RZUTZA3.PL PLKPENE-TRYBUNY-AGRESYWNY-TREFL-I-WALECZNY-RADANOV-OPIS-MECZU-LEGIA-VS-TREFL

Pełne trybuny, agresywny Trefl i waleczny Radanov - opis meczu Legia vs Trefl

12/04/2025 23:44
Andrzej Romański/plk.pl

Faza zasadnicza Orlen Basket Ligi wkracza w decydujące momenty. W sobotni wieczór obejrzeliśmy szlagierowe starcie Legii Warszawa z Treflem Sopot. Hala Bemowo wypełniła się po brzegi, bowiem gospodarze stanęli przed szansa powrotu na fotel wicelidera tabeli OBL. Niedostępny był Jarosław Zyskowski.

Mecz rozpoczął się od celnej trójki Michała Kolendy, który – przypomnijmy – spędził aż osiem lat w Treflu, pełniąc także funkcję kapitana drużyny. Chwilę później inicjatywę przejęli podopieczni trenera Žana Tabaka, a wyróżniał się szczególnie Kanadyjczyk Aaron Best. Leworęczny zawodnik już drugi sezon pokazuje w naszej lidze swoją szybkość i skuteczność w rzutach z półdystansu po koźle. Mimo tego Legia sprawiała wrażenie drużyny niezwykle skoncentrowanej, z jasno nakreślonym planem na zatrzymanie zespołu z Sopotu. Warto przypomnieć, że w grudniu ubiegłego roku zdobywcy Pucharu Polski 2024 rozgromili Mistrzów Polski 2024, wygrywając różnicą ponad 30 punktów. Tym razem impuls z ławki dał Aleksa Radanov – Serb trafił pięć rzutów wolnych z rzędu, wywalczył zbiórkę i po niej rozprowadził skuteczną akcję. Radanov to wysoki, wszechstronny zawodnik, który może występować na wielu pozycjach. Trener Heiko Rannula z pewnością ceni sobie współpracę z tak uniwersalnymi graczami. Po wyrównanych i emocjonujących dziesięciu minutach pierwszej kwarty, Trefl prowadził 22:20.

Druga część meczu to popis solidności, wyrachowania i konsekwentnej gry gości. Sopocianie umiejętnie wykorzystywali czas akcji, rozgrywając przemyślane i dopracowane ofensywy. Pod koszem bardzo aktywny był Geoff Groselle – były MVP ligi z czasów gry w Zastalu Zielona Góra. Choć w sezonie 2022/23 reprezentował Legię, jego styl gry nie do końca pasował do warszawskich schematów taktycznych, co nie pozwoliło mu w pełni rozwinąć skrzydeł. W barwach Trefla prezentuje się jednak znacznie lepiej i w drugiej kwarcie był absolutnie kluczowy. Trener Heiko Rannula w odpowiednim momencie poprosił o przerwę, by uporządkować grę swojego zespołu. Trybuny się ożywiły, a kilka efektownych trafień dołożył jeden z najlepszych strzelców ligi – Kameron McGusty. Mimo to końcówka połowy należała do gości, którzy utrzymali wysokie tempo gry. Po celnym rzucie Aarona Besta niemal równo z syreną, Trefl schodził do szatni z 11-punktową przewagą.

Trzecia kwarta rozpoczęła się mocnym uderzeniem ze strony gości, którzy chcieli przysłowiowo „zamknąć” ten mecz. Legia próbowała się odgryzać, jednak bezskutecznie. Zawodnicy ze stolicy pudłowali z prostych pozycji i nie potrafili znaleźć recepty na wszędobylski Trefl. Sopocianie narzucili tempo, którego Legioniści nie byli w stanie utrzymać. Świetnie grą kierował Nick Johnson, a kompleksowa obrona pozwoliła gościom utrzymać przewagę z pierwszej połowy.

W czwartej kwarcie przewaga Trefla rosła z akcji na akcję, a frustracja w szeregach gospodarzy była coraz bardziej widoczna. Zespół z Sopotu prezentował się agresywnie i pewnie, skrzętnie wykorzystując słabe ustawienie defensywne Legii, m.in. poprzez rzuty za trzy punkty z otwartych pozycji. Gospodarze mieli ogromne problemy ze skutecznością zza łuku – trafili zaledwie 3 z 21 prób. To zdecydowanie za mało, by pokonać drużynę, która dominuje pod koszem. Na pochwałę zasłużył Aleksa Radanov, który walczył do samego końca, starając się o jak najlepszy wynik dla siebie i zespołu. Serb zakończył mecz z imponującymi statystykami: 15 punktów, 11 zbiórek i 6 asyst.

Pomimo pełnych trybun i oprawy na parkiecie, koszykarska Legia nie zdołała przeciwstawić się kolektywnej drużynie prowadzonej przez trenera Žana Tabaka. Sopocianie zrewanżowali się za dotkliwą porażkę z grudnia i z nadzieją patrzą w kierunku domowego starcia z Zielonogórskim Zastalem w najbliższy czwartek. Legia również w czwartek zmierzy się na trudnym, wyjazdowym terenie – z Górnikiem Wałbrzych. Walka o rozstawienie w fazie play-off trwa, więc do końca sezonu nie zabraknie emocji.