RZUTZA3.PL PLKKRZYSZTOF-KUKUCKI-TRENER-KTORY-PRZYSZEDL-DO-NAS-Z-NAZWISKIEM-PO-PROSTU-ROZCZAROWAL
Krzysztof Kukucki: Trener, który przyszedł do nas z nazwiskiem, po prostu rozczarował
17/08/2026 09:40
XYZ
Wiktor Bartkiewicz: Panie Prezydencie, za Anwilem jeden z najbardziej rozczarowujących sezonów ostatnich lat – zabrakło awansu do Pucharu Polski, a rozgrywki zakończyły się już na etapie play-in. Emocje zdążyły opaść. Jak dziś ocenia Pan ten sezon i gdzie, Pana zdaniem, popełniono największe błędy?
Krzysztof Kukucki: Pewnie była to kumulacja błędów. Można to spuentować jednym zdaniem: wszystko, co mogło nie wyjść w ostatnim sezonie, nie wyszło. Tak się też zdarza, taki jest sport.
Jestem przekonany, że wszyscy pracownicy klubu robili naprawdę wszystko, co w ich mocy, żeby to „kliknęło”, żeby zadziałało. Czasami zabrakło szczęścia, jak chociażby przy rzutach wolnych Slaughtera w FIBA. Być może ktoś trafił do drużyny za późno. Myślę, że gdyby Wahl trafił do niej kilka spotkań wcześniej, mogłoby być inaczej. Trochę też chyba puściły nerwy wokół organizacji.
Mimo prób ratowania po prostu nie wyszło. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to faktycznie rozczarowujący sezon. W 35-letniej historii Anwilu takich sezonów naliczyliśmy trzy. To był ten trzeci i oby ostatni.
Sezon rozpoczął Grzegorz Kożan. W grudniu zdecydowano jednak o zmianie, a jego miejsce zajął Ronen Ginzburg, który miał odmienić sytuację zespołu. Ostatecznie pod jego wodzą Anwil nie awansował do play-offów. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan decyzję o postawieniu na Kożana, a następnie zmianę trenera w trakcie sezonu?
Ciężko mi odnosić się do decyzji sportowych, ponieważ staram się nie ingerować w te, które należą do prezesa i są wewnętrznymi decyzjami organizacji. Mówiłem, kiedy przyszedłem do urzędu, że bardzo chciałbym, żebyśmy postawili tę granicę i się jej trzymali. Mimo trudnych momentów - bo jestem również kibicem i ten sezon nie był dla mnie łatwy - udało mi się nie wtrącać w decyzje sportowe.
Oczywiście jako lokalny patriota zawsze będę za osobami związanymi z Włocławkiem i będę trzymał za nie kciuki. Tak samo było z trenerem Kożanem. Nie bezpodstawnie, bo miałem okazję rozmawiać z Igorem Miličiciem, który również uważał, że to bardzo dobra kandydatura i osoba, która jest w odpowiednim miejscu. Nie był to jednak ten sam moment - że tak powiem - na linii czasu. Decyzję podejmował oczywiście niezależnie prezes.
Szkoda, bo jest to chyba jedna z większych strat tego sezonu. Dobrze byłoby, gdyby Grzegorz Kożan dostał możliwość pokazania, że faktycznie jest gotowy. Teraz jest w BCL-u, więc trzymamy za niego kciuki. Już jako kibic mogę powiedzieć - i nie jest to odosobniona opinia - że trener, który przyszedł do nas z nazwiskiem, po prostu rozczarował. Nie miał takiego podejścia jak trener Ernak, który szukał kontaktu z kibicami. Było widać, że potrafił zbudować chemię w drużynie, a także, co ważne, stawiał na Polaków. Na Bartka Łazarskiego bardzo przecież postawił. Tutaj tego zabrakło. Po sezonie, kiedy niektóre osoby zaczęły mówić bardziej otwarcie, okazało się, że zabrakło nawet takich zwykłych, międzyludzkich relacji.
