Najgłośniejsze nazwiska i przyszłe gwiazdy ligi. Dla kogo będziemy oglądać koszykówkę?
PGE Basket Liga rusza już jutro, a to oznacza ostatni moment na wszelkiego rodzaju zestawienia przedsezonowe. W tym konkretnym przyjrzymy się kilku najciekawszym ruchom tego okienka.
5. Kristers Zoriks w Legi Warszawa
Zastanawiałem się długo, czy reprezentant Łotwy pasuje do tego zestawienia. Jest on najmniej „gwiazdorski” z całej piątki i najprawdopodobniej nie będzie zdobywał tylu punktów co reszta. Mimo tego Zoriks jest sprawdzony w najmocniejszych ligach w Europie, a jego forma będzie kluczowa w walce mistrzów Polski o obronę tytułu. Właśnie ten wpływ na całą ligę przekonał mnie, że bardzo dobry gracz bez genu gwiazdorskiego zasługuje na to zestawienie bardziej niż Daylen Kountz czy Jordan Hall.
Zoriks profesjonalną karierę zaczynał w sezonie 2020/21. W VEF Ryga spędził trzy lata, co roku wygrywając ligę łotewską, a raz także ligę łotewsko-estońską. Następnie przeniósł się do tureckiego Petkim Sporu, z którym doszedł do ćwierćfinału, gdzie jednak jego zespół uległ późniejszemu mistrzowi, Fenerbahçe Stambuł. Po Turcji przyszedł czas na Francję i walkę o utrzymanie w lidze z Le Portel. W ostatnim sezonie Zoriks trochę „powłóczył się” po Europie. Zaczął rozgrywki w hiszpańskiej Lleídzie, gdzie rozegrał najwięcej spotkań, bo aż 14. Następnie zaliczył sześć występów we włoskim Udine, a sezon kończył dziewięcioma meczami w tureckim Merkezefendi Basket. W ciągu 30 minut gry zdobywał prawie 13 punktów i notował 4 asysty na mecz.
4. Joseph Girard III w Dzikach Warszawa
Gracz, którego z całego rankingu widzieliśmy najwięcej razy w tym sezonie, a ta próbka umiejętności tylko zwiększa oczekiwania, zwłaszcza w kontekście walki o tytuł króla strzelców. Dla Amerykanina będzie to trzeci sezon na Starym Kontynencie. Już od początku swojej przygody w Europie dał się poznać jako świetny strzelec, notując średnio 21 punktów w litewskim Nevėžis. Taka dyspozycja pozwoliła mu na wielki krok w przód i podpisanie kontraktu z Cedevitą Olimpiją. Okazały się to jednak zbyt wysokie progi i sezon kończył 10 spotkaniami w barwach Trabzonsporu. Jeśli ktoś zastanawiał się jednak, czy Girard w Dzikach będzie poziomem bliższy sobie sprzed roku, czy sprzed dwóch lat, już znamy odpowiedź. W czterech meczach eliminacji do Champions League rozgrywający notował średnio 23,5 punktu na mecz, dorzucając do tego prawie 6 asyst.
Girard jest spadkobiercą roli Landriusa Hortona, ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Będzie zawsze oddawał dużo rzutów i zdobywał dużo punktów, jednak każde jego odrobinę słabsze spotkanie oznaczać będzie problemy zespołu.
3. Alex Stein w Arce Gdynia
Zawodnik, którego żadnemu widzowi PLK nie trzeba przedstawiać, może jedynie odświeżyć pamięć. Sezon 2023/2024 zaczynał w grającej w lidze ABA w Cibonie Zagrzeb, jednak na przełomie roku zamienił Chorwację na Polskę, przenosząc się do Stargardu. Stein był jednym z liderów ówczesnej Spójni, która wtedy sensacyjnie pokonała w ćwierćfinale pierwszy po sezonie zasadniczym Anwilu Włocławek. Ostatecznie ta kampania skończyła się czwartym miejscem po zaciętym dwumeczu ze Śląskiem Wrocław o brąz. Rozgrywający nie opuścił jednak po tym sezonie naszego kraju, lecz zdecydował się na przenosiny do Słupska. W barwach Czarnych notował średnio 18,3 punktu na mecz, będąc pod tym względem na piątym miejscu w całej lidze. Ta historia mogła mieć naprawdę piękne zakończenie, a skończyło się na jednym z największych „co by było, gdyby” sezonu 2024/2025. Stein w trzecim meczu ćwierćfinałów ze Startem Lublin zerwał ACL. Czarnym bez swojego lidera udało się doprowadzić do piątego meczu, w którym ulegli późniejszym wicemistrzom Polski.
