RZUTZA3.PL PLKMAMY-GAME-7-LEGIA-POKONUJE-START-W-OSTATNIM-MECZU-TEGO-SEZONU-NA-BEMOWIE

MAMY GAME 7! Legia pokonuje Start w ostatnim meczu tego sezonu na Bemowie!

21/06/2025 13:48
Andrzej Romański/plk.pl

Stało się! Kolejny raz w serii finałowej Orlen Basket Ligi zobaczymy rozstrzygający wszystko mecz siódmy! Po naprawdę ekscytującym spotkaniu w hali OSiR Bemowo warszawska Legia wyrównuje stan serii finałowej do wyniku 3-3, za sprawą czego w niedzielę o 17:30 w lublińskiej hali Globus poznamy mistrza Polski już na 100%.

Stało się! Kolejny raz w serii finałowej Orlen Basket Ligi zobaczymy rozstrzygający wszystko mecz siódmy! Po naprawdę ekscytującym spotkaniu w hali OSiR Bemowo warszawska Legia wyrównuje stan serii finałowej do wyniku 3-3, za sprawą czego w niedzielę o 17:30 w lublińskiej hali Globus poznamy mistrza Polski już na 100%.

Pierwsza połowa

Pierwsza połowa

Spotkanie w stolicy rozpoczęło się bardzo dobrze dla gości z Lublina. Legia rozpoczęła mecz tak, jakby myślami była jeszcze w meczu nr 5, który z kretesem przegrała. Nietrafione rzuty, aż cztery straty, dawanie Startowi bardzo dogodnych okazji do zdobywania punktów chociażby na obwodzie, z którego ekipa z Lublina jest do bólu skuteczna. Start Lublin? Jak już wspomniałem - zabójczo skuteczny. Start do Warszawy przyjechał z myślą o podbiciu stolicy i świętowaniu w niej zdobycia mistrzostwa Polski. W pierwszej kwarcie było to najbardziej widoczne, gdy CJ Williams bezlitośnie penetrował obwód broniony przez zawodników Legii, a Tyran De Lattibeaudiere całkowicie demolował strefę podkoszową Legii. 100% skuteczności u obu panów w tej kwarcie, a także [jak zwykle] świetna gra Manu Lecomte, Marcina Krasuskiego oraz reszty graczy nieco bardziej zadaniowych przesądziły o wysokim prowadzeniu Startu w tej kwarcie. W Legii brakło zdecydowania, skuteczności oraz zdecydowanego kozłowania, co przesądziło o aż czterech stratach, które lublinianie wykorzystywali z grymasem uśmiechu na twarzach. Z wynikiem 27-19 zakończyła się pierwsza kwarta, a Legia Warszawa postawiona pod ścianą zmuszona była się zaktywizować.I to zrobiła, albowiem już wchodząc w drugą kwartę gromada warszawskich snajperów złożona z E.J. Onu, Andrzeja Pluty oraz Kamerona McGusty'ego wzięła sprawy w swoje ręce, odpowiadając na przewagę Startu trójkami, a wkrótce obejmując prowadzenie w tym spotkaniu. Był to moment przełomowy, albowiem "przebudzona" Legia wyglądała już o niebo lepiej, tym samym sprawiając nieporównywalnie więcej kłopotów lublinianom po obu stronach parkietu. Start rozpoczął drugą kwartę chcąc robić to samo co do tej pory - grać swoją koszykówkę i wykorzystywać słaby moment Legii, jednak gdy ta zaczęła odpowiadać, ofensywa Startu się kompletnie zacięła, a ich najskuteczniejszym graczem w ofensywie był Ousmane Drame, który w poprzedniej kwarcie nie trafił ani jednego rzutu. Od tej pory mecz był bardzo zacięty, ekipy szły łeb w łeb i żadnej z nich nie udało się objąć zdecydowanej przewagi w tym spotkaniu, oscylując cały czas wokół wyniku remisowego. Schodząc do szatni na koniec połowy na tablicy widniał wynik 47-47, co zwiastowało naprawdę zaciętą dalszą część spotkania.

Spotkanie w stolicy rozpoczęło się bardzo dobrze dla gości z Lublina. Legia rozpoczęła mecz tak, jakby myślami była jeszcze w meczu nr 5, który z kretesem przegrała. Nietrafione rzuty, aż cztery straty, dawanie Startowi bardzo dogodnych okazji do zdobywania punktów chociażby na obwodzie, z którego ekipa z Lublina jest do bólu skuteczna. Start Lublin? Jak już wspomniałem - zabójczo skuteczny. Start do Warszawy przyjechał z myślą o podbiciu stolicy i świętowaniu w niej zdobycia mistrzostwa Polski. W pierwszej kwarcie było to najbardziej widoczne, gdy CJ Williams bezlitośnie penetrował obwód broniony przez zawodników Legii, a Tyran De Lattibeaudiere całkowicie demolował strefę podkoszową Legii. 100% skuteczności u obu panów w tej kwarcie, a także [jak zwykle] świetna gra Manu Lecomte, Marcina Krasuskiego oraz reszty graczy nieco bardziej zadaniowych przesądziły o wysokim prowadzeniu Startu w tej kwarcie. W Legii brakło zdecydowania, skuteczności oraz zdecydowanego kozłowania, co przesądziło o aż czterech stratach, które lublinianie wykorzystywali z grymasem uśmiechu na twarzach. Z wynikiem 27-19 zakończyła się pierwsza kwarta, a Legia Warszawa postawiona pod ścianą zmuszona była się zaktywizować.