Po sezonie Łukasz Pszczółkowski oddał się do Pana dyspozycji. Co ostatecznie przesądziło o zakończeniu współpracy? Czy zdecydował wyłącznie wynik sportowy, czy również sposób funkcjonowania klubu?
Prezes tutaj akurat popełnił drobny błąd, oddając się do mojej dyspozycji, bo de facto to Rada Nadzorcza podejmowała tę decyzję.Jestem przekonany, że prezes Pszczółkowski wykonywał swoją pracę najlepiej, jak potrafił. Mnóstwo drobnych rzeczy, które powinny normalnie wyjść, nie wyszło i to przełożyło się na ostateczną ocenę - podkreślę: ocenę na koniec sezonu.
Tak jak rozmawialiśmy, kiedy przyszedłem do urzędu: na początku sezonu prezes mówi mi, jakie ma cele, a na koniec rozmawiamy o tym, czy zostały osiągnięte. Wiemy, że nie zostały - właściwie żaden. Czasami w sporcie tak jest, że mimo tego, że robimy wszystko najlepiej, jak potrafimy, po prostu nie wychodzi.
Proszę zwrócić uwagę, że poprzedni prezes również został zmieniony w momencie, kiedy Anwil nie zakwalifikował się do play-offów. Myślę, że to pokazuje, jak duże zainteresowanie budzi Anwil w polskiej koszykówce. Mamy klub z południa Polski, gdzie prezesi właściwie zmieniają się co roku. Nawet w zeszłym tygodniu, zdaje się, prezes się zmienił i szczerze mówiąc, nie wywołało to większych emocji. W Anwilu, kiedy zmienia się prezes, to już jest rewolucja i mówi o tym pół koszykarskiej Polski.
Myślę, że prezes Pszczółkowski ma odpowiednie doświadczenie. Na pewno je zdobył i rozwinął się jako menedżer w naszej drużynie. Bardzo się cieszę, że znalazł dla siebie pomysł na dalszą drogę i mocno trzymam kciuki, żeby dalej się rozwijał. Życzę mu wszystkiego, co najlepsze.
Nowym prezesem został Hubert Hejman. Jak wyglądał proces wyboru nowego prezesa? Czy od początku Pan Hubert Hejman był głównym kandydatem, czy Rada Nadzorcza rozważała również inne osoby?
Myślę, że Hubert Hejman był naturalnym kandydatem. To człowiek, który z organizacją jest związany od lat. Ewidentnie było też czuć w rozmowach między kibicami, że jest potrzeba, żebyśmy tę tożsamość z klubem budowali i pielęgnowali. Szukanie kogoś na zewnątrz, kto nie byłby związany z Włocławkiem i z klubem, nie miało więc, moim zdaniem, większego sensu.
Hubert pracował chyba z trzema prezesami. Ma przeogromne doświadczenie w koszykówce i nie jest postacią anonimową na międzynarodowym rynku. Wydaje mi się więc, że była to naturalna kandydatura. Uważam, że powinniśmy wszyscy trzymać kciuki. Każdy, kto dobrze życzy Anwilowi i Klubowi Koszykówki Włocławek, powinien trzymać je za prezesa Huberta, żeby projekt przygotowany na najbliższy sezon dał kibicom dużo dobrych emocji i przyniósł jak najlepsze wyniki sportowe.
Jedną z pierwszych decyzji Huberta Hejmana było powołanie dyrektora sportowego - stanowiska, którego wcześniej w klubie nie było. Czy temat utworzenia takiej funkcji pojawiał się już wcześniej w rozmowach z nowym prezesem?
Po wyborze Huberta Hejmana na prezesa przez Radę Nadzorczą spotkałem się z nim i - nie wiem, czy powinienem o tym mówić - poprosiłem go, żeby był odporny na jakiekolwiek podszepty z zewnątrz i starał się podejmować decyzje, do których sam będzie przekonany. Finalnie to on - przykład Łukasza to pokazuje - bierze odpowiedzialność za to, co dzieje się w klubie.
