RZUTZA3.PL PLKMECZ-LEGII-NA-BEMOWIE-CZYLI-OGROMNE-EMOCJE-GWARANTOWANE-PLUTA-Z-GAME-WINNEREM

Mecz Legii na Bemowie czyli ogromne emocje gwarantowane - Pluta z game winnerem

23/03/2025 17:07
Andrzej Romański/plk.pl

Po raz czwarty w tym sezonie Legia Warszawa rozgrywała swój domowy mecz w niedzielę o 13:30. Przed starciem ze Stalą Ostrów Wielkopolski bilans tych spotkań był niekorzystny (1 zwycięstwo i 2 porażki), lecz "Zieloni Kanonierzy" byli zmotywowani, by odnieść 13. triumf w sezonie i zbliżyć się do czołowej szóstki ligi, gwarantującej udział w play-offach. Stal przyjechała do stolicy podrażniona dwiema ligowymi porażkami z rzędu, ale podopieczni Andrzeja Urbana wciąż mieli realne szanse na udział w play-in.

Pierwsze minuty meczu były dość chaotyczne – pojawił się błąd kroków oraz wiele niecelnych rzutów po nieskładnych akcjach. Premierowe punkty zdobył Jalen Riley, który chwilę później wymusił ofensywne przewinienie Ojarsa Silinsa. Kolejne fragmenty pierwszej kwarty upłynęły pod znakiem błędów Legii i świadomej gry Stali, która wykorzystywała swoje przewagi. Wymowne jest, że pierwsze punkty dla gospodarzy zdobył dopiero pod koniec szóstej minuty Aleksa Radanov. W dalszej części kwarty Legia zaczęła łapać rytm, ale poziom skuteczności pozostawiał wiele do życzenia – daleki od standardów drużyn walczących o medale. Warto również wspomnieć o atmosferze na trybunach, która raz po raz była podgrzewana decyzjami sędziów. Już po pięciu minutach gry trener gości, Andrzej Urban, poprosił o challenge, który ostatecznie stracił.

Drugą kwartę w swoim stylu otworzył Litwin Adas Juskevicius, trafiając trójkę bez zastanowienia. Chwilę później swoją przewagę nad młodym Jackiem Ruteckim wykorzystał najlepszy strzelec ligi, Kameron McGusty. Gra stała się bardziej uporządkowana i wyrównana. Legia, niesiona głośnym dopingiem kibiców z Hali Bemowo, zaczęła trafiać rzuty, a impuls drużynie dał EJ Onu, który popisał się trzema efektownymi wsadami. Świetny w tej części meczu był McGusty – zdobył aż 12 punktów. Mimo poprawy gry Legii, Stal utrzymała przewagę do końca pierwszej połowy, głównie dzięki dobrej postawie Damiana Kuliga oraz Siima-Sandera Vene.

Trzecia kwarta przyniosła wiele efektownych akcji. Damian Kulig potwierdził swoją rolę lidera Stali, trafiając trójki, zbierając piłki i wymuszając przewinienia. W Legii solidnie spisywali się Aleksa Radanov oraz Keifer Sykes, ale to goście zachowywali większy spokój i popełniali mniej błędów. W ostatniej akcji tej odsłony Keifer Sykes – gracz z przeszłością w NBA – trafił efektowną trójkę, podcinając skrzydła ostrowianom, którzy zaczęli łapać dobry rytm. Z poziomu trybuny prasowej można było odnieść wrażenie, że Legia ma większy repertuar możliwości dzięki szerszej rotacji, ale o zwycięstwie decyduje liczba zdobytych punktów, a przez trzy kwarty to Stal miała ich więcej.

W ostatniej kwarcie Legia objęła prowadzenie. Jak zawsze niezawodny był McGusty, a centra – EJ Onu i Aric Holman – dobrze wykonywali swoje zadania. Sykes i Andrzej Pluta zadbali o rozegranie, choć ten drugi przez cały mecz miał problemy ze skutecznością, co mogło wynikać z kontuzji prawej ręki, owiniętej taśmą. Stal wyglądała na przybitą, a w momencie, gdy cała Hala Bemowo wstała z miejsc, wydawało się, że gospodarze nie wypuszczą już zwycięstwa z rąk. Wtedy jednak Jalen Riley pokazał mentalność zwycięzcy – trafił dwie kluczowe trójki i wydawało się, że to Stal wygra ten mecz. Michał Kolenda odpowiedział celnym rzutem zza łuku, dając Legii prowadzenie, lecz ponownie Riley udowodnił swoją wartość, zdobywając kolejne dwa punkty. Do końcowej syreny pozostawały 3,4 sekundy i tylko cud mógł uratować gospodarzy. Wtedy Kameron McGusty szybkim podaniem uruchomił Andrzeja Plutę, który – mimo słabego występu rzutowego – trafił do kosza, wprawiając w euforię kibiców zgromadzonych na trybunach.

Był to bardzo atrakcyjny mecz pod względem poziomu emocji, bowiem mieliśmy liczne zwroty akcji i efektowne akcje, choć obie drużyny popełniły również sporo błędów własnych. Ogromne brawa należą się dla kibiców jednej i drugiej drużyny, ponieważ stworzyli świetną atmosferę na trybunach. Ostrowianie z pewnością żałują tego meczu, bowiem przez jego znaczną część prowadzili i mieli na niecałe cztery sekundy przed końcem 2 punkty do ligowej tabeli w kieszeni. Jak powiedział trener Andrzej Urban na pomeczowej konferencji kluczowa okazała się obrona short rolla po którym Legia zdobyła kilka istotnych punktów oraz rozstawienie w obronie w ostatniej akcji. Warszawianie po raz kolejny pokazali charakter i zimną krew, serwując swoim kibicom kolejną dawkę ogromnych emocji (podobnie jak w przypadku rzutów Maksa Wilczka na dogrywkę z Anwilem czy Jakuba Evansa ze Spójnią). Trzeba też powiedzieć, że widać spokój na ławce trenerskiej u head coacha Heiko Rannuli, który umiejętnie rotuje składem i świadomie prowadzi drużynę. Jak zawsze świetny był Kameron McGusty z dorobkiem 19 punktów, a dodatkowo warto pochwalić walecznego kapitana Michała Kolendę z dorobkiem 13 punktów i graczy gości: Rileya, Kuliga(19 oczek) oraz Siima-Sandera Vene, który swoim doświadczeniem pomagał w dobrej grze zespołu, lecz jego 16 zdobytych punktów na niewiele się zdała.

Legia Warszawa 80-79 Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski