RZUTZA3.PL PLKKOSZYKARSKA-ZADYMKA-7-CZYLI-KOLEJKA-WYROWNANYCH-KONCOWEK
Koszykarska Zadymka #7 czyli kolejka wyrównanych końcówek
11/11/2025 17:10
Nieudany rzut na zwycięstwo we Wrocławiu, udane rzuty(wolne) w Sopocie i dogrywka w Warszawie po jednej stronie, a po drugiej wciąż niepokonana Legia i pogrom w spotkaniu dołu tabeli. A co dokładniej wydarzyło się w 7 kolejce PLK?
Energa Czarni Słupsk 85-81 Miasto Szkła Krosno
Tak długo jak w gazie jest Szymon Tomczak tak długo słupszczanie będą wygrywać mecze. Dla Czarnych jest to trzecie zwycięstwo z rzędu, a beniaminek z Krosna znowu pokazuje, że pomimo wyników w tej drużynie jest potencjał(na utrzymanie).
Początek spotkania to narzucenie warunków przez gospodarzy, w których drużynie 6 zawodników zapunktowało w pierwszej kwarcie, za sprawą serii 11-0 z 4-4 na 15-4. 11 punktów również rzucili goście, ale w całej pierwszej ćwiartce gry. Początek drugiej kwarty to jednak odrodzenie ofensywne Krosna, seria 0-8 i 4 trójki w całej części meczu, w porównaniu do jednej Czarnych trafionej przez Wilczka, pozwoliły na zmniejszenie przewagi do 7 punktów i ciągłemu istnieniu nadziei.
Do wygrania spotkania mając starte kilku oczek musisz grać lepiej od swojego rywala, a sztuka ta gościom się nie udała. Czarni drugą połowę bronili 7 punktowej zaliczki, a mecz wszedł na wyrównany poziom punkt za punkt. Ostateczny wynik i różnica 4 punktów nie oddaje kontroli gospodarzy nad tym meczem. Wystarczy wspomnieć, że Krosno nie prowadziło ani sekundy, a wynik na minutę do końca to 85-76 i już wtedy zwycięzca był znany.
Czarnych do zwycięstwa poprowadziła trójka graczy. Jorden Duffy nie potrzebował w tym meczu dużo rzutów by zdobywać punkty( 15 pkt, 6 zb, 8 as, 6/8 z gry), Dominik Wilczek walczył o jakiekolwiek trójki w drużynie ze Słupska( 16 pkt, 4 zb, 3/4 za 3, 3 z 5 celnych trójek drużyny) a Szymon Tomczak ciągle gra na poziomie, o który nikt go nie podejrzewał( 20 pkt, 5 zb, 9/12 z gry)
W Krośnie grają tylko obcokrajowcy, każdy z 6 zawodników zagranicznych przekroczył osiągnął dwucyfrową liczbę punktów, to jednak było za mało. Najwięcej rzucił Leemet Bockler( 15 pkt, 7 zb), Terrel Brown Soares otarł się o double-double( 14 pkt, 9 zb).
Górnik Zamek Książ Wałbrzych 90-81 Tauron GTK Gliwice
Ten mecz przez 3/4 swojego czasu był wyrównany, co dobrze obrazuje problemy Górnika. GTK natomiast niedługo może przestać być aż tak fatalne.
Pierwsza kwarta to wyrównana wymiana punkt za punkt i ofensywna eksplozja Ikeona Smitha, który zdobył 12 punktów i zapoczątkował serię kontynuowaną przez Averyego Andersona. Górnik zdobył w mniej niż minutę 8 punktów do 0 oczek GTK i dzięki temu prowadził na koniec 25-21. 4 punkty to nie jest duża zaliczka, zwłaszcza gdy rywal zacznie rzucać z za łuku. W drugiej kwarcie również padał rzut za rzut, jednak gdy gospodarze rzucali wolne to goście z Andym Cleavesem na czele trafiali z dystansu. 1 trójka górnika kontra 6 w wykonaniu gliwiczan i po pierwszej połowie jest remis 47-47.