Od razu usłyszałem, że nowy prezes będzie chciał dążyć do powołania dyrektora sportowego. Uważam, że dla takiej organizacji jak Anwil była to naturalna kolej rzeczy. To kolejny krok, który powinniśmy wykonać, żeby być jeszcze bardziej profesjonalną i szanowaną organizacją - nie tylko w Polsce, ale też w Europie.
Jakie cele miasto stawia przed Anwilem na ten sezon? Czy minimalnym celem jest powrót do play-offów, czy oczekujecie walki o medale?
Prawdę mówiąc, co do drużyny zawodowej jesteśmy jeszcze chyba przed określeniem tych zadań. Myślę, że play-offy są dla każdego kibica Anwilu Włocławek absolutnym minimum.
Poza wynikami pierwszej drużyny ważnym elementem rozwoju włocławskiej koszykówki jest szkolenie młodzieży. Jaką rolę chce w tym procesie odgrywać miasto?
Bardzo mocno zależy mi na rozwoju szkolenia młodych zawodników. Uważam, że każdy klub powinien o to dbać. Mam nadzieję, że we Włocławku uda nam się zbudować takie środowisko na bazie tego, co już mamy. Mamy zawodową drużynę koszykówki, która od 35 lat bije się o najwyższe cele w Polsce i godnie reprezentuje nas na arenie międzynarodowej, ale mamy też bardzo dobre organizacje szkolące młodzież - Junaka, TKM i Basket.
Co ważne, szkolą się w nich nie tylko młodzi włocławianie. Przyjeżdżają do nas również dzieci spoza miasta, a czasami nawet spoza regionu - z rodzicami pokonują kilkadziesiąt kilometrów, żeby trenować we Włocławku. Dlatego jako miasto uruchomiliśmy klasy mistrzostwa sportowego na poziomie szkoły średniej, a docelowo chcemy stworzyć Szkołę Mistrzostwa Sportowego. W ubiegłym roku kupiliśmy hostel, który przygotowujemy na bursę szkolną. Jesteśmy też przed podpisaniem umowy z wykonawcą na zagospodarowanie 15 hektarów, na których powstanie Park Grzywno. Chcemy w ten sposób połączyć nową bursę, Zespół Szkół Samochodowych, gdzie młodzież będzie się uczyła i gdzie docelowo ma powstać Szkoła Mistrzostwa Sportowego, z infrastrukturą Ośrodka Sportu i Rekreacji.
Jesteśmy również na etapie wymiany dachu na sali sportowej przy Zespole Szkół Samochodowych. W dalszej perspektywie chcemy wymienić tam parkiet, żeby powstało kolejne miejsce, w którym koszykarze będą mogli się rozwijać. To środowisko szkolenia młodzieży ma być ważnym elementem budowy silnej organizacji - nie tylko zawodowej drużyny, ale całego systemu kształcenia dzieci i młodzieży. Dużą rolę odgrywają w tym także nasze legendy. Igor Griszczuk i Szymon Szewczyk prowadzą zajęcia z młodzieżą, zarówno indywidualne, jak i grupowe. Wiem, że Szymon Szewczyk będzie też ważną postacią w TKM-ie i swoim doświadczeniem oraz wiedzą będzie wspierał ten rozwój.
Mam pewien wzór zza zachodniej granicy. Kiedyś wymyśliłem sobie, że bardzo chciałbym, żeby Włocławek był dla naszego kraju takim ośrodkiem koszykówki, jak Ulm w Niemczech. Wiem jednak, że to proces, który nie dzieje się z dnia na dzień i wymaga połączenia wielu elementów. Co ważne, prezes Hubert Hejman też jest w to zaangażowany i mam wrażenie, że jest zwolennikiem takiego podejścia. Oczywiście pojawiają się głosy: „Po co szkolić młodzież, skoro nie mamy gwarancji, że później będzie grała w naszej zawodowej drużynie?”. Okej, może nie będzie w naszej, może będzie w innej. Dla dobra naszego kraju i reprezentacji im więcej talentów uda nam się wychwycić i wyszkolić, tym lepiej dla nas wszystkich. Mam nadzieję, że Włocławek będzie odgrywał w tym procesie coraz większą rolę.