Kontuzja wykluczyła Alexa również z całego poprzedniego sezonu i to właśnie jego przerwa od gry jest jedynym znakiem zapytania. Jeśli szybko zrzuci rdzę, znów będzie jednym z najlepszych combo-guardów PLK.
2. Devon Daniels IV w Legi Warszawa
Jak czekać na powroty, to tylko takie. Amerykański obwodowy po dwóch latach przerwy znów zagra w PLK. Daniels w sezonie 2023/2024, który był jego pierwszym na starym kontynencie, był kolegą Steina z przytaczanej już w tym tekście Spójni Stargard. Po zajęciu 4 miejsca w PLK Amerykanin znalazł zatrudnienie w Spartaku Subotica, jednak nie odnalazł się w Serbii i w marcu przeniósł się do greckiego Panioniosu. W poprzednim roku Daniels również nie grał w jednym klubie, tym razem jednak to dobra dyspozycja pozwoliła mu zamienić litewski Utenos Juventus na Hamburg Towers. W 28 spotkaniach ligi niemieckiej notował średnio 16,9 punktu,czwarty najlepszy wynik wśród strzelców ligi, i zbierał prawie 4 piłki. Po zakończeniu sezonu w Europie Daniels postanowił trochę dorobić, więc jego ostatnim klubem było portorykańskie Atléticos de San Germán.
Mieliśmy już przyjemność przypomnieć sobie jego styl i poczuć przedsmak przyszłości podczas Superpucharu. W obu spotkaniach zdobył 18 punktów, a w finale dołożył do tego 10 asyst, pokazując, że kreowanie gry również nie sprawia mu problemu. Oczekiwania wobec Danielsa tworzą głównie dwa czynniki. Bycie topowym strzelcem lepszej ligi od razu stawia cię w roli kandydata do tytułu króla strzelców. Druga rzecz to już specyfika stricte Legii Warszawa, mianowicie szukanie co sezon następcy Mcgusty'ego.
1. Devin Robinson w Śląsku Wrocław
Bezsprzecznie najmocniejsze nazwisko sprowadzone do Polski w tym off season. Zazwyczaj gdy do PLK przychodzi zawodnik z przeszłością w NBA, jest ona jego największym osiągnięciem w karierze. W przypadku amerykańskiego podkoszowego jego 8 spotkań dla Washington Wizards i 4 udane sezony w G League są tylko jednym z pozytywnych elementów.Dla Robinsona będzie to 5. sezon w Europie i teoretycznie najmniejsze wyzwanie. Wcześniej grał bowiem w Niemczech, Hiszpanii i Lidze Adriatyckiej. Zaczął od Ratiopharmu Ulm, jednak już po 9 spotkaniach przeniósł się do hiszpańskiej Manresy, gdzie nie tylko dokończył sezon, ale i został na kolejny. Dwa lata temu, grając dla Cedevity Olimpiji w ABA League i EuroCupie, notował średnio 14,5 punktu i 5,5 zbiórki w 27 minut gry. Taka forma zaowocowała wybraniem go do drugiej najlepszej piątki zaplecza Euroligi, a wraz z drużyną wygrał Puchar Słowenii. Ostatni sezon Robinson znów spędził w Hiszpanii, w barwach Zaragozy, grającej również w Fiba Europe Cup, w ciągu 25 minut zdobywał 14 punktów i zbierał 5 piłek.
Oglądając Devina, będzie można spodziewać się niesamowitego pokazu atletyzmu i nieprawdopodobnych wsadów. Jest on również przykładem na to, że europejskie puchary naprawdę ściągają graczy do Polski. Gdyby nie udział w EuroCupie, Śląsk na Robinsona nawet nie mógłby patrzeć.
