Mecz pomiędzy Kingiem Szczecin a Miastem Szkła Krosno zakończył się zwycięstwem gospodarzy 88:85, ale wynik ten niesie za sobą znacznie większe konsekwencje niż tylko dopisanie kolejnych punktów do tabeli - przede wszystkim dla zespołu, który poniósł porażkę. Dla ekipy z Krosna porażka oznacza spadek z PLK i powrót do pierwszej ligi zaledwie rok po historycznym awansie. I choć przyjezdni dali z siebie wszystko, to zwyczajnie nie wystarczyło to na pokonanie Kinga na jego własnej hali - a wcale niewiele brakowało.
Mecz pomiędzy Kingiem Szczecin a Miastem Szkła Krosno zakończył się zwycięstwem gospodarzy 88:85, ale wynik ten niesie za sobą znacznie większe konsekwencje niż tylko dopisanie kolejnych punktów do tabeli - przede wszystkim dla zespołu, który poniósł porażkę. Dla ekipy z Krosna porażka oznacza spadek z PLK i powrót do pierwszej ligi zaledwie rok po historycznym awansie. I choć przyjezdni dali z siebie wszystko, to zwyczajnie nie wystarczyło to na pokonanie Kinga na jego własnej hali - a wcale niewiele brakowało.
Zwycięstwo bez kwiatków
Zwycięstwo bez kwiatków
Choć King Szczecin przystępował do meczu w roli wyraźnego faworyta, to podczas meczu jak faworyt nie wyglądał. Początek spotkania rzeczywiście wskazywał na jednostronne widowisko, bowiem szczecinianie narzucili tempo i kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Z czasem jednak ich przewaga zaczęła topnieć, a inicjatywę przejęli goście. Nie dało się nie odnieść wrażenia, że kluczowym momentem była sytuacja, w której Nemanja Popović szybko złapał 3 faule - co stało się także tydzień temu w spotkaniu Kinga z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Jego brak na parkiecie wyraźnie odbił się na grze całego Kinga, który stracił ważny punkt odniesienia w ofensywie. To właśnie w tych fragmentach Krosno zaczęło budować przewagę. Bohaterem końcówki został jednak Noah Freidel, który zdobył aż 12 punktów w kluczowym momencie meczu, gdy jego drużyna przegrywała nawet różnicą 10 punktów. Co ciekawe, mimo dramaturgii na papierze, powrót Kinga wyglądał stosunkowo płynnie i bez większej paniki - ten wynik nie był wyszarpany tak jak w meczach z Legią Warszawa czy z Czarnymi Słupsk. King choć wygrał "ledwo", to wygrał pewnie, co brzmi jak oksymoron. Zauważalne wsparcie zapewnił także Anthony Roberts, imponujący szczególnie w defensywie i przy swoich charakterystycznych ścięciach pod kosz. Postawa Jeremy'ego Roacha i Jovana Novaka również była co najmniej właściwa, i nie ma tu raczej powodu do "narzekania". Ciekawić może zwiększenie częstotliwości oddawania rzutów przez Novaka, a także częstsze oddawanie rozegrania przez Serba Jeremy'emu Roachowi, co z pewnością odbija się Kingowi na plus. Z wad jednak nie sposób nie zauważyć słabej postawy ławki - poza Freidelem rezerwowi nie wnieśli istotnej jakości - dla Malcolma Dandridge'a, Mateusza Kostrzewskiego i Maxa Egnera ten mecz był eufemistycznie mówiąc - niezbyt udany. To może (ale nie musi!) być sygnał ostrzegawczy przed zbliżającymi się playoffami.