Rok temu rozmawialiśmy o pomyśle utworzenia we Włocławku Szkoły Mistrzostwa Sportowego pod egidą Polskiego Związku Koszykówki. Na jakim etapie jest dziś ten projekt?
Odbywały się spotkania. Był u nas nawet prezes Bachański, który przyjechał do Włocławka wiosną tego roku. Myślę, że sprawa jest jak najbardziej możliwa, ale wiele czynników niezależnych od nas musi się jeszcze odpowiednio ułożyć. My robimy swoje i staramy się stworzyć jak najlepsze warunki do rozwoju. Stąd też mówiłem o Szkole Mistrzostwa Sportowego na szczeblu szkoły średniej. Od zeszłego roku mamy również klasy sportowe w szkołach podstawowych i w tym roku będziemy to kontynuować.
Jeszcze wcześniej, bo już w publicznych przedszkolach, mamy partnerstwa ze stowarzyszeniami koszykarskimi na zasadzie patronatów. Prowadzone są tam zajęcia, dzięki którym dzieci mogą być wychwytywane do dalszego szkolenia i rozwoju. Słyszę, że w grze jest też inny ośrodek, nie do końca związany z koszykówką. O wszystkim, niestety, jak zawsze zdecydują pieniądze. Mam nadzieję, że w polskiej koszykówce będzie ich wystarczająco dużo, żeby Szkoła Mistrzostwa Sportowego pod egidą PZKosz powstała również we Włocławku.
Trwają teraz Mistrzostwa Europy U-16, w których występuje włocławianin Alex Pietrzak, wychowanek TKM-u. Jak Pan patrzy na rozwój kolejnych wychowanków włocławskiej koszykówki?
Alex jest na pewno naszą dumą, bo faktycznie stawiał pierwsze kroki w TKM-ie. Nie jest jednak pierwszym takim przykładem. Do TKM-u możemy przecież przypisać również koszykarza, który teraz będzie walczył o swoje miejsce w Hiszpanii. Z TKM-em także został mistrzem Polski, zdaje się. Mówię tutaj o Andrzeju Plucie.
Wiadomo, ma geny i to szkolenie domowe na pewno miało duży wpływ, ale również jest wychowankiem TKM-u. Im więcej takich wychowanków, tym lepiej. Trzymamy za nich kciuki i jesteśmy z nich dumni. Marcin Woroniecki jest przecież srebrnym medalistą mistrzostw Polski. Mam nadzieję, że Bartek Łazarski również będzie naszą nadzieją. To chłopak, który ma talent i mam wrażenie, że cały czas rośnie - jak go obserwuję, jest coraz wyższy. Myślę, że u tego trenera będzie też dostawał swoje szanse. Wydaje mi się zresztą, że mamy ciekawego trenera, który może kupić włocławską publiczność i skraść jej serca.
W ubiegłym roku rozmawialiśmy o planach dotyczących Hali Mistrzów. Część z tych zapowiedzi udało się już zrealizować – pojawiły się nowe tablice wyników, za nami wymiana parkietu. Co będzie kolejnym krokiem?
Generalnie staram się poważnie traktować to, co obiecuję. Jeśli coś obiecuję, staram się te obietnice realizować. Tablice już są i myślę, że są bardzo dobrej jakości. Jest też nowy parkiet, aczkolwiek trochę szkoda tego starego, bo oczywiście mamy do niego sentyment.
Rozmawiamy o kolejnych działaniach. Będziemy zajmować się kwestią zaplecza, a jednocześnie wspierać rozwój infrastruktury sportowej OSiR-u i „Samochodówki”. Trzeba też powiedzieć, że przy Szkole Podstawowej nr 8 budujemy kolejną salę sportową, która - przynajmniej jeśli się nie mylę - będzie spełniała warunki do rozgrywania meczów drugiej ligi koszykówki. Ta infrastruktura będzie więc na odpowiednim poziomie. W ubiegłym roku spotkałem się z projektantem hali. Mamy już przedyskutowane możliwości jej dalszej rozbudowy, ale wszystko będzie zależało od środków, jakimi dysponuje miasto i od faktycznych potrzeb. Na pewno priorytetem jest odbiór kibica i zapewnienie mu optymalnych warunków.
