RZUTZA3.PL PLKKRYZYS-TREFLA-SOPOT-TRWA-ZASTAL-ZE-ZWYCIESTWEM
Kryzys Trefla Sopot trwa - Zastal ze zwycięstwem!
21/12/2024 17:56
Mecz rozpoczął się pod dyktando przyjezdnych z Sopotu, a świetny start zaliczył Groselle, zdobywając 8 punktów w początkowych fragmentach gry. Druga kwarta była równie wyrównana jak pierwsza, jednak gospodarze zakończyli ją z dwupunktowym prowadzeniem. Trzecia kwarta to była prawdziwa dominacja Zielonogórzan. Wygrali tę część meczu aż 25:9, a ich przewaga momentami sięgała nawet 22 punktów. W ostatniej kwarcie Trefl próbował odwrócić losy meczu, zmniejszając straty w pewnym momencie do 10 punktów. Jednak gospodarze, prowadzeni przez świetnie dysponowanego Filipa Matczaka oraz solidną grę całej drużyny, skutecznie odpierali ataki rywali i dowieźli zwycięstwo do końca. Trefl, osłabiony brakiem Marcusa Weathersa, zanotował szóstą z rzędu porażkę, licząc mecze w Orlen Basket Lidze i EuroCupie. Zastal z kolei odniósł swoje czwarte ważne zwycięstwo w tym sezonie.
Mecz rozpoczął się od indywidualnego wejścia na kosz Groselle’a, który skutecznie zakończył akcję spod obręczy. Sopocianie w każdej akcji starali się grać przez swojego centra, byłego zawodnika Zastalu, który w ciągu pierwszych dwóch i pół minuty zdobył 6 punktów. Mógł mieć na koncie nawet 9, lecz nie trafił ani jednego z trzech rzutów wolnych, a raz piłka nawet nie doleciała do obręczy. Zastal z kolei miał trudności ze skutecznością – wiele rzutów dosłownie wykręcało się z obręczy. Nawet bez Groselle’a na parkiecie mistrzowie Polski mieli przewagę pod koszem i konsekwentnie starali się dogrywać tam piłkę. Zielonogórzanie już po pięciu minutach gry mieli problemy z faulami, co skutkowało tym, że każdy kolejny faul oznaczał rzuty wolne dla rywali. Gospodarze szukali punktów głównie po dynamicznych wejściach na kosz, co przynosiło efekty, jednak to goście wypracowali sobie 9-punktową przewagę dzięki trafieniom zza łuku w ciągu siedmiu minut gry. Choć lepiej zaczęli mecz przyjezdni, to bliżej końca kwarty zawodnicy Zastalu radzili sobie coraz lepiej. Pierwsza kwarta zakończyła się remisem 22:22. Świetnie w barwach Zastalu spisywał się Sindarius Thornwell, który swoimi trzema efektownymi rzutami zza łuku utrzymywał drużynę w grze. Trefl zanotował aż 6 strat, ale dominował na tablicach, prowadząc w zbiórkach 13-5.
W drugiej kwarcie sytuacja z faulami uległa całkowitej zmianie. Już po dwóch minutach i 23 sekundach gry, gdy na zegarze pozostawało 8:37, Trefl miał na swoim koncie cztery przewinienia. Zielonogórzanie doskonale wykorzystali tę sytuację, wymuszając kolejne faule i zmuszając sopocian do popełniania głupich błędów oraz strat. Dwa celne rzuty z dystansu pozwoliły podopiecznym Żana Tabaka objąć chwilowe prowadzenie. Najpierw za dwa trafił Schenk, a chwilę później za trzy punkty skuteczny był Andy Van Vliet. To czteropunktowe prowadzenie szybko zmniejszyło się jednak do zaledwie jednego punktu po świetnej indywidualnej akcji Waltera Hodge’a. Zawodnicy Zastalu grali agresywnie w obronie, wymuszając straty rywali i kolejne przewinienia. Kluczową postacią drugiej kwarty był Andy Van Vliet, który zdobył aż 11 punktów, będąc liderem gospodarzy w ataku. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Zastalu 44:42, dzięki celnej trójce Filipa Matczaka. Co ciekawe, przez ostatnie dwie minuty tej części meczu żadna z drużyn nie zdobyła punktów. Gra była niezwykle wyrównana i żadna ze stron nie potrafiła wypracować przewagi większej niż kilka punktów. W zbiórkach wciąż dominował Trefl (20-15), choć różnica na tablicach zaczęła się zmniejszać. W statystykach gości najbardziej rzucało się w oczy aż 11 strat. Problemy z faulami miało kilku kluczowych zawodników – Groselle i Alleyne w drużynie Trefla oraz Kamari Murphy w Zastalu, każdy z nich kończył pierwszą połowę z trzema przewinieniami na koncie.
