RZUTZA3.PL PLKKING-ZATRZYMANY-W-SOPOCIE-TREFL-GORA-W-HICIE-KOLEJKI
King zatrzymany w Sopocie - Trefl górą w hicie kolejki!
23/11/2025 23:18
ERGO Arena była dziś świadkiem niesamowicie dojrzałego występu Trefla Sopot, który pokonując Kinga Szczecin 84-74, skutecznie zablokował gościom drogę do objęcia pozycji samodzielnego lidera tabeli. Spotkanie od początku układało się po myśli gospodarzy, którzy narzucili tempo, agresję i co najważniejsze - skuteczność z dystansu, co zbudowało przewagę, której King nie potrafił realnie zniwelować aż do końcowej syreny.
ERGO Arena była dziś świadkiem niesamowicie dojrzałego występu Trefla Sopot, który pokonując Kinga Szczecin 84-74, skutecznie zablokował gościom drogę do objęcia pozycji samodzielnego lidera tabeli. Spotkanie od początku układało się po myśli gospodarzy, którzy narzucili tempo, agresję i co najważniejsze - skuteczność z dystansu, co zbudowało przewagę, której King nie potrafił realnie zniwelować aż do końcowej syreny.
Świetny Goins i orkiestra zza łuku
Świetny Goins i orkiestra zza łuku
Trefl rozpoczął mecz w sposób niemal podręcznikowy. Wykorzystał ospałość Kinga Szczecin w pierwszych minutach, aby wykreować sporą przewagę punktową, a następnie musieć ją "tylko" utrzymać. Już po pierwszej kwarcie sopocianie mieli 12 punktów przewagi, a ich gra wyglądała na w pełni kontrolowaną i przemyślaną. Motorem ofensywy był bardzo stabilny Jakub Schenk, który jak zwykle dowiózł solidny występ, zawsze grożąc gościom zarówno wykreowaniem świetnej akcji, jak i nagłym rzutem. Prawdziwą zmorą defensywy gości był jednak Kenny Goins, dziś wręcz zabójczy zza łuku (5/7 za trzy), trafiający nawet przez ręce obrońców. To właśnie jego skuteczność z dystansu niszczyła kolejne próby powrotu Kinga. Trefl grał organicznie - bez szarpania, bez chaosu, z naturalnym przepływem piłki i cierpliwym budowaniem pozycji rzutowych. Do przerwy gospodarze prowadzili już 50-30, co było efektem nie tylko świetnej skuteczności, ale też bezlitosnego wykorzystywania dziur w obronie szczecinian. Po przerwie Trefl nie miał zamiaru oddać kontroli. Kolejne trafienia Goinsa, bardzo solidny występ Dylana Addae-Wusu, a także niesamowicie wartościowe minuty Paula Scruggsa i ciągła stabilność Jakuba Schenka pozwoliły spokojnie dowieźć przewagę do końca. Co równie istotne - pod koszem walkę zwyciężyli centrzy Trefla, Mikołaj Witliński i Mindaugas Kacinas, którzy wygrali fizyczną walkę z Nemanją Popoviciem i Ondrejem Hustakiem.
Trefl rozpoczął mecz w sposób niemal podręcznikowy. Wykorzystał ospałość Kinga Szczecin w pierwszych minutach, aby wykreować sporą przewagę punktową, a następnie musieć ją "tylko" utrzymać. Już po pierwszej kwarcie sopocianie mieli 12 punktów przewagi, a ich gra wyglądała na w pełni kontrolowaną i przemyślaną. Motorem ofensywy był bardzo stabilny Jakub Schenk, który jak zwykle dowiózł solidny występ, zawsze grożąc gościom zarówno wykreowaniem świetnej akcji, jak i nagłym rzutem. Prawdziwą zmorą defensywy gości był jednak Kenny Goins, dziś wręcz zabójczy zza łuku (5/7 za trzy), trafiający nawet przez ręce obrońców. To właśnie jego skuteczność z dystansu niszczyła kolejne próby powrotu Kinga. Trefl grał organicznie - bez szarpania, bez chaosu, z naturalnym przepływem piłki i cierpliwym budowaniem pozycji rzutowych. Do przerwy gospodarze prowadzili już 50-30, co było efektem nie tylko świetnej skuteczności, ale też bezlitosnego wykorzystywania dziur w obronie szczecinian. Po przerwie Trefl nie miał zamiaru oddać kontroli. Kolejne trafienia Goinsa, bardzo solidny występ Dylana Addae-Wusu, a także niesamowicie wartościowe minuty Paula Scruggsa i ciągła stabilność Jakuba Schenka pozwoliły spokojnie dowieźć przewagę do końca. Co równie istotne - pod koszem walkę zwyciężyli centrzy Trefla, Mikołaj Witliński i Mindaugas Kacinas, którzy wygrali fizyczną walkę z Nemanją Popoviciem i Ondrejem Hustakiem.