I to zrobiła, albowiem już wchodząc w drugą kwartę gromada warszawskich snajperów złożona z E.J. Onu, Andrzeja Pluty oraz Kamerona McGusty'ego wzięła sprawy w swoje ręce, odpowiadając na przewagę Startu trójkami, a wkrótce obejmując prowadzenie w tym spotkaniu. Był to moment przełomowy, albowiem "przebudzona" Legia wyglądała już o niebo lepiej, tym samym sprawiając nieporównywalnie więcej kłopotów lublinianom po obu stronach parkietu. Start rozpoczął drugą kwartę chcąc robić to samo co do tej pory - grać swoją koszykówkę i wykorzystywać słaby moment Legii, jednak gdy ta zaczęła odpowiadać, ofensywa Startu się kompletnie zacięła, a ich najskuteczniejszym graczem w ofensywie był Ousmane Drame, który w poprzedniej kwarcie nie trafił ani jednego rzutu. Od tej pory mecz był bardzo zacięty, ekipy szły łeb w łeb i żadnej z nich nie udało się objąć zdecydowanej przewagi w tym spotkaniu, oscylując cały czas wokół wyniku remisowego. Schodząc do szatni na koniec połowy na tablicy widniał wynik 47-47, co zwiastowało naprawdę zaciętą dalszą część spotkania.

Druga połowa

Druga połowa

Gra kontynuowała się w ten sposób, w jaki przebiegała druga kwarta. Wymiany punkt za punkt, skrupulatna i w miarę skuteczna gra obydwu drużyn po obu stronach parkietu, wykorzystywanie swoich silnych punktów a także brak większych przewag. Mówiąc o skutecznej grze, należy wyróżnić dwóch graczy, którzy szczególnie dyrygowali swoje ekipy w tej fazie spotkania. Mate Vucić - kapitalny występ w obronie, solidna gra pod koszem rywali a także to, co szczególnie przeciwko Startowi Lublin przydaje się najbardziej - zbiórki. Zbiórek Vucić zdobył w tym meczu 16(!!), i chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak ogromną musiało mieć to wartość. Po stronie Startu natomiast zaktywizował się Manu Lecomte, który choć podjął się relatywnie niewielu prób rzutowych, to wszystkie je wykorzystał, co w tak zaciętej rywalizacji jest zarówno niełatwe, jak i bardzo potrzebne. W taki o to sposób gra doszła do czwartej kwarty, w którą z przewagą wyszła lokalna, stołeczna Legia wynikiem 68-62, grożąc Startowi meczem numer 7 w którym jak wiemy - wszystko się może zdarzyć.I to w czwartej kwarcie Start postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i gonić Legie. Widmo meczu numer 7 jest zdecydowanie mniej ciekawe, niż świętowanie tu i teraz. Tyran De Lattibeaudiere i Manu Lecomte dali z siebie wiele, ale nie wystarczyło to na pokonanie Legii, która na czwartą kwartę wyszła z przewagą, świetnym Vuciciem, zaktywizowanymi zadaniowcami oraz Kameronem McGustym, który postanowił o doprowadzeniu tego meczu do końca, albowiem spieszyło się mu i jego ekipie na autobus do hali Globus. I choć Start się niebezpiecznie dla Legii zbliżał, toteż nie było wielkich kłopotów w doprowadzeniu meczu do wyniku 87-83, i przedłużeniu meczu o jeszcze jeden, ostatni mecz tego sezonu w Orlen Basket Lidze, który odbędzie się w niedzielę o 17:30 w Lublinie, gdzie poznamy nowego mistrza Polski.

Gra kontynuowała się w ten sposób, w jaki przebiegała druga kwarta. Wymiany punkt za punkt, skrupulatna i w miarę skuteczna gra obydwu drużyn po obu stronach parkietu, wykorzystywanie swoich silnych punktów a także brak większych przewag. Mówiąc o skutecznej grze, należy wyróżnić dwóch graczy, którzy szczególnie dyrygowali swoje ekipy w tej fazie spotkania. Mate Vucić - kapitalny występ w obronie, solidna gra pod koszem rywali a także to, co szczególnie przeciwko Startowi Lublin przydaje się najbardziej - zbiórki. Zbiórek Vucić zdobył w tym meczu 16(!!), i chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak ogromną musiało mieć to wartość. Po stronie Startu natomiast zaktywizował się Manu Lecomte, który choć podjął się relatywnie niewielu prób rzutowych, to wszystkie je wykorzystał, co w tak zaciętej rywalizacji jest zarówno niełatwe, jak i bardzo potrzebne. W taki o to sposób gra doszła do czwartej kwarty, w którą z przewagą wyszła lokalna, stołeczna Legia wynikiem 68-62, grożąc Startowi meczem numer 7 w którym jak wiemy - wszystko się może zdarzyć.

I to w czwartej kwarcie Start postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i gonić Legie. Widmo meczu numer 7 jest zdecydowanie mniej ciekawe, niż świętowanie tu i teraz. Tyran De Lattibeaudiere i Manu Lecomte dali z siebie wiele, ale nie wystarczyło to na pokonanie Legii, która na czwartą kwartę wyszła z przewagą, świetnym Vuciciem, zaktywizowanymi zadaniowcami oraz Kameronem McGustym, który postanowił o doprowadzeniu tego meczu do końca, albowiem spieszyło się mu i jego ekipie na autobus do hali Globus. I choć Start się niebezpiecznie dla Legii zbliżał, toteż nie było wielkich kłopotów w doprowadzeniu meczu do wyniku 87-83, i przedłużeniu meczu o jeszcze jeden, ostatni mecz tego sezonu w Orlen Basket Lidze, który odbędzie się w niedzielę o 17:30 w Lublinie, gdzie poznamy nowego mistrza Polski.