Po przerwie trener Żan Tabak motywował swoich zawodników do szybszej gry. Zastal natomiast kontynuował swoją twardą obronę, która przyniosła efekty już w pierwszej połowie. Po nieco ponad dwóch minutach gry gospodarze wyszli na ośmiopunktowe prowadzenie, dzięki efektownej akcji Filipa Matczaka, który trafił za trzy punkty, będąc jednocześnie faulowanym. Mimo dobrej skuteczności z gry, sopocianie przegrywali, co było wynikiem problemów z licznymi stratami oraz fatalną skutecznością rzutów wolnych – zaledwie 4/13 przez cały mecz. W odpowiedzi na tę sytuację, chorwacki szkoleniowiec Trefla zdecydował się na przerwę na żądanie. Zawodnicy Zastalu grali jednak konsekwentnie, cierpliwie i przede wszystkim skutecznie, co pozwalało im na systematyczne budowanie przewagi. Wykorzystywali swoje atuty, w tym przewagę wzrostu, szczególnie w grze tyłem do kosza. Dzięki temu świetnemu fragmentowi gry gospodarze wyszli na 15-punktowe prowadzenie na niespełna sześć minut przed końcem trzeciej kwarty. Sopocianie fatalnie prezentowali się w obronie, zostawiając rywalom dużo miejsca przy wejściach pod kosz, co regularnie kończyło się punktami dla Zastalu. Dramaturgię gry mistrzów Polski podkreśla fakt, że swoje pierwsze punkty w tej kwarcie zdobyli dopiero po ponad siedmiu minutach gry – był to jeden celny rzut wolny Groselle’a. Końcówka trzeciej kwarty należała w pełni do gospodarzy, którzy wciąż grali rewelacyjnie i zbudowali przewagę wynoszącą aż 18 punktów. Co więcej, Zastal odwrócił sytuację na tablicach i objął prowadzenie w zbiórkach (30-28). Trefl w tej kwarcie zdobył zaledwie 9 punktów, podczas gdy Zastal 25, co wyraźnie zaznaczyło dominację gospodarzy w tej części meczu.
Czwarta kwarta rozpoczęła się wyrównaną grą, jednak Zastal szybko zanotował trzy straty w zaledwie kilkanaście sekund. Sopocianie wykorzystali ten moment – Jakub Schenk trafił za trzy, zmniejszając stratę do 12 punktów i dając swojej drużynie nadzieję na powrót do meczu. Trefl próbował jak najlepiej bronić, ale nie zawsze im się to udawało, a gospodarze nadal regularnie zdobywali punkty, utrzymując przewagę. Goście konsekwentną i cierpliwą grą zdołali zredukować straty do 10 punktów, trafiając zarówno z dystansu, jak i spod kosza. Do końca meczu pozostawało im jednak niespełna pięć minut. Niestety dla sopocian, Jakub Schenk zakończył mecz po pięciu faulach, co było dużym osłabieniem dla Trefla. Zastal grał spokojnie, starając się unikać strat i nie dawać rywalom okazji do łatwych punktów. Żółto-czarni spróbowali presji na całym boisku, co początkowo przyniosło efekt – udało im się wymusić kilka błędów gospodarzy na niecałe trzy minuty przed końcem. Niestety, sopocianie mieli ogromne problemy ze skutecznością w ataku, marnując kolejne okazje do zmniejszenia strat. W przeciwieństwie do nich Filip Matczak znów okazał się niezawodny, zdobywając kolejne ważne punkty dla Zastalu. Ostatnie 180 sekund meczu było desperacką próbą Trefla odrobienia strat za pomocą rzutów za trzy punkty, jednak większość z nich okazała się niecelna. W efekcie Zastal spokojnie dowiózł przewagę do końca, potwierdzając swoją dominację w tym meczu. Należy śmiało stwierdzić, że kryzys Trefla trwa nadal. Mistrzowie Polski przegrali już sześć kolejnych spotkań, zarówno w EuroCup, jak i w Orlen Basket Lidze, co jest wyraźnym sygnałem problemów drużyny.
PUNKTOWALI
Zastal: Matczak 20 punktów (7 asyst i 4 zbiórki), Thornwell 19 punktów (13 zbiórek), Harris 18, Kołodziej 8, Hodge 7, Murphy 6, Saylus 4, Woroniecki 1
Trefl: Grossele 19, Johnson 13, Zyskowski 13, Van Vliet 11, Alleyne 5, Schenk 5, Best 4, Witliński 2.