Czy miasto zamierza utrzymać obecny poziom finansowania Anwilu? Czy może wraz z nowym otwarciem w klubie rozważane jest zwiększenie tego wsparcia?
Muszę powiedzieć, że to zwiększenie już nastąpiło i było znaczące - mówimy o kilkudziesięciu procentach w stosunku do poprzedniej kadencji. Oczywiście chciałbym, żebyśmy stopniowo dalej zwiększali zaangażowanie miasta. Finalnie to Rada Miasta przyjmuje budżet, w którym te środki są zapisane. Warto wspomnieć, że nie tylko Klub Koszykówki Włocławek otrzymuje zdecydowanie większe pieniądze z budżetu miasta niż w poprzedniej kadencji. Z większego dofinansowania skorzystała również piłka nożna, czyli Włocłavia.
Przede wszystkim nie zmienia się moje myślenie, że jako miasto chcemy angażować się w te sporty, które przyciągają kibiców. Krótko mówiąc, nie jest zadaniem gminy finansowanie kontraktów zagranicznych zawodników, tylko zapewnianie jak najlepszej rozrywki mieszkańcom Włocławka, którzy przecież płacą tutaj podatki.
Ten kierunek wspólnie z Wydziałem Sportu wybraliśmy i myślę, że będziemy go konsekwentnie realizować. Bardzo się też cieszę, że w poprzednim sezonie udało się wprowadzić - i w tym sezonie to kontynuujemy - rozwiązanie, dzięki któremu posiadacze Karty Mieszkańca mają nieco tańsze karnety. To osoby, które poprzez swoje podatki dokładają się między innymi do finansowania Klubu Koszykówki. Chodzi o to, żeby czuły, że skoro finansowo angażują się w rozwój miasta, miasto również o nich pamięta. Nie chcę niczego obiecywać. Na pewno będę się starał, żeby pieniędzy na sport, który przyciąga kibiców, było jak najwięcej.
W nowym sezonie kibice wracają za kosz i będą bliżej parkietu po długim okresie spędzonym w górnej części trybun. Jak Pan ocenia tę zmianę? Czy przewiduje Pan, że pomoże ona odbudować dawną atmosferę Hali Mistrzów za okresów mistrzowskich sezonów?
Co do atmosfery, jestem przekonany, że tak. Chociaż ona byłaby niezależnie od tego, czy H1 siedziałoby tam, gdzie siedzi, czy za koszem. Naprawdę szanuję głos kibiców i to nie jest ani mój wymysł, ani prezesa Hejmana, tylko wyraźna potrzeba wyartykułowana przez to środowisko. W tej formie zostało to zaakceptowane i przedyskutowane przez kibiców. Trzymam kciuki, żeby wyszło tak, jak sobie to zaplanowali.
Uważam, że bardzo fajnie wracają trochę do korzeni. H1 nie wzięło się tak po prostu z tego, że ktoś wymyślił sobie tę nazwę, tylko stąd, że ten klub kiedyś przez moment - krótko, ale jednak - na H1 siedział. Dzisiaj będą siedzieć na H2, czyli trochę niżej. Od razu powiem, że współczuję drużynom przyjezdnym. Jak będą musiały komunikować się ze sobą, a H1 akurat będzie kibicować, to myślę, że będzie to mocno utrudnione. Co też może nam się przydać.
Gdzie chciałby Pan widzieć Anwil za kilka lat?
Może nie będę zdradzał. Dobrze, powiem tak ogólnie. Na pewno chciałbym, żeby Anwil cały czas był marką, a może nawet powodem do zazdrości w polskiej lidze koszykówki - taką wzorcową marką. Chciałbym, żeby - to już powiedziałem - był też postrzegany jako dobre miejsce do rozwoju młodych koszykarzy. Chciałbym również, żeby o Anwilu było głośno, w pozytywnym znaczeniu, na arenie międzynarodowej. Myślę, że to są marzenia spójne dla nas wszystkich.