Ofensywna energia zeszła jednak z obu drużyn na drugą część spotkania. W trzeciej kwarcie celna była tylko jedna trójka, a oba zespoły opierały się na rzutach wolnych. W tym elemencie lepsi jednak byli gliwiczanie a Górnik przy życiu utrzymała gra pod koszem Taurasa Jogeli. W ostatniej ćwiartce spotkania wałbrzyszanie, w przeciwieństwie do przyjezdnych, odżyli ofensywie i tak samo jak prowadzili po pierwszej kwarcie dzięki serii do zera tak samo wygrali spotkanie. 10-0 z 70-69 na 80-69 w połowie kwarty i jest po meczu.
Gospodarzy prowadził tercet, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Ikeon Smith zagrał najlepszy mecz w tym sezonie( 25 pkt, 3 as, 7/7 za 2) Lovell Cabill wciąż pozostaje najstabilniejszym elementem drużyny( 10 pkt, 6 zb, 7 as,) a Tauras Jogela wrócił do grania na poziomie( 18 pkt, 11 zb, jedyne double-double).
W GTK Polacy nareszcie zaczynają coś grać. 15 Punktów rzucił Kacper Gordon, 10 Michał Jodłowski, 8 punktów Dominik Grudziński pokazujący, że podpisanie go w trakcie sezonu było dobrym ruchem. Najwięcej zrobił jednak duet Cleaves( 20 pkt 5/10 za 3) Oguine( 19 pkt, 11/15 rzutów wolnych).
WKS Śląsk Wocław 80-83 King Szczecin
Wynik tego spotkania jest zdecydowanie bardziej wyrównany niż jego przebieg.
Pierwsza kwarta to dominacja wysokich zawodników Kinga. Popović rzucił 10 punktów, Gielo dołożył 7 i mamy 17/21 oczek w kwarcie zdobyte przez dwóch zawodników. Śląsk tymczasem zaczął jak z Arisem w EuroCup i w pierwsze 5 minut rzucił tylko 6 punktów, później gospodarze przypomnieli sobie, że jednak są na boisku i strata na koniec kwarty wyniosła tylko 5 punktów. Druga ćwiartka meczu to rywalizacja punkt za punkt i kontrola gości nad wynikiem. King uciekł w pewnym momencie na 11 punktów dzięki serii 0-9, jednak Śląsk dzięki Colemanowi-Jonesowi zakończył kwartę 7 do 0 i różnica na drugą połowę utrzymała się na poziomie 5 oczek.
3 kwarta to wymiana seriami punktów. King odskakuje robiąc 0-6, Śląsk goni odpowiadając 8-0 i udaje mu się wygrać kwartę. Punkt różnicy to jednak za mało a szczecinianie ze swoją fizyczną obroną ciągle kontrolują grę. W 4 kwarcie Śląsk zaczyna rzucać za 3 lepiej niż przez cały mecz. 3:17 do końca a Kirkwood trafia 3 raz z rzędu celnie zza łuku i wrocławianie po raz pierwszy prowadzą. Chwilę później King odpowiada serią 0-6. Sanon jednak budzi nadzieję trafiając za 3 na 0:36 do końca, po czym szybko fauluje? To nie była zaplanowana zagrywka, tak samo jak rzut na zwycięstwo 6 sekund przed końcem za 3 z 8 metrów będąc 1/6 zza łuku przez cały mecz. Ostatecznie King prowadząc cały mecz korzysta z błędów gospodarzy i wygrywa trzema punktami.
King do zwycięstwa poprowadził duet Gielo( 24 pkt, 8 zb, 7/9 za 2)-Roach( 24 pkt, 4 as), swoją rękę, zwłaszcza w pierwszej kwarcie, przyłożył Nemanja Popovic( 14 pkt, 6 zb).
