RZUTZA3.PL PLKKOLEJNA-NIESAMOWICIE-CIEKAWA-KOLEJKA-ORLEN-BASKET-LIGI

Kolejna niesamowicie ciekawa kolejka Orlen Basket Ligi!

4 dni temu
fot. Andrzej Romański / PLK.pl

20 kolejka Orlen Basket Ligi to już ostatnia kolejka przed Pucharem Polski. Dla drużyn rywalizujących w Sosnowcu była to okazja na weryfikację formy przed nadchodzącym weekendem, a dla pozostałych ekip szansa na wykazanie się przed krótką przerwą od grania. Zatrzymane zostały Zastal i Stal, Trefl i Start wracają na zwycięską ścieżkę, a Dziki znowu dominują.

Zastal Express zatrzymany

Dla podopiecznych Arkadiusza Miłoszewskiego była to szansa na 12 zwycięstwo, które z pewnością podniosłoby morale przed Pucharem Polski. Brak Mazurczaka jednak tym razem był widoczny i MKS wygrał z Zielonogórzanami 91-86. Zaczęło się od szybkiego prowadzenia 11-2, które pozwoliło dobrze gospodarzom wejść w mecz. Później różnica zaczęła się zacierać, ale ostatecznie MKS dowiózł 10 zwycięstwo w obecnym sezonie.

W obliczu kontuzji Mazurczaka, Conley Garrison nie może pozwalać sobie na taki słaby występ – w czwartek zdobył zaledwie 3 punkty i nie znajdziemy raczej wielu pozytywów w jego grze. Co za tym idzie, po stronie Zastalu nie miał kto zrobić różnicy na pozycji rozgrywającego. Jakub Szumert, po ostatnim wybitnym spotkaniu w Gdyni, nieco jednak przystopował i zdobył zaledwie 11 punktów, a pozostali wysocy też raczej się nie popisali. Zostali tylko Maughmer i Lewis, których forma nie opuszcza, lecz sami meczu nie wygrają. Skrzydłowy zdobył 22 punkty i 9 zbiórek, a rzucający tylko punkt mniej i tyle samo zbiórek.

Po stronie gospodarzy zdobycze punktowe nieco bardziej się rozłożyły i najlepsi pod tym względem byli Ron Curry oraz EJ Montgomery z 16 oczkami, ale jeszcze czterech graczy zapisało przynajmniej 10 punktów. Muhammad, Bogucki i Bonner rzucili skromne 11 punktów, chociaż temu pierwszemu zabrakło skuteczności (tylko 30% z gry). Mimo, że Martin Peterka nie miał powalających statystyk, to trzeba przyznać, że Czech daje drużynie wiele po obu stronach parkietu. Jeśli chodzi o nowy nabytek MKSu – Jamarii’ego Thomasa, rozgrywający nie robi na razie różnicy, ale trzyma równy poziom, ponieważ dotychczas w PLK zdobył kolejno: 8,12 oraz 10 punktów.

King znowu zwycięski u siebie!

Wilki Morskie są jedną z tych drużyn, które przede wszystkim groźne są we własnej hali. Po raz kolejny pokazał to mecz z Anwilem Włocławek, zakończony wynikiem 84:74. Gospodarze już od pierwszej kwarty kontrolowali spotkanie i nie zamierzali tego stanu rzeczy zmieniać. Ponadto, w drużynie trenera Majcherka znowu nie zabrakło zespołowości, a każdy zawodnik był istotnym elementem w tym meczu. Pokazuje to, jak szeroki skład posiada zespół ze Szczecina, co jest dobrym prognostykiem przed Pucharem Polski.

