RZUTZA3.PL PLKMICHAL-KOLODZIEJ-ZOSTAL-PEWIEN-NIESMAK-ZE-NIE-DOWIEZLISMY-PRACY-KTORA-MIELISMY-WYKONAC

Michał Kołodziej: Został pewien niesmak, że nie dowieźliśmy pracy, którą mieliśmy wykonać

06/03/2026 10:29
fot. Andrzej Romański/plk.pl

Pierwsza część sezonu nie była łatwa dla Anwilu Włocławek. Drużyna grała nierówno, w trakcie rozgrywek doszło do zmiany trenera, a do tego nie udało się awansować do turnieju o Puchar Polski. O przyczynach takiego początku sezonu, pracy z Ronenem Ginzburgiem oraz o tym, jak zespół patrzy na decydującą część rozgrywek, opowiada nam Michał Kołodziej.

Wiktor Bartkiewicz: Pierwsza część sezonu w wykonaniu Anwilu była poniżej oczekiwań co ostatecznie doprowadziło do zmiany trenera pod koniec grudnia. Z perspektywy czasu, już na chłodno, czego najbardziej zabrakło zespołowi w tych pierwszych miesiącach rozgrywek wtedy kiedy trenerem był Grzegorz Kożan?

Michał Kołodziej: W wielu meczach zabrakło nam chłodnej głowy. W paru spotkaniach zabrakło też szczęścia, a w kilku zdrowia, bo mieliśmy też kontuzje ważnych zawodników. Można powiedzieć, że zrobił się taki efekt kuli śnieżnej - te małe rzeczy składały się później na bolesne porażki. Z pucharów też właściwie odpadliśmy pechowo, bo jednym rzutem w Hali Mistrzów mogliśmy bardzo poprawić swoją sytuację. Niestety wyszło inaczej. Gdyby dwa-trzy mecze potoczyły się po naszej myśli, odbiór drużyny byłby inny, ale stało się tak, a nie inaczej.

Zmiana szkoleniowca w trakcie sezonu zawsze jest momentem przełomowym dla drużyny. Jak ta decyzja wpłynęła na szatnię - bardziej poczuliście impuls i świeżość, czy raczej dodatkową presję, że trzeba natychmiast poprawić bilans?

Zmiana trenera zawsze działa jak impuls. Nawet zanim trener wprowadzi swoją filozofię, już sam fakt nowego rozdania pobudza drużynę, bo każdy chce się pokazać. Można powiedzieć, że to takie małe nowe rozdanie. Trener przyszedł i zaczął budować system, który trochę różni się od tego wcześniejszego - kilka rzeczy robimy inaczej. W ostatnich ośmiu meczach wygraliśmy pięć spotkań, a dwa przegraliśmy w ostatnich sekundach, więc bilans mógł być jeszcze lepszy. To pokazuje, że drużyna zareagowała pozytywnie.

Patrząc na ambicje Anwilu, brak awansu do Pucharu Polski jest wyraźną rysą na pierwszej części sezonu. Czy to był moment, w którym w szatni powiedzieliście sobie: dalej tak być nie może?

To był ważny moment i było to czuć już od pierwszego treningu po przerwie. Brak awansu do Pucharu Polski można uznać w kategorii porażki - dla nas i dla klubu. Został pewien niesmak, że nie dowieźliśmy pracy, którą mieliśmy wykonać. Puchar Polski mógł być szansą na walkę o trofeum, a tak naprawdę sami nie daliśmy sobie tej możliwości. Oczywiście jeden czy dwa mecze zaważyły na tym, że w tym pucharze nie zagraliśmy, ale od pierwszego treningu po przerwie kadrowej było czuć zmianę w nastawieniu zawodników. Paradoksalnie brak gry w Pucharze Polski może dla nas jeszcze przynieść coś dobrego.

Trener Ronen Ginzburg pracuje z Wami już ponad dwa miesiące. Jakim jest szkoleniowcem na co dzień bardziej analitykiem skupionym na detalach taktycznych czy trenerem budującym mental?

Widać u niego doświadczenie w wielu elementach. To trener, który dobrze czuje grę i wyczuwa momenty w meczu. Myślę, że to jego duży plus - potrafi znaleźć zawodników, którzy dają najwięcej i nie boi się nimi rotować. Sam na własnej skórze odczułem, że gdy dobrze szło mi w meczu, mogłem grać bardzo długo, bo było to z korzyścią dla drużyny. Na pewno czuć u niego ogromną wiedzę. Co tydzień wprowadzamy też nowe rzeczy, żeby mieć jak najwięcej wariantów w ataku i w obronie. Myślę, że to doświadczenie jest jedną z jego największych zalet.