We Wrocławiu znów najlepszy jest Noah Kirkwood( 23 pkt, 4 zb, 4/5 za 3), a Kadre Gray mimo przeciętnego meczu dowiózł punkty( 15 pkt, 8 as, 8/9 z wolnych).
Anwil Włocławek 90-81 PGE Start Lublin
Gospodarze nie zagrali nic nadzwyczajnego, zrobili swoje, a to do ogrania Startu obecnie wystarcza w zupełności.
Pierwsza połowa początku spotkania była wyrównania, jednak to goście prowadzili dzięki pierwszym punktom w meczu. Później jednak Anwil przyłożył się do obrony, a zawodników Startu złapała niemoc ofensywna. W czasie gdy gospodarze grali zespołowo i rzucali z każdej pozycji lublinianie w 5 minut zdobyli 3 punkty przegrywając finalnie kwartę 7 punktami. W drugiej kwarcie wróciliśmy do wyrównanego spotkania za sprawą wysokiej skuteczności Startu zza łuku, jednak Anwilowi wystarcza chwila słabości rywala do wejścia na inny poziom, który objawił się serią 10-0 w końcówce pierwszej połowy. Właśnie dzięki niej gospodarze do szatni schodzili z zaliczką 11 punktów.
3 kwarta po stronie włocławian należała do Michała Michalaka i A.J Slaughtera, którzy pilnowali wypracowanej wcześniej przewagi, którą goście próbowali nadrobić np. rzucając 9 punktów do zera rywali w dwie minuty. Start starał się jak mógł, a nie mógł zbyt dużo dlatego w swojej najlepszej kwarcie rzucił tylko 2 punkty więcej od Anwilu. Ostatnia ćwiartka spotkania to utrwalanie wszystkiego co było wcześniej, gospodarze prowadzą i kontrolują grę, goście szarpią ale są zbyt słabi, żeby nadrobić 9 punktów w jedną kwartę. Finalnie po wyrównanej części gry i graniu rzut za rzut wynik ćwiartki to 19:19.
We Włocławku po poprzednim meczu zrehabilitował się Michał Michalak( 22 pkt, 8zb, 8/10 z gry), a w zdobywaniu punktów towarzyszyli mu Slaughter( 14 pkt) i Fridrikkson( 12 pkt, 5 as)
Uwaga! Uwaga! Wyrównanie rekordu tego sezonu, Polacy w Starcie zdobyli łącznie 13 punktów. Zwyczajowo natomiast punktowali obcokrajowcy, Hawkins( 18 pkt), Mack( 16 pkt, 6 zb), Ford(14 pkt, 8 zb), Wright( 12 pkt). Znów odstającym elementem jest Griffin, który zdobył tylko 8 oczek.
Energa Trefl Sopot 83-85 AMW Arka Gdynia
Gdyńscy kibice czekali na ten moment od grudnia 2021 roku, Arka górą w derbach Trójmiasta.
Pierwsza kwarta była obrazem całej połowy, to Trefl był w niej lepszy. Na początku drużyny wymieniały się celnymi rzutami, jednak gdy w ciągu 12 punktów gospodarzy Arka zdobyła tylko 3 wydawało się, że zbudują solidną przewagę na dalsze części gry. Goście jednak odpowiedzieli serią 0-6 i na początku drugiej kwarty sopocianie prowadzili tylko jednym oczkiem. Zawodnicy Trefla chcieli tą przewagę szybko powiększyć, Witliński i Cowels trafiają swoje rzuty, 10 punktów zdobyte w 2 minuty, ale to tyle na kwartę? Przez następne 8 minut gospodarze trafili jeden rzut z gry i dwa wolne, w tym czasie Arka nie grała nic szczególnego, ale po prostu trafiała. W ten sposób Trefl z wymarzonego otwarcia przegrywał na rozpoczęcie drugiej połowy 2 punktami.
