RZUTZA3.PL PLKKRZYSZTOF-KUKUCKI-JESLI-MAMY-RYZYKOWAC-TO-LEPIEJ-Z-OSOBA-ZWIAZANA-Z-WLOCLAWKIEM
Krzysztof Kukucki: Jeśli mamy ryzykować, to lepiej z osobą związaną z Włocławkiem
16/09/2025 20:45
– Wysłałem do PZKosza propozycję utworzenia Szkoły Mistrzostwa Sportowego we Włocławku pod ich egidą. Bardzo mi na tym zależy - mówi Prezydent Miasta Włocławek Krzysztof Kukucki. W wywiadzie w Urzędzie Miasta rozmawialiśmy także o ambicjach Anwilu, przyszłości szkolenia młodzieży, finansowaniu klubu i planach rozbudowy Hali Mistrzów. Pojawiły się także pomysły na Aleję Gwiazd Polskiej Koszykówki oraz osobiste wspomnienia Prezydenta z mistrzowskich świętowań i kibicowskich emocji.
Wiktor Bartkiewicz: Anwil to bez wątpienia jeden z największych sportowych symboli Włocławka. Dla wielu mieszkańców to coś więcej niż klub. Co dziś oznacza dla Pana, jako prezydenta miasta?
Krzysztof Kukucki: Lubię powtarzać, że we Włocławku koszykówka to religia. Niezależnie od wieku czy poglądów, każdy o niej rozmawia, a większość mieszkanek i mieszkańców śledzi losy drużyny i jest z niej dumna. Co ciekawe, nawet przedstawiciele zakładów chemicznych mówią, że gdy wspominają o Anwilu, ich rozmówcy najpierw myślą o koszykówce, a dopiero później o zakładzie, który od trzydziestu lat wspiera włocławską drużynę. Koszykówka integruje naszą społeczność i buduje poczucie dumy. Anwil Włocławek to zespół, który zawsze ma ambicje i wolę walki i to właśnie odzwierciedla charakter włocławianek i włocławian.
Na początku lipca wychowanek TKM-u Włocławek Bartosz Łazarski podpisał nowy kontrakt z Anwilem. To sygnał, że lokalne szkolenie może prowadzić do wielkiej sceny. Jakie znaczenie ma dziś dla miasta i lokalnej społeczności obecność młodzieżowych klubów koszykarskich w Włocławku?
We Włocławku działają trzy kluby, które kształcą młodych koszykarzy. Od tego roku uruchamiamy też nowe klasy sportowe w szkołach podstawowych. Od 1 września przyszłego roku chciałbym, aby przy Zespole Szkół Samochodowych powstała Szkoła Mistrzostwa Sportowego. To miejsce jest idealne pod względem lokalizacji. W czerwcu wysłałem już do PZKosz propozycję utworzenia takiej placówki pod ich egidą. Bardzo mi na tym zależy, bo marzy mi się, by o Włocławku mówiło się nie tylko w kontekście znakomitej drużyny zawodowej, ale też całego procesu kształcenia i rozwoju młodych koszykarzy.
Z dumą podkreślam, że trener Grzegorz Kożan również pochodzi z Włocławka. Jego praca z młodzieżą przekłada się na sukcesy drużyn młodzieżowych, które osiągają coraz lepsze wyniki w rozgrywkach.
We Włocławku mamy - jak Pan Prezydent przyznał - bogatą scenę koszykówki młodzieżowej. Każdy robi świetną robotę, ale to TKM od lat dostarcza zawodników, którzy później trafiają do pierwszej drużyny Anwilu. Czy można powiedzieć, że to dziś najważniejszy element systemu szkolenia młodzieży w naszym mieście?
Nie chcę wartościować poszczególnych klubów. TKM ma swoje zasługi, podobnie jak Junak, który w latach 90. był miejscem rozwoju wielu utalentowanych zawodników. Najmłodsze stowarzyszenie Basket również ambitnie i systematycznie pracuje głównie z dziećmi i młodszą młodzieżą. Każdy z tych klubów dokłada swoją cegiełkę do pięknego obrazu włocławskiej koszykówki.
Miniony sezon pozostawił spory niedosyt - Anwil jako lider po rundzie zasadniczej odpadł w półfinale 3-0 i przegrał dwumecz o brąz. Co Pan, jako prezydent i kibic, czuł w takiej sytuacji?
Na pewno pozostał niedosyt. Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że skończymy na czwartym miejscu, uznalibyśmy to za spory progres. Jednak w trakcie rozgrywek trener rozbudził nadzieje - także moje - że możemy walczyć o złoto. Po takich oczekiwaniach wszystko inne niż mistrzostwo traktowane było jak porażka. Mimo to uważam, że klub zrobił krok do przodu. Czasem do celu trzeba dochodzić małymi krokami, a nie od razu „z piekła do nieba”.