Do momentu zmiany szkoleniowca drużyna funkcjonowała w systemie wypracowanym przez trenera Kozana. Dziś, po dwóch miesiącach pracy, jak oceniasz proporcje na ile obecny Anwil to już w pełni wizja trenera Ginzburga, a na ile wciąż bazujecie na wcześniejszych rozwiązaniach?

W ataku wiele zagrywek nadal kontynuujemy z taktyki trenera Grzegorza Kożana. W obronie kilka wariantów się zmieniło, ale wciąż czerpiemy z rzeczy, które ćwiczyliśmy wcześniej. Trener Kożan cały czas z nami pracuje. To nie jest tak, że stoi z boku - cały sztab szkoleniowy jest bardzo szeroki i doświadczony. Każdego dnia ktoś potrafi wnieść coś nowego i znaleźć przewagę, którą możemy wykorzystać w kolejnym meczu. Myślę, że to bardzo ważne, że trener Kożan z nami został. Jego koszykarski umysł i to, że chce dla Anwilu jak najlepiej, są ogromną wartością.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

W tym sezonie trudno mówić w waszej grze o stabilności zdarzają się dobre momenty w meczach, ale też fragmenty, w których zwłaszcza defensywa wyraźnie się sypie. Tak naprawdę kibic, który idzie na mecz nie wie za bardzo, którą wersję Anwilu dzisiaj zobaczy. Z czego Twoim zdaniem wynika ta nierówność?

Myślę, że to bardziej kwestia mentalna. Paradoksalnie słabsze mecze zdarzały nam się po zwycięstwach. Być może wygrywaliśmy kilka spotkań i czuliśmy się trochę zbyt dobrze, zamiast kontynuować tę pracę. Teraz zostało dziesięć meczów rundy zasadniczej i każdy z nich ma ogromne znaczenie. Z doświadczenia wiem, że każdy mecz się liczy - niezależnie od tego, czy grasz o utrzymanie, czy o medal. Mam nadzieję, że jesteśmy już za tym etapem, bo kilka spotkań przegraliśmy na własne życzenie i liczę, że ta gra jest już za nami.

W styczniu było widać pierwsze sygnały poprawy - zwłaszcza po powrocie Mate Vučicia, który dobrze uzupełnia się z Tylerem Wahlem, a do rotacji dołączył też Trevon Allen. Czy czujecie, że pod względem personalnym zespół jest dziś bardziej kompletny niż w pierwszej części sezonu?

Myślę, że tak. Powrót Mate dużo zmienił, bo bardzo nam go brakowało, gdy był kontuzjowany. To bardzo mądry zawodnik, który robi przewagę nie tylko swoją grą, ale też podaniami i obroną. Dołączył też Tyler, który gra bardzo fizycznie i bardzo mądrze. To zawodnik grający dla dobra drużyny. Przyszedł też Trevon, który potrafi zdobywać punkty w trudnych momentach. Czasami przeciwnik jest dobrze przygotowany albo komuś nie idzie i potrzebujesz zawodnika, który potrafi stworzyć coś z niczego. Myślę, że te zmiany są bardzo na plus i ostatnie mecze - zwłaszcza Tylera - pokazały, że będą dla nas bardzo ważni.

Nie graliście w Pucharze Polski, była przerwa reprezentacyjna i kilka dni wolnego. Po powrocie do pracy nad czym trener Ginzburg najmocniej się skupił? Jakie elementy gry są dla niego priorytetowe w tym czasie?

Na pewno chodzi o to, żeby nie powtarzać błędów z przeszłości, ale to też wiąże się z tym, jaką koszykówkę chcemy grać. Chcemy grać intensywnie - zarówno w obronie, jak i w ataku. Chcemy dobrze bronić, żeby móc biegać do kontrataku. To jest proste do powiedzenia, ale trudne do wykonania. Jesteśmy doświadczoną drużyną i u nas ogromne znaczenie mają detale. Czasami był to spacing w ataku, który w kilku meczach nam kulał, czasami zbiórka w obronie, przez którą traciliśmy sporo punktów. Dlatego u nas właśnie te detale są kluczowe, bo one później decydują o tym, czy coś się uda, czy nie. Mamy doświadczonych zawodników, więc chodzi głównie o to, żeby te szczegóły dopracować.

