RZUTZA3.PL PLKLIDER-NIE-DO-RUSZENIA-ROTTWEILERY-BEZ-SZANS-W-SZCZECINIE

Lider nie do ruszenia. Rottweilery bez szans w Szczecinie

14/02/2026 23:13
Andrzej Romański/plk.pl

Hit kolejki ORLEN Basket Ligi miał być starciem dwóch rozpędzonych zespołów. King Szczecin podejmował we własnej hali Anwil Włocławek, który do Szczecina przyjechał po zwycięstwach nad Arką Gdynia i MKS-em Dąbrowa Górnicza. Zapowiadanej walki lidera z zespołem będącym na fali wznoszącej jednak nie było. Gospodarze od pierwszych minut narzucili swoje warunki i całkowicie zdominowali rywala, dzięki czemu zapewnili sobie pierwsze miejsce w tabeli na czas rozgrywania Pucharu Polski w dniach 19-22 lutego w Sosnowcu.

Hit kolejki ORLEN Basket Ligi miał być starciem dwóch rozpędzonych zespołów. King Szczecin podejmował we własnej hali Anwil Włocławek, który do Szczecina przyjechał po zwycięstwach nad Arką Gdynia i MKS-em Dąbrowa Górnicza. Zapowiadanej walki lidera z zespołem będącym na fali wznoszącej jednak nie było. Gospodarze od pierwszych minut narzucili swoje warunki i całkowicie zdominowali rywala, dzięki czemu zapewnili sobie pierwsze miejsce w tabeli na czas rozgrywania Pucharu Polski w dniach 19-22 lutego w Sosnowcu.

Taktyczna perfekcja, zespołowość i nowi bohaterowie

Taktyczna perfekcja, zespołowość i nowi bohaterowie

Występ Kinga był pokazem koszykówki kompletnej. Szczecinianie od początku kontrolowali tempo spotkania, imponując przygotowaniem taktycznym, fizycznością w obronie i skutecznością w ataku. Kluczowa okazała się defensywa na obwodzie - trio Anthony Roberts, Przemysław Żołnierewicz i Noah Freidel praktycznie wyłączyło z gry strzelców Anwilu. Gospodarze bronili agresywnie i mądrze, co przełożyło się na fatalną skuteczność rywali zza łuku. W ataku natomiast King był niezwykle różnorodny. Trafiał z dystansu, skutecznie wchodził pod kosz, kończył akcje z półdystansu i dobrze dzielił się piłką. Właśnie zespołowość była jednym z największych atutów gospodarzy - piłka krążyła szybko, każdy znał swoją rolę, a kolejne akcje wynikały z cierpliwego budowania przewagi. Jednocześnie w tej poukładanej strukturze wyraźnie zarysowała się postać lidera na trudniejsze momenty. Jeremy Roach sprawiał wrażenie zawodnika, który w razie potrzeby może wziąć odpowiedzialność na siebie - i choć miewa on słabsze mecze przez które ciężko jednoznacznie przypisać mu łatke "go to guya", to takimi meczami jak ten Roach pokazuje, że potrafi być zarówno kreatorem jak i egzekutorem w ofensywie przeciwko cięższym rywalom. King nie tylko funkcjonował jako kolektyw, ale miał też swojego go to guya, do którego można było oddać piłkę, gdy akcja wymagała indywidualnej jakości. Ważnym elementem rotacji był także debiut Malcoma Dandridge’a. Choć momentami gubił się jeszcze w zagrywkach zespołu, to fizycznością i zaangażowaniem w obronie dał wyraźny sygnał, że może być bardzo wartościowym wzmocnieniem. Sprawiał wrażenie centra twardego, cielesnego i gotowego do walki, idealnego zmiennika dla Nemanji Popovicia w sytuacji, gdy Ondrej Hustak pozostaje wyłączony z gry z powodu problemów z achillesem. To kolejny element, który pokazuje głębię i elastyczność składu Kinga.

Występ Kinga był pokazem koszykówki kompletnej. Szczecinianie od początku kontrolowali tempo spotkania, imponując przygotowaniem taktycznym, fizycznością w obronie i skutecznością w ataku. Kluczowa okazała się defensywa na obwodzie - trio Anthony Roberts, Przemysław Żołnierewicz i Noah Freidel praktycznie wyłączyło z gry strzelców Anwilu. Gospodarze bronili agresywnie i mądrze, co przełożyło się na fatalną skuteczność rywali zza łuku. W ataku natomiast King był niezwykle różnorodny. Trafiał z dystansu, skutecznie wchodził pod kosz, kończył akcje z półdystansu i dobrze dzielił się piłką. Właśnie zespołowość była jednym z największych atutów gospodarzy - piłka krążyła szybko, każdy znał swoją rolę, a kolejne akcje wynikały z cierpliwego budowania przewagi. Jednocześnie w tej poukładanej strukturze wyraźnie zarysowała się postać lidera na trudniejsze momenty. Jeremy Roach sprawiał wrażenie zawodnika, który w razie potrzeby może wziąć odpowiedzialność na siebie - i choć miewa on słabsze mecze przez które ciężko jednoznacznie przypisać mu łatke "go to guya", to takimi meczami jak ten Roach pokazuje, że potrafi być zarówno kreatorem jak i egzekutorem w ofensywie przeciwko cięższym rywalom. King nie tylko funkcjonował jako kolektyw, ale miał też swojego go to guya, do którego można było oddać piłkę, gdy akcja wymagała indywidualnej jakości. Ważnym elementem rotacji był także debiut Malcoma Dandridge’a. Choć momentami gubił się jeszcze w zagrywkach zespołu, to fizycznością i zaangażowaniem w obronie dał wyraźny sygnał, że może być bardzo wartościowym wzmocnieniem. Sprawiał wrażenie centra twardego, cielesnego i gotowego do walki, idealnego zmiennika dla Nemanji Popovicia w sytuacji, gdy Ondrej Hustak pozostaje wyłączony z gry z powodu problemów z achillesem. To kolejny element, który pokazuje głębię i elastyczność składu Kinga.

