzuty z gry na 15 których spróbowali. Aż 7 z tych prób to rzuty trzypunktowe, które delikatnie mówiąc - nie były największym atutem MKS Startu Lublin w tym spotkaniu, i czwarta kwarta zdecydowanie to przypieczętowała. Wynik? 77-82, i to szczecinianie wywieźli z hali Globus zwycięstwo pomimo "zadyszki" w trzeciej kwarcie.
GALERIA Z MECZU: Link
GALERIA Z MECZU: Link
Link
Punktowali:
PGE Start Lublin:
Tevin Brown 21, Tyran de Lattibeaudiere 15, Manu Lecomte 14, Ousmane Drame 12, Wendell Kerry Williams Jr 6, Filip Put 5, Courtney Ramey 4
King Szczecin:
Jovan Novak 16 (14 asyst!!), James Woodard 16, Aleksander Dziewa 15, Przemysław Żołnierewicz 10, Kassim Nicholson 7, Adam Brenk 5, Szymon Wójcik 5, Tony Meier 5, Mateusz Kostrzewski 3