Przed sezonem wiedziałeś, w jakiej roli przychodzisz do Anwilu. Po kilku miesiącach rozgrywek jak odnajdujesz się w tej konfiguracji i w zadaniach, które masz w zespole?

Tak, wiedziałem przed sezonem, w jakiej roli przychodzę do Anwilu. To też dla mnie nowe doświadczenie, bo wcześniej nie grałem w drużynie, której celem jest zdobycie mistrzostwa Polski i która ma tak szeroki skład. Staram się dawać drużynie to, czego akurat potrzebuje. Myślę, że jestem wszechstronnym zawodnikiem i ta rola pozwala mi pomóc w różnych elementach - czy to rzutami z dystansu, czy zbiórkami, czy czasem po prostu dobrą pracą bez piłki i stawianiem zasłon.

Zawsze staram się wychodzić na parkiet i pracować na swoje minuty. Oczywiście przy szerokim składzie czasami ktoś ma lepszy dzień i tych minut jest mniej, ale kiedy już jestem na boisku, chcę zrobić jak najwięcej dobrego dla drużyny. Na razie jestem z tej roli zadowolony i myślę, że jeszcze będą momenty, w których będę mógł dać zespołowi dużo dobrego. Podchodzę do tego mecz po meczu i staram się zrobić to, czego drużyna w danym momencie potrzebuje.

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Anwil ma obecnie bilans 11-9 i zajmuje ósme miejsce w tabeli. Wchodzimy w decydującą fazę sezonu zasadniczego realnie patrząc, na co stać tę drużynę? Czy celem minimum jest bezpośredni awans do play-offów i uniknięcie play-inów?

To musi być nasz cel, bo play-iny rządzą się swoimi prawami. Mamy dużą szansę, bo zostało dziesięć kolejek i jeśli naprawdę się skupimy, to jesteśmy w stanie wygrać większość tych meczów. To będzie też dla nas dobry test, czy jesteśmy już gotowi na kolejną fazę, czyli play-offy, które są bardzo wymagające. Ja jestem dobrej myśli. W drużynie widać zmianę, zwłaszcza mentalną - wszyscy czują, że zaczyna się gra o coś. Te dziesięć najbliższych meczów będzie dla nas bardzo ważnym sprawdzianem.

Hala Mistrzów wyprzedała się tydzień przed meczem, a ostatni domowy mecz rozegraliście 6 stycznia. Czy długa seria wyjazdów też mogła mieć wpływ na ostatnie wyniki i czy powrót do pełnej hali może być dla Was impulsem, takim symbolicznym nowym otwarciem?

Na pewno tęsknimy za Halą Mistrzów. Dwa miesiące bez meczów tutaj i praktycznie same wyjazdy - można się stęsknić za naszymi kibicami. Zawsze, gdy gramy w tej hali, dostajemy od nich ogromne wsparcie. Chcemy pokazać się z dobrej strony i dać im trochę radości. Wiemy też, że w pierwszej rundzie było kilka meczów, które nie poszły po naszej myśli i które nie wyglądały dobrze. Chcielibyśmy więc niejako zacząć na nowo przed tą decydującą fazą sezonu. Mam nadzieję, że uda się to zrobić już w sobotę.

Przed Wami mecz z Legią Warszawa, mistrzem Polski, który również ma w tym sezonie swoje problemy. Co w takim spotkaniu będzie kluczowe?

Myślę, że przede wszystkim intensywność. Intensywność i wykorzystywanie przewag, które chcemy sobie wypracować. Kluczowa będzie realizacja planu meczowego, bo to był nasz mankament w tym sezonie - czasami zakładaliśmy pewne rzeczy, ale później nie do końca realizowaliśmy je na parkiecie. Z naszych analiz wynika, że gdy realizujemy gameplan w większości założeń, to wygrywamy mecze.

Legia może ma teraz delikatny kryzys, ale to nadal bardzo mocna drużyna z szerokim składem. Myślę, że dla nich również Puchar Polski nie potoczył się tak, jak chcieli, więc to może być dla nich dodatkowa motywacja. Każdy zespół, który przyjeżdża do Hali Mistrzów, chce pokonać Anwil, więc musimy być gotowi, że rywale będą wznosić się tutaj na swoje wyżyny. My po prostu musimy być na to przygotowani.

PRZECZYTAJ O WSPÓŁPRACY --> Link

PRZECZYTAJ O WSPÓŁPRACY --> Link

Link