3 kwarta to pojedynek strzelecki między zespołami z trójmiasta. Wygrał go Trefl, który zdobył prowadzenie po trójce Scruggsa, ale koszykówka to nie tylko rzut z dystansu. Barrett i Ljubicić stają na linii wolnych, serio 0-8 i znów Arka wygrywa kwartę. W ostatniej ćwiartce Trefl zniwelował przewagę sięgającą w najwyższym momencie 9 oczek. Witliński trafia oba wolne na remis. Wynik po 83 i 2,4 sekundy do końca. Piłka w rękach Rameya, jest spychany do linii bocznej, jest leworęczny ale musi kozłować prawą, rzut z 1/4 boiska i...... faul Jakuba Schenka....... uznany za przewinienie przy rzucie za 3. Ramey dwa razy trafia, Arka prowadzi dwoma punktami, dziękuję po meczu.
Pomimo skuteczności Michael Okauru potrafił przerodzić dużo rzutów w punkty( 19 pkt, 6 as), dobry mecz znów zagrał Jarosław Zyskowski( 12 pkt, 6 zb), a Courtney Ramey (12 pkt) został bohaterem spotkania. Oprócz nich dwucyfrówki osiągnęli Łączyński, Tubutis(double-double) i Barrett.
Pomimo tego nieszczęsnego faulu Jakub Schenk( 18 pkt, 8 as) był najlepszym zawodnikiem Trefla w tym spotkaniu. Oprócz niego standardowo punkty dołożyli Scruggs( 16 pkt, 10 zb), Witliński( 14 pkt), Cowels (13 pkt) i Kacinas( 9 pkt, 10 zb)
Dziki Warszawa 96:93 MKS Dąbrowa Górnicza
Grzegorz Kamiński uratował Dziki przed frajerstwem.
Pierwsza kwarta była wyrównana i drużyny odpowiadały sobie rzut za rzut. W Dzikach dobrze w mecz wszedł Łukasz Frąckiewicz a w MKSie Luther Muhammad, którzy zdobyli po 8 punktów. W drugiej ćwiartce goście zwolnili zdobywając tylko 14 punktów, a przy życiu trzymały ich rzuty wolne Garcii. W zespole gospodarzy aktywny był Horton. Garcia w 3 kwarcie do rzutów wolnych dołożył rzucanie z zza łuku, a spotkanie wciąż pozostawało wyrównane, z przewagą, która stopniała do 4 oczek. Dziki dobrze zaczęły ostatnią część gry, na 6:40 do końca miały 8 punktowe prowadzenie, w momencie gdy najwyższe wynosiło 9. I w takim momencie pozwalają sonie rzucić 15 punktów samemu zdobywając 2. Gospodarze nie złożyli jednak broni, czym zapewnili nam iście bojową końcówkę. W ciągu 6 ostatnich sekund w spotkaniu oddano 12 rzutów wolnych i wszystkie z nich były celne. Kamiński na 1,1 sekundy do końca trafił trzy z nich czym zapewnił Dzikom dogrywkę. W dodatkowy czas lepiej wszedł MKS, jednak warszawiacy znów zachowując zimną krew wyszli ze spotkania zwycięsko, tym razem bez wojny na przewinienia.
Najwięcej punktów w drużynie Dzików znów miał Landrious Horton( 28 pkt, 5 zb), dobrze pokazali się Tahlik Chavez( 19 pkt) i Łukasz Frąckiewicz( 16 pkt, 10 zb). 10 punktów zgromadzili również Vander Plas, Kamiński i Oguama.
Marc Garcia( 30 pkt, 15/19 z wolnych, 6/9 z gry) indywidualnie zaliczył najlepszy występ tego dnia, a w próbie pokonania gospodarzy pomagali mu Curry( 18 pkt), Muhammad( 15 pkt, 6 zb, 5 as) i Bonner( 12 pkt).