Strzelecka niemoc, powtarzalne problemy i promyk w postaci Wahla

Strzelecka niemoc, powtarzalne problemy i promyk w postaci Wahla

Anwil przyjechał do Szczecina z nadziejami na wyrównaną walkę, ale bardzo szybko został ich pozbawiony. Już pierwsze minuty pokazały, że włocławianie mają ogromny problem z przebiciem się przez defensywę gospodarzy. Najlepiej oddaje to statystyka rzutów za trzy punkty - 4/26 po czterech kwartach. Dopiero w końcówce AJ Slaughter zdołał nieco poprawić ten wynik, jednak było to jedynie kosmetyczne zmniejszenie strat. Zawiódł nie tylko obwód. Choć w ataku Dawid Słupiński momentami prezentował się solidnie, to w obronie - podobnie jak Matě Vucić - miał duże problemy. Brakowało energii, rotacji i fizyczności, które pozwoliłyby nawiązanie walki z bardzo dynamicznym Kingiem. Isaiah Mucius, Eric Lockett i Elvar Fridriksson wyglądali na bezradnych wobec dobrze zorganizowanej defensywy rywali. Jednym z niewielu pozytywów po stronie gości był występ Tylera Wahla. To właśnie on był najbardziej kluczowym graczem w ataku Anwilu i najlepiej radził sobie z przedzieraniem się przez szczecińską obronę. Potrafił wymusić przewinienia, zdobyć punkty w kontakcie i wziąć na siebie odpowiedzialność, gdy ofensywa zespołu się zacinała. Jego występ można uznać za potwierdzenie, że transfer był dobrze przemyślany i daje drużynie realną jakość. Mimo tego pojedynczego jasnego punktu, obraz gry Anwilu ponownie wpisuje się w znany schemat - po kilku obiecujących występach przychodzi bolesne rozczarowanie w momencie, gdy pojawia się szansa na realne zbliżenie do czołówki tabeli.

Anwil przyjechał do Szczecina z nadziejami na wyrównaną walkę, ale bardzo szybko został ich pozbawiony. Już pierwsze minuty pokazały, że włocławianie mają ogromny problem z przebiciem się przez defensywę gospodarzy. Najlepiej oddaje to statystyka rzutów za trzy punkty - 4/26 po czterech kwartach. Dopiero w końcówce AJ Slaughter zdołał nieco poprawić ten wynik, jednak było to jedynie kosmetyczne zmniejszenie strat. Zawiódł nie tylko obwód. Choć w ataku Dawid Słupiński momentami prezentował się solidnie, to w obronie - podobnie jak Matě Vucić - miał duże problemy. Brakowało energii, rotacji i fizyczności, które pozwoliłyby nawiązanie walki z bardzo dynamicznym Kingiem. Isaiah Mucius, Eric Lockett i Elvar Fridriksson wyglądali na bezradnych wobec dobrze zorganizowanej defensywy rywali. Jednym z niewielu pozytywów po stronie gości był występ Tylera Wahla. To właśnie on był najbardziej kluczowym graczem w ataku Anwilu i najlepiej radził sobie z przedzieraniem się przez szczecińską obronę. Potrafił wymusić przewinienia, zdobyć punkty w kontakcie i wziąć na siebie odpowiedzialność, gdy ofensywa zespołu się zacinała. Jego występ można uznać za potwierdzenie, że transfer był dobrze przemyślany i daje drużynie realną jakość. Mimo tego pojedynczego jasnego punktu, obraz gry Anwilu ponownie wpisuje się w znany schemat - po kilku obiecujących występach przychodzi bolesne rozczarowanie w momencie, gdy pojawia się szansa na realne zbliżenie do czołówki tabeli.

Podsumowanie

Podsumowanie

Szczecinianie w meczu na szczycie pokazali pełnię swoich możliwości i zasłużenie sięgnęli po zwycięstwo, które daje im pozycję lidera przed Pucharem Polski. Byli zespołem lepszym w każdym aspekcie - taktycznym, fizycznym i mentalnym, a do tego pokazali zarówno zespołową dojrzałość, jak i indywidualną jakość liderów. Dla Kinga to jasny sygnał, że forma na najważniejszy moment tej części sezonu jest bardzo wysoka. Dla Anwilu natomiast to kolejny mecz, który pokazuje, jak duża przepaść dzieli potencjał od jego regularnego wykorzystania. Jeśli włocławianie chcą realnie włączyć się do walki o najwyższe cele, muszą odnaleźć stabilność i energię, której w Szczecinie wyraźnie zabrakło.

Szczecinianie w meczu na szczycie pokazali pełnię swoich możliwości i zasłużenie sięgnęli po zwycięstwo, które daje im pozycję lidera przed Pucharem Polski. Byli zespołem lepszym w każdym aspekcie - taktycznym, fizycznym i mentalnym, a do tego pokazali zarówno zespołową dojrzałość, jak i indywidualną jakość liderów. Dla Kinga to jasny sygnał, że forma na najważniejszy moment tej części sezonu jest bardzo wysoka. Dla Anwilu natomiast to kolejny mecz, który pokazuje, jak duża przepaść dzieli potencjał od jego regularnego wykorzystania. Jeśli włocławianie chcą realnie włączyć się do walki o najwyższe cele, muszą odnaleźć stabilność i energię, której w Szczecinie wyraźnie zabrakło.