BetFan – odbierz do 600 zł na start. Kod: RZUTZA3. 18+ Hazard wiąże się z ryzykiem.
RZUTZA3.PL › PLK › MISTRZ-NADAL-LEPSZY-OD-WICEMISTRZA-LEGIA-Z-SUPERPUCHAREM
PLK4 dni temu

Mistrz nadal lepszy od Wicemistrza. Legia z Superpucharem

fot.Andrzej Romański/plk.pl

Po bardzo ofensywnym spotkaniu Legia Warszawa wygrywa z Zastalem Zielona Góra 110:96. Warszawianie rok i dwa lata temu odpadali w półfinale, jednak do trzech razy sztuka i tym razem trofeum imienia Adama Wójcika pada ich łupem.

Spotkanie godne finału

Od początku tempo spotkania było bardzo wysokie i obu drużynom zdecydowanie bardziej zależało na zdobywaniu punktów niż obronie. Powolnie kreowane akcje widzieliśmy kilkukrotnie w wykonaniu Legii, jednak były to pojedyncze przypadki. W większości zawodnicy po znalezieniu sobie odrobiny wolnego miejsca decydowali się na rzut i zdecydowanie im się to opłacało. Legioniści po pierwszej kwarcie mieli 69% skuteczność z gry a zawodnicy z Zielonej Góry 57%. Mistrzowie Polski zdecydowanie lepiej radzili sobie w pomalowanym, trafili 7 z 11 rzutów do 3 z 6 rywali. Zielonogórzanie utrzymywali się jednak w grze dzięki rzutom wolnym, których trafili 7 z 9. Sami faulowali jednak tylko dwa razy w tej kwarcie, więc warszawianie na linii osobistych nie znaleźli się ani razu.

W drugiej kwarcie oba zespołu chciały utrzymać szybkość gry, ale tylko Legi wyszło to na dobre. Choć skuteczność mistrzów Polski spadła do 50% w kwarcie to zmusili wreszcie Zastal do faulowania co przerodziło się na 9 punktów z rzutów wolnych. Skuteczność zielonogórzan spadła jeszcze bardziej i trafili tylko 6 rzutów z gry, pokazując, że nie są w stanie grać całego meczu na wysokiej intensywności. Ostatecznie po dwóch bardzo udanych kwartach Legii i jednej bardzo a jednej „tylko” udanej kwarcie Zastalu na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 56:49 dla mistrzów Polski.

Pierwsze 3 minuty trzeciej kwarty zadecydowały o rezultacie całego spotkania. 11 punktów Legi do jednego celnego rzutu Garrisona i przewaga z 7 punktów wzrosła do 15. Choć Zielonogórzanie szybko otrzeźwieli po nieudanym początku byli w stanie tylko utrzymać tempo rywali a nie odrabiać straty. Legia natomiast wypracowała sobie na tyle dużą przewagę, że już nie czuła presji by ją zwiększać, wystarczyło ją tylko utrzymywać. Oglądaliśmy więc wyrównany pojedynek z podobną liczbą celnych rzutów, nie tak intensywnym jak na początku ale wciąż wysokim tempem i podobnym sposobem rozwiązywania akcji. Ostatecznie przewaga Legi na ostatnią kwartę zmalała do 12, po celnej trójce Wójcika na 2 sekundy do końca.

Większość 3 kwarty była przedsmakiem finalnej części spotkania. Legia znów zaczęła mocno i po 2,5 minutach przewaga wynosiła 20 oczek, a zielonogórzanie przekraczali już limit fauli. Zastal miał siłę by zmniejszyć starty, jednak do remisu nie było blisko przez moment. W 4 kwarcie, prawdopodobnie przez zmęczenie, widzieliśmy najwięcej powolnie kreowanych akcji i zastojów w punktowaniu. Wolniejsze tempo w przypadku obu zespołów oznaczało po prostu inny styl i dostosowanie się, a nie fizyczną zapaść. Ostatecznie ostatni punkt w spotkaniu zdobył Czapla z rzutu wolnego, chociaż całościowo niewiele to zmieniło. Na zwycięstwo Legii zapowiadało się przez większość kwarty.

Kilka obserwacji (wnioski na tym etapie odrobine przedwczesne)

Mistrzowie Polski mocno wchodzą w sezon, pokazując przede wszystkim, że ich skład jest bardzo poukładany. Każdy zawodnik zna swoją rolę i wywiązuje się z niej, a należy pamiętać, że ten zespół będzie tylko rósł. W ciągu miesiąca do gry powinien wrócić Kolenda, a w tym roku zdążymy jeszcze zobaczyć Tomczaka. Wolne wciąż pozostaje jedno miejsce na obcokrajowca ze względu na przedwczesne rozstanie się z Michaelem Christmasem.

Największymi wygranymi spotkania finałowego w Legii jest duet Daniels-Ilver. Amerykanin zaliczył double-doble (18 punktów 10 asyst) pokazując, że oprócz bycia ekspertem w zdobywaniu punktów to potrafi być kreatorem dla kolegów. Młody Estończyk zagrał natomiast jak kompletny skrzydłowy, potrafiący przymierzyć z dystansu, zagrać tyłem do kosza i spenetrować na obręcz.

Zawodnikom z Zielonej Góry zdecydowanie nie można odmówić fantazji i chęci do ofensywnej gry. Drużyna Arkadiusza Miłoszewskiego jest też zdecydowanie bardziej poukładana niż na początku poprzedniego sezonu. Zastal znów wygląda jednak jakby miał problemy w strefie podkoszowej, a na dodatek gdy narzuci się wystarczająco szybie tępo to nie nadąża z obroną. Zdecydowanym atutem będzie natomiast zespołowość, każdy zawodnik grający dwucyfrową liczbę minut zbliżył się do 10 oczek.