RZUTZA3.PL PLKKOSZYKARSKI-POWROT-DO-PRZESZOSCI-BOHATEROWIE-SEZONU-20152016-CO-U-NICH-SYCHAC

Koszykarski powrót do przeszłości - bohaterowie sezonu 2015/2016 co u nich słychać?

09/04/2025 19:17
fot. Andrzej Romański/plk.pl

Kiedy pyta mnie ktoś do jakiego sezonu wracam z sentymentem to jedną z pierwszych myśli jakie przychodzą mi do głowy jest sezon 2015/2016. Na polskich parkietach wciąż czuć było echo złotej ery Asseco Prokomu. Stelmet Zielona Góra wyrastał na nowego hegemona, a Anwil Włocławek zaczynał odbudowę swojej legendy. Liga, choć daleka od medialnego rozgłosu NBA, kipiała emocjami – szalone końcówki meczów i narodziny nowych gwiazd. To czas, kiedy do Tauron Basket Ligi wchodzili młodzi zdolni jak Mateusz Ponitka, a doświadczeni wyjadacze typu Łukasz Koszarek czy Przemysław Zamojski cementowali swoją pozycję ikon. Kibice z Włocławka, Zielonej Góry, Słupska czy Radomia żyli basketem na co dzień, a zagraniczni kozacy, jak Dee Bost czy David Jelinek, dawali polskiej lidze blasku i jakości.

Minęło prawie dziesięć lat.

Świat się zmienił. Tauron Basket Liga stała się Orlen Basket Ligą, niektórzy bohaterowie tamtego sezonu wciąż grają, inni zakończyli kariery i dziś uczą basketu dzieciaki albo budują nowe życia z dala od parkietu. Gdzie są dziś gwiazdy sezonu 2015/2016? Kto spełnił nadzieje, a kto zniknął z radaru kibiców? Zapraszam na sentymentalną podróż w czasie.

David Jelinek (Anwil Włocławek)

Sezon 2014/2015 był dla Anwilu Włocławek bardzo trudny. Klub zakończył rozgrywki poniżej oczekiwań, nie awansując nawet do fazy play-off. Atmosfera wokół drużyny była napięta, a kibice rozczarowani. Potrzebne były poważne zmiany. Latem 2015 roku stery nad zespołem przejął Igor Milicic, który rozpoczął budowę składu praktycznie od podstaw. Jego wizja była jasna: postawić na ambitnych zawodników, którzy będą walczyć o każdy centymetr parkietu i przywrócą dumę klubowi. Jednym z kluczowych elementów tego projektu był właśnie sprowadzony z ligi tureckiej David Jelinek.

Czeski snajper — śmiertelnie skuteczny z dystansu. Jego dynamiczna gra, pewna ręka do rzutów i nieustępliwość na boisku sprawiły, że zapisał się w pamięci fanów jako jeden z najlepszych zawodników tamtego sezonu. W barwach Anwilu Jelinek rozegrał znakomity sezon. W 42 meczach Polskiej Ligi Koszykówki notował średnio 17 punktów, 4,5 zbiórki oraz 2 asysty na mecz. Spędzał na parkiecie prawie 30 minut w każdym spotkaniu, a jego skuteczność rzutowa wynosiła 41,8% z gry, 32,1% za trzy i 84,3% z linii rzutów wolnych. Był jednym z liderów zespołu, a jego znakomita forma została doceniona poprzez wybór do pierwszej piątki sezonu Polskiej Ligi Koszykówki. Jelinek nie tylko dostarczał punktów, ale też imponował wszechstronnością i wysoką etyką pracy, co czyniło go ulubieńcem kibiców we Włocławku.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Przebudowa pod wodzą Igora Milicica przyniosła bardzo szybkie efekty. Anwil Włocławek w sezonie 2015/2016 wrócił do ligowej czołówki i na nowo rozpalił emocje wśród swoich kibiców. Zespół zakończył rundę zasadniczą na 3. miejscu w tabeli, ustępując tylko Stelmetowi Zielona Góra i Rosie Radom. W całym sezonie Anwil prezentował nowoczesną, szybką koszykówkę opartą na dobrej defensywie i skutecznym ataku. David Jelinek był jednym z głównych motorów napędowych drużyny, ale warto też wspomnieć o innych ważnych postaciach, jak Kamil Łączyński, Danilo Andjusic czy Fiodor Dmitriew — oni również odegrali kluczowe role w odbudowie Anwilu Włocławek.