Tym razem w zespole Anwilu stery przejął A.J Slaughter, który rzucił 21 punktów, co było najlepszą zdobyczą punktową w tym spotkaniu. Widać jednak brak lidera, czyli Michała Michalaka. Mimo to, w ostatnich meczach Anwil przecież wygrał z Arką i MKSem, ale wszystko co dobre, niestety szybko się kończy. Kto jeszcze “ciągnął” zespół Rottweilerów? Ponownie Tyler Wahl – ten facet jest po prostu świetny, w tym co robi. Nie musi rzucać za trzy, aby regularnie zdobywać dwucyfrową liczbę punktów. Praktycznie w każdym dotychczasowym spotkaniu wykonywał świetną pracę pod koszem, po obu stronach parkietu. W sobotę zdobył 15 oczek. Z pewnością pozytywny występ zaliczył jeszcze Dawid Słupiński, który nie jest przecież wysoko w hierarchii zespołu, a jednak udało mu się zdobyć 11 punktów w Szczecinie. Jednak trzeba przyznać, że zawiodło kilku kluczowych graczy. Friddrikson i Lockett zdobyli łącznie 13 punktów, a Vucić trafił do kosza zaledwie raz (2 pkt).

Nemanja Popović ponownie wykorzystywał nawet najmniejsze błędy rywali pod koszem – Serb na znakomitej skutecznośći zdobył 17 punktów, a sposobu na niego nie znalazł chociażby wspomniany wyżej Mate Vucić. Anthony Roberts był skuteczny w ataku (14 punktów) oraz w obronie, wytrącając rywali z rytmu, co przekładało się na nietrafione rzuty koszykarzy Anwilu. Amerykanin do tego oddał 5 trójek i trafił aż 3 z nich, więc z meczu na mecz poprawia swoją skuteczność, która kulała na początku sezonu. To nie koniec dobrych występów - Tomasz Gielo otarł się o double double, zdobywając 13 punktów oraz 9 zbiórek. Po ostatnim słabym meczu, tym razem dobrze spisał się też Jeremy Roach. Ja osobiście oczekiwałbym od niego jeszcze więcej, ale 12 punktów i 3 asysty też nie są złe. A w obronie bezbłędny był Przemysław Żołnierewicz. Myślę, że z taką formą King jest obecnie sporym faworytem do zgarnięcia Pucharu Polski w najbliższy weekend.

Legia zdobywa twierdzę w Ostrowie Wielkopolskim!

Sobotni wieczór nie był do końca udany dla Stali – wiadomo, że u siebie zawsze potrafi napsuć krwi rywalom, ale tym razem musiała uznać wyższość mistrzów Polski. Nie było to jednak łatwe spotkanie dla podopiecznych Rannuli. Pierwszą kwartę wygrali dosyć pewnie 28:20. W drugiej części spotkania jednak gospodarze poczuli się pewniej i to oni schodzili do szatni z prowadzeniem 47:44. Przerwa w meczu, jak się okazało, była owocna szczególnie dla gości, którzy nie pozostawili złudzeń, kto był w lepszej dyspozycji tego dnia. Ostatecznie Legia wygrała 83:75. Po ostatniej wpadce w Słupsku, Wojskowi potrzebowali tego zwycięstwa, szczególnie biorąc pod uwagę zbliżający się mecz z Treflem w Sosnowcu. Dla Stali była to zaś 10 porażka w tym sezonie.

Goście pokazali swoją siłę ofensywną na pozycjach obwodowych. Graves skończył mecz z 15 punktami, a Pluta i Brewton z 14. Do tego fantastyczny był Carl Ponsar, który swoją drogą ostatnio przedłużył umowę ze stołecznym klubem do końca sezonu. Jak widać, Francuz daje powody do zadowolenia i znakomicie uzupełnia się z Race'm Thompsonem, który w tym meczu akurat zdobył 9 punktów i 8 zbiórek. Nieco gorsze występy Silinsa czy Tomaszewskiego raczej nie powinny martwić.

Po stronie gospodarzy najlepszy pod względem punktów był Luka Sakota, który zdobył ich 19. Bardzo dobry był również Quan Jackson, który miał 13 punktów, zebrał 9 piłek i zaliczył aż 5 przechwytów. A wszystko to oczywiście bez ani jednego rzutu za trzy, ale w przypadku tego zawodnika można to wybaczyć. Na plus też Mareks Mejeris, który rzucił 12 punktów, miał 8 zbiórek i rozdał 4 asysty. Rozczarował jednak Michał Pluta – niestety po bardzo dobrym okresie, ostatnio nie idzie mu najlepiej i być może było to kilka meczów przebłysku w tym sezonie. Cieszy przynajmniej fakt, że trener Urban wierzy w niego, więc raczej jest jeszcze szansa na odnalezienie formy i oby tak też się stało.

