RZUTZA3.PL PLKLEGIA-O-KROK-OD-MISTRZOSTWA
Legia o krok od mistrzostwa!
18/06/2026 14:47
Legia Warszawa nadrobiła straty w końcówce piątego meczu i odniosła trzecie zwycięstwo w finałach Orlen Basket Ligi! Mistrzowie Polski pokonali u siebie Orlen Zastal Zielona Góra 84:80. Goście, mimo kontroli przez trzy kwarty, nie poradzili sobie z intensywnością rywali w ostatnich minutach, przez co w mgnieniu oka stracili około 10-punktową przewagę. Najbliższy mecz w Zielonej Górze może być już więc decydującym i ostatnim w tej serii.
Legię tym razem poprowadził Dominic Brewton, który zapisał 21 punktów i 9 zbiórek. Poza nim solidnie spisał się Jayvon Graves z 13 oczkami oraz Shane Hunter z 12 punktami i 8 zbiórkami. Zabrakło jednak skuteczności Andrzeja Pluty, co utrudniło grę szczególnie w pierwszej połowie. Po stronie Zastalu ponownie najlepszy był Jakub Szumert, który nie nie tylko efektownie atakował kosz, ale również rzucał za trzy, co w rezultacie dało mu 21 punktów. Drugim najskuteczniejszym koszykarzem gości był Jayvon Maughmer z 14 punktami, głównie dzięki swojemu znakomitemu początkowi, w którym trafił aż 3 trójki. To nie był jednak już tak dobry mecz Mazurczaka oraz Garrisona, którzy łącznie zdobyli 10 oczek, choć gdy ten pierwszy przebywał na parkiecie, jego zespół prowadził 8 punktami. Z Mazurczakiem zaś zielonogórzanie byli gorsi o 9 punktów.
Skuteczny Zastal z dystansu
Spotkanie otworzyli gospodarze, lecz Zastal szybko wyszedł na swoje pierwsze prowadzenie, m.in. dzięki rewelacyjnym trzem rzutom z dystansu Jayvona Maughmera. Legia szukała za to swoich szans pod koszem, próbując wykorzystać fizyczność zawodników podkoszowych, lecz straty i niecelne rzuty nie pozwalały na szybkie odrobienie strat. Po nieco ponad siedmiu minutach gry podopieczni Arkadiusza Miłoszewskiego prowadzili 20:13, a za moment jeszcze powiększyli swoją przewagę do 9 punktów, co zmusiło trenera wojskowych, Heiko Rannulę, do wzięcia timeoutu. Wsadem w końcówce tej kwarty popisał się jeszcze Race Thompson, choć po drugiej stronie parkietu szybko odpowiedział też Chavaughn Lewis i ostatecznie pierwsze 10 minut zakończyło się wynikiem 17:26.
Problemy Legii na linii rzutów wolnych
W drugą część spotkania lepiej weszli rozpędzeni zielonogórzanie, otwierając tę część spotkania kolejną trójką - tym razem w wykonaniu Patricka Cartiera. Swoje punkty dołożył też Conley Garrison, co doprowadziło do wyniku 19:32. Zastal wówczas mógł pochwalić się skutecznością 5/9 za trzy, przy czym Legia - tylko 2/7. Gorszą serię gospodarzy przerwali Hunter i Ponsar, kończąc swoje akcje w pomalowanym, a chwilę później Michał Kolenda swoim rzutem za trzy zmniejszył stratę do zaledwie 4 oczek (32:36). Na około 4 minuty do końca pierwszej połowy obudził się jednak Jakub Szumert, który najpierw trafił trójkę, a w następnej akcji efektownie wsadził piłkę do kosza, co ponownie pozwoliło Zastalowi nieco zwiększyć dystans. Oba zespoły pod koniec drugiej kwarty już raczej wymieniały się ciosami, lecz to zawodnicy w zielonych strojach schodzili do szatni z korzystnym wynikiem (40:48). Legia nie potrafiła wyrównać przede wszystkim przez problemy ze skutecznością z linii rzutów wolnych (7/15), ale także brakiem pomysłów na rozwiązywanie akcji Pick&Roll. Poza tym była to całkiem wyrównana połowa, a mistrzowie Polski wciąż pozostawali w grze, aby odwrócić losy tego pojedynku.
Coraz szybsze tempo i kłopoty z faulami
Legioniści weszli w drugą połowę nie najgorzej - pierwszą akcję na 3 punkty zamienił Jayvon Graves, Shane Hunter pewnie trafił swoje rzuty wolne, a moment później swoją akcję wykorzystał Michał Kolenda, który zbliżył gospodarzy na 3 punkty (47:50). Minutę później ponownie dał o sobie znać Jakub Szumert, który popisał się trójką oraz akcją 2+1, a na swoim koncie miał już 15 punktów. Przez kilka kolejnych minut koszykarzom Zastalu udawało się utrzymywać kilkupunktowy zapas, choć szybko wyczerpali limit przewinień. To natomiast niespecjalnie im przeszkodziło, gdyż Legia miała również swoje problemy, a szczególnie jej lider - Andrzej Pluta, który przez niemal 22 minuty spędzone na parkiecie wykorzystał zaledwie jeden rzut z siedmiu. Przed czwartą kwartą na tablicy widniał wynik 62:67.
Niesamowity powrót gospodarzy!
Fantastycznym wsadem już na początku czwartej części spotkania mógł pochwalić się Jayvon Graves. To dało impuls wojskowym, a dzięki głośnemu dopingowi kibiców szybo udało się odrobić straty i wyjść na prowadzenie 68:67. Zastal więc mimo bardzo dobrych trzech kwart, powoli tracił kontrolę w tym spotkaniu, a zespół Heiko Rannuli wręcz przeciwnie - rósł w siłę. Po celnej trójce DJ-a Brewtona Legia odzyskała swoje najwyższe, czteropunktowe prowadzenie z początku spotkania i pewnym krokiem zmierzała po trzecie zwycięstwo w serii. Zastal ponownie szybko wykorzystał swoje 4 faule i już po pięciu minutach kwarty przekroczony został ten limit, dzięki czemu na linii stanął Brewton. Ten również za chwilę dorzucił kolejną trójkę w tym meczu i było już 78:71. Gra gości już kompletnie nie przypominała tej z poprzednich części - pojawiało się więcej strat, a Legia wykorzystywała limit fauli przeciwników. Dzięki temu na niecałe 3 minuty do końca stołeczny klub prowadził ośmioma punktami i nie zanosiło się na to, żeby miało to ulec zmianie. Nadzieję jeszcze wlał Dwight Wilson III, który wykończył akcję tyłem do kosza i zmniejszył stratę do 4 punktów. W przedostatniej akcji Legii udało się ponownie wywalczyć rzuty wolne, co zwiększyło jej przewagę do dwóch posiadań przy zaledwie 21 sekundach na zegarze. Ostatnie 3 punkty dla Zastalu zdobył Patrick Cartier, lecz ostatecznie Legia nie oddała prowadzenia i odniosła triumf 84:80.