Organizacyjnie i finansowo sytuacja Anwilu jest stabilna. Sportowo wyciągnięto wnioski, sporo się zmieniło i wierzę, że w tym roku będziemy lepiej przygotowani do play-offów - a to one są naszym celem. Sezon zasadniczy nie zawsze ma kluczowe znaczenie. Legia w zeszłym roku miała kryzysy, zmieniała trenera i wielu kibiców spisało ją na straty, a mimo to zdobyła mistrzostwo Polski. Ostatecznie liczy się ten, kto wygra ostatni mecz w play-offach.
Czy miasto analizuje takie sezony pod kątem strategii wsparcia klubu, czy emocje biorą górę, jak u „zwykłych” fanów?
Prezes dokładnie wie, na jakie wsparcie może liczyć. Zaangażowanie miasta w porównaniu z poprzednimi latami wzrosło o kilkadziesiąt procent i pozostaje stabilne. To ważny sygnał dla całego klubu. Nasza organizacja opiera się na trzech filarach: wsparciu miasta, ogromnym zaangażowaniu kibiców, którzy co roku kupują trzy tysiące karnetów, co ma nie tylko wymiar finansowy, ale przede wszystkim emocjonalny, oraz na zakładach chemicznych, wspierających klub od trzech dekad. Do tego dochodzi coraz szersze grono sponsorów, którzy dostrzegają w Anwilu zarówno możliwość promocji swojej marki, jak i udział w dużym projekcie sportowym, stojącym na najwyższym poziomie organizacyjnym i sportowym.
Miasto wspiera też Anwil zarówno infrastrukturalnie, finansowo i wizerunkowo. Tegoroczna zniżka 50 zł na karnet dla posiadaczy Karty Mieszkańca to nowa forma wsparcia mieszkańców. Czy traktuje Pan to jako element szerszej strategii, w której sport łączy się z lokalną tożsamością i polityką społeczną miasta?
Chodzi także o poczucie sprawiedliwości. Mieszkanki i mieszkańcy Włocławka płacą za koszykówkę podwójnie, raz kupując bilet czy karnet, a drugi raz poprzez podatki, z których finansowane jest wsparcie miasta dla klubu, którzy płacą nie mieszkańcy powiatu włocławskiego, tylko mieszkańcy miasta Włocławek. Dlatego karta mieszkańca to forma wyrównania w stosunku do włocławian. To także zachęta dla osób spoza miasta, które korzystają z naszej infrastruktury, by angażowały się w rozwój Włocławka, płacąc tu podatki. Krótko mówiąc, jeśli chcemy, by region włocławski był silny, samo miasto musi być jeszcze silniejsze. Siła regionu zależy od siły Włocławka.

Nowym trenerem - jak już Pan wspomniał - został Grzegorz Kożan. Jak Pan podchodzi do faktu, że klub postawił na człowieka „z wewnątrz”? Kogoś, kto przez lata był asystentem i teraz dostaje realną szansę.
Bardzo się z tego cieszę. Jestem włocławsko-centryczny i chciałbym, by to, co najlepsze, było z Włocławka i dla Włocławka. W zeszłym roku podjęliśmy ryzyko zatrudniając trenera z zupełnie innej ligi. Każde zatrudnienie niesie ryzyko, że pokładane nadzieje się nie spełnią. Dlatego uważam, że jeśli mamy ryzykować, to lepiej z osobą związaną z Włocławkiem od urodzenia, zawodowo i sportowo od wielu lat. Bardzo mocno trzymam kciuki za sukces trenera Kożana. To byłaby piękna historia mieszkańca Włocławka - i wierzę, że tak właśnie będzie.
Jak już wspominamy o naszych przedstawicielach Włocławka, to też mieliśmy ich sporo na EuroBaskecie. Był między innymi Michał Michalak, który obecnie reprezentuje barwy Anwilu, a także Marcin Woźniak.
Zgadza się. W reprezentacji mamy Marcina Woźniaka i Michała Michalaka, a w kolejnych latach dołączyć może do nich także Bartek Łazarski. To ogromny talent - już teraz gra w młodzieżowej kadrze i odgrywa w niej ważną rolę, co jest świetną prognozą na przyszłość. W sztabie reprezentacji pracuje też wielu włocławian - od szefa drużyny po obsługę medialną. To tylko potwierdza, że przez 35 lat udało się zbudować we Włocławku silną organizację, która może stanowić wsparcie dla polskiej koszykówki, nie tylko na parkiecie.
Jak Pan ocenia głośne transfery, jak np. AJ Slaughter czy Elvar Fridriksson? Czy wierzy Pan, że to może być drużyna na medal?
Oczywiście wierzę, że to drużyna na medal. Jestem pod wrażeniem AJ Slaughtera. Widziałem go już dwa razy na żywo i widać w nim ogromną jakość. Mam nadzieję, że zdrowie mu dopisze. Zespół prezentuje się bardzo dobrze, ale nie chcę wywierać presji ani na zawodnikach, ani na organizacji. Tak jak w poprzednim sezonie, w kwestie sportowe się nie wtrącam, bowiem od tego jest trener. Moim zadaniem jest wspierać prezesa i klub organizacyjnie i właśnie to robię, nawet jeśli nie zawsze widać to na co dzień. Rozliczenia przyjdą po sezonie. Mam nadzieję, że wcześniej nie będzie potrzeby podejmowania nerwowych decyzji. Jako kibic trzymam mocno kciuki i wierzę, że ta maszyna w końcu zacznie funkcjonować w pełnym składzie. Na razie brakowało Michała Michalaka, dopiero dołączył do nas Fridriksson, ale już teraz widać, że obwód prezentuje się imponująco.