W fazie play-off Anwil dotarł aż do półfinału, gdzie po niezwykle wyrównanej serii przegrał ze Rosą Radom. W meczach o brąz lepsza była drużyna Czarnych Słupsk. Mimo to, sezon został uznany za ogromny sukces — biorąc pod uwagę, że rok wcześniej klub nawet nie awansował do ósemki. Co więcej, wokół Anwilu wybuchł prawdziwy boom na koszykówkę. Hala Mistrzów znowu wypełniała się niemal do ostatniego miejsca na wielu meczach. Bilety sprzedawały się błyskawicznie, a atmosfera w Włocławku przypominała najlepsze lata świetności klubu. Ludzie znów zaczęli żyć Anwilem, a samo miasto mocno identyfikowało się z zespołem. Popularne hasło sezonu: #GłodniZwycięstw, na dobre weszło do klubowej tradycji. Igor Milicic i jego drużyna pokazała, że zaufanie do ambitnego projektu i odpowiednia selekcja zawodników mogą w krótkim czasie całkowicie odmienić losy klubu.

Po udanym sezonie w Polsce, Jelinek postanowił spróbować sił na wyższym poziomie. W 2016 roku podpisał kontrakt z MoraBanc Andorra i przeniósł się do jednej z najlepszych lig w Europie — hiszpańskiej ACB. W Andorze spędził aż sześć sezonów, zyskując opinię solidnego strzelca i wartościowego zawodnika rotacji. W 2022 roku zmienił klub i zasilił szeregi UCAM Murcia, gdzie kontynuował grę w lidze ACB oraz występował w rozgrywkach Basketball Champions League. W sierpniu 2024 roku David Jelinek przeniósł się do Real Betis Baloncesto, zespołu grającego obecnie w drugiej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii. W barwach Betisu walczy o awans do ACB, a dzięki swojemu doświadczeniu i boiskowej inteligencji odgrywa ważną rolę w drużynie. W obecnym sezonie zdobywa średnio 6,8 punktów na mecz. Mimo 34 lat na karku, Jelinek wciąż gra na wysokim poziomie i pokazuje, że profesjonalizm i pasja do koszykówki nie znają wieku.

Dee Bost (Stelmet BC Zielona Góra)

Dee Bost, amerykańsko-bułgarski koszykarz, to jeden z tych graczy, którzy na stałe zapisali się w historii polskiej ligi koszykówki. Urodzony 12 października 1989 roku w Charlotte (USA), Bost zyskał uznanie jako niesamowicie dynamiczny rozgrywający, który łączył w sobie zarówno ofensywną kreatywność, jak i niezwykle agresywną obronę. W trakcie sezonu zdobywał średnio zdobywał 10,6 punktu, 3,9 asysty oraz 2,4 zbiórki na mecz, co czyniło go jednym z najbardziej wszechstronnych zawodników w lidze. Bost miał nie tylko świetną zdolność kreowania sytuacji dla kolegów, ale również potrafił zdobywać punkty w kluczowych momentach, co niejednokrotnie przekładało się na wygrane Stelmetu prowadzonego przez Saso Filipovskiego.

