RZUTZA3.PL PLKNAJWIEKSZE-OBJAWIENIE-PUCHARU-POLSKI-AVERY-ANDERSON-III

Największe objawienie Pucharu Polski - Avery Anderson III

24/02/2026 12:00
Fot. Andrzej Romański/plk.pl

Chociaż zdziesiątkowany obrońca tytułu - Górnik Zamek Książ Wałbrzych zakończył swój udział w turnieju Pucharu Polski na poziomie półfinałów to i tak dostarczył nam wielu emocji i coś ekstra - największe objawienie całej imprezy - Pana Koszykarza Avery Andersona III

Ćwierćfinał pod znakiem zapytania

Na cztery dni przed rozpoczęciem Pekao S.A. Pucharu Polski drużyna Górnika Zamek Książ Wałbrzych podejmowała na własnym parkiecie Trefl Sopot. W meczu ligowym nie wystąpił kontuzjowany Lovell Cabbil - nominalna jedynka wałbrzyskiej drużyny. Jego rolę przejęli Ikeon Smith oraz trzeci rozgrywający na co dzień wchodzący z ławki - Avery Anderson III. Mimo przewagi fizycznej graczy z Trójmiasta, Górnik dobrze trzymał się w meczu próbując dogonić wyniki, aż do momentu kiedy to pech dał znów o sobie znać i na parkiet padł Ike Smith, łapiąc poważną kontuzję mięśnia. Ciężar prowadzenia gry spadł na barki 26-letniego Andersona, który w meczu zdobył 25 punktów. Nie wystarczyło to na pokonanie rywali z Sopotu, którzy dowieźli bezpieczny wynik 91:100, ale gra rezerwowego rozgrywającego dała nam przedsmak jego możliwości.Na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrzej Adamek zapytany przez nas o stan zdrowia liderów Górnika: Lovella Cabbila i Ike Smitha, wyraził wątpliwość czy będą mogli zagrać w Sosnowcu, a całą obecnie panującą sytuację kadrową podsumował stwierdzeniem, że kto będzie zdrowy ten zagra i ciężko na ten moment powiedzieć coś więcej, jak będzie wyglądała rotacja wałbrzyskiego zespołu.

Na cztery dni przed rozpoczęciem Pekao S.A. Pucharu Polski drużyna Górnika Zamek Książ Wałbrzych podejmowała na własnym parkiecie Trefl Sopot. W meczu ligowym nie wystąpił kontuzjowany Lovell Cabbil - nominalna jedynka wałbrzyskiej drużyny. Jego rolę przejęli Ikeon Smith oraz trzeci rozgrywający na co dzień wchodzący z ławki - Avery Anderson III. Mimo przewagi fizycznej graczy z Trójmiasta, Górnik dobrze trzymał się w meczu próbując dogonić wyniki, aż do momentu kiedy to pech dał znów o sobie znać i na parkiet padł Ike Smith, łapiąc poważną kontuzję mięśnia. Ciężar prowadzenia gry spadł na barki 26-letniego Andersona, który w meczu zdobył 25 punktów. Nie wystarczyło to na pokonanie rywali z Sopotu, którzy dowieźli bezpieczny wynik 91:100, ale gra rezerwowego rozgrywającego dała nam przedsmak jego możliwości.

Na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrzej Adamek zapytany przez nas o stan zdrowia liderów Górnika: Lovella Cabbila i Ike Smitha, wyraził wątpliwość czy będą mogli zagrać w Sosnowcu, a całą obecnie panującą sytuację kadrową podsumował stwierdzeniem, że kto będzie zdrowy ten zagra i ciężko na ten moment powiedzieć coś więcej, jak będzie wyglądała rotacja wałbrzyskiego zespołu.