Zbyt mało ognia, zbyt niska skuteczność
Zbyt mało ognia, zbyt niska skuteczność
King Szczecin od samego początku wyglądał na drużynę spóźnioną na własny mecz. Największym wrogiem ekipy ze Szczecina była jednak nieskuteczność - zarówno spod kosza, jak i z dystansu. Sopocianie konsekwentnie podwajali przede wszystkim Jovana Novaka, zmuszając go do oddawania piłki i inicjowania akcji przez innych zawodników, co często kończyło się chaosem, w którym King nie potrafił się odnaleźć. Największa różnica między zespołami widoczna była jednak w rubryce rzutów za trzy punkty, bowiem Trefl jak to Trefl - był bezlitosny zza łuku, gdy szczecinianie kompletnie nie mieli pomysłu na kończenie akcji na obwodzie. Trzy to więcej niż dwa, o czym King się boleśnie przekonał. Po przerwie w grze Kinga pojawiło się zdecydowanie więcej energii, co z pewnością dodało kibicom ekipy przyjezdnej nieco optymizmu. Anthony Roberts zaczął odgrywać coraz większą rolę w ofensywie, a cała ekipa wokół Robertsa grała dużo szybciej niż w pierwszej połowie. Trudno było jednak wskazać drugiego realnego lidera ekipy ze Szczecina w tym meczu, bowiem nie można tu mówić o dobrym meczu Nemanji Popovicia, a poza Novakiem reszta zespołu pełniła głównie role zadaniowe, bez realnej próby przejęcia odpowiedzialności za dalsze losy spotkania. Mimo ambitniejszej postawy w drugiej połowie, brak skuteczności i ciągłe karanie błędów przez sopocian zza łuku skutecznie odbierały Kingowi nadzieję na złapanie kontaktu.
King Szczecin od samego początku wyglądał na drużynę spóźnioną na własny mecz. Największym wrogiem ekipy ze Szczecina była jednak nieskuteczność - zarówno spod kosza, jak i z dystansu. Sopocianie konsekwentnie podwajali przede wszystkim Jovana Novaka, zmuszając go do oddawania piłki i inicjowania akcji przez innych zawodników, co często kończyło się chaosem, w którym King nie potrafił się odnaleźć. Największa różnica między zespołami widoczna była jednak w rubryce rzutów za trzy punkty, bowiem Trefl jak to Trefl - był bezlitosny zza łuku, gdy szczecinianie kompletnie nie mieli pomysłu na kończenie akcji na obwodzie. Trzy to więcej niż dwa, o czym King się boleśnie przekonał. Po przerwie w grze Kinga pojawiło się zdecydowanie więcej energii, co z pewnością dodało kibicom ekipy przyjezdnej nieco optymizmu. Anthony Roberts zaczął odgrywać coraz większą rolę w ofensywie, a cała ekipa wokół Robertsa grała dużo szybciej niż w pierwszej połowie. Trudno było jednak wskazać drugiego realnego lidera ekipy ze Szczecina w tym meczu, bowiem nie można tu mówić o dobrym meczu Nemanji Popovicia, a poza Novakiem reszta zespołu pełniła głównie role zadaniowe, bez realnej próby przejęcia odpowiedzialności za dalsze losy spotkania. Mimo ambitniejszej postawy w drugiej połowie, brak skuteczności i ciągłe karanie błędów przez sopocian zza łuku skutecznie odbierały Kingowi nadzieję na złapanie kontaktu.
Podsumowanie
Podsumowanie
Trefl Sopot odniósł niezwykle ważne zwycięstwo, szczególnie w kontekście poprzedniej ligowej porażki z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Dzisiejszy występ był pokazem dojrzałości, zespołowości i znakomitej egzekucji, zwłaszcza w rzutach z dystansu. Dla kibiców z Trójmiasta to idealny moment na oddech i spokojną przerwę reprezentacyjną. King Szczecin natomiast zszedł z parkietu pokonany, ale bogatszy o bardzo cenną lekcję. Zespół trenera Macieja Majcherka dokładnie wie, gdzie pojawiły się największe pęknięcia, i z pewnością będzie pracować nad naprawą tych elementów, aby po przerwie wrócić silniejszym i bardziej kompletnym zespołem.Kacper Prążyński & NB
Trefl Sopot odniósł niezwykle ważne zwycięstwo, szczególnie w kontekście poprzedniej ligowej porażki z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Dzisiejszy występ był pokazem dojrzałości, zespołowości i znakomitej egzekucji, zwłaszcza w rzutach z dystansu. Dla kibiców z Trójmiasta to idealny moment na oddech i spokojną przerwę reprezentacyjną. King Szczecin natomiast zszedł z parkietu pokonany, ale bogatszy o bardzo cenną lekcję. Zespół trenera Macieja Majcherka dokładnie wie, gdzie pojawiły się największe pęknięcia, i z pewnością będzie pracować nad naprawą tych elementów, aby po przerwie wrócić silniejszym i bardziej kompletnym zespołem.
Kacper Prążyński & NB
Kacper Prążyński & NB