Choć King Szczecin przystępował do meczu w roli wyraźnego faworyta, to podczas meczu jak faworyt nie wyglądał. Początek spotkania rzeczywiście wskazywał na jednostronne widowisko, bowiem szczecinianie narzucili tempo i kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Z czasem jednak ich przewaga zaczęła topnieć, a inicjatywę przejęli goście. Nie dało się nie odnieść wrażenia, że kluczowym momentem była sytuacja, w której Nemanja Popović szybko złapał 3 faule - co stało się także tydzień temu w spotkaniu Kinga z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Jego brak na parkiecie wyraźnie odbił się na grze całego Kinga, który stracił ważny punkt odniesienia w ofensywie. To właśnie w tych fragmentach Krosno zaczęło budować przewagę. Bohaterem końcówki został jednak Noah Freidel, który zdobył aż 12 punktów w kluczowym momencie meczu, gdy jego drużyna przegrywała nawet różnicą 10 punktów. Co ciekawe, mimo dramaturgii na papierze, powrót Kinga wyglądał stosunkowo płynnie i bez większej paniki - ten wynik nie był wyszarpany tak jak w meczach z Legią Warszawa czy z Czarnymi Słupsk. King choć wygrał "ledwo", to wygrał pewnie, co brzmi jak oksymoron. Zauważalne wsparcie zapewnił także Anthony Roberts, imponujący szczególnie w defensywie i przy swoich charakterystycznych ścięciach pod kosz. Postawa Jeremy'ego Roacha i Jovana Novaka również była co najmniej właściwa, i nie ma tu raczej powodu do "narzekania". Ciekawić może zwiększenie częstotliwości oddawania rzutów przez Novaka, a także częstsze oddawanie rozegrania przez Serba Jeremy'emu Roachowi, co z pewnością odbija się Kingowi na plus. Z wad jednak nie sposób nie zauważyć słabej postawy ławki - poza Freidelem rezerwowi nie wnieśli istotnej jakości - dla Malcolma Dandridge'a, Mateusza Kostrzewskiego i Maxa Egnera ten mecz był eufemistycznie mówiąc - niezbyt udany. To może (ale nie musi!) być sygnał ostrzegawczy przed zbliżającymi się playoffami.
Była walka, były trójki, były straty, ostatecznie jest spadek
Była walka, były trójki, były straty, ostatecznie jest spadek
Miasto Szkła Krosno rozegrało jedno z lepszych spotkań w sezonie, szczególnie biorąc pod uwagę klasę rywala i presję wyniku. Obwód drużyny funkcjonował znacznie lepiej niż u gospodarzy, głównie dzięki Benowi Shungu i Charlesie Jacksonie. Na wyróżnienie zasłużył także Hubert Łałak, który w zaledwie 5 minut zdobył 7 punktów. Dodatkową jakość w ofensywie wniósł Jairus Hamilton, ale mimo solidnych indywidualnych występów, drużyna nie ustrzegła się poważnych błędów. Kluczowe okazały się straty - momentami wręcz niewytłumaczalne - oraz niewykorzystane sytuacje rzutowe. Choć w statystykach - zarówno strat, jak i niewykorzystanych rzutów - Miasto Szkła Krosno nie odstawało znacząco od Kinga, to sposób, w jaki popełniało te błędy, momentami był po prostu karygodny i być może przesądził o wyniku spotkania. Na przełomie drugiej i trzeciej kwarty Krosno wyglądało jak zespół kontrolujący mecz. Prowadzenie rosło, a gospodarze nie mogli się ustabilizować w ofensywie, jednocześnie nie zatrzymując zawodników Miasta Szkła po drugiej stronie parkietu. I właśnie wtedy pojawił się problem, który towarzyszył drużynie z Krosna przez cały sezon - brak skuteczności w zamykaniu spotkań. Końcówka ponownie wymknęła się spod kontroli, a rywale bezlitośnie to wykorzystali. Brak umiejętności egzekucji ciążył nad zespołem z Podkarpacia od samego początku sezonu, co z pewnością zabrało tej ekipie co najmniej kilka zwycięstw tak potrzebnych do utrzymania. Szczęście w nieszczęściu dla ekipy z Krosna - teraz mają cały rok na naukę domykania spotkań, tylko że w pierwszej lidze.