Fot. Andrzej Romański/plk.pl

"Biała ściana" i odpalenie rakiety AA3Turniej Pucharu Polski dla Górnika Wałbrzych rozpoczął się od meczu ćwierćfinałowego z AMW Arką Gdynia. Mimo, że Gdynianie borykali się z własnymi problemami kadrowymi i tak byli stawiani w roli faworyta tego meczu. Spotkanie rozpoczęli dużo spokojniej niż rywale, co pozwoliło im na wyjście na prowadzenie po pierwszej kwarcie 26:16. Druga odsłona padła łupem Wałbrzyszan. Niesieni fantastycznym dopingiem swoich kibiców, którzy za jednym z koszy utworzyli żywą "Białą ścianę", zdominowali oni zawodników z Pomorza wygrywając kwartę rezultatem 18:31. Wynik przed przerwą 41:47.Druga połowa przebiegała wyraźnie pod dyktando rozpędzonych Górników, którzy narzucili przeciwnikom swój styl gry i kontrolowali spotkanie bezpiecznie zwyciężając 81:91. Bezapelacyjnym dyrygentem i solistą tego koncertowego grania okazał się Avery Anderson III. Mimo powierzonej mu odpowiedzialności, odpalił niczym rakieta i z rakietową prędkością mijał kolejnych rywali odnajdując drogę do obręczy. Ostatecznie otarł się o monstrualne triple double notując linijkę na poziomie 31 punktów, 8 zbiórek i 9 asyst, dokładając do tego 1 przechwyt i 6 wymuszonych fauli. Całkiem nieźle jak na zawodnika, który w dotychczasowych rozgrywkach spędzał na parkiecie średnio piętnaście i pół minuty zdobywajac niecałe 7 punktów.

"Biała ściana" i odpalenie rakiety AA3

Turniej Pucharu Polski dla Górnika Wałbrzych rozpoczął się od meczu ćwierćfinałowego z AMW Arką Gdynia. Mimo, że Gdynianie borykali się z własnymi problemami kadrowymi i tak byli stawiani w roli faworyta tego meczu. Spotkanie rozpoczęli dużo spokojniej niż rywale, co pozwoliło im na wyjście na prowadzenie po pierwszej kwarcie 26:16. Druga odsłona padła łupem Wałbrzyszan. Niesieni fantastycznym dopingiem swoich kibiców, którzy za jednym z koszy utworzyli żywą "Białą ścianę", zdominowali oni zawodników z Pomorza wygrywając kwartę rezultatem 18:31. Wynik przed przerwą 41:47.

Druga połowa przebiegała wyraźnie pod dyktando rozpędzonych Górników, którzy narzucili przeciwnikom swój styl gry i kontrolowali spotkanie bezpiecznie zwyciężając 81:91. Bezapelacyjnym dyrygentem i solistą tego koncertowego grania okazał się Avery Anderson III. Mimo powierzonej mu odpowiedzialności, odpalił niczym rakieta i z rakietową prędkością mijał kolejnych rywali odnajdując drogę do obręczy. Ostatecznie otarł się o monstrualne triple double notując linijkę na poziomie 31 punktów, 8 zbiórek i 9 asyst, dokładając do tego 1 przechwyt i 6 wymuszonych fauli. Całkiem nieźle jak na zawodnika, który w dotychczasowych rozgrywkach spędzał na parkiecie średnio piętnaście i pół minuty zdobywajac niecałe 7 punktów.