Zastal Zielona Góra 71:88 Legia Warszawa
Mistrzem Polski jest Legia, jedyną niepokonaną drużyną jest Legia.
Pierwszą kwartę niespodziewanie lepiej zaczęli gospodarze, za sprawą dyspozycji Patricka Cartiera. Był to zarazem pierwszy i ostatni moment gdzie Zastal miał coś do powiedzenia w sprawie przebiegu tego spotkania. Już w drugiej części pierwszej kwarty Legia dzięki Andrzejowi Plucie i wchodzącemu z opóźnieniem do zespołu Raceowi Thompsonowi przyjezdni objęli prowadzenie. Następna część spotkania to już wyraźna różnica klas, w zespole gospodarzy walczył Garrison ale Zastal zdobył tylko 11 punktów. Legioniści rzucili ich 10 więcej, a pierwsze punkty w PLK zanotował 17 letni( urodziny w grudniu) Błażej Czapla.
W 3 kwarcie Zastal przełamał niemoc ofensywną, więc warszawiacy też zaczęli rzucać więcej. Cała część meczu była wyrównana i drużyny zdobywały punkt za punkt, w Zielonej Górze Mazurczak i Matczak napędzali polską rotację, a całą kwartę zamknęli po stronie Legii Graves i Czapla przy pomocy serii 0-7. Zastal nie złożył broni, nie ma jednak scenariusza, w którym gospodarze odrabiają 20 punktów w dziesięć minut. Ostatnią kwartę co prawda wygrali, ale punkty świadczące o tym były zdobyte na przestrzeni ostatniej minuty, gdzie całe spotkanie było dawno przesądzone.
Mistrzów Polski do zwycięstwa poprowadził duet Graves( 21 pkt, 5 zb) Pluta (18 pkt, 5 as) a 10 punktów na swoim koncie zgromadził Hunter.
Conley Garrison( 20 pkt, 8 zb, 8 as) nie był tylko najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, ale również całego wieczoru, a w tym nierównym boju pomagał mu Patrick Cartier( 19 pkt, 4 zb).
Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 109-79 Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski
Zespół z Torunia wyrwał się tym zwycięstwem z najniższego bilansu, a Stal.... była... chyba.
Przyjezdni dobrze zagrali początek spotkania, zdobyli nawet pierwsze punkty, jednak na tym ich udział w meczu się kończy. Zdobyli 2 punkty w czasie gdy gospodarze zaliczyli ich 12 co przesądziło o wyniku 28:17. W drugiej kwarcie Stal walczyła, nie o nadrobienie starty a o brak powiększenia. Inne plany miał jednak Kunc, który w ciągu ostatniej minuty pierwszej połowy zanotował 8 punktów, zwiększając tym samym przewagę z 11 do 18.
Jackson i Laster trzymali Stal przy życiu całą 3 kwartę, goście jednak znów nie zagrali końcówki. Pierniki zdobyły w ostatnią minutę tym razem nie 8 a "tylko" 6 punktów, wygrywając znów wyrównaną kwartę. Sera 8-0 po Torunia na poczatku 4 kwarty przesądziła o wyniku. Trener Subotić w końcówce wpuszczał już młodzież, co poskutkowało pierwszymi punktami w sezonie Pawła Sowińskiego i Huberta Lipińskiego.
Bohaterem torunian drugi mecz został Aljaz Kunc( 26 pkt, 7 zb, 11/12 z wolnych), dobry mecz jak zawsze zagrał Aledsandar Langović( 18 pkt, 7zb, 5 as). Dwucyfrówki przekroczyli również Thomasson( 18 pkt, 5 as), Smith( 13 pkt) i Szlachetka( 11 pkt).
W Stali walczyli Jackson( 18 pkt, 7 zb) i Laster( 15 pkt), a pomagać próbowali im Sakota( 12 pkt) i Pluta( 10 pkt).