Gdy nadszedł czas fazy play-off, Bost pokazał, że potrafi grać pod presją. Jego występy w fazie play-off były niezwykle efektowne. Wszystko zaczęło się od ćwierćfinału, gdzie Stelmet zmierzył się z Asseco Gdynia. Mimo że Gdynianie walczyli dzielnie, to zespół z Zielonej Góry pokazał swoją dominację i wygrał serię 3-0. Ich ofensywa była nie do zatrzymania, a w defensywie Stelmet błyskawicznie reagował na każdy ruch rywali. W półfinale czekał na Stelmet silniejszy przeciwnik, Czarni Słupsk. Jednak Czarni również nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonego Stelmetu. Seria zakończyła się wynikiem 3-0, a drużyna z Zielonej Góry praktycznie nie pozostawiła rywalom żadnych złudzeń, pewnie wygrywając każdy mecz. W finałach na Stelmet czekała drużyna Rosy Radom. Mimo iż Rosa grała świetnie przez cały sezon i wniosła do finałów wiele energii, to Stelmet, który w play-offach działał jak dobrze naoliwiona maszyna, znów pokazał swój potencjał. Cała drużyna była w znakomitej formie, ale to Dee Bost stanowił kluczowy element tej perfekcyjnej układanki. Zespół z Zielonej Góry wygrał 4-0 w finałowej serii, a Dee Bost zasłużenie otrzymał tytuł MVP finałów. Bost w decydujących momentach rozgrywek był niezastąpiony — jego szybkie decyzje, świetne podania, ale także umiejętność zdobywania punktów, kiedy drużyna tego najbardziej potrzebowała, były nieocenione. W jednym ze spotkań podczas finałów PLK zdobył 26 punkty, co pokazuje jak był niezwykle efektownym zawodnikiem.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Po zakończeniu swojego kontraktu z Stelmetem Zielona Góra, Dee Bost postanowił kontynuować swoją karierę w Europie. Przeniósł się do AS Monaco Basket, drużyny z Monako, gdzie dołączył do jednej z najbardziej dynamicznych lig w Europie. W Monako spędził kilka sezonów, będąc jednym z liderów drużyny. Po sukcesach w Monako, Bost postanowił zmienić otoczenie i przenieść się do Litwy, gdzie dołączył do jednego z najbardziej utytułowanych klubów tego kraju — Žalgirisu Kowno. Była to kolejna ważna zmiana, która pozwoliła Bostowi zdobyć jeszcze większe doświadczenie na międzynarodowej arenie. Z zespołem występował w Eurolidze, rywalizując z najlepszymi drużynami kontynentu. Dee Bost po przygodzie w Kownie odwiedził jeszcze kilka klubów m.in rozegrał sezony w lidzę VTB czy lidze tureckiej. A co robi dzisiaj? Obecnie rozgrywa sezon w lidze hiszpańskiej w zespole Hiopos Lleida. Obecnie notuje tam średnio 7,3 punktów na mecz. Podsumowując Dee Bost, po rozstaniu ze Stelmetem Zielona Góra, przeszedł fascynującą drogę przez koszykarskie parkiety Europy, grając w wielu czołowych ligach, takich jak francuska, litewska czy turecka. Jego kariera to nie tylko pasmo sukcesów, ale także nieustanne poszukiwanie nowych wyzwań i przystanków w międzynarodowej koszykówce.

Mateusz Ponitka (Stelmet BC Zielona Góra)

Kiedy mówimy o sukcesach Stelmetu Zielona Góra w sezonie 2015/2016, nie sposób nie wspomnieć o Mateuszu Ponitce, jednym z najbardziej utalentowanych polskich koszykarzy, który wtedy dopiero rozpoczynał swoją profesjonalną karierę na najwyższym poziomie. Choć miał zaledwie 22 lata, ponownie udowodnił, że młody wiek nie przeszkadza w byciu kluczowym zawodnikiem drużyny, która zdominowała ligę. W sezonie 2015/2016 Mateusz Ponitka był jednym z młodszych graczy w Stelmetcie Zielona Góra, ale jego umiejętności na boisku sprawiły, że stał się jednym z najważniejszych ogniw tej drużyny.

W sezonie 2015/2016, w swoim czwartym sezonie w PLK, Ponitka zdobywał średnio 10,5 punktu, 5,2 zbiórki oraz 2,7 asysty na mecz. Jego wszechstronność była kluczowa w grze Stelmetu — potrafił zdobywać punkty zarówno z gry, jak i z rzutów wolnych, a także wykorzystywał swoje warunki fizyczne, by walczyć na deskach i tworzyć sytuacje dla kolegów. Mateusz Ponitka był zawodnikiem, który wyróżniał się nie tylko indywidualnymi statystykami, ale przede wszystkim rolą, jaką odgrywał w zespole. Jako strzelec pełnił ważną rolę w grze zarówno ofensywnej, jak i defensywnej. Jego umiejętność gry po dwóch stronach boiska była niezwykle cenna, szczególnie w kontekście rywalizacji z tak silnymi drużynami, jak np. Rosa Radom w finale play-offów. Ponitka był również ważnym ogniwem drużyny pod względem mentalnym. Choć młodszy od niektórych liderów, takich jak Dee Bost czy Vlad-Sorin Moldoveanu, potrafił skutecznie przejąć odpowiedzialność w kluczowych momentach i nie bał się podejmować trudnych decyzji. Jego opanowanie i dojrzałość na boisku były zaskakujące jak na jego