"Nic dwa razy się nie zdarza..." - a jednak!W półfinale na zawodników z Wałbrzycha czekali już ich niedawni rywale - Trefl Sopot. Od pierwszych minut drużyna z Trójmiasta postanowiła udowodnić, że ligowe dwa zwycięstwa nie były kwestią przypadku. W drużynie z Dolnego Śląska zdecydowanie zabrakło skuteczności, którą imponowali w czwartkowym meczu, a jedynym jasnym punktem okazał się znów - Avery Anderson III, który ciągnął wyniki. Druga kwarta zakończona spektakularnym wyniki 8:8, dawała jeszcze nadzieje, że górnicze "błoto" zablokuje trybiki sopockiej maszyny i po części tak się stało. Trzecia odsłona, w której zabrakło Jakuba Schenka oraz Kacpra Marchewki - po niebezpiecznym zderzeniu obu graczy zainicjowanym przez tego pierwszego - pozwoliła wałbrzyszanom na odrobienie 3 oczek. Wynik przed decydującymi 10 minutami gry 58:48 dawał jeszcze nadzieję... która szybko została rozwiana przez graczy Trefla trzema celnymi rzutami zza łuku. Kolejne trafione trójki całkowicie podcięły skrzydła zawodnikom Górnika, a gracze z Sopotu kontynuowali swój marsz po awans do finału i jak się później okazało zwycięstwo Pucharu Polski. Mecz zakończył się rezultatem 92:67, a jedynym pozytywnym akcentem przegranych okazał się znów Avery Anderson III. W ostatnim pucharowym spotkaniu swojej drużyny zdobył jeszcze więcej punktów, bo aż 33 - co okazało się rekordem całego turnieju. Pomimo rozegrania tylko dwóch meczy został najlepiej punktującym turnieju gromadząc na swoim koncie 64 oczka. Zajął również drugie miejsce w kategorii najlepiej asystujący notując 15 asyst (7,5 as./mecz). Jako uzupełnienie tych świetnych statystyk zanotował łącznie 10 zbiórek dlatego uważam, że to właśnie on był Most Valuable Player (tłum. najbardziej wartościowy gracz - przyp. red.) tego turnieju. Z niecierpliwością czekamy na kolejne ligowe spotkania Górnika Wałbrzych by sprawdzić czy będzie on w stanie utrzymać turniejową formę do końca sezonu.Najbliższe spotkanie:Górnik Zamek Książ Wałbrzych - Miasto Szkła Krosno 7 marca godz. 15:00

"Nic dwa razy się nie zdarza..." - a jednak!

W półfinale na zawodników z Wałbrzycha czekali już ich niedawni rywale - Trefl Sopot. Od pierwszych minut drużyna z Trójmiasta postanowiła udowodnić, że ligowe dwa zwycięstwa nie były kwestią przypadku. W drużynie z Dolnego Śląska zdecydowanie zabrakło skuteczności, którą imponowali w czwartkowym meczu, a jedynym jasnym punktem okazał się znów - Avery Anderson III, który ciągnął wyniki. Druga kwarta zakończona spektakularnym wyniki 8:8, dawała jeszcze nadzieje, że górnicze "błoto" zablokuje trybiki sopockiej maszyny i po części tak się stało. Trzecia odsłona, w której zabrakło Jakuba Schenka oraz Kacpra Marchewki - po niebezpiecznym zderzeniu obu graczy zainicjowanym przez tego pierwszego - pozwoliła wałbrzyszanom na odrobienie 3 oczek. Wynik przed decydującymi 10 minutami gry 58:48 dawał jeszcze nadzieję... która szybko została rozwiana przez graczy Trefla trzema celnymi rzutami zza łuku. Kolejne trafione trójki całkowicie podcięły skrzydła zawodnikom Górnika, a gracze z Sopotu kontynuowali swój marsz po awans do finału i jak się później okazało zwycięstwo Pucharu Polski. Mecz zakończył się rezultatem 92:67, a jedynym pozytywnym akcentem przegranych okazał się znów Avery Anderson III. W ostatnim pucharowym spotkaniu swojej drużyny zdobył jeszcze więcej punktów, bo aż 33 - co okazało się rekordem całego turnieju. Pomimo rozegrania tylko dwóch meczy został najlepiej punktującym turnieju gromadząc na swoim koncie 64 oczka. Zajął również drugie miejsce w kategorii najlepiej asystujący notując 15 asyst (7,5 as./mecz). Jako uzupełnienie tych świetnych statystyk zanotował łącznie 10 zbiórek dlatego uważam, że to właśnie on był Most Valuable Player (tłum. najbardziej wartościowy gracz - przyp. red.) tego turnieju. Z niecierpliwością czekamy na kolejne ligowe spotkania Górnika Wałbrzych by sprawdzić czy będzie on w stanie utrzymać turniejową formę do końca sezonu.

Najbliższe spotkanie:

Górnik Zamek Książ Wałbrzych - Miasto Szkła Krosno 7 marca godz. 15:00