Mecze to nie wszystko - PLK zrobiła w Sosnowcu kawał dobrej roboty
Do Sosnowca jechałem przede wszystkim oglądać koszykówkę, ale po całym weekendzie równie dużo można powiedzieć o tym, co działo się dookoła niej. Tegoroczny Superpuchar Polski pokazał bowiem, że mecz wcale nie musi być jedyną atrakcją dla kibica, który przychodzi do hali. W Sosnowcu najbardziej podobało mi się jednak to, że nawet kiedy koszykarze schodzili z parkietu, kibic nadal miał co oglądać.
Od samego początku było widać, że organizatorzy chcieli zrobić z Superpucharu coś więcej niż kilka meczów rozgrywanych w jednej hali. Dużą rolę odgrywała oprawa całego wydarzenia. Wykorzystywano światła, muzykę oraz możliwości samego parkietu, a pomiędzy kolejnymi fragmentami spotkań regularnie pojawiały się dodatkowe atrakcje. Co ważne, nie sprawiało to wrażenia przypadkowo wrzuconych punktów programu. Całość miała swoje tempo i powodowała, że nawet w przerwach kibic miał na czym skupić uwagę.
Sponsor też może być częścią widowiska
Jednym z najlepszych przykładów było oficjalne ogłoszenie PGE jako sponsora tytularnego ligi, która od nowego sezonu będzie funkcjonować pod nazwą PGE Basket Liga. Sam moment przedstawienia tak ważnej współpracy można było oczywiście załatwić konferencją prasową, komunikatem i kilkoma logotypami w hali. W Sosnowcu zdecydowano się zrobić z tego część całego widowiska.
Największe wrażenie robił tutaj sam parkiet. Przy zgaszonych światłach wyświetlono na nim specjalną animację, która zakończyła się prezentacją nowego logo PGE Basket Ligi. Prosty pomysł, ale na żywo wyglądało to naprawdę dobrze. Tym bardziej że w ten sposób PLK ogłosiła jedną z najważniejszych zmian przed startem nowego sezonu – PGE zostało sponsorem tytularnym rozgrywek.
I właśnie sposób tego ogłoszenia zrobił na mnie spore wrażenie. Sponsorzy są nieodłączną częścią zawodowego sportu i przy tak dużej współpracy naturalne jest, że marka chce być mocno widoczna. PLK mogła ograniczyć się do standardowego komunikatu. Zamiast tego wykorzystała moment, w którym na trybunach byli kibice wszystkich drużyn uczestniczących w Superpucharze, i zrobiła z ogłoszenia kolejny punkt programu. Moim zdaniem właśnie tak powinno się podchodzić do podobnych rzeczy. Marka dostaje odpowiednią ekspozycję, liga może w efektowny sposób pokazać ważnego partnera, a kibic nie ma poczucia, że na kilka minut całe wydarzenie zostało zatrzymane tylko po to, żeby wyświetlić mu reklamę.
Prezentacja strojów inna niż wszystkie
Podobne podejście było widać podczas prezentacji oficjalnych strojów klubów marki Errea. Tutaj również organizatorzy mogli ograniczyć się do ustawienia wszystkich kompletów obok siebie i zrobienia kilku zdjęć. Zamiast tego stroje zostały wykorzystane jako część specjalnie przygotowanego występu.Na parkiecie pojawili się tancerze ubrani w koszulki poszczególnych klubów, a sama prezentacja została połączona z choreografią, muzyką oraz oprawą świetlną. Dzięki temu coś, co normalnie byłoby krótkim elementem promocyjnym, stało się kolejnym punktem całego widowiska.
I właśnie takie podejście najbardziej podobało mi się w Sosnowcu. Nie chodzi nawet o to, że każda z tych atrakcji była czymś, czego wcześniej w sporcie nie widzieliśmy. Bardziej o sposób wykorzystania rzeczy, które podczas takiej imprezy i tak muszą się pojawić. Skoro trzeba przedstawić partnera albo zaprezentować stroje, można zrobić to w taki sposób, żeby zainteresować tym również kibica.
Podczas time-outów też nie było nudno
Dobre wrażenie zrobiło na mnie również to, jak wykorzystywano krótsze przerwy w samych spotkaniach. Time-out nie oznaczał po prostu minuty muzyki puszczonej z głośników i oczekiwania na powrót zawodników. Organizowano konkursy z udziałem kibiców, próby rzutowe z różnych miejsc parkietu czy quizy, dzięki którym osoby z trybun same stawały się na chwilę częścią wydarzenia.