Przełamanie Trefla w Wałbrzychu!

Dla Trefla Sopot było to niezwykle ważne zwycięstwo po ostatnich gorszych występach na europejskich arenach oraz porażkach z Dzikami i Treflem. W mecz lepiej wszedł Górnik, ale w połowie pierwszej kwarty Trefl objął prowadzenie, które dowiózł, wygrywając 100:91. Wyjątkowo dobry moment trafił się gościom w drugiej kwarcie, kiedy udało im się zaliczyć serię 17:0. Podopieczni Larkasa przez cały mecz utrzymywali wysokie tempo, na które gospodarze nie znaleźli sposobu. Takie zwycięstwo na trudnym terenie powinno cieszyć, gdyż czeka ich teraz trudne wyzwanie w Sosnowcu, gdzie w czwartek podejmą warszawską Legię. Z drugiej strony, Górnik znowu przegrywa z zespołem z czołówki, co może nieco komplikować sytuację w kontekście walki o Play Offy, choć do końca sezonu jeszcze trochę czasu zostało.

Świetne występy Andersona i Jogeli nie pomogły – rozgrywający zdobył 25 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst, a skrzydłowy 20 punktów, ale zawoenicy Trefla spisywali się lepiej. Marc Garcia dołożył od siebie 18 punktów, ale nie trafiał za trzy, a przecież jest strzelcem i te rzuty zza łuku są jego największym atutem. Trzeba przyznać, że było widać też brak Lovella Cabbila, który stanowi o sile ofensywy wałbrzyszan. Należy jeszcze wspomnieć o słabym występie Ikeona Smitha, z którym zespół na parkiecie przegrywał aż 22 punktami.

Aż trzech zawodników poprowadziło gości do zwycięstwa. Jakub Schenk ponownie był generałem na boisku, gdyż zapisał 8 asyst. Dorzucił do tego 20 punktów. Tylko punkt mniej zdobyli Scruggs oraz powracający po kontuzji Goins. Ten pierwszy zebrał do tego 5 piłek i rozdał 9 asyst. Skrzydłowy zaś oprócz 19 punktów, zebrał 7 piłek i rewelacyjnie wrócił do grania po kontuzji. Reszta spisała się solidnie – nikt specjalnie nie zawiódł.

Dominacja Dzików Warszawa!

Dziki Warszawa wygrały aż 108-83 z GTK Gliwice. Nie powinno to jednak nikogo dziwić – podopieczni Legovicha są zabójczy w ataku, średnio zdobywając 92 punkty na mecz, a goście nie potrafili ich zatrzymać. Wszystko wyjaśniło się z trzeciej kwarcie, którą gospodarze wygrali 25:13. Warto zauważyć, że był to kolejny ich mecz, w którym dominowali na zbiórce w ataku. A jeśli chodzi o występy indywidualne, jest kogo chwalić. Nie tylko po stronie Dzików.

Mimo, że drużyna niespecjalnie radziła sobie, kiedy przebywał na parkiecie, to KJ Jackson raczej nie zawiódł, zdobywając 19 punktów. Świetny był Ivan Almeida – Kabowerdeńczyk zapisał 18 punktów i 11 zbiórek. Uzupełniał go kolejny skrzydłowy, Jaden Delaire, który popisał się 13 punktami, ale w jego przypadku zabrakło skuteczności. Nie najlepiej spisał się jednak Kuba Piśla. Polak rzucił zaledwie 6 punktów.

Bohaterem Dzików był znakomity na obwodzie Tahlik Chavez – przy sześciu próbach za trzy pomylił się tylko raz, a ostatecznie zdobył 21 punktów. Jak zawsze solidny był Landrius Horton, który rzucił 15 punktów. Na tym dobre występy się nie kończą – Edge zdobył 14 oczek, Frąckiewicz – 13, a Kamiński – 12.

Start doczekał się zwycięstwa!

Po czterech porażkach Lublinianie doczekali się ważnego zwycięstwa z Czarnymi Słupsk 101:96. Choć Czarni wygrali pierwszą kwartę 28:19, a w pewnym momencie prowadzili nawet 43:26, to im dalej w. mecz, tym pewniej, szczególnie w ataku, czuli się gospodarze. Zwycięstwo jednak wyszarpali w końcówce dzięki znakomitej grze O’Reilly’ego oraz Wrighta.

Wspomniany wyżej Liam O’Reilly zaliczył kosmiczny występ! Amerykanin zdobył aż 38 punktów, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie spośród wszystkich zawodników. Był po prostu wszędzie i robił co mógł, aby tym razem Start mógł cieszyć się z triumfu, co oczywiście się udało. Fantastyczny był również Jordan Wright, który zdobył 26 punktów. Można powiedzieć, że gdyby nie ta dwójka, podopieczni Kamińskiego mieliby spore problemy w tym meczu. Potwierdza to raczej fakt, że poza O’Reilly’m i Wrightem tylko Quincy Ford zagrał przynajmniej dobrze, zdobywając 10 punktów. Reszta specjalnie się nie wyróżniła, ale tym razem uszło im to płazem. Rozczarował mnie jedynie JP Tokoto – skrzydłowy znowu nie zaprezentował nawet połowy swoich umiejętności, kończąc mecz z zaledwie 8 punktami.

Po stronie słupszczan szczególnie wyróżnił się Samuel Hines Jr., czyli syn byłej gwiazdy PLK. Amerykanin w niedzielę zdobył 22 punkty i 8 zbiórek. Świetny był również Jorden Duffy, który zapisał 16 punktów, 6 zbiórek oraz 7 asyst. Nie zabrakło również wsparcia Chico Cartera, chociaż ten nie popisał się skutecznością. Rzucił jednak 16 punktów, czyli tyle ile Duffy. Z drugiej strony, nie był to udany występ Erala Penna – miał tylko 8 punktów, ale podobnie zagrał też Michał Nowakowski. (2/7 FG).

Ofensywny mecz Twardych Pierników z Miastem Szkła!

Ostatni mecz tej kolejki rozstrzygnął się dopiero po dogrywce, w której Twarde Pierniki wyszarpały zwycięstwo 114:107. Znakomitą pierwszą połowę rozegrali jednak goście, którzy do szatni schodzili przy wyniku 38:56. Na bardzo wysoki poziom wszedł jednak Aljaz Kunc, który poprowadził Torunian najpierw do remisu, a następnie do zwycięstwa. Można jednak wreszcie powiedzieć, że Krosno zagrało dobry mecz. To jest z pewnością krok do przodu w walce o utrzymanie, ale pamiętajmy, że nadal tracą dwie porażki do przedostatniego miejsca.

Fantastyczny Aljaz Kunc zdobył aż 30 punktów, a do tego zebrał 8 piłek i był kluczowy w drugiej połowie przy odrabianiu wysokich strat przez gospodarzy. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że dokonał tego wchodząc z ławki, chociaż na parkiecie spędził cały mecz. Rewelacyjnie zagrał też Noah Thomasson, który zapisał 24 punkty i 10 asyst, ale nie tylko on, ponieważ znowu prawdziwym „game changerem” był Damian Kulig – tym razem zdobył 20 punktów, a zespół z nim na parkiecie prowadził aż 19 punktami. Arik Smith dołożył też od siebie 16 punktów, a drużyna również dużo skorzystała, kiedy przebywał na boisku. Gorzej spisali się Langović oraz Persons, którzy zagrali też trochę mniej minut.

Potężne double double zanotował Jairus Hamilton – 25 punktów i aż 15 zbiórek, a jest to swoją drogą kolejny świetny mecz skrzydłowego w PLK. Znowu dobry poziom pokazał Ben Shungu, któremu na razie dobrze wychodzi przeprowadzka z Warszawy. Amerykanin zdobył 22 punkty, 7 zbiórek oraz 10 asyst. Najlepszy mecz po powrocie do polskiej ligi zagrał za to Martins Laksa. Łotysz rzucił 16 punktów i był bezbłędny z półdystansu. Lepiej zagrał również Charles Jackson, na którym koledzy z drużyny nie polegali tak jak ostatnio, co ostatecznie wyszło na plus.