Miasto Szkła Krosno rozegrało jedno z lepszych spotkań w sezonie, szczególnie biorąc pod uwagę klasę rywala i presję wyniku. Obwód drużyny funkcjonował znacznie lepiej niż u gospodarzy, głównie dzięki Benowi Shungu i Charlesie Jacksonie. Na wyróżnienie zasłużył także Hubert Łałak, który w zaledwie 5 minut zdobył 7 punktów. Dodatkową jakość w ofensywie wniósł Jairus Hamilton, ale mimo solidnych indywidualnych występów, drużyna nie ustrzegła się poważnych błędów. Kluczowe okazały się straty - momentami wręcz niewytłumaczalne - oraz niewykorzystane sytuacje rzutowe. Choć w statystykach - zarówno strat, jak i niewykorzystanych rzutów - Miasto Szkła Krosno nie odstawało znacząco od Kinga, to sposób, w jaki popełniało te błędy, momentami był po prostu karygodny i być może przesądził o wyniku spotkania. Na przełomie drugiej i trzeciej kwarty Krosno wyglądało jak zespół kontrolujący mecz. Prowadzenie rosło, a gospodarze nie mogli się ustabilizować w ofensywie, jednocześnie nie zatrzymując zawodników Miasta Szkła po drugiej stronie parkietu. I właśnie wtedy pojawił się problem, który towarzyszył drużynie z Krosna przez cały sezon - brak skuteczności w zamykaniu spotkań. Końcówka ponownie wymknęła się spod kontroli, a rywale bezlitośnie to wykorzystali. Brak umiejętności egzekucji ciążył nad zespołem z Podkarpacia od samego początku sezonu, co z pewnością zabrało tej ekipie co najmniej kilka zwycięstw tak potrzebnych do utrzymania. Szczęście w nieszczęściu dla ekipy z Krosna - teraz mają cały rok na naukę domykania spotkań, tylko że w pierwszej lidze.
Podsumowanie
Podsumowanie
Zwycięstwo Kinga Szczecin nie przekonuje. Choć można by je uznać za sygnał ostrzegawczy przed playoffami, trudno wskazać jednoznacznego „kozła ofiarnego” tego wymęczonego triumfu nad najgorszą drużyną ligi. Ostatecznie jednak mecz został wygrany, dlatego nie traktowałbym go ani jako powodu do niepokoju, ani do szczególnego zadowolenia. Dla Miasta Szkła Krosno ten mecz jest symbolicznym podsumowaniem sezonu - dużo walki, momenty bardzo dobrej gry, ale ostatecznie brak skuteczności i zimnej krwi. Jak mawiał Dariusz Szpakowski: „niewykorzystane okazje się mszczą” - i w tym przypadku zemstą jest spadek z ligi. Sam mecz podsumowałbym tym, że najbardziej z jego rezultatu cieszyć się może... ekipa GTK Gliwice, której wygrana Kinga zapewniła utrzymanie się w lidze.Przed Kingiem jeszcze walka o jak najlepsze rozstawienie - już wkrótce zmierzą się z Legią Warszawa. Z kolei Miasto Szkła Krosno pożegna się z PLK meczem przeciwko Śląskowi Wrocław, zamykając trudny, nieudany sezon.
Zwycięstwo Kinga Szczecin nie przekonuje. Choć można by je uznać za sygnał ostrzegawczy przed playoffami, trudno wskazać jednoznacznego „kozła ofiarnego” tego wymęczonego triumfu nad najgorszą drużyną ligi. Ostatecznie jednak mecz został wygrany, dlatego nie traktowałbym go ani jako powodu do niepokoju, ani do szczególnego zadowolenia. Dla Miasta Szkła Krosno ten mecz jest symbolicznym podsumowaniem sezonu - dużo walki, momenty bardzo dobrej gry, ale ostatecznie brak skuteczności i zimnej krwi. Jak mawiał Dariusz Szpakowski: „niewykorzystane okazje się mszczą” - i w tym przypadku zemstą jest spadek z ligi. Sam mecz podsumowałbym tym, że najbardziej z jego rezultatu cieszyć się może... ekipa GTK Gliwice, której wygrana Kinga zapewniła utrzymanie się w lidze.
Przed Kingiem jeszcze walka o jak najlepsze rozstawienie - już wkrótce zmierzą się z Legią Warszawa. Z kolei Miasto Szkła Krosno pożegna się z PLK meczem przeciwko Śląskowi Wrocław, zamykając trudny, nieudany sezon.