Oczywiście konkurs podczas przerwy na żądanie nie jest żadnym odkryciem i podobne rzeczy od dawna można zobaczyć na koszykarskich halach. W Sosnowcu zwróciła jednak moją uwagę ich liczba i konsekwencja, z jaką próbowano zagospodarować praktycznie każdą dłuższą przerwę w grze. Dzięki temu całe wydarzenie miało zdecydowanie mniej przestojów.
Jeszcze większą atrakcję przygotowano na przerwy po pierwszych połowach spotkań. Na parkiecie pojawiali się Dunking Devils, którzy wykonywali efektowne wsady z wykorzystaniem trampolin i przygotowanych konstrukcji. Był to już pełnoprawny halftime show, który spokojnie mógł funkcjonować jako osobny punkt programu. Zamiast kilkunastu minut czekania na powrót koszykarzy kibice dostawali pokaz, który przyciągał uwagę praktycznie całej hali.
Najważniejsze było to, że cały czas coś się działo
I właśnie tym zdaniem najłatwiej podsumować moje wrażenia z Sosnowca.
Nie oznacza to oczywiście, że każda sekunda musi być wypełniona muzyką, światłami i kolejnymi atrakcjami. Łatwo byłoby z tym przesadzić i doprowadzić do sytuacji, w której cała otoczka zaczyna odciągać uwagę od tego, po co ludzie przede wszystkim przyszli do hali. W Superpucharze nadal najważniejsza była koszykówka.
Tyle że organizatorzy bardzo dobrze wykorzystali czas, w którym tej koszykówki akurat nie było. To ważne, bo kibic kupujący bilet na takie wydarzenie spędza w hali zdecydowanie więcej czasu niż same 40 minut meczu. Są przerwy na żądanie, przerwa między połowami, czas przed rozpoczęciem spotkania czy oczekiwanie na kolejne punkty programu. Jeżeli przez sporą część tego czasu na parkiecie nic się nie dzieje, całe wydarzenie zwyczajnie traci tempo.
W Sosnowcu tego problemu właściwie nie odczułem. Raz uwagę przyciągała oprawa świetlna, innym razem konkurs dla kibiców, prezentacja strojów czy pokaz Dunking Devils. Nie wszystkie elementy musiały podobać się każdemu, ale razem tworzyły wrażenie dobrze zaplanowanej imprezy.
Właśnie w tę stronę powinna iść PLK
Od dawna mówimy o tym, że polska koszykówka potrzebuje większego zainteresowania. Oczywiście podstawą zawsze pozostanie poziom sportowy. Możemy przygotować najlepszą oprawę na świecie, ale ludzie nadal przede wszystkim przychodzą oglądać zawodników i swoje drużyny. Nie oznacza to jednak, że wszystko dookoła meczu jest bez znaczenia.
I właśnie Superpuchar Polski w Sosnowcu był dobrym przykładem tego, że warto zadbać również o to, co dzieje się poza samym meczem. Koszykówka była oczywiście najważniejsza, ale kiedy akurat nie grano, organizatorzy nie zostawiali kibiców z pustym parkietem. Przez dwa dni naprawdę rzadko można było się tam nudzić.
Po weekendzie w Sosnowcu najbardziej zapamiętałem to, że praktycznie nie było czasu na nudę. Kiedy kończyła się jedna rzecz, za chwilę zaczynała się kolejna, a PLK naprawdę dobrze wykorzystała przerwy pomiędzy samą koszykówką. Oczywiście trudno oczekiwać podobnej oprawy podczas każdego meczu sezonu zasadniczego. Superpuchar rządzi się trochę innymi prawami, ale kilka pomysłów z Sosnowca spokojnie można zabrać ze sobą na ligowe parkiety. Warto jednak przenosić z takich imprez pewne pomysły również na ligowe parkiety. Czasami nie potrzeba przecież wielkiego budżetu. Dobry konkurs dla kibiców czy ciekawy sposób wykorzystania przerwy potrafią zrobić więcej niż kolejna reklama puszczona na telebimie.
Z Sosnowca wyjechałem więc z poczuciem, że pod względem organizacyjnym PLK wykonała naprawdę dobrą robotę. Oczywiście zawsze znajdzie się coś do poprawienia, ale tym razem wolę przede wszystkim pochwalić to, co zobaczyłem na miejscu.Bo jeżeli chcemy, żeby polska koszykówka była coraz atrakcyjniejszym produktem, właśnie takich wydarzeń potrzebujemy więcej.