wiek.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Po zakończeniu swojej przygody ze Stelmetem Zielona Góra w 2016 roku, Mateusz Ponitka kontynuował karierę na najwyższym poziomie europejskim. W 2016 roku przeniósł się do Pinar Karsiyaka, był ważną postacią zespołu, który grał w lidze tureckiej. Następnie zagrał po sezonie w Teneryfie oraz w Lokomotivie Kuban. Później przez trzy sezony reprezentował barwy Zenitu Petersburg. Po kilku latach gry w Rosji, Ponitka przeniósł się do Panathinaikosu Ateny, gdzie grał również w Eurolidze. Później na sezon zakotwiczył w Partizanie Belgrad. Obecnie reprezentuje barwy Bahcesehir Koleji, gdzie notuje średnio 7,6 punktów na mecz. Dodatkowo, regularnie reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej, biorąc udział w meczach kadry.

C.J. Harris (Rosa Radom)

Sezon 2015/2016 był jednym z najważniejszych w historii Rosy Radom. Celem Wojciecha Kamińskiego było zbudowanie solidnej drużynie zdolną walczyć o wysokie lokaty w Polskiej Lidze Koszykówki. Jednym z kluczowych elementów zespołu był C.J. Harris. Jego rola w drużynie była nieoceniona, a jego talent i doświadczenie miały ogromny wpływ na grę zespołu w tym wymagającym sezonie. Szybko stał się jednym z liderów zespołu. Harris, który grał głównie na rzucającego obrońcy, imponował swoją wszechstronnością, szybkością, a także umiejętnością zdobywania punktów z różnych pozycji. W swoim debiutanckim sezonie w Rosa Radom zdobywał średnio 14,3 punktu na mecz, do czego dochodziły także 1,4 asysty i 2,8 zbiórki. C.J. Harris był graczem, który szczególnie imponował w sytuacjach pod presją. Jego umiejętność kreowania punktów, zarówno dla siebie, jak i dla kolegów, stanowiła fundament dla ofensywy Radomia. Choć nie był najlepszym obrońcą w lidze, to jego determinacja i zaangażowanie dawały drużynie solidne wsparcie także po tej stronie parkietu.

Rosa Radom w sezonie 2015/2016 świetnie zaprezentowała się w sezonie zasadniczym PLK osiągając bilans 25-7, co pozwoliło drużynie na awans do play-offów. Radomianie, mimo że zostali postrzegani jako zespół, który nie miał za bardzo doświadczenia na tym etapie rozgrywek, osiągnęli wynik, który wywołał ogromne emocje. W drodze do finału pokonali Anwil Włocławek, co pozwoliło im na zdobycie miejsca w meczach o mistrzostwo Polski. Chociaż Rosa ostatecznie przegrała w finale z zespołem Stelmetu Zielona Góra, dotarcie do tego etapu było ogromnym sukcesem. C.J. Harris w finałowej rywalizacji, regularnie zdobywał punkty i zapewniał drużynie stabilność w trudnych momentach. Jego postawa, zarówno w ofensywie, jak i defensywie, była jednym z głównych powodów, dla których Rosa Radom mogła rywalizować z takim rywalem jak Stelmet. Razem z Torey Thomasem stworzyli świetny duet, który zapisał się na kartach historii tego klubu.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

​Po zakończeniu sezonu 2015/2016 w Rosa Radom, C.J. Harris kontynuował swoją karierę koszykarską, grając w różnych ligach europejskich. Po udanych występach w Polsce, gdzie zdobył Puchar Polski i został wybrany MVP, Harris przeniósł się do Turcji, do drużyny Sakarya BB, gdzie grał w latach 2016–2018. Następnie, w sezonie 2018/2019, Harris podpisał kontrakt z francuskim klubem Pau-Lacq-Orthez. W sierpniu 2019 roku dołączył do chińskiego zespołu Guangzhou Long-Lions, jednak po dwóch miesiącach opuścił drużynę. W styczniu 2020 roku podpisał kontrakt z tureckim Türk Telekom Ankara, a w sierpniu tego samego roku przeniósł się do izraelskiego Hapoel Holon, gdzie grał do 2021 roku. ​W lipcu 2021 roku Harris podpisał kontrakt z francuskim klubem JL Bourg-en-Bresse, a w czerwcu 2022 roku powrócił do Hapoel Holon na kolejne dwa sezony. ​Obecnie rozgrywa sezon w lidze greckiej, gdzie reprezentuje barwy Peristeri gdzie zdobywa średnio 12,7 punktów na mecz.

Danny Gibson (Polski Cukier Toruń)

Sezon 2015/2016 był przełomowy dla Twardych Pierników Toruń w kontekście ich ambicji na poziomie Polskiej Ligi Koszykówki, a jednym z kluczowych elementów tej drużyny był Danny Gibson, który w tym czasie był jednym z liderów zespołu. Przybył do Torunia, aby wzmocnić skład, który miał walczyć o awans do czołowej ósemki. Danny Gibson to doświadczony rozgrywający, który znany był z dynamicznej gry, świetnego prowadzenia akcji oraz umiejętności zdobywania punktów. Danny Gibson nie był nowicjuszem w Polskiej Lidze Koszykówki, ponieważ w przeszłości miał już okazję występować w Polsce. W sezonie 2013/2014 reprezentował barwy WKS-u Śląska Wrocław, gdzie szybko pokazał swoje umiejętności, stając się jednym z liderów drużyny. Później rozegrał sezon w barwach Rosy Radom. W kolejnym sezonie podpisał kontrakt z Twardymi Piernikami Toruń. Trener Jacek Winnicki miał na niego pomysł - miał wnieść do zespołu nie tylko ogromną wartość na poziomie umiejętności, ale również odpowiednią mentalność do gry o wyższe cele.

Ten sezon był niezwykle udany dla Danny'ego Gibsona pod względem indywidualnym. Jego obecność na parkiecie miała znaczący wpływ na grę drużyny. Gibson w każdym meczu był kluczowym elementem ofensywy. Notował średnio 17,2 punktu, 5,9 asysty oraz 3,1 zbiórki na mecz. Te statystyki, nie oddają w pełni jego roli w zespole. W swojej roli rozgrywającego Gibson nie tylko dostarczał punkty, ale także pomagał kolegom z drużyny w zdobywaniu ich. Gibson świetnie czuł się w szybkiej grze, nie bojąc się wyprowadzać kontrataków, gdzie potrafił nie tylko zakończyć akcję, ale i celnie podać do lepiej ustawionych kolegów. Jego doświadczenie, liderowanie na boisku, a także umiejętność decydowania o losach meczów sprawiły, że zespół osiągnął swój cel – awans do play-offów. Choć drużyna nie zdołała przejść do półfinałów fazy play-off, to jej występy w sezonie zasadniczym oraz Gibsona indywidualna forma były dużym krokiem w stronę rozwoju klubu.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Danny Gibson po odejściu z Twardych Pierników Toruń zdecydował się na przenosiny do Bułgarii, gdzie podpisał kontrakt z drużyną Lukoil Academic. Po jednym sezonie spędzonym w Bułgarii, Danny Gibson postanowił zmienić otoczenie i zakotwiczył na kilka sezonów w lidze francuskiej. Zaliczył również jeden epizod w lidze tureckiej. Wrócił do PLK w 2019 roku, gdzie reprezentował barwy WKS-u Śląska Wrocław. Po tym sezonie zdecydował się zakończyć swoją karierę. Po zakończeniu kariery sportowej zaangażował się w działalność trenerską. W 2024 roku objął stanowisko głównego trenera drużyny koszykarskiej w Madison High School w Madison, Indiana. Jako absolwent tej szkoły, powrócił do niej, aby poprowadzić zespół, który w poprzednich trzech sezonach osiągnął bilans 17 zwycięstw i 55 porażek.