Od otwarcia Hali Mistrzów minęły już niemal 24 lata. Przez kilka lat wewnątrz dokonywano już małych zmian, m.in dostawienie trybun, natomiast z zewnątrz hala powoli prosi się o odświeżenie. Czy są plany inwestycji w infrastrukturę, choćby w kontekście elewacji lub otoczenia hali?
Wiosną spotkałem się z projektantem hali, bo zna ją najlepiej. Miałem nawet taką obietnicę wobec prezesa: jeśli zdobędziemy złoty medal, zaczniemy przebudowę. Hala ma już prawie 25 lat i choć dobrze się broniła przez ten czas, standard zaplecza sportowego bardzo się zmienił. To, co ćwierć wieku temu było nowoczesne, dziś nie wystarcza. Po rozmowie z projektantem wiem, że obiekt ma potencjał do delikatnej przebudowy, zarówno pod względem liczby miejsc, jak i zaplecza. Wszystko zależy od finansów miasta i możliwości pozyskania środków zewnętrznych, dlatego nie składam obietnic. Staramy się jednak, by co roku wprowadzać coś nowego, by jakość widowiska nie spadała, a wręcz rosła. Wkrótce pojawią się nowe tablice wyników, myślimy też o wymianie parkietu i rozbudowie zaplecza technicznego. Możliwości są, natomiast pozostaje kwestia pieniędzy.
Anwil to klub z ogromną historią, pełną sukcesów, emocji i ikon. Czy Pana zdaniem we Włocławku brakuje miejsca, które upamiętniałoby tę drogę, np. w formie muzeum klubowego lub specjalnej strefy przy Hali Mistrzów?
Myślałem ostatnio o stworzeniu Alei Gwiazd Polskiej Koszykówki przed Halą Mistrzów. To mogłoby być wyjątkowe miejsce i przyznam, że mówię o tym Panu jako pierwszemu. Rozważamy także pomysł Szymona Szewczyka dotyczącego rozbudowy zaplecza o część ekspozycyjną, w której mogłoby powstać muzeum polskiego sportu albo - bardziej pasujące do Włocławka - muzeum polskiej koszykówki. Wszystko zależy oczywiście od pozyskania środków zewnętrznych. Gdyby udało się je zdobyć, można byłoby stworzyć takie miejsce bez ingerencji w samą arenę. Jestem przekonany, że kibice, także ci przyjezdni, chętnie odwiedzaliby takie muzeum.
Włocławek żyje koszykówką od dekad. Wielu kibiców pamięta konkretne mecze, emocje, momenty. Ma Pan jakieś osobiste wspomnienie z Hali Mistrzów albo konkretnego sezonu Anwilu, które szczególnie zapadło w pamięć?
Mam mnóstwo wspomnień związanych z Anwilem. Od pierwszego mistrzostwa, kiedy mecz oglądałem ze schodów, a później nie wiedzieć jak znalazłem się na parkiecie i w wielkiej fecie na ulicach miasta. Pamiętam też szalone sceny, jak kolega jadący w bagażniku auta podczas świętowania. Były także niezapomniane wyjazdy, choćby do Aten na mecz BCL z AEK-iem, które niedawno wspominaliśmy z kibicami, czy ostatnio do Lisbony. Z uśmiechem wracam do wspólnego wyjazdu do francuskiego Cholet i pierwszego triumfu polskiego klubu koszykarskiego w rozgrywkach kontynentalnych w Pucharze Europy FIBA. Tym samym Włocławek wzmocnił swoją pozycję na arenie europejskiej koszykówki.
Były też trudniejsze momenty. W finałach ze Śląskiem nie udało mi się dostać do słynnego „Kurnika”, bo wtedy trzeba było mieć znajomości. Stałem więc na parkingu między Delfinem a Halą przy pierwszym telebimie można powiedzieć, że strefy kibica mieliśmy we Włocławku zanim stało się to modne (śmiech). Do dziś pamiętam też emocje, gdy słuchałem relacji Jurka Polaka w Radio W. Tych wspomnień naprawdę jest mnóstwo.
Jeśli Anwil zdobędzie złoto w 2026 roku, co zrobi Prezydent Włocławka jako symbol świętowania?
Zobaczymy. Na razie bądźmy skromni i pokorni. Trzeba wygrywać mecz za meczem, wierzyć w drużynę i wspierać ją szczególnie wtedy, gdy przyjdą trudniejsze chwile. W takich momentach trener Kożan najbardziej będzie potrzebował zaufania kibiców - i mam nadzieję, że wspólnie mu je okażemy. Mocno wierzę, że sportowo trener się obroni.