RZUTZA3.PL PLKMIKOAJKI-Z-KOSZYKOWKA-LEGIA-GORA-PO-EMOCJONUJACYM-MECZU

Mikołajki z koszykówką - Legia górą po emocjonującym meczu

06/12/2024 21:40
Andrzej Romański/plk.pl

6 grudnia, czyli Mikołajki, to data, która ucieszyła wiele dzieci. Prezenty, słodycze i świąteczna atmosfera unosiły się przez Polskę wzdłuż i wszerz. O uśmiech koszykarskich kibiców zadbali działacze PLK, umieszczając w terminarzu dwa niesamowicie ciekawe spotkania. W Hali Gryfia zmierzyli się Czarni i Śląsk, a na Bemowie odbył się mecz Legia – Twarde Pierniki Toruń.

Mecz miał wiele podtekstów: bratobójczy pojedynek braci Wilczków, rywalizacja z byłym klubem w przypadku Mate Vucicia jako zawodnika oraz Aarona Cela jako dyrektora sportowego. Kibice na Bemowie z pewnością pamiętali starcie z poprzedniego sezonu, kiedy to Legia, grając u siebie, po dogrywce i znakomitym widowisku pokonała Twarde Pierniki prowadzone przez Srdjana Suboticia. Na koniec tego wprowadzenia warto wspomnieć, że Torunianie byli osłabieni brakiem białoruskiego podkoszowego Dzmitriego Riwnyja, który nie zmieścił się w rotacji trenera z powodu nadmiaru obcokrajowców.

Mecz efektownie rozpoczął wsadem Nigeryjczyk Abdul-Malik Abu, a do tego trójkę dorzucił Michael Ertel, jeden z najlepszych strzelców ligi. Jeśli Legia chciała wygrać to spotkanie, musiała choć trochę ograniczyć jego popisy. Pierwsze fragmenty meczu toczyły się pod dyktando Pierników. Zieloni Kanonierzy długo szukali swojego rytmu, a koszykarze z Torunia realizowali swój przemyślany plan na grę: Michael Ertel kreował akcje, mając do dyspozycji izolacje lub podając do kolegów, którzy skutecznie kończyli akcje spod kosza. W pewnym momencie miarka się przebrała, a trener Ivica Skelin poprosił o przerwę. Po niej wprowadził zmiany w składzie, które przyniosły efekty – gra Legii zaczęła nabierać kolorów. Po trójce Dominika Wilczka równo z syreną goście prowadzili 25:20 po 10 minutach gry.

Legioniści grali jednak zbyt chaotycznie i brakowało im pomysłu na rozbicie solidnie zorganizowanej defensywy przeciwników. Na pochwałę zasługuje z pewnością taktyczne przygotowanie zespołu Srdana Suboticia, który wyraźnie nie przyjechał do stolicy na wycieczkę.

W drugiej odsłonie spotkania gracze rozpoczęli od trafienia za trzy punkty, a konkretnie Dominik Grudziński. Następnie solidny fragment meczu rozegrał podwójnie zmotywowany grą przeciwko swojemu byłemu klubowi Mate Vucic. Akcja 2+1 oraz zbiórka sprawiły, że Legia wysunęła się na prowadzenie. Obie drużyny w tej części meczu były bardziej zorganizowane w obronie, co jednak nie przeszkodziło Nigeryjczykowi Abdulowi-Malikowi Abu w wykonaniu dwóch efektownych wsadów. Na koniec pierwszej połowy trener Pierników poprosił o przerwę, by rozrysować specjalną akcję, jednak jego zawodnicy nie zdołali jej skutecznie wykonać i zeszli do szatni z jednym punktem straty.

Po pierwszej połowie można było stwierdzić, że dla Legionistów wynik był znacznie lepszy niż ich gra. W zasadzie to Kameron McGusty i Andrzej Pluta ciągnęli grę zespołu, podczas gdy tacy zawodnicy jak Shawn Jones czy Ojars Silins prezentowali się bardzo przeciętnie. W ekipie z Torunia dyrygentem był Michael Ertel, jednak cała drużyna koncentrowała się na wspólnym dążeniu do zwycięstwa.

Trzecia kwarta była jak odzwierciedlenie pierwszej części meczu, przynajmniej w początkowych fragmentach. Legia grała nerwowo, a Mate Vucic popełniał proste błędy. Torunianie byli bezwzględni i wykorzystywali swoje okazje – choć nie grali szczególnie wyrafinowanego basketu, byli cierpliwi i skuteczni. W połowie trzeciej kwarty trudno było jednak przewidzieć, kto wygra mecz – zarówno kibice, trenerzy, jak i sami zawodnicy mieli wątpliwości. W czwartej odsłonie Legia zaczęła wyraźniej dominować, a Torunianie stopniowo tracili tempo gry. Divine Myles nie prowadził zespołu w tak profesorski sposób jak Michael Ertel w pierwszej połowie. Po wyrównanej kwarcie to Legia prowadziła jednym punktem, a jasnym było, że w czwartej odsłonie wszystko może się wydarzyć.

Na początku czwartej kwarty Mate Vucic skompletował double-double, a duet Ertel–Pluta trafił kolejne trójki. Legia wyszła na pięciopunktowe prowadzenie i mogło się wydawać, że "pociąg do zwycięstwa" dla Twardych Pierników odjeżdża, a zawodnicy pozostają jeszcze w "dworcowej kawiarni". Goście nie byli w stanie przyspieszyć gry ani zdobyć kilku punktów, które pozwoliłyby im zrównać się z Legią. Barrett Benson walczył z całych sił, zbierał piłki i widać było, że zależy mu na wygranej, jednak reszta zespołu z Torunia grała ospale. Legia skrzętnie to wykorzystała, zdobywając punkty na różne sposoby. Ostateczny cios zadał Andrzej Pluta, który po zamianie krycia uzyskał przewagę szybkości nad Barrettem Bensonem i trafił celnie zza łuku. W ten sposób, wspólnie z Kameronem McGustym, zapewnił Legii dwa punkty do ligowej tabeli.

Mimo że Divine Myles trafił jeszcze trójkę, a jego koledzy próbowali wrócić do gry obroną na całym boisku, Zieloni Kanonierzy zachowali zimną krew, skutecznie wykorzystując rzuty wolne, i wygrali spotkanie wynikiem 82:77.

Podsumowując, Twarde Pierniki rzeczywiście były dziś twardym przeciwnikiem, jednak duet obwodowych Legii – McGusty i Pluta – okazał się zbyt mocny. Na pomeczowej konferencji Abdul-Malik Abu podkreślił, że bycie lepszym zespołem przez 35 minut nie gwarantuje wygranej. Dodał także, że rywale lepiej egzekwowali swoje zagrywki, ale widzi potencjał w swoim zespole. Legioniści mogą być zadowoleni z szóstego zwycięstwa w sezonie – pokazali dziś, że mają solidnych rozgrywających i potrafią stawić czoła trudnościom, nawet gdy gra się nie układa. Liderem strzeleckim Legii był Kameron McGusty, zdobywając 20 punktów, tyle samo co Michael Ertel w drużynie Twardych Pierników. W kolejnym meczu podopieczni Ivicy Skelina zmierzą się w ENBL z Bamberg Baskets z Niemiec, natomiast Twarde Pierniki zagrają z Górnikiem Wałbrzych na wyjeździe w meczu otwierającym dziesiątą kolejkę zmagań Orlen Basket Ligi.