Jerel Blassingame (Energa Czarni Słupsk)

Sezon 2015/2016 był jednym z najbardziej emocjonujących w historii Czarnych Słupsk. Klub, który już od kilku lat budował swoją markę w PLK, w tamtym sezonie pokazał, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi. Mimo że nie byli typowani jako faworyci do medalu, Czarni zdołali zakończyć sezon zasadniczy na piątym miejscu, a w play-offach dotarli aż do półfinałów, pokonując w ćwierćfinale silny zespół Polskiego Cukru Toruń (3-1 w serii). W półfinale ulegli późniejszym mistrzom Polski – Stelmetowi Zielona Góra (3-0). Ostatecznie Czarni zakończyli sezon na trzecim miejscu, co było dużym sukcesem.

W centrum tych wydarzeń znajdował się Jerel Blassingame, jeden z najlepszych rozgrywających w tamtych czasach w PLK. Amerykanin, mimo niskiego wzrostu (175 cm), był prawdziwym generałem na parkiecie. W sezonie 2015/2016 pełnił rolę ,,dyrygenta” całej ofensywy Czarnych. Jerel Blassingame w sezonie zasadniczym notował średnio 12,2 punktów na mecz oraz rozdawał średnio 6,4 asyst na mecz. Ale to nie statystyki czyniły go wyjątkowym – był niesamowicie inteligentnym zawodnikiem, który potrafił kontrolować tempo gry i znajdować kolegów na czystych pozycjach. Jego doświadczenie z Euroligi (z Asseco Prokomem) oraz świetne panowanie nad piłką sprawiały, że młodsi gracze mogli się od niego uczyć. Mimo że miał już swoje lata, wciąż prezentował wysoką formę fizyczną i niesamowitą determinację. Był znany z charakterystycznego stylu gry – niski, ale szybki jak błyskawica.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Blassingame był nie tylko liderem sportowym, ale też duchowym. W Słupsku cieszył się ogromnym szacunkiem – zarówno w szatni, jak i wśród kibiców. Był symbolem waleczności i profesjonalizmu. Jego charakter świetnie wpasował się w atmosferę miasta i klubu, który od zawsze opierał się na zaangażowaniu i silnej tożsamości. Sezon 2015/2016 był pokazem, jak świetnie zbudowany zespół, z doświadczonym liderem jak Blassingame i mądrym trenerem jak Kairys, może osiągnąć sukces. Dla kibiców Czarnych to był sezon dumy – pełen emocji, dobrej koszykówki i wiary, że nawet bez ogromnego budżetu można walczyć z najlepszymi. Jerel Blassingame zapisał się złotymi literami w historii klubu – jako jeden z najważniejszych zawodników, jacy kiedykolwiek grali w barwach Czarnych Słupsk. Choć minęły już lata od tamtego sezonu, w Słupsku wciąż pamięta się Blassingame’a jako prawdziwego wojownika. Jerel Blassingame nie tylko prowadził Czarnych na boisku, ale też zostawił serce w tym klubie – a to zapamiętuje się na zawsze.

Blassingame rozpoczął kolejny sezon ponownie w Czarnych Słupsk. Jego rola się nie zmieniła – wciąż był mózgiem drużyny i liderem parkietu. Jednak w styczniu 2017 roku postanowił zmienić otoczenie. Podpisał kontrakt z greckim zespołem Promitheas Patras, grającym w bardzo wymagającej lidze greckiej. Później rozegrał cztery sezony w lidze francuskiej. ​Według dostępnych informacji, Jerel Blassingame w 2021 roku dołączył do szwedzkiego klubu AIK Basket. Niestety, brak jest jednak aktualnych danych na temat jego działalności po tym okresie.

Podsumowując, można zwrócić uwagę na sentymentalny charakter sezonu 2015/2016 w polskiej koszykówce, który był pełen emocji, młodych talentów oraz wielkich osobowości, jak Mateusz Ponitka, Dee Bost, czy David Jelinek. To czas, kiedy drużyny takie jak Anwil Włocławek, Stelmet Zielona Góra czy Rosa Radom odgrywały kluczowe role na krajowej scenie. Choć minęło już prawie dziesięć lat, wspomnienia o tamtym sezonie wciąż budzą emocje u kibiców, a wielu z zawodników kontynuuje swoje kariery, rozwijając się na